Instrukcja obsługi mundialu

Michał Żurowski 13 czerwca 2014

Wreszcie! Wczoraj w Brazylii rozpoczęła się wielka gra o piłkarski Puchar Świata. Jubileuszowy 20. mundial, niestety, 13. bez Polaków. Czy zatem było na co czekać? Dlaczego mimo braku biało-czerwonych poświęcimy 24. wieczory piłce nożnej?

Można by odpowiedzieć słowami najsłynniejszego polskiego wiersza opiewającego tę grę - „Matchu footballowego”: „Oto tu jest największe Colosseum świata/Tu serce żądz i życia bije najwymowniej/Tu tajemny sens wiąże i entuzjazm brata/Milion ludzi na wielkiej rozsiadłych widowni (…)”. Kazimierz Wierzyński pisał to w czasach piłkarskiej prehistorii. W kolejnych strofach pojawia się nazwisko legendarnego hiszpańskiego bramkarza Zamory, a przecież „boski Ricardo” grał na II MŚ (pierwszych w Europie) w 1934 r. Od tamtego czasu prosta gra polegająca na kopaniu piłki bardzo się zmieniła, mundiale stały się szczytami tyleż najpopularniejszego sportu, co globalnego piłkarskiego biznesu, ale jedno pozostało niezmienne: magia futbolu. To, co sprawia, że - jak mawiał słynny couch Liverpoolu Bill Shankly - piłka nożna to nie jest sprawa życia i śmierci, lecz coś o wiele ważniejszego. Bo, po pierwsze - mundial to wielkie widowiska…

Hit na początek


Nie ma naszych, więc z patriotycznej ofiary obejrzenia trzech meczów (pierwszego, potem tego „o wszystko” i ostatniego „o honor”) jesteśmy zwolnieni. Z 64 zaplanowanych spotkań można wybrać te, których uczestnicy są w stanie wynieść mecz do rangi spektaklu. To selektywne podejście sprawdzi się jednak tylko w fazie grupowej, gdy 48 meczów zagrają wszystkie drużyny. Potem, od 28 czerwca, gdy zostanie czołowa szesnastka, terminarz będzie już spisem lektur obowiązkowych - samych hitów.


Na niektóre nie trzeba będzie czekać. Wszak najciekawiej zapowiadający się mecz z wszystkich 48 grupowych jest już dziś wieczorem. O 21.00 Hiszpania - Holandia! Mistrzowie kontra wicemistrzowie świata z poprzedniego mundialu zmierzą się zapewne o 1. miejsce w grupie B., choć wcale niewykluczony jest remis i rozstrzygnięcie końcowej kolejności w meczach z niedocenianym Chile i skazywaną na same porażki Australią. A wygranie tej grupy, to o wiele lepsza pozycja wyjściowa do dalszej drogi po drabince imprezy. Jeśli bowiem założyć, że grupę A wygrają Brazylijczycy, to drudzy z grupy B wpadną na nich już w 1/8 turnieju, zaś wygrani z „B” trafią na Chorwację, Meksyk lub Kamerun. Przyznacie, warto być pierwszym.

D i G, czyli ofiary losu


Tym razem nie chodzi o ofiary losu w sensie piłkarskich niedołęgów, ale o zespoły, które miały niefart trafić do grup D i G. Mocna stawka sprawia, że mamy w nich równania z co najmniej trzema niewiadomymi i już dziś wiadomo, że na końcu rywalizacji tego etapu pożegnają się z mundialem bardzo dobre drużyny i wybitni piłkarze. No, bo spójrzmy: W D Anglia, Urugwaj, Włochy i (do bicia?) Kostaryka. W tej grupie jutro wielki bój (czy piękny, to już inna sprawa) Anglia - Włochy. A 19 i 24 czerwca mecze obu tych utytułowanych zespołów z Urugwajem - czwartą drużyną poprzednich MŚ i kto wie, czy nie jednym z faworytów w tym roku. Wiele zależy od fizycznej dyspozycji wracającego po kontuzji jednego z najlepszych współczesnych piłkarzy - Suareza, ale i bez niego ma Urugwaj znakomitości w każdej formacji. Od wybieranego najlepszym bramkarzem Ameryki Płd. Muslery przez szefa obrony Godina (to on dla Atletico strzelił gola Realowi w niedawnym finale Ligi Mistrzów), a w pomocy jego klubowego kolegę Rodrigueza, po strzelca wyborowego Paris Saint Germain (wcześniej Napoli) Cavaniego.

W G Niemcy, Portugalia, Ghana i USA. Na dzień dobry, w poniedziałek o godz. 18., od razu mocne uderzenie: Niemcy - Portugalia! Faworyci grupy? Oczywiście. Z jednej strony, gwiazdozbiór Bayernu Monachium, a z drugiej, Ronaldo i inne filary Realu Madryt - Pepe, Coentrao… Trudno jednak nie polecić także ich spotkań z Ghaną. To przecież ćwierćfinalista MŚ 2010, który wciąż ma w składzie tak doświadczonych graczy, jak pomocnicy Milanu Essien i Muntari, Asamoah z Juventusu czy Boateng z Schalke 04. Najsłabsi (ale nie słabi) zdają się w tej stawce być Amerykanie. Zawsze waleczni, czasem skuteczni. Czy przyjmą rolę dostarczycieli punktów?

W pozostałych grupach łatwiej dostrzec mecze, które bez większego żalu można sobie darować. W spotkaniach Grecja - Japonia (19.06. w grupie C), Honduras
- Ekwador (20.06. w grupie E) czy Algieria - Korea Płd. (22.06. w grupie H) nie zabraknie pewnie walki i ambicji, ale futbolowej uczty - w tych i kilku innych meczach - nie ma co oczekiwać.

Sensacje - pieprz mundiali


Jeśli solą piłki nożnej są gole, to pieprzem mundiali są sensacje. Od 1950 r., gdy Brazylia na Maracanie uległa w finale Urugwajowi, niemal każdy turniej sypał niespodziankami. Albo w walce o medale (1954 - porażka węgierskiej złotej jedenastki z NRF, 1962 - wicemistrzostwo Czechów, 1974 - III miejsce Polaków), albo już na dzień dobry - zaczynając od klęski Brazylii i wywrotki Włochów na… Korei Płn. w 1966, a kończąc na wyeliminowaniu mistrzów świata Francuzów w grupie mundialu 2002 (i wtedy też karierze Turcji i Korei Płd.) czy ostatnim miejscu w grupie (nawet za Nową Zelandią) i odpadnięciu z turnieju w RPA obrońców tytułu z 2006 roku - Włochów. Cóż, magia piłki to także niespodzianki. Gdzie szukać ich teraz?

Gdyby odpowiedź była znana, niespodzianki nie byłyby niespodziankami. Można jednak wskazać czarne konie, które faworytami nie są, ale mogą namieszać. Wszystkim: i kandydatom do tytułu z Ameryki Południowej - Brazylii, Argentynie, Urugwajowi, i tym z Europy - Hiszpanii, Niemcom, a w dalszej kolejności Holandii i Francji, rozpoczynającej imprezę w stosunkowo łatwej grupie, ale osłabionej kontuzją Riberyego. Tym czarnym koniem jest Belgia. Dzięki wielce utalentowanej generacji, objętej w odpowiednim czasie doskonałym szkoleniem, ten nieduży kraj - którego reprezentację nie tak dawno eliminowały z turnieju „Euro 2008” zuchy z Polski - zbudował bardzo mocny zespół: bramkarze Courtois (Atletico) i Mignolet (Liverpool), obrońcy Vermaelen (Arsenal), van Buyten (Bayern) i Kompany (Manchester City), pomocnicy Fellaini (Manchester Utd.) i Dembele (Tottenham), a zwłaszcza napastnicy - bardzo skuteczny w ostatnich sparingach Lukaku (Everton), jego klubowy kolega Mirallas i Hazard (Chelsea), to tylko trzon tej drużyny. Tak silnej, że nie zmieścił się w niej np. filar Romy, najlepszy defensywny pomocnik Serie A - Nainggolan. Sprawców sensacji upatrywałbym także w gwiazdorskiej (tylko czy nie aż za bardzo?) drużynie Wybrzeża Kości Słoniowej, a także w zespołach Chorwacji (z fenomenalnym dyrygentem Modricem) i Kolumbii (8. miejsce w rankingu FIFA, ale na mundialu bez asa nr 1 - Falcao).

Ronaldo, Messi czy...?


No, właśnie! Który z nich błyśnie najefektowniej (i najdłużej) w tym turnieju? A może dwie najcenniejsze ikony futbolu ostatnich lat przyćmi Brazylijczyk Neymar? Albo rodak Messiego - fantastyczny ostatnio Di Maria? A Niemcy, Hiszpanie, Holendrzy? Goetze, Ozil, Fabregas, Iniesta, Robben, Van Persie?

Oto kolejny argument, by tę imprezę - nawet i bez udziału Polaków - smakować z wielkim apetytem. Tyle gwiazd w jednym miejscu i czasie! A ileż szans na narodziny nowych. Od zarania jedni przyjeżdżali na mundiale ze statusem gwiazd (Cruyff, Beckenbauer, Maradona, Zidane), ale inni - jak Pele, Kempes czy Rossi - na mundialu swoją gwiazdorską pozycję budowali. Może teraz zbuduje ją któryś z Belgów albo ktoś z Afryki. Pod nieobecność Polski każdy pewnie znajdzie kogoś, komu kibicuje. Ja zawsze trzymam kciuki za Holendrów, by wreszcie dopadli ten brakujący mistrzowski tytuł, ale na tym mundialu kibicuję także małej, dzielnej Bośni i Hercegowinie.

No i na koniec fundamentalne, stare jak mundial pytanie: Europa czy Ameryka Płd.? Na razie nasz kontynent prowadzi 10:9, ale Europejczycy nigdy nie wygrali MŚ w Ameryce, a Latynosi w Europie tak. Dziś wydaje się bardzo prawdopodobne, że 13 lipca po finale na Maracanie będzie 10:10.