Wszyscy jesteśmy architektami

Katarzyna Bogucka 6 czerwca 2014

Chcemy decydować o kolorze elewacji, kształcie, funkcji budynków. Kłócimy się o historię zamkniętą w bryle. Architekci do poprzednich wieków cofać się jednak nie chcą, rysują nowoczesną kreskę, a przed demokracją przestrzegają...

Jedna z wizji toruńskiego Starego Browaru. Budynek miasto Toruń sprzedało Krzysztofowi Mielewczykowi, a w zasadzie jego (wówczas) spółce Hotele Solaris. Było to w roku 2006. Browar po wyremontowaniu go w ciągu 5 lat miał zamienić się w hotel. Na razie oko

Fot.: www.skyscrapercity.com

Nie tylko przedmieściami można straszyć, miasta też nie grzeszą urodą, a wątek przestrzennego chaosu jest od lat podejmowany choćby w rządowych dokumentach (patrz: „Koncepcja Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030” Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, która zakłada - optymistycznie - że polska przestrzeń w 2030 r. będzie się charakteryzować „harmonią i ładem przestrzennym” - o ile powstaną czytelne definicje ładu i harmonii - dzięki prawu zagospodarowania przestrzennego (www.mir.gov.pl). - W przestrzeni panuje chaos - potwierdza Zbigniew Reszka z gdyńskiej pracowni Arch-Deco Architecture, juror, m.in., konkursu Stowarzyszenia Architektów Rzeczpospolitej Polskiej na „Obiekt roku”, autor projektu willi przy ul. Sielanka 3 w Bydgoszczy, który wygrał, m.in., konkurs „O złotą wstęgę Brdy” w 2008 roku.



Makieta przedstawiająca projekt nowoczesnej wersji pierzei zachodniej Starego Rynku w Bydgoszczy (firmy GM Architekci) ma wisieć na rynku przez miesiąc. Później bydgoszczanie  w ten sam sposób przypomną sobie widok historycznej pierzei. A jeszcze później

fot. wizualizacja GM Architekci

Makieta przedstawiająca projekt nowoczesnej wersji pierzei zachodniej Starego Rynku w Bydgoszczy (firmy GM Architekci) ma wisieć na rynku przez miesiąc. Później bydgoszczanie w ten sam sposób przypomną sobie widok historycznej pierzei. A jeszcze później


Cegła cegle nierówna?


- Bezpowrotnie niszczymy krajobraz. Odległości między osiedlami, osadami, miastami dramatycznie się zmniejszają, wszyscy chcą stawiać domy przy drodze, co zaburza centralny rozwój miast. Kolejna sprawa to brak planów zagospodarowania przestrzennego. Pozornie obowiązuje w związku z tym dowolność, ale zasadą dobrego warsztatu dobrych firm jest to, że starają się wtopić w otoczenie, choćby poprzez odpowiedni rodzaj materiału. Nie chodzi o to, by na siłę wkomponować się w przestrzeń, trzeba zwracać uwagę na odpowiednią skalę, wysokość. Genius loci jest fundamentem dobrego projektowania. Co do zabytkowych obiektów, unikatów, o ile są na to środki, trzeba je odbudowywać, niemniej, my nie potrafimy już tak budować jak nasi przodkowie, nie znaleźlibyśmy być może specjalistów wymierających zawodów, nie odtworzymy idealnie pewnych detali. Są doskonałe przykłady obiektów odbudowanych, ale we współczesnym stylu, tylko z wykorzystaniem elementów z przeszłości. Jestem zwolennikiem współczesnej architektury mądrze nawiązującej do historii. Współczesna architektura jest bardzo transparentna, niezwykle przestrzenna, o ile jest to uzasadnione, wykorzystuje się chętnie szkło i aluminium, beton architektoniczny zawsze modny. Jednostajność? Powtarzalność? Coś w tym jest. Półżartem mówiąc, współczuję archeologom, którzy zobaczą kiedyś obiekty różniące się czasem powstania o np. 300 lat, a wyglądające tak samo. W jednym głównym budulcem będzie cegła tradycyjnie wypalana, a w drugim cegła - klinkier Wienerbergera...

Hale, klocki, ekrany


Filip Maria Muszyński, autor portalu Organizacji Monarchistów Polskich, na szeroko pojmowanej jednostajności, ale i wielkomiejskiej dowolności nie zostawia suchej nitki: „Nowoczesne budynki mieszkaniowe to z reguły proste bryły naładowane prostokątnymi otworami w ścianach, często różnobarwnie pomalowane (...)”.

Autor pastwi się także - skądinąd słusznie - nad hipermarketami: „Jeszcze gorzej jest z halami, sklepami i supermarketami. Z reguły są to po prostu pudła zmontowane z blachy (...). Dlaczego supermarket nie mógłby być ładny? Dlaczego klient podczas robienia zakupów jest skazany na oglądanie instalacji, rur i kabli ciągnących się pod sufitem? Czy wyjście na zakupy musi łączyć się z obcowaniem z brzydotą? Brzydkie są nowe osiedla mieszkaniowe, domki jednorodzinne, sklepy, kioski, hale, fabryki i - co najgorsze - kościoły. (...) Najbardziej reprezentacyjne współcześnie powstające galerie, centra handlowe i hotele nie dość, że starzeją się w zastraszającym tempie, to pozbawione są również oryginalności. Ranią nasze oczy tonami szkła i metalu, przerażają monotonią, której nie niwelują tandetne plastikowe neony, ekrany i billboardy”.

Filip Maria Muszyński postuluje, by wrócić do dawnego budownictwa: „Dlaczego okna budynków nie są ujęte w obramowania, dlaczego przy drzwiach nie ma portali, dlaczego na elewacjach nie ma gzymsów i pilastrów. Czy wprowadzono jakiś zakaz? Dlaczego nikt nie odważy się zbudować dziś zwykłej kamienicy, z cokołem, boniowaniem, fryzami, naczółkami, z rzeźbami w fasadzie? Przecież są to elementy architektury, które funkcjonowały przez setki lat”.

Małgorzata Schmidt, przewodnicząca bydgoskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Rzeczpospolitej Polskiej zdaje się podzielać część wątpliwości Muszyńskiego. Pytamy ją o ascetyczne tendencje współczesnej architektury na przykładzie projektów przysyłanych na największe architektoniczne konkursy (ostatnio SARP wręczyło nagrody w plebiscycie Obiekt roku 2012 i 2013. Nagrodzono Europejskie Centrum Muzyki Krzysztofa Pendereckiego w Lusławicach - prosty dom obłożony jasnym kamieniem, postawiony w szczerym polu - i Muzeum Żydów w Warszawie autorstwa fińskiego architekta Mahlamakiego, budynek już okrzyknięty symbolem. Wyróżnienie otrzymał Małopolski Ogród Sztuki).

- Współczesna architektura to z reguły budynki bardzo proste, surowe niemal, może i w pewnym sensie nieludzkie. Dominują konstrukcje betonowo-metalowo- drewniane i szkło. Czy to powinno dziwić? Architektura współczesna jest znakiem naszych czasów. Prosta, szybka, konkretna, bez sentymentów - odzwierciedlenie nas samych... Co do tęsknoty za dawnymi stylami, nie możemy wrócić do budownictwa czasów średniowiecza albo renesansu, nie możemy, a nawet nie jesteśmy w stanie kopiować dawnych mistrzów. Mamy swoich mistrzów, których za 50-100 lat oceni historia. Być może nowoczesna architektura częściowo podzieli los surowo dziś ocenianej myśli architektonicznej czasów PRL, oględnie mówiąc, bardzo surowej, oszczędnej.

Styropianowy raj


Piotr Koziej, architekt toruńskiego oddziału SARP, tłumaczy to jeszcze dosadniej. - Architekt zawsze tworzył nowoczesną architekturę, od najdawniejszych czasów. Na naszych ziemiach powstawały gotyckie zamki krzyżackie. One kompletnie nie pasowały do zastanej architektury. Wyobraźmy sobie, że mistrz krzyżacki, pierwszy na tych terenach, idzie do druida pruskiego i prosi go o zgodę na budowę zamku, a ten pyta: „Czy dostosujesz się do zabytkowej architektury? Rozejrzyj się, spróbuj nawiązać, żeby jedno do drugiego pasowało”. Cóż byśmy dziś podziwiali? Niestety, dialog Krzyżaka z druidem odzwierciedla to, czego wymagają przepisy prawa budowlanego.

Piotr Koziej zauważa, że nie mamy dystansu do tego, co jest budowane. - Dopiero dzieci, wnuki zachowają to, co na zachowanie zasługuje, a resztę usuną z przestrzeni. Schlebianie najbardziej powszechnemu gustowi sprawia, że to, co podoba się wszystkim, szybko przestanie się podobać wszystkim. Dlatego pewne jest, że powinniśmy mieć szacunek do zabytków, ale nie polega on na tym, żeby budować nowe zabytki, żeby nie ranić przestrzeni nowością. Istotne są w tym kontekście plany urbanistyczne, myślenie w sposób mądry o rozwoju miasta, a mając mądre materiały wyjściowe, można tworzyć warunki do projektowania obiektów nowoczesnych w formie. Na czym zależy Polakom? Nierzadko utożsamiają prawo własności z prawem do zabudowy i szpecenia krajobrazu, które według nich nie jest szpeceniem. Przeciętny odbiorca powie, że Disneyland jest piękny, a zniszczony zabytek lepiej zburzyć i zbudować raz jeszcze.

Piotr Koziej odwołuje się do książki Filipa Springera „Wanna z kolumnadą”, której autor pytał ludzi, czy podoba im się wielka reklama wisząca na budynku:
- Większość mówiła, że nie, ale...za odpowiednią opłatą zgodziłaby się powiesić tę płachtę na swoim domu. To zamyka dyskusję...

Zdaniem Piotra Kozieja receptą na poprawę architektury jest edukacja. - Porównując Polskę z Luksemburgiem widzimy, że proporcje zajęć plastycznych wynoszą 1 do 10 na korzyść Luksemburczyków. Ich domy są oszczędne, eleganckie, a u nas: krzyk, przegadanie. Inny przykład. W Wenecji nie znajdziemy budynków pomalowanych na brzoskwiniowo, pistacjowo, bo tam kamienic nie odnawia się, lecz się je konserwuje. W Polsce odnawianie polega na zburzeniu starego, postawieniu nowego, ociepleniu styropianem. Na to przykleja się styropianowe gzymsiki, rozetki, grzybki, łuczki. I to się ludziom podoba. Chcemy, żeby Polska była piękna, a że to jest piękno styropianowe... Kiedyś się mówiło: lipa, tombak, amerykańskie złoto...

Warto wiedzieć


Od piękna do bezużyteczności

- Według Witruwiusza („O architekturze ksiąg dziesięć”) architektura polega na zachowaniu trzech zasad trwałości (Firmitas), użyteczności (Utilitas), (jej współczesnym odpowiednikiem jest funkcjonalizm) i piękna (Venustas).

- Zdaniem Le Corbusiera („Vers une architecture”): „Sześcian, stożek, kula, walec czy ostrosłup to wielkie formy podstawowe, które ujawniają się w świetle; ich obraz jest dla nas jasny i łatwy do zrozumienia, jednoznaczny. Dlatego są to piękne, najpiękniejsze kształty”.

- Według Egona Eiermanna („Grosse Architekten”): „Architektura nie ma nic wspólnego ze sztuką, stanowi czysty proces rozumowania. Architektura powstaje dziś wedle uwarunkowań ekonomicznych, konstrukcyjnych i funkcjonalnych”.

- Niektórzy ze współczesnych neomodernistów (np. Vacchini, Snozzi, Galfetti) definiują architekturę jako coś bezużytecznego, co pojawia się wtedy, gdy potrafimy przekroczyć granice banalnej użyteczności.
( źródło: Wikipedia)

Historia


Prostota klasztornej celi zainspirowała guru architektury

- Dziewiętnastowieczny architekt amerykańskich drapaczy chmur, Louis Sullivan (1856-1924), promował regułę architektonicznego designu „Form follows function” (tzn. forma podąża za funkcją). Postulował by forma dekoracji nie przesłaniała funkcji obiektu, reprezentował zasadę harmonijnego zastosowania nowoczesnych technologii budowlanych (np. konstrukcji szkieletowo-betonowych) współgrających z estetyką budowli.

- Le Corbusier (1887-1965), francuski architekt szwajcarskiego pochodzenia pisał: „Zatrudnisz kamień, drewno i beton, i za pomocą
tych materiałów budujesz domy i pałace: to jest konstruowanie. Pomysłowość jest w pracy. Ale nagle dotykasz mojego serca, sprawiasz mi przyjemność. Jestem szczęśliwy i mówię: „To jest piękne. To jest architektura”. Klasztorna cela zainspirowała Le Corbusiera do stworzenia Pavillon de l’Esprit Nouveau (Wystawa Międzynarodowa w 1925 roku w Paryżu), który zrewolucjonizował architekturę. Jako założyciel Międzynarodowych Kongresów Architektury propagował swoje słynne hasło „Słońce, przestrzeń, zieleń” - trzy elementy, które powinny mieć wpływ na współczesną architekturę. W 1942 roku opracował autorski kanon proporcji. Za model został przyjęty człowiek wysoki (183 cm). Jego wyciągnięta do góry ręka wyznaczyła podstawową wysokość kondygnacji netto, czyli 226 cm. Większość charakterystycznych wysokości odnoszących się do ciała i przedmiotów użytkowych wpisał Le Corbusier w ciąg wymiarów (wzrost i wysokość kondygnacji) i w złoty podział (podział odcinka na dwie części tak, by stosunek długości dłuższej do krótszej był taki sam, jak całego odcinka do części dłuższej).