Deklaracja wiary czy konfliktu

Piotr Schutta 6 czerwca 2014

Rozmowa z doktorem PIOTREM DOMERACKIM, bioetykiem, pracownikiem Zakładu Filozofii Moralnej i Bioetyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Fot.: Grzegorz Olkowski


Załóżmy, że zachorował Pan i znalazł się w szpitalu. Tam dają Panu wolną rękę - może Pan skorzystać z pomocy lekarza katolika, protestanta, ateisty, gnostyka lub buddysty. Kogo pan wybiera?

Wolałbym, żeby leczył mnie po prostu lekarz. Specjalista, który ukończył odpowiednie studia medyczne, ma konieczne certyfikaty i pracuje w placówce służby zdrowia spełniającej wymagane standardy. Kwestia światopoglądu lekarza mnie nie interesuje. Również to, jakiego jest on wyznania i w obszarze jakiej ideologii się porusza. Są to sprawy dla mnie drugorzędne, ale do czasu. Do momentu, kiedy nie wypłyną na plan pierwszy i nie staną się rozstrzygające w procesie świadczenia przez niego usług medycznych.

Czy kiedykolwiek doświadczył Pan takiej sytuacji, gdy poglądy osobiste lekarza uderzyły w pacjenta? A może Pan o czymś takim słyszał?
Prawdę powiedziawszy, ani z własnego doświadczenia, ani z obserwacji - poza przypadkami nagłaśnianymi przez media - nie znam takich przypadków, które byłyby alarmujące, w tym kontekście, że ideologia, światopogląd czy wyznanie religijne determinowały wykonywanie zawodu lekarza. Ale to nie dowód, że zjawisko to nie występuje.

Może jednak niepotrzebnie część społeczeństwa niepokoi się ową „Deklaracją wiary” ogłoszoną przez lekarzy katolickich?
Może tak. Zastanówmy się jednak - czy porządek wyznania religijnego ma determinować porządek wykonywania zawodu lekarskiego? Czy też raczej odwrotnie - prawne, etyczne, środowiskowe i uświęcone tradycją zasady uprawiania tego zawodu powinny być ważniejsze niż kwestie wyznaniowe i ideologiczne albo przynajmniej winny występować w zdrowej separacji od nich. Na pewno znajdą się osoby popierające wspomnianą deklarację, ale sądzę, że znajdzie się jeszcze więcej osób, które będą miały z tym dokumentem bardzo poważny kłopot.

Skąd to założenie?
Choćby stąd, że deklaracja powołuje się na klauzulę sumienia. Sumienie winno być instancją rozstrzygającą konflikty moralne, a nie napędzającą antagonizmy. Zważywszy na toczące się dyskusje i rozlewającą się już gdzieniegdzie histerię, można domniemywać zasadnie, że ta deklaracja zamiast łagodzić konflikty, niepotrzebnie je jątrzy. Gdyby nawet nie mieć zastrzeżeń do treści samej deklaracji ani do możliwości głoszenia przez niektóre środowiska lekarskie takich właśnie poglądów, jak tam zawarte, to już na poziomie debaty publicznej trudno nie zauważyć, że „Deklaracja wiary” przyczynia się niepotrzebnie do wzniecania konfliktów i niepokojów społecznych. A to już niespecjalnie służy ani społeczeństwu, ani samej deklaracji.

Co powinno być nadrzędne w wykonywaniu zawodu lekarza - sumienie czy prawo?
Problem polega na tym, że w tradycji formułowania się regulacji prawnych etyka postępowała zawsze o krok przed prawem. Prawo zwykle sankcjonowało rozwiązania, wynikające z przyjętych stanowisk etycznych. W naszej jednak rzeczywistości w wyniku procesu, który można określić jako przeobrażenia sfery publicznej, doszło do wykształcenia się nadrzędności regulacyjnej prawa w przestrzeni publicznej. Szczególnie stosuje się to do zawodów zaufania publicznego, do których niewątpliwie należy profesja lekarska. W związku z tym, jeżeli ktoś podważa obowiązujący wszystkich obywateli Rzeczypospolitej ład prawny, to tym samym burzy podwaliny ustroju politycznego, w którym funkcjonuje. Ktoś taki wraca mentalnie do sytuacji, którą rozstrzygał w jednym ze swoich traktatów święty Augustyn, pisząc o różnicach między państwem bożym a świeckim. Słusznie chrześcijanie dążą do Królestwa Niebieskiego. Powinni jednak pamiętać o nauce samego Chrystusa, który indagowany przez swoich uczniów na temat płacenia podatków odparł, że należy oddać cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co boskie.

Jaki ma to związek z „Deklaracją wiary”?
Środowiska, które ją popierają, zatracają pamięć o tym fundamentalnym wyznaczniku funkcjonowania chrześcijanina w przestrzeni publicznej - w otoczeniu politycznym, w ustroju prawnym, w istniejących rozwiązaniach pozareligijnych czy światopoglądowo neutralnych. W deklaracji nie ma tego, co cesarskie. Istnieje tylko to, co boskie. Rozumiałbym to, gdyby było adresowane wyłącznie do środowiska kościelnego. Nie zapominajmy jednak, że przestrzeń kościelna istnieje w szerszym otoczeniu polityczno-społecznym. Gdyby deklaracja miała znosić sferę publiczną lub się z nią nie liczyć, to będziemy mieć do czynienia z tym, przed czym przestrzega jeden z najwybitniejszych współczesnych filozofów Andre Comte-Sponville. Mówi on o nowych wojnach religijnych, których areną stają się obyczaje, polityka, nauka, edukacja, kultura i sztuka. Są one, co prawda, łagodniejsze od tych znanych z historii, ale o tyle poważniejsze, że przypominają walkę już nie o majątki, pozycje czy terytoria, lecz o ludzkie umysły. Nikomu, oczywiście, nie można odmawiać prawa do formułowania swoich poglądów w postaci takiej czy innej deklaracji, ale musimy się zastanowić, czy nie wzniecamy wojen, przed którymi przestrzega nas Comte-Sponville.

Pan mówi o wojnach religijnych, a przecież nawet Kodeks etyki lekarskiej daje lekarzowi prawo sprzeciwu wobec działań niezgodnych z jego sumieniem.
Artykuł 39. Ustawy o zawodzie lekarza z 1996 roku instaluje prawnie to, co nazywamy klauzulą sumienia. Warto jednak pamiętać, że ta klauzula funkcjonuje nie jako obowiązek lekarza, lecz jako przywilej, z którego medyk może skorzystać, ale nie musi. Może się na nią powołać w sytuacjach zupełnie wyjątkowych, ale nie powinien jej stosować nagminnie, jako regułę postępowania w ogóle. Autorzy „Deklaracji wiary” zdają się zapominać o tym, że klauzula sumienia jest wyjątkiem od reguły, w dodatku niezmiernie rzadkim. Z kolei Kodeks etyki lekarskiej mówi w artykule 7., że tylko w szczególnie uzasadnionych, a więc nadzwyczajnych przypadkach lekarz może odmówić udzielenia pomocy.

Powiedzmy, że lekarz ma udzielić pomocy pedofilowi, który przed chwilą dokonał okropnej zbrodni. Lekarz odmawia zajęcia się zbrodniarzem, powołując się na swoje sumienie. Ma rację czy błądzi?
Zwolennicy „Deklaracji wiary” sami na siebie zastawili sidła. Deklaracja ta wyrasta z wnętrza chrześcijańskiej etyki personalistycznej, postrzegającej człowieka nie jako statystycznego Kowalskiego, lecz jako osobę. Połączywszy osobowe pojmowanie człowieka z klauzulą sumienia, wytwarza się w tej chrześcijańskiej narracji sytuacja, którą wyraża łacińska maksyma „Persona est affirmanda propter se ipsam”. Z wolna tłumacząc: „osobie ludzkiej należna jest całkowita afirmacja ze względu na nią samą”. Niezależnie od tego, kim ta osoba jest jako jednostka - jakim jest obywatelem, jakie ma pochodzenie, jakich dokonała czynów, jakie są jej winy. Skoro więc sumienie dyktuje nam poszanowanie całej osoby bez względu na okoliczności, to w tym konkretnym przypadku oznacza, że lekarz nie powinien odstąpić od procedur medycznych. Może mu towarzyszyć obrzydzenie, ale jako profesjonalnemu lekarzowi i osobie podpisującej się pod deklaracją odwołującą się do sumienia chrześcijańskiego nie powinno mu przyjść do głowy, aby odmówić pomocy.

Czym w Pańskiej ocenie jest „Deklaracja wiary”?
Próbą manifestacji poglądów religijnych i przynależności instytucjonalnej grupy społecznej, która uważa, że Kościół katolicki w Polsce został ustawiony do narożnika i nękany jest zewsząd bezzasadnymi atakami. Momentami dokument ten wybrzmiewa jak akt osób - proszę wybaczyć sformułowanie - mocno zdesperowanych. Najbardziej nieprawdopodobne są te fragmenty deklaracji, które ignorują cały dorobek myśli ludzkiej, związany ze sposobami leczenia ludzkiego ciała i traktowania człowieka.

Co konkretnie ma Pan na myśli?
Profesjonalnemu medykowi nie przystoi upubliczniać się z tak kompromitującymi dla tego szlachetnego zawodu wynurzeniami, jak te, że: „Ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca. Moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga. Stwierdzam, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła”. Przedstawiciel nauk medycznych nie może jako lekarz mówić czegoś takiego, bo są to poglądy ewidentnie religijne. Czynią one zawodowi lekarza poważną szkodę, sprowadzając go do roli znachora czy szamana. Jeśli medycyna, prawo ani etyka zawodowa nie są w tym zawodzie specjalnie potrzebne, to może i sam lekarz jest zbędny. Może wystarczy działanie samego Boga? Chyba że lekarze mają stać się nowymi kapłanami ludzkości. Dobrze jednak, gdyby o tym nie decydowali sami. Tego, kim są, nie zawdzięczają wyłącznie łasce bożej ani Kościołowi, lecz w pierwszej kolejności samym sobie, trudowi swoich mistrzów i hojnej kieszeni podatnika, którego z reguły nikt o zdanie nie pyta. A może powinien?

Teczka osobowa


Dr Piotr Domeracki


- Ma 36 lat, jest żonaty, ma troje dzieci. Pracuje w Instytucie Filozofii UMK w Toruniu. Jego hobby to teatr, muzyka jazzowa i literatura piękna. Określa siebie jako osobę światopoglądowo autonomiczną, choć nie ukrywa, że „instytucjonalnie jest katolikiem”.
- Doktoryzował się w 2007 roku, pisząc rozprawę na temat „Filozoficzny wymiar fenomenu samotności”. Pracę nagrodzono w konkursie im. Klemensa Szaniawskiego na najlepszą rozprawę doktorską z humanistyki w 2009 roku. Zainteresowania naukowe: etyka hermeneutyczna, filozofia dialogu, filozofia samotności, filozofia mistyczna, filozofia średniowieczna, psychologia moralności, ekofilozofia.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 16-06-2014 01:46

    Oceniono 7 razy 7 0

    - nikodem: „Ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca. Moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga. Stwierdzam, że podstawą godności i wolności lekarza katolika jest wyłącznie jego sumienie oświecone Duchem Świętym i nauką Kościoła” No to czas zlikwidować pogotowie i ostre dyżury oraz wszystkie inne oddziały ratunkowe :P

    Odpowiedz

  2. 11-06-2014 22:44

    Oceniono 1 raz 1 0

    - kkk: Kto wie? Może z czasem i taka usługa będzie potrzebna. I nie mów hop, bo. może jeszcze sam będziesz o nią prosił.

    Odpowiedz

  3. 11-06-2014 17:02

    Oceniono 5 razy 2 3

    - realista: Jestem za! A dla autora poprzedniego wpisu mam ofertę bezpłatnej eutanazji, po w naszym postępowym kraju nie może jej zabraknąć. Mam nadzieję, że żaden z lekarzy nie odmówi.

    Odpowiedz

  4. 07-06-2014 19:00

    Oceniono 10 razy 7 3

    - kkk: Nie czytałem całego, tekstu, ale dyskusje na temat deklaracji wiary wydają mi się zbędne. My, Naród, płacimy za kształcenie lekarzy i ich usługi tyle, na ile nas stać. W zamian oczekujemy wykonywania przez nich pracy z wykorzystaniem wszystkich dostępnych zabiegów i metod leczenia. Placówki służby zdrowia realizujące kontrakty z NFZ powinny zabezpieczać wszystkie usługi. Kompleksowość świadczeń jest chyba nawet zapisana w warunkach zawierania kontraktów. Jeżeli starczy pieniędzy, etatów i będzie taka potrzeba, to niech sobie zatrudniają również lekarzy, którzy nie wykonują pewnych usług z racji swoich przekonań religijnych. I już. Nie ma o czym więcej dyskutować.

    Odpowiedz