Dobra partia dla miastowej

Małgorzata Oberlan 20 czerwca 2014, aktualizowano: 20-06-2014 16:39

Żona rolnika powinna: kochać wieś, rano wstawać, umieć wypełniać wnioski o unijne dotacje i mieć prawo jazdy. - Na wsi niczego jej nie zabraknie. Fryzjer przyjedzie do niej domu, a i pizzę przez telefon też zamówi - gwarantuje Kazimierz Moskal, sołtys Dorposza Szlacheckiego niedaleko Chełmna, kawaler (ale tylko do soboty).

Mateusz Poznański ma 28 lat, pracuje na stacji paliw w Dorposzu Szlacheckim, pomaga też roidzicom w dużym gospodarstwie hodowlanym w Grzybnie

Fot.: Jacek Smarz

Wędrówkę po Dorposzu, zgodnie ze wskazówką Mieczysława Misiaszka, wójta gminy Kijewo Królewskie (powiat chełmiński), rozpoczynamy od „uliczki starych kawalerów” tuż za figurą Matki Boskiej. Chcemy dowiedzieć się, jak dziś rolnik szuka żony i czy taką znajduje. Za świętą figurą szybko okazuje się jednak, że spóźniliśmy się z wizytą dobry rok. - Z klubu starych kawalerów zostałem tylko ja - prezes. Trzech moich kolegów zmarło, nie dobijając do sześćdziesiątki - rozkłada ręce Józef Kazimierz. - Pewnie gdyby mieli żony, to pożyliby dłużej...

Rozrywkowy chłopak byłem...


Józef Kazimierz, lat 60, zapalony myśliwy, nie ma zaufania do prasy. Szczególnie tej branżowej. Tak naprawdę to kontakt z dziennikarzem miał dotychczas jeden, ale jakże przykry. Działo się to jakieś trzy lata temu, gdy zamiast jenota ustrzelił... kota. Dziennikarz z pisma branżowego zrobił z tego taką aferę, że rolnik swój karabin - jak mówi - dostanie do ręki dopiero za rok.


No, ale niezobowiązująco o stanie kawalerskim pogadać można. Dlaczego pan Józef Kazimierz jest sam? - Rozrywkowy chłopak byłem, może nawet za bardzo. Żadna wiejska impreza, żaden festyn nie mógł się beze mnie odbyć - wyznaje szczerze. - Do dziś lubię browarek, a sytuacji do wypicia nie brakuje. Nawet po takim polowaniu, zawsze jakiś król (taki być musi, choćby tylko parszywego lisa trafił) ogłasza polewanie. Jakby żona czekała w domu, to człowiek by się pohamował.

Gdyby znalazła się taka, która na rolnika zagięłaby parol, zostałaby panią na 21 hektarach („W jednym kawałku!”) i pewnie nie musiałaby gotować. Józef Kazimierz ma dryg do kuchni. - Jak grochówkę wypichcę, to pół wsi się zlatuje - zachwala.
- A moja kaczuszka z jabłkami... No, palce lizać!

Rolnik ma spory, murowany czerwoną cegłą dom, samochód osobowy, sprzęty rolnicze i serce do zwierząt. Pies Nero, wierny przyjaciel, nie ma łapy. Przejechał go samochód, gdy uprawiał we wsi turystykę seksualną. Kto inny by uśpił, Józef Kazimierz kazał ratować. W życiu wykarmił też niejedno porzucone dzikie zwierzę. Historia z tym kotem, który nie był jenotem, to przykry wyjątek. - Ale żona to powinna być ze wsi. Zresztą, z miasta na wieś to chyba jakieś ostatnie poczwary się sprowadzają - żegna nas perskim okiem gospodarz.

Żona do Unii dostosowana


Kazimierz Moskal, lat 26, to zupełnie inny przedstawiciel kawalerskiego gatunku. Zresztą, tylko do jutra, kiedy to zabrzmią mu kościelne dzwony.

Sołtys Dorposza Szlacheckiego to modelowy młody rolnik, korzystający z unijnego wsparcia, modernizujący co się da i w tempie błyskawicznym zmieniający robocze ogrodniczki na modną koszulę do zdjęcia.

- Moją Alinę poznałem w Technikum Rolniczym w Grubnie. Potem spotykaliśmy się na zabawach, jeszcze później Alina szukała osoby towarzyszącej na wesele. A ja już taki jestem, że odmawiam tylko wódki i pacierze, więc się zgodziłem. I tak to się na poważnie zaczęło - wspomina.

Przyznaje, że ma szczęście. Wielu kolegów do dziś drugiej połówki nie znalazło. Jeśli nie uda się za młodu, w szkole czy na zabawie, to potem jest coraz trudniej. Jedne dziewczyny zadzierają nosa i ciągnie je do miasta. Drugie zaraziły się modą „na singielki” albo chcą być z chłopakiem, ale bez zobowiązań. A tym z miasta raczej trudno dogodzić. „Jestem Genek. Mam gospodarkę pod Chełmnem”

- powie taki w klubie miastowej, a ona tylko na pięcie się obróci.

- Tymczasem życie na wsi się zmieniło - weszła technologia. Są już gospodarstwa tak wysoce zmechanizowane, że żona rolnika nie ma okazji rąk ubrudzić - podkreśla Kazimierz Moskal. - Lepiej, żeby swoje ręce przyłożyła do dokumentacji i księgowości. Unijne dopłaty i programy - rzecz piękna, ale związana z tomami papierów. Żona, która to ogarnia, to prawdziwy skarb!
Sołtys rządzi na 15 hektarach. Jego gospodarstwo nastawione jest na produkcję zwierzęca i roślinną. A jego żona? No, cóż. Ptasiego mleka jej nie zabraknie.

Fryzjer, pizza i Krawczyk


Życie na wsi jest nudne, ciężkie i bardzo różni się od tego w mieście? Fałsz! Marzena Moskal, siostra sołtysa, siada z nami przy kuchennym stole i precyzyjnie obala mit za mitem.

Zakupy tylko w wiejskim sklepiku? - Ależ! Dwa kilometry stąd, w Kijewie, jest Careffour Express. Siedem kilometrów od nas, w Chełmnie, działają Biedronka, Tesco, Lidl, Intermarche, Media Ekspert i nie tylko.

Balejaż i trwała dopiero w mieście? - Ależ! (i śmiech). Fryzjer i kosmetyczka mogą przyjechać do ciebie do domu. Na przykład fryzjerka pracująca w Chełmnie zajeżdża. A zresztą jest zakład w Kijewie.

Wieczorem tylko kanapki z serem? - Nie ma takiego przymusu. W Kijewie działa dobra pizzeria. Można zamawiać przez telefon.
Dziecko w domu, bo nie ma przedszkola? - Nieprawda. W naszej gminie są aż cztery, w tym jedno językowe.

Posucha rozrywkowa? - No, tu już pani zupełnie nie trafiła. Fajne imprezy są chociażby w niedalekim Kokocku, a i w pizzerii można potańczyć. A w miniony weekend, na święcie gminy Kijewo Królewskie śpiewał Krzysztof Krawczyk. (W temacie rozrywki włącza się sołtys. Wspomina swój wieczór kawalerski, który skończył się w klubie pod Radzyniem. Jednym słowem, możliwości są.)

Przystojny, robotny i bez obrączki


Mateusz Poznański, lat 28, pracuje na stacji paliw w Dorposzu Szlacheckim. Śniada cera, piwne oczy, śnieżnobiały uśmiech. W błękitnych dżinsach i sportowym polo niczym nie różni się od chłopaków z miasta. Ale do tego miasta wcale się nie pali.
- Duszę się w nim. Moje życie to wieś i praca. Na wczasach wytrzymuję trzy dni. Czwartego świruję z nieróbstwa. Już bym gdzieś pokopał, ponosił, poprzekładał - wyznaje rozbrajająco.

Ta jednak, która go ostatecznie usidli i zaprowadzi do ołtarza, nie będzie zmuszana do ciągłej pracy. Mateusz mieszka w niedalekim Grzybnie. Tu jego rodzice prowadzą duże i bardzo nowoczesne gospodarstwo hodowlane (specjalizacja: opasy). On, oczywiście, pomaga. - Rodzice niebawem wylatują na tydzień do Włoch. Wtedy gospodarstwo będzie na mojej głowie. Jak widać, urlop, także zagraniczny, nie jest dla rolnika czymś niemożliwym - dodaje.

Mateusz ma dziewczynę, ale daty ślubu jeszcze nie wyznaczyli. Jednego jest pewien - zostanie na wsi. Nie tak, jak wielu znajomych dwudziestokilkulatków, którzy nie chcą już pracować w gospodarstwach i wybiera pracę w zakładach przemysłowych czy emigrację zarobkową za granicę. A przyszła żona Mateusza Poznańskiego, jeśli tylko zechce, będzie mogła pracować zawodowo poza gospodarką. To dziś tak samo normalne w okolicy, jak woda w kranie, Internet i pizza zamawiana przez telefon.

A której wieś nie służy?


Małgorzata Urbańska, doświadczona życiowo gospodyni z Dorposza, zaraz nam to szybko objaśni. Tylko zejdzie z roweru i obetrze spocone czoło.

Po pierwsze więc, jak dziewczyna wsi zdeklarowanie nie lubi, niech się na żonę rolnika nie pcha. Jak jej wszystko śmierdzi, kłuje i bzyczy - niech na wstępie da sobie i biedakowi spokój. Po co takiego rozkochiwać, skoro wsi nie cierpi?

Po drugie, niech rolnikowi nie zawraca głowy dziewczyna śpiąca do południa. Na gospodarce wstaje się o godz. 6, najpóźniej 7 rano. Zmechanizowana ona czy nie, to świnki, kury, kaczki i inne zwierzaki dopatrzeć trzeba osobiście.

Po trzecie, jeśli któraś chce żywić siebie, męża, a potem dzieci wyłącznie tą pizzą z Kijewa Królewskiego, to niech też odpuści. Obiad gotuje się codziennie, i to koniecznie z zupą.

Po czwarte wreszcie, dziewczyna bez prawa jazdy sobie nie poradzi. A to trzeba po większe zakupy się wyprawić, a to dzieci do przedszkola/szkoły zawieźć, a to w gminie coś załatwić. Jeśli dziewczyna reprezentuje typ królewny, oczekującej, że mąż będzie jej szoferem, to źle kombinuje. Rolnik ma gospodarkę na głowie i od żony oczekuje, że część spraw sama załatwi.

Rodzynek przy dystrybutorze


Na koniec, dziewczyny, cenna informacja! Dystrybutor na stacji paliw w Dorposzu obsługuje 20-letni Paweł Steinmann. Przystojny, sympatyczny i całkowicie wolny. - Szukam dziewczyny. Powinna być mądra, ładna, wierna i pracowita. Nieważne, skąd będzie pochodzić. Byle zaakceptowała, że ja chcę zostać na wsi.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 14-07-2014 20:34

    Oceniono 1 raz 1 0

    - lina: a ja szukam meza rolnika 35-42 lat spokojneg o domatora bezdzietnego kawalera z prawem jazdy z kraju wsi zagranicy ,moge sie przeniesc z pomorza kawa518@gazeta.pl

    Odpowiedz

  2. 30-06-2014 12:48

    Oceniono 3 razy 3 0

    - ania: ja kocham wieś , stąd pochodzę, ale rolnika nie szukałam na męża , powód? Nie potrafię zabić żadnego zwierzęcia , ani wypatroszyć go. Taki feler . U mnie kura chodziłaby po podwórzu do naturalnej śmierci, chyba, że mąż by ją zabił i oprawił, a ja bym tylko ugotowała. No ale wiadomo, rolnik nie szuka takiego dziwadła jak ja...szkoda.

    Odpowiedz