Do rządzenia potrzeba trzech partii

Przemysław Łuczak 6 czerwca 2014

Rozmowa z dr. BARTŁOMIEJEM BISKUPEM, politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego.

Dr Bartomiej Biskup: - Wydaje się, że żadna afera, obojętnie czego by dotyczyła, nie jest w stanie zaszkodzić obydwu największym ugrupowaniom i odciągnąć od nich wyborców


Zaskoczyły Pana wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego?

Niespecjalnie, potwierdziły bowiem dominację dwóch największych partii PO i PiS oraz istnienie pewnego bezruchu na polskiej scenie politycznej. Jedyną zmianą jest dobry wynik Nowej Prawicy Janusza Korwina-Mikkego, która po raz pierwszy od 20 lat przekroczyła próg wyborczy i będzie miała cztery mandaty w nowym PE. Natomiast pozostałe partie, w tym lewicowe - SLD i Europa Plus Twój Ruch - osiągnęły bardzo słabe rezultaty. Leszek Miller jest zadowolony, że wygrał z Palikotem, który nie przekroczył nawet progu wyborczego, ale pamiętajmy, że sondaże dawały SLD w pewnym momencie nawet 15 proc. poparcia. Mało kto się spodziewał, że ostateczny wynik Sojuszu będzie tak marny - 9,5 proc. i tylko 5 mandatów. Sam myślałem, że będzie to przynajmniej 11 proc.

Z czego wynika ta niezwykła w skali europejskiej dominacja tych dwóch partii centroprawicowych na polskiej scenie politycznej?
PO i PiS są centroprawicowe głównie z nazwy. Obydwie wprawdzie wywodzą się z tego samego pnia, z AWS, ale nie są już takie jak były na początku. Platforma w pewnym momencie mocno skręciła w lewo. Próbując poszerzyć swój elektorat, starała się odbierać wyborców SLD i Palikotowi, skutecznie zresztą. A to, że w ostatnich miesiącach stała się trochę bardziej konserwatywna, jest wynikiem kryzysu ukraińskiego. Mimo to nie jest partią centroprawicową. Natomiast PiS pozostał w nurcie konserwatywno-narodowym. Widać wyraźnie, że te dwie największe partie chcą zachować swoją pozycję i starają się pokazać, że inne ugrupowania się nie liczą. I to cały czas im się udaje, bo mniejsze partie nie są w stanie zaproponować wyborcom nic nowego. Wiele wskazuje, że taka sytuacja może utrwalić się na dłużej.

PO wygrała z PiS tylko o 24 tys. głosów, ale obydwie partie zdobyły po 19 mandatów w PE. Które ugrupowanie, mimo remisu, Pana zdaniem, wyszło z tej konfrontacji zwycięsko?
Sukcesem PO jest nie tyle wygranie tych wyborów o 24 tys. głosów, lecz to, że powstrzymała trwający od dłuższego czasu spadek notowań i zdołała nadrobić straty względem PiS. Natomiast PiS uzyskało więcej mandatów w porównaniu do poprzednich wyborów europejskich i więcej głosów w skali kraju. Rozszerzyło się również geograficznie w stronę zachodniej Polski, powiększając poparcie w centralnej Polsce czy na Dolnym Śląsku, gdzie w ostatnich latach było słabsze od PO. Dlatego wskazałbym jednak na PiS, którego widoki na sukces w kolejnych wyborach są bardziej perspektywiczne.

PiS może więc powoli zacząć myśleć o odrzuceniu etykiety partii, która zaczynając od 2007 roku zawsze przegrywa z PO we wszystkich kolejnych wyborach?
Wynik uzyskany w wyborach do PE stawia PiS przed taką szansą w zbliżających się wyborach samorządowych, zwłaszcza do sejmików wojewódzkich i na prezydentów miast. Ale z ostatniego głosowania można wyciągnąć jeszcze jeden wniosek dotyczący przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Otóż bez choćby częściowego porozumienia z mniejszymi partiami prawicowymi, które teraz nie przekroczyły progu wyborczego, PiS-owi może nie udać się przebić tego szklanego sufitu, jakim jest zdobycie poparcia powyżej 35 proc. Zarówno PiS, jak i PO skazane są obecnie na koalicje trójpartyjne. Gdyby przenieść wyniki głosowania europejskiego na wybory parlamentarne, to okazuje się, że ani PO, ani PiS, nie byłyby w stanie zawiązać dwupartyjnej koalicji rządzącej. Wprawdzie PiS na razie nie chce słyszeć o zbliżeniu z małymi partiami, bo liczy na zdobycie 45 proc. głosów i samodzielne rządy, ale przy obecnym rozkładzie sił na scenie politycznej może być to niemożliwe.

Czy na podstawie wyników europejskich wyborów można coś powiedzieć o tym, co przyniosą czekające nas jesienią wybory samorządowe?
To wybory, które będą miały znacznie wyższą frekwencję niż europejskie, więc nie ma tutaj prostych analogii. Ale nie będzie już tak jak dotąd, że w większości województw i miast rządzić będzie PO. Teraz Platforma będzie musiała wchodzić w różne koalicje i bardziej układać się, żeby utrzymać władzę. Na pewno w niektórych sejmikach PiS zdobędzie większość, tak jak to się już stało w sejmiku podkarpackim, gdzie dotychczas rządziła PO. Jestem natomiast ciekaw, co zrobią małe partie prawicowe, takie jak Solidarna Polska czy Polska Razem, dla których będzie to ostatni sprawdzian, czy jeszcze mają szanse na samodzielne funkcjonowanie. Dlatego będą musiały wystawić swoich liderów w wyborach wójtów, burmistrzów i prezydentów. Jeżeli wypadną źle, to powinny zacząć myśleć o przyłączeniu się do większych partii.

Ile razy jeszcze Platforma może się uratować w ostatniej chwili przed porażką, tak jak to się stało w ostatnich wyborach?
Statystycznie rzecz biorąc, PO powinna już doznać porażki wyborczej. W rzeczywistości jednak decyzje wyborcze ludzi chodzą tak różnymi drogami, tak różne są ich motywacje, że trudno przewidzieć, jak długo może jeszcze trwać ta dobra passa PO. Wielokrotnie przed tymi wyborami mówiło się, że Paweł Piskorski, ujawniając kulisy finansowania KLD, pogrąży PO, ale nic takiego się nie stało. Tak samo było w przeszłości, m.in., z aferą hazardową. Wydaje się, że żadna afera, obojętnie czego by dotyczyła, nie jest w stanie zaszkodzić obydwu największym ugrupowaniom i odciągnąć od nich wyborców. Nie stawiałbym więc przedwcześnie krzyżyka na Platformie.

Z czego wziął się sukces Nowej Prawicy?
Na jej kandydatów głosował głównie twardy elektorat Janusza Korwina-Mikkego. Głosowali również młodzi ludzie, antysystemowi, anyestablishmentowi, niewidzący dla siebie miejsca ani perspektyw w Polsce, zawsze będący przeciwko wszystkiemu, a zwłaszcza przeciwko polityce. Część z nich odwróciła się od Janusza Palikota i przeszła na stronę Korwina-Mikkego. Pamiętajmy jednak, że ten elektorat ciągle się zmienia, bo ludzie dorastają, dostają pracę, wyjeżdżają za granicę i wiedzą, jak wygląda kapitalizm.

Czy Janusz Korwin-Mikke ma rację, zapowiadając, że to dopiero początek jego sukcesów?
Widzę tutaj pierwszą przeszkodę, czyli wybory samorządowe. Sukces Nowej Prawicy w wyborach do PE oparty był o osobę lidera, teraz jednak trzeba będzie wystawić kandydatów na radnych i liderów gmin w całej Polsce. Pytanie, czy Nowa Prawica ma takich ludzi i sprawne struktury organizacyjne? Dlatego lepiej oceniam jego szanse w wyborach parlamentarnych. Z drugiej strony, JKM wszedł do systemu, który do tej pory zwalczał i nie wiadomo, jak sobie z tym poradzi. Palikotowi to się nie udało, jak wszedł do systemu, cała magia prysła, bo się okazało, że tego nie można, tamtego nie można, to się nie udało, a tu nie było pieniędzy. Elektorat Nowej Prawicy jest bardzo niestabilny, łatwo wprawdzie porwać go populistycznymi hasłami, ale jednocześnie łatwo też się zniechęca. Jest to elektorat, który nie chce przyjąć do wiadomości, że realizacja jakiegoś postulatu może trwać latami, on oczekuje efektów natychmiast. A jeśli nie, to wybierze sobie następnego Korwina, który powie: rozwalmy wszystko, zróbmy burdel z Parlamentu Europejskiego, itd.

Właśnie zakończyła swój żywot koalicja Europa Plus Twój Ruch. Czy Janusz Palikot może się jeszcze podnieść z wyborczej porażki?
Wydaje się, że będzie to bardzo trudne. Europa Plus była raczej pomysłem na poszerzenie Twojego Ruchu o konkretne osoby, a nie - elektoratu. To ugrupowanie osiągnęło bardzo słaby wynik, co było konsekwencją źle prowadzonej kampanii wyborczej, niespójnego przekazu, w którym pojawiały się postulaty od sasa do lasa. W wyborach parlamentarnych trzy lata temu Palikot miał jasny przekaz, mówił wprost, że nie lubi księży, nie lubi polityków, dlatego wielu rozczarowanych wyborców wówczas na niego zagłosowało. Teraz jednak część z nich poparła Korwina-Mikkego.

Palikotowi w tych wyborach nie pomógł Aleksander Kwaśniewski. Czy były prezydent ostatecznie roztrwonił swój polityczny kapitał?
Wydaje się, że Aleksander Kwaśniewski rozmienił się na drobne, roztrwonił swój wielki kapitał polityczny. W Polsce obecnie jest on postrzegany trochę jak Lech Wałęsa, choć bardziej merytoryczny. Wszyscy go słuchają, ale nikt nigdy na niego zagłosuje, jego poparcie nie ma żadnego przełożenia na wynik wyborczy. Szkoda, bo Kwaśniewski jest znacznie młodszy od Wałęsy, ma duży potencjał, szerokie kontakty, a to, co zrobił na Ukrainie podczas pomarańczowej rewolucji, zapewniło mu mocną pozycję na arenie międzynarodowej.

Teczka osobowa


Dr Bartłomiej Biskup, politolog


- Ma 38 lat. Jest adiunktem w Zakładzie Socjologii i Psychologii Polityki Instytutu Nauk Politycznych na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

- Zajmuje się zagadnieniami marketingu politycznego, public relations, kreowania wizerunku, strategii kampanii politycznych. Interesuje się również problemami wyborów w krajach Europy Wschodniej.

- Z public relations i marketingiem zawodowo jest związany od 1999 r. Pracował w kilku korporacjach i instytucjach, w których pełnił różne funkcje w obszarze komunikowania się. Jest ekspertem Ośrodka Analiz Politologicznych UW.

- Hobby: gra na fortepianie, smakowanie dobrych win.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 09-06-2014 07:00

    Oceniono 1 raz 1 0

    - T.R.wam: Wystarczy mądry prezydent i nie potrzebujemy żadnej partii.

    Odpowiedz

  2. 07-06-2014 12:42

    Oceniono 2 razy 2 0

    - ślusarz: To jest "genialny" człowiek. Co On odkrył? A no to, że PO i PSL nie będzie miało po wyborach większości a więc trzeba do rządzenia dodać trzecią partię czyli SLD. No Człowieku jesteś geniuszem na wzór Mao-tse-tunga. Ale my ślusarze wiemy o tym od 3 lat. Co Ty robisz "geniuszu" na Uniwersytecie Warszawskim?

    Odpowiedz

  3. 07-06-2014 08:54

    Oceniono 2 razy 2 0

    - Jan III: Do rządzenia nie potrzeba żadnej partii, wystarczy silna grupa mądrych, rzetelnych i uczciwych ludzi...a takich w partiach...ze świecą szukać

    Odpowiedz