Pani Wisława jeszcze nas zaskoczy [WYWIAD]

Jarosła Jakuboiwski 20 czerwca 2014, aktualizowano: 20-06-2014 16:24

- Jesienią tego roku ukaże się najprawdopodobniej najważniejsza z jej nieopulikowanych jeszcze książek. Szykuje się wydarzenie literackie - zapowiada były sekretarz laureatki Nagrody Nobla.

Michał Rusinek czuje się strażnikiem spuścizny po wielkiej poetce

Fot.: Dariusz Bloch

Rozmowa z MICHAŁEM RUSINKIEM, prezesem Fundacji im. Wisławy Szymborskiej.



Jak wyglądało Pana pierwsze spotkanie z Wisławą Szymborską?
Poznałem ją pół roku przed nagrodą Nobla dzięki wspólnej namiętności do zabaw literackich. Kończąc studia polonistyczne z koleżankami i kolegami założyliśmy Towarzystwo Miłośników Limeryków, a z drugiej strony „towarzystwo miłośników” pewnej pani profesor, którą postanowiliśmy czcić limerycznie. Dostałem wtedy zadanie zaprosić na spotkanie tego towarzystwa Wisławę Szymborską. Byłem przerażony. Dostałem jej numer telefonu, tajny oczywiście. Były to czasy, kiedy nie miała jeszcze sekretarza, więc wiedziałem, że albo jej nie będzie, albo podniesie słuchawkę. No ale jakoś ją zaprosiłem, choć plątał mi się język. Przyszła na to spotkanie. Absolutnie urocza pani, wszyscy byli pod jej ogromnym wrażeniem, zwłaszcza jej poczucia humoru.


Poetka była zaprzyjaźniona z bydgoskim „Kwartalnikiem Artystycznym”. Pomagała finansowo...
Ona w ogóle zawsze pomagała, ludziom, instytucjom. Powtarzała często, że nie lubiła występować w roli „dobrej pani”, która coś rozdaje i rozgłasza, że rozdaje. Uważała to za coś nieprzyzwoitego. Muszę przyznać, że o bardzo wielu jej darowiznach nie wiedziałem. Ale wspierała kilka pism literackich, między innymi „Kwartalnik Artystyczny”, który lubiła, ceniła i w nim publikowała.


Bywała w Bydgoszczy?
Była chyba incognito, dokładnie nie pamiętam, ale miała przyjaciółkę w Toruniu i do niej przyjeżdżała, sama, prywatnie.


Fundacja im. Wisławy Szymborskiej przyznaje zapomogi pisarzom. Dużo wniosków?
Z tym jest różnie. Były edycje, że przyznaliśmy zapomogi właściwie wszystkim, którzy się do nas zwracali. W ostatniej edycji dostaliśmy bardzo dużo zgłoszeń: z żalem musieliśmy wielu osobom odmówić, choć z pewnością na pomoc zasługiwały. Zasugerowaliśmy, żeby złożyli ponownie wnioski za pół roku.


Przyznajecie również Nagrodę Poetycką im. Wisławy Szymborskiej. Jej wysokość, 200 tys. zł, czyni ją najpoważniejszą w Polsce.
Powołaliśmy kapitułę, która jest nietypowa na rynku literackim, złożoną głównie z tłumaczy-obcokrajowców, którzy tłumaczą poezję. Oni mają swoje spojrzenie na literaturę, nie są związani z ośrodkami literackimi w Polsce. Ich wybory są więc specyficzne. Spotykamy się z zarzutami, dlaczego ci, a nie inni, ale to jest naturalne przy każdej nagrodzie. Ostatnio musieliśmy trochę zmodyfikować regulamin, by łatwiej było jurorom nominować książki tłumaczone z innych języków: nagroda nasza ma przecież charakter międzynarodowy. Jak dotąd laureatami byli wyłącznie poeci polscy. Mamy nadzieję, że w nowej edycji pojawią się nazwiska obcokrajowców tłumaczonych na język polski.


Co chcecie tą nagrodą promować?
Chcieliśmy uhonorować głównego laureata, to oczywiste, ale też doprowadzić do sytuacji, że cała piątka nominowanych będzie przez nas promowana. Wiadomo, że to się nie przełoży jakoś znacząco na sprzedaż, ale chcemy przypomnieć, że poezja polska, poezja w ogóle, to jest ważne zjawisko. Polska niekoniecznie słynie z produkcji samochodów małolitrażowych oraz sukcesów w piłce nożnej, natomiast możemy być dumni z „działki” poetyckiej, literackiej, z której jesteśmy znani na świecie. Naszymi najlepszymi ambasadorami są poeci.


Wie Pan o nieznanych utworach noblistki, które mogą jeszcze ujrzeć światło dzienne?
Prowadzimy rozmowy z wydawcami na temat tego, co jeszcze będziemy publikować, więc nie mogę zdradzać, co jeszcze zostało do opublikowania. Ale zorientowaliśmy się, że tych książek, które można wydać, jeszcze trochę jest. Nie chcemy wydawać absolutnie wszystkiego, każdego świstka, skrawka zapisanego papieru, ale jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że pani Wisława uporządkowała swoje archiwum. W mieszkaniu zostawiła teczki podpisane na przykład: „Notatki do wierszy”, „Wiersze wczes-
ne”, „Wiersze poza tomikami”. W nich panuje względny porządek, ale są dla nas znakiem, że gdyby nie chciała czegoś publikować, to by to wyrzuciła. Robiła zresztą bezlitosną selekcję swojej twórczości.


Może uchyli Pan rąbka tajemnicy...
O jednej książce mogę powiedzieć: najprawdopodobniej jesienią tego roku ukaże się chyba najważniejsza książka z tych jeszcze niepublikowanych, to znaczy tom z wierszami z lat 1944-48. Prawdziwy debiut Szymborskiej, którego nigdy nie opublikowała, bo został zatrzymany przez cenzurę. To nie były wiersze socrealistyczne. Po publikacji tej książki trzeba będzie zmienić biogramy Wisławy Szymborskiej.


Jaki tytuł?
Jeszcze nie wiemy, ale tytuł, który ona wymyśliła, to po prostu „Wiersze”, ale pewnie będzie inny. Utworów jest około 40, są podzielone na cykle, czego później nie robiła. Niektóre są znane, bo włączała je później do wyborów, natomiast nigdy nie opublikowała tego tomu w całości.


Ta książka zmieni nasze spojrzenie na twórczość Szymborskiej?
Myślę, że może, dlatego że większość historyków literatury uważa, że jej debiut stanowiły dwa tomy socrealistyczne napisane z początkiem lat 50. i dopiero od „Wołania do yeti” zaczyna się jej poezja jako taka. Teraz trzeba będzie spojrzeć na okres „przedsocrealistyczny”. Już są plany, żeby przetłumaczyć tę książkę na angielski, włoski i hiszpański. Najistotniejszy w tej książce jest motyw wojny. Szymborska należała przecież do pokolenia „pryszczatych”, ukształtowanego przez wojnę, a wierszy o wojnie publikowała bardzo niewiele. Niewiele, bo większość znalazła się właśnie w tym nieopublikowanym tomie. To nie są juwenilia, ale w większości bardzo dobre, dojrzałe, ciekawe wiersze, w których pobrzmiewa fascynacja awangardą, Przybosiem oraz motywy, które znajdziemy w późniejszej twórczości Szymborskiej. Myślę więc, że będzie to wydarzenie literackie.


Na ile znajomość z Wisławą Szymborską zainspirowała Pana jako pisarza?
Szymborska nie lubiła oceniać cudzej twórczości, natomiast bardzo ją ciekawiły zabawy literackie. Udzielała mi cennych porad dotyczących mojej twórczości niepoważnej. Jej wpływ polegał na ośmieleniu do tego, żeby coś opublikować, z pewnością to ona ośmieliła mnie do publikacji wierszyków dla dzieci.


Czuje się Pan strażnikiem spuścizny Wisławy Szymborskiej?
Trochę tak. I muszę lawirować pomiędzy tym, czego chcą ludzie, a czego nie chcieliby jej przyjaciele, którzy postrzegają nas jako „ciąg dalszy” samej Szymborskiej. Mam nadzieję, że niebawem Fundacja im. Wisławy Szymborskiej okrzepnie i stanie się ważnym zjawiskiem w naszym życiu kulturalnym.


Co z polską poezją po odejściu wielkich: Herberta, Miłosza, Szymborskiej i Różewicza?
Jestem dobrej myśli. Wydaje mi się, że będzie dobrze. Pojawiają się nowe nazwiska, nowe głosy, nowe tematy. Akurat w dziedzinie poezji i literatury w ogóle - poradzimy sobie. Co do samochodów małolitrażowych - nie jestem pewien.