Kurator czuwał, a skazani „kręcili lody”

Grażyna Ostropolska 20 czerwca 2014, aktualizowano: 20-06-2014 16:25

- To oburzające, że sprawcy największych oszustw dostają kary w zawieszeniu i dozór sądowy, który nie przeszkadza im w popełnianiu kolejnych przestępstw - mówią poszkodowani przez Marcina i Monikę W., którzy są podejrzani o węglowy przekręt na 87 mln zł.

To mieszkańcy osiedla, położonego w pobliżu składów węgla w Białych Błotach powiadomili gminę, a potem CBŚ o nielegalnych działaniach spółki

Fot.: Dariusz Bloch

Akcję CBŚ w firmach Składywęgla.pl i MM Group (z 3 bm.) zwieńczyło aresztowanie 10 osób z kierownictwa tych spółek. Zarzuca się im udział w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustwa, wyłudzenia podatkowe oraz pranie brudnych pieniędzy. Za kratki trafił Marcin W., współzałożyciel obu firm i


zarazem dyrektor generalny Składówwęgla.pl, zaś jego żona Monika W. wyszła na wolność za poręczeniem majątkowym w wysokości 500 tys. zł.
- Widać, że poprzedni wyrok za oszustwa niczego państwa W. nie nauczył, wręcz przeciwnie, zachęcił ich do przestępczych działań na większą skalę - konstatują poszkodowani w innej aferze, zwanej umownie

„Super Price”


od nazwy sieci sklepów, założonych przez Marcina i Monikę W.

W latach 2004-2005 małżeństwo W. naciągnęło 168 osób i firm z całej Polski na ponad 8,5 mln zł. Dostali za to dwa lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat i dozór sądowego kuratora.

- Miał pilnować, by skazani w ciągu 4 lat naprawili wyrządzone nam szkody, a tymczasem Marcin i Monika W. tylko markowali spłacanie pieniędzy - żalą się poszkodowani. Pan G. oblicza swoje szkody na 90 tys. zł, ale są firmy, które wskutek przestępczej działalności W. straciły po kilkaset tysięcy. Przekręt polegał na tym, że Marcin W. jako prezes spółki Textile i zarazem przedstawiciel firmy Earl Moda, której prezesem była jego żona Monika, wynajmował powierzchnie sklepowe oraz brał towar od dostawców i za to nie płacił. Sąd ustalił, że było to działanie umyślne, nastawione na osiągnięcie korzyści. Wśród poszkodowanych była firma „Geant Polska”, która próbowała odebrać swoją wierzytelność przez komornika, ale Marcin W. udaremnił egzekucję, ukrywając zagrożony zajęciem majątek w innej swojej firmie: MWM Plus. Sąd orzekł, że Marcin i Monika prowadzili nierzetelną księgowość i kompletnie bagatelizowali ustawę o rachunkowości.

Wyrok (dwa lata w zawieszeniu na pięć) zapadł w 2009 roku, a od marca 2010 roku skazani mają kuratora.

- Nie wykonali wyroku, choć na naprawienie pokrzywdzonym szkody mieli ponad 4 lata, więc sąd winien im odwiesić karę, czyli „zapuszkować” - sugerują poszkodowani i zadają pytania:

Co zrobił kurator?


Czy ich upomniał? Czy wnioskował do sądu o odwołanie warunkowego zwolnienia skazanych?

- Kategorycznie odmawiam rozmowy na ten temat - słyszymy od kurator Małgorzaty B., która odsyła nas z tymi pytaniami do sądu.
Z akt sądowych wynika, że pierwszy sygnał o tym, że Marcin i Monika W. bagatelizują wyrok, pojawił się w październiku 2012 roku. V Wydział Śledczy Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy zapytuje, czy małżeństwo W. wywiązuje się z obowiązku naprawienia szkody, więc sąd prosi kuratora o sprawozdanie z dozoru skazanych i dwa tygodnie później takowe otrzymuje.Wyłania się z niego obraz Moniki i Marcina W., którzy ledwie wiążą koniec z końcem.

Ona jako dyrektor administracyjny w spółce MM Group zarabia zaledwie... 1020 zł netto, a jej mąż tylko 4641 zł brutto. Wprawdzie skazani zajmują ekskluzywny dom o pow. 300 m kw., ale ten należy nie do nich, tylko do ich... nieletnich dzieci. „To spadek po zmarłym ojcu mojego męża” - tłumaczy Monika W. kuratorce. Małgorzata B. widzi, że coś tu nie gra, bo dobrobyt, w jakim żyją skazani, przeczy ich rzekomej biedzie, którą tłumaczą problemy z naprawieniem szkody pokrzywdzonym. Ale kuratorka nie wszczyna alarmu.

Ten podnoszą w lutym tego roku poszkodowani w aferze „Super Price”. Bombardują sąd pismami. Informują, że skazani nie wywiązali się z orzeczonego wyrokiem obowiązku naprawienia szkody i wnioskują o „zarządzenie wobec Moniki i Marcina W. warunkowo zawieszonej kary”. 11 marca sąd wzywa kuratora i jego podopiecznych na rozprawę, która ma ten problem rozstrzygnąć.
„Skazani przeznaczali na spłatę należności 5 lub 6 tys. zł miesięcznie. Ja wielokrotnie im mówiłam, że te kwoty mogłyby być wyższe, aby pokrzywdzeni zostali zaspokojeni, ale to się nie zmieniało” - tłumaczyła sędziemu pani kurator. „Nigdy nie występowałam do nich z pisemnym upomnieniem” - przyznała.

Marcin W. wyraził skruchę i tak się przed sądem tłumaczył: „Ja robiłem przez te lata wszystko, co w mojej mocy, by poszkodowanych spłacić. Oprócz pensji to

oszczędzałem na dietach


i na hotelach, spałem w znacznie gorszym standardzie niż zapewniała firma.

Wywodził, że do 2010 r. ojciec pomagał mu spłacać zobowiązania, a gdy zmarł, to: „Chcąc zapewnić bezpieczeństwo majątku, tata przepisał wszystko: dom i firmę MM Group, na moje dzieci, a mnie ominął w testamencie. To skomplikowało spłacanie należności” - tłumaczył sędziemu i zapewniał, że teraz wszystko się zmieni, bo: „Rozpoczęła się transakcja sprzedaży udziałów MM Group w Składachwęgla.pl, co spowoduje, że sytuacja majątkowa, de facto moich dzieci, diametralnie się zmieni i da mi możliwość spłaty wierzycieli” - przekonywał. Tłumaczył, że ma zapewnienie zarządu spółki o udzieleniu pożyczki. „Ja mówię o pożyczce dla mnie w celu spłacenia pokrzywdzonych i wykonania wyroku, ale dokonanie takiej czynności przekracza zakres zwykłego zarządu, więc wymaga zgody sądu rodzinnego, który ma nadzór nad majątkiem moich nieletnich dzieci” - wyjaśniał Marcin W., a potem kwieciście przekonywał sąd, żeby nie odwieszał jemu i Monice kary, bo wkrótce wszystkich poszkodowanych spłaci. „Jest szansa na oczyszczenie mojego nazwiska i na to, że z podniesioną głową dalej będę funkcjonować w biznesie korporacyjnym. Mój ojciec miał do mnie ograniczone zaufanie, ale myślę, że dziś

byłby ze mnie dumny”


- wyznawał. Monika W. była w sądzie mniej wylewna: „Ja chciałam potwierdzić wszystko, co powiedział mój mąż, bo my wszystko robimy wspólnie” - oznajmiła.

Tych, którzy znali styl życia Marcina W. i jego żony, zapewne do łez rozśmieszą ich „majątkowe oświadczenia” wobec sądu i kuratora. Królowie węgla funkcjonowali w naszym regionie jako superbogacze i celebryci. Jeździli drogimi autami i użyczali ich innym. Byli goszczeni przez samorządowców i polityków, przebijali wszystkich w licytacji na marszałkowskim balu dobroczynnym, wydawali miliony na reklamę, sponsorowali żużlowców, mieli własną gazetę i „odpalali” przydatnym urzędnikom co nieco za usługę.
Wielkie pieniądze, pozyskiwane m.in. z wyłudzania nienależnego podatku VAT (śledczy ustalili, że z tego tytułu skarb państwa stracił co najmniej 35 mln zł) dawały im poczucie bezkarności, więc zakładali kolejne składy węgla, nierzadko bez należnych pozwoleń, a na zakupionych działkach bezprawnie wycinali lasy lub zasypywali stawy. Taki proceder odkryli mieszkańcy Białych Błot pod Bydgoszczą i od dwóch lat czekają na ukaranie winnych.

Sprzedawany przez Składywęgla.pl towar (głównie z Rosji i Kazachstanu) najpierw trafiał do MM Group, potem do Krajowej Spółki Węglowej s.c., należącej do Marcina W., a w końcu na skład węgla. Takie transakcje, jak ustalili śledczy, przeprowadzano tylko na papierze, by wyłudzić VAT.

Węgiel, który kupowali mali nabywcy i duże elektrociepłownie, był często gorszej jakości, niż to wynikało z reklam (zbyt duża wilgotność i zawartość kamienia), co zauważył UOKiK, wymierzając spółce Składywęgla.pl prawie pół miliona złotych kary. Prokuratura ma też dowody na polewanie węgla wodą z węża i mieszanie go z kruszonym kamieniem, co zwiększało wagę.
- Sądowy kurator zamiast celi dla oszustów, którzy wyłudzili miliony?

To śmiech na sali!


- oceniają poszkodowani w aferze „Super Price” i przypominają, że kiedy Marcin P., tworzył piramidę finansową Amber Gold, też był pod kontrolą kuratorów sądowych i to aż dwóch. Karę w zawieszeniu wymierzono mu za oszustwa w systemie Multikas, gdzie poszkodowanych było 300 osób. Sąd nakazał Marcinowi P. naprawienie krzywd i ustanowił nad skazanym kuratelę. Kuratorzy pisali w sprawozdaniach do sądu, że ich podopieczny z obowiązku dobrze się wywiązuje, bo już dokonał 500 wpłat na konto pokrzywdzonych, co było nieprawdą, bo wpłat i to niewielkich było zaledwie pięć. Gdański sąd okręgowy uznał takie działanie kuratorów za naganne i wystąpił z wnioskiem o wszczęcie wobec nich postępowania dyscyplinarnego.

Kurator przydzielony Marcinowi i Monice W. uznał, że lepiej zadziałać późno niż wcale i 23 maja br. wysłał podopiecznym... upomnienie z informacją, że dalsze naruszanie warunków zawieszenia kary może ich doprowadzić do więzienia.

3 czerwca miało się odbyć w tej sprawie kolejne posiedzenie sądu, ale skazani się nie stawili, bo tego dnia rano pojawili się w ich domu i firmach funkcjonariusze CBŚ.