Gruba Berta zniknęła razem z czekoladą i lękami

Paulina Błaszkiewicz 16 czerwca 2014, aktualizowano: 16-06-2014 10:43

Rozmowa z AGNIESZKĄ CZERWIŃSKĄ, właścicielką agencji modelek size plus „Nobody’s Perfect”, autorką książki „Śmierć Grubej Berty, czyli jak skutecznie zabić w sobie grubasa”.

Fot.: http://sophisti.pl/


Kiedy rozmawiałyśmy dwa lata temu, nie widziałam grubej Berty, ale pewną siebie kobietę, która walczy o to, by kobiety noszące ubrania w dużym rozmiarze miały prawo do ładnego wyglądu. Coś się zmieniło?
Gruba Berta kojarzy mi się z dzieciństwem, z tym jak kiedyś wyglądałam. Kiedy wtedy rozmawiałyśmy, byłam na pewnym etapie odchudzania, o którym można też przeczytać w mojej książce. Poza tym, że jestem dziś jeszcze bardziej szczęśliwą osobą, to nic się nie zmieniło. Nadal staram się udowodnić, że kobiety, które noszą rozmiar 44 i więcej, mogą się ubrać gustownie i ze smakiem. Nigdy nie promowałam otyłości. Wiele osób podejrzewało mnie, że chcę zrobić atut ze swojej wagi, a ja chciałam tylko pokazać, że każdy ma prawo bawić się modą. Dziewczyny, które są w mojej agencji, muszą dbać o swoje zdrowie i wygląd. Choć nazwa agencji oznacza w języku polskim to, że nikt nie jest doskonały, to jednak z niedbałością ma to niewiele wspólnego. Kobieta musi dbać o swoje ciało, m.in. o wygląd skóry, bez względu to, w jakim rozmiarze nosi ubrania.

No właśnie. Pani też była zadbaną kobietą. Po co więc było to odchudzanie? Wspomniała Pani o dzieciństwie, a tytuł książki mówi sam za siebie. To była próba oswojenia lęków czy rozliczenia się z przeszłością?
Jedno i drugie. Decyzja dotycząca zmiany swojego życia, a właśnie tak trzeba mówić o odchudzaniu osób otyłych, nie bierze się z niczego. Ja chudłam przez 6 lat, po drodze zaliczając małe sukcesy i duże porażki. Schudłam przede wszystkim dla siebie samej, ale decyzja o zmianie wzięła się z osobistych pobudek. Moja mama chorowała na raka żołądka i mimo że się z niego wyleczyła, to zmarła z powodu otyłości. Kiedy po bardzo trudnej operacji zapytałam lekarza, czy mama przeżyje, odpowiedział, że to ja mogę nie przeżyć, jeśli będę dalej tyła. To dało mi do myślenia. Wiedziałam, że muszę o siebie zawalczyć, ale udało się dopiero wtedy, kiedy zrozumiałam, że chcę, by gruba Berta zniknęła razem z czekoladą i lękami.

To właśnie z tych lęków wzięły się nadprogramowe kilogramy?
Tak. W 1986 roku, kiedy miałam 5 lat, aresztowano mojego tatę. Po 10 miesiącach uniewinniono go i wypuszczono - takich historii w okresie komuny było mnóstwo, ale do dziś pamiętam, jak milicja szukała wśród moich zabawek jakichś dokumentów. Mama i pozostała część rodziny widzieli, jak bardzo to wszystko przeżyłam, dlatego w nagrodę pozwalali mi jeść to, co chciałam. To było łagodzenie lęków i smutków. Nikt nie zastanawiał się nad tym, że grube dziecko będzie grubym nastolatkiem, a później grubym i nieszczęśliwym człowiekiem.

Tego, że osoby otyłe cierpią i są nieszczęśliwe, uczymy się mówić od niedawna. Chyba bardziej jestemy przyzwyczajeni do uśmiechniętych i sympatycznych grubasków?
To tylko tak ładnie wygląda, ale ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Jeżeli ktoś mi mówi, że kocha swoje ciało ważąc 130 kilogramów, to ja mu nie wierzę. Osoby otyłe za wszelką cenę szukają akceptacji, na co dzień się uśmiechają, ale to nic innego jak śmiech przez łzy. Wiem, co mówię, bo sama byłam taką uśmiechniętą grubaską. Do tego strasznie naiwną i przewrażliwioną, która wracała do domu i płakała w poduszkę.

To trochę tak jakby przepraszać za to, że się żyje...
Ale to tak jest. Doświadczyłam tego dwupoziomowo. Przypomina mi się sytuacja, jak jechałam pociągiem i... zajmowałam trzy miejsca siedzące. Jakiś czas temu zobaczyłam siebie z drugiej strony - na przeciwko mnie siedziała kobieta, która wyglądała dokładnie jak ja kilka lat temu. Na jej twarzy widać było wstyd i skrępowanie, i to myślenie: „Przepraszam, że żyję”. Chyba tylko ja wiedziałam, co tak naprawdę czuje ta kobieta i było mi jej strasznie żal.

Mam wrażenie, że rozpoczęła Pani nie tylko nowy etap, ale chyba drugie życie?
Nadrabiam zaległości. Cieszę się z małych rzeczy, np. z tego, że mogę biegać, chodzić po górach. Niebawem chcę skoczyć ze spadochronem. Świat osób otyłych mocno różni się od świata szczupłych. Ktoś, kto obserowowałby z boku moją radość w sklepowej przymierzalni z tego powodu że mogę założyć sukienkę w rozmiarze 38, powiedziałby, że jestem nienormalna. Dla mnie to był szok, a jednocześnie dowód na to, że mogę przekroczyć pewne granice, że już nie jestem uwięziona we własnym ciele. Jestem dowodem na to, że można i cieszę się, gdy ludzie, którzy na mnie patrzą, mówią: „Jeśli jej się udało, to mnie też się uda”.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 16-06-2014 22:03

    Brak ocen 0 0

    - czytelnik: Jeżeli Wy w temacie Na gorąco dajecie taki bzdet zamiast afery podsłuchowej, którą żyje cała Polska - to sięgneliście dna!

    Odpowiedz