Metry, których nie ma

Piotr Schutta 20 czerwca 2014, aktualizowano: 20-06-2014 16:44

Metr ma sto centymetrów, a pokój - ściany i sufit. Nie w Polsce. Człowiek nieznający norm budowlanych i reguł rządzących branżą deweloperską jest jak dziecko we mgle. Brzmi to absurdalnie, jednak fachowcy doradzają, by mieszkanie kupować z własnym prawnikiem i ekspertem budowlanym.

Fot.: Łukasz Ciaciuch

Klienci bydgoskiej firmy Arkada Invest, Maja i Norbert Łysiakowie, tak nie zrobili. Zamiast zgłębiać ministerialne rozporządzenia o normach budowlanych skupili się na pozyskaniu sporego kredytu bankowego i na marzeniach o cudownym mieszkaniu z antresolą w nowym budownictwie. Dziś spoglądają na nie i zadają sobie niepokojące pytanie: „Ile metrów powierzchni użytkowej ma właściwie ten lokal?”



Kiedy w grudniu 2010 r. zawierali umowę ze spółką „Niemcz Arkadia 2”, byli przekonani, że kupują mieszkanie o powierzchni użytkowej 81,79 metrów kwadratowych, a całkowitej - blisko 99 metrów. Rok później, gdy ich blok był już gotowy, dowiedzieli się, że użytkowy wymiar lokalu będzie

mniejszy o 6 metrów.


Tak wynikało z inwentaryzacji powykonawczej przeprowadzonej przez dewelopera. Wyszło dokładnie 75,68 metrów. Klientom zaproponowano zwrot 25 tys. zł, ale tylko za 5 metrów (do dzisiaj kwestia szóstego metra nie została wyjaśniona).
- Nie mieliśmy wyboru. Zgodnie z umową przedwstępną moglibyśmy się wycofać jedynie wtedy, gdyby się okazało, że mieszkanie jest znacznie większe niż w projekcie i musimy dopłacić. Tu było odwrotnie - mówi Norbert Łysiak. - Postawiono nas przed faktem dokonanym, bo przecież nie szukaliśmy mieszkania 75-metrowego
- podkreśla.
Klienci

przyjęli mniejsze mieszkanie


i inne konsekwencje pomyłki dewelopera. - Gdybyśmy wiedzieli, że mieszkanie będzie mniejsze, wzięlibyśmy niższy kredyt. Koszty odsetek i opłat bankowych byłyby o wiele mniejsze - mówi Maja Łysiak. - Gdybyśmy wiedzieli, że kupujemy mieszkanie o powierzchni 75 metrów, moglibyśmy skorzystać z programu „Rodzina na swoim”. Zakładał on rządową dopłatę do części odsetek bankowych przez 8 lat. Nie skorzystaliśmy, bo my przecież kupowaliśmy prawie 82 metry - nie ukrywa rozgoryczenia kobieta.

Arkada Invest rozbieżności w metrażu tłumaczy błędem pomiarowym na etapie projektowania.

- Architekt nie uwzględnił wszystkich okoliczności mających wpływ na obmiar, czyli na przykład skosów - wyjaśnia radca prawny Arkady Piotr Folgier.

- Zgodnie z prawem deweloper ma obowiązek dokonania pomiaru powykonawczego. Zlecamy to zewnętrznej, profesjonalnej firmie z uprawnieniami. W trakcie tego pomiaru

wyszedł błąd projektanta


- przyznaje Maciej Wawrzkowicz, dyrektor firmy Arkada Invest. - Tę informację przekazaliśmy niezwłocznie klientom i oczywiście daliśmy im możliwość odstąpienia od umowy oraz weryfikacji obmiaru. Następnie podpisali oni umowę końcową przeniesienia własności ze skorygowanym obmiarem - twierdzi Wawrzkowicz. Jego zdaniem potencjał użytkowy mieszkania się nie zmienił. Zapewnia, że ma ono taką powierzchnię podłogi, jak zakładano w projekcie. - Chodzi jedynie o techniczny pomiar, który wymaga wyłączenia pewnych powierzchni pod skosem. Państwo Łysiakowie wiedzieli, jakie są to powierzchnie oraz gdzie planuje się skosy - uważa dyrektor Arkady.

Na tym sprawa mogłaby się zakończyć, gdyby nie nowe okoliczności, które pojawiły się w połowie 2013 r.

- Musieliśmy pozbyć się połowy mebli z sypialni, bo antresola, która według nowego pomiaru miała być dwunastometrowym pokojem, okazała się gołębnikiem o powierzchni siedmiu metrów kwadratowych. Już prawie się pogodziliśmy z tym, że nic w tym nowym mieszkaniu nie możemy ustawić tak, jak sobie zaplanowaliśmy, kiedy nagle dowiedzieliśmy się, że Arkada sprzedaje mieszkanie bardzo podobne do naszego i że jego powierzchnia użytkowa wynosi nie 75 metrów, lecz zaledwie 71. Postanowiliśmy to sprawdzić - nie ukrywa Norbert Łysiak.

Najpierw mężczyzna wybrał się na oględziny tamtego lokalu, a kiedy powziął przekonanie, że jest on identyczny z jego mieszkaniem, postanowił wezwać do siebie specjalistę od pomiarów. Wynik był dla państwa Łysiaków szokujący. Ekspert z Biura Projektowo-Handlowego Delta wyliczył, że ich mieszkanie

jest jeszcze mniejsze,


niż myśleli. Ma 68 metrów powierzchni użytkowej według normy z 1997 r. albo 71 metrów według starej normy z 1970 r.
- Powierzchnia całkowita, mierzona po podłodze, też wyszła inaczej niż określono to w projekcie. Według naszych obliczeń jest o ponad trzy metry mniejsza - mówi Karol Dumania z firmy Delta.

Zdenerwowani klienci udali się do prawnika, który doradził im wystąpienie do Arkady o zwrot pieniędzy - za przepłacone koszty kredytu bankowego, brakujące metry i zadośćuczynienie. Wyszło 190 tys. zł. Po otrzymaniu wezwania do zapłaty deweloper zaprosił klientów na rozmowy.

Każda ze stron przedstawia dziś nieco inny przebieg spotkania, zarzucając sobie nawzajem brak chęci do ugodowego rozwiązania problemu. Niewykluczone, że sprawa znajdzie finał w sądzie.

- Państwo Łysiakowie żądają zupełnie nieuzasadnionej kwoty. Wielokrotnie przekracza ona różnicę w powierzchni, o której mowa. Mimo naszych próśb nie przedłożyli nam żadnych dowodów na błędy w obmiarze powykonawczym - Maciej Wawrzkowicz jest pewien swoich racji i podkreśla, że nie boi się sprawy sądowej, choć liczył na konstruktywną rozmowę z klientem. - Wybrali kontakt z prasą, co odbieramy

jako próbę nacisku.


- Powołują się na sobie wiadomy metraż, mierzony nie wiadomo przez kogo i według jakiej normy. Nie jesteśmy w stanie odnieść się do ich argumentacji i rozpocząć procedury weryfikacji bez dokumentów - informuje zdecydowanym tonem Piotr Folgier. W lutym 2014 r. mecenas odpowiedział klientom oficjalnym pismem, uznając ich roszczenia za bezzasadne.

- Ależ my mamy wszystkie konieczne wyliczenia - mówi Norbert Łysiak i pokazuje dokumentację, w której są m.in. pomiary wykonane przez eksperta z uprawnieniami. - Przecież nie wzięliśmy sobie tej kwoty i tego metrażu z powietrza. Nasz mecenas pokazał panom Wawrzkowiczowi i Folgierowi dokument inwentaryzacji powierzchni, sporządzony przez uprawnionego eksperta. Nie podważali go. Zapytali, czy sami mogą

przeprowadzić pomiar
jeszcze raz.


Chętnie się zgodziliśmy, bo zależało nam na dojściu do porozumienia. Nikt się jednak nie zgłosił, za to otrzymaliśmy pismo, z którego wynika, że Arkada nie chce z nami rozmawiać - wyjaśnia mężczyzna.Cytuje fragment pisma: „... Po konsultacji z rzeczoznawcą uznajemy za bezcelowe dokonywanie ponownych pomiarów powierzchni użytkowej lokalu, albowiem pomiar został dokonany zgodnie z właściwą normą (przyjętą zgodnie przez strony w umowie). W chwili obecnej ściany lokalu, jak i podłoga zostały wykończone, co powoduje, iż wykonanie pomiaru wg przyjętej normy jest niemożliwe”.

Kwestia norm, według których oblicza się w Polsce powierzchnię użytkową to temat na osobny wywód. Temat, z którym nie radzą sobie nawet branżowcy. Dość powiedzieć, że w użyciu są ciągle

dwie metody,


które różni m.in. sposób podejścia do obliczania skosów. Korzystniejsza dla kupującego jest norma nowsza, ISO-9836 z 1997 r. Deweloperzy używają jednak starej PN-70. Według niej bowiem mieszkanie zawsze jest o kilka metrów większe.

- Nasze mieszkanie deweloper pomierzył starą normą, na co się zgodziliśmy, ale nie mieliśmy wówczas zielonego pojęcia o normach i różnicach między nimi. Nikt nam tego nie wyjaśniał - mówią Maja i Norbert Łysiakowie. - Nieważne zresztą, którą metodę przyjmiemy. Tak czy tak, zawsze brakuje kilku metrów - twierdzą.

Część lokatorów osiedla Arkadia 2 również zaczyna ponownie mierzyć swoje mieszkania. Jeden z nich (na razie nie chce się ujawnić), pokazał nam wyniki pomiarów. Są mniejsze od tych, które przedstawiła mu Arkada Invest. - Na pewno poinformujemy o tym dewelopera i będziemy chcieli z tym coś zrobić - mówi nasz rozmówca.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 21-06-2014 15:04

    Brak ocen 0 0

    - vlad: Bardzo "odkrywcze" rzeczy w tym artykule, że w przepisach prawnych panuje burdel oraz że przed podpisaniem wypadałoby dokładnie zapoznać się z umową.

    Odpowiedz

  2. 20-06-2014 18:38

    Oceniono 2 razy 0 2

    - Ekspert: Dziennikarz wydał wyrok- tytuł sugeruje,że metry zniknęły,czy Pan Dziennikarz - mądrala może powiedzieć skąd ta pewność,że deweloper kogoś oszukał, czy Pan Dziennikarz to specjalista w zakresie prawa budowlanego,ż e od razu feruje wyroki, w głowach wam się poprzewracało! Może poczekajcie na wyroki sądowe i rozstrzygnięcia specjalistów! Kolejni nierzetelnie dziennikarze! Ale czego można się spodziewać po prowincjonalnym tabloidzie!

    Odpowiedz

  3. 20-06-2014 18:32

    Oceniono 2 razy 1 1

    - Ekspert: Dziennikarze mądrale

    Odpowiedz

  4. 20-06-2014 17:36

    Brak ocen 0 0

    - mierniczy : no i łyso im /i to w CZASACH PRZECHWALANIA ILE CM MAJĄ POLITYCY

    Odpowiedz