Komu zagrały kościelne dzwony?

Krzysztof Błażejewski 30 maja 2014

Dziś, w dniu pogrzebu gen. Wojciecha Jaruzelskiego, ostatniego z dyktatorów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, warto przypomnieć jak odchodzili jego poprzednicy. Jednym głośno śpiewano „Międzynarodówkę”, innych żegnano skromnie i w ciszy.

Generał Jaruzelski, ostatni z dyktatorów PRL-u. To jego pogrzeb wzbudził największe kontrowersje.

Fot.: Paweł Boruta/MW Media

Dyktatorzy pod każdą długością i szerokością geograficzną zwykle odchodzą w samotności. Póki żyją, ludzie się ich boją, a kiedy umierają, nawet najbliższe otoczenie z reguły traktuje ich tak, jak oni traktowali innych za życia. Najwierniejsi słudzy natychmiast zaczynają walkę o schedę pod przykrywką organizowania wystawnego pogrzebu.


Nie inaczej było w Polsce w okresie zniewolenia komunistycznego. Najbardziej wzniosła atmosfera towarzyszyła pogrzebowi pierwszego z „władców PRL-u”, Bolesława Bieruta, prezydenta Polski w latach 1947-1952 (po likwidacji urzędu prezydenta pełnił funkcję I sekretarza Komitetu Centralnego Polskiej Zjedoczonej Partii Robotniczej). 12 lutego 1956 roku wyjechał on na czele polskiej delegacji do Moskwy na XX Zjazd KPZR. Przez miesiąc nie było żadnych informacji o jego losie. Dopiero później okazało się, że w stolicy Kraju Rad zachorował i zmarł. Przeszedł ponoć grypę i zapalenie płuc, a później wystąpiły zawał i zator płucny. W kraju opowiadano: „Wyjechał do Moskwy w futerku, wrócił do Polski w pudełku”.

„Przeciągły syren dreszcz”


Ciało Bieruta przetransportowano do Warszawy samolotem, a pochować planowano je na Powązkach. Ogłoszono, że w przyszłości narodowy panteon powstanie na stokach cytadeli, a miejsce spoczynku znajdą tam najwięksi Polacy. W tym kontekście wymieniano Bieruta, Marchlewskiego, Nowotkę, Świerczewskiego...

14 marca 1956 roku zwłoki „wodza narodu” zostały wystawione na widok publiczny. Tego dnia zaczęły zlatywać do Warszawy delegacje partii komunistycznych. Pogrzeb w piątek, 16 marca, rozpoczął się zgromadzeniem żałobnym na pl. Stalina (Defilad). O 14.30 kondukt dotarł na Powązki. Przy dźwiękach „Międzynarodówki” towarzysz Tomasz spoczął w grobie, do dziś znajdującym się na wyodrębnionym placyku. O tej samej porze w całej Polsce we wszystkich kościołach na życzenie komunistycznych przecież władz... rozdzwoniły się dzwony. Nie pierwszy i nie ostatni był to rechot historii.

W pogrzebie uczestniczyły setki tysięcy podobno „pogrążonych w głębokiej żałobie” Polaków.

„Przeciągły syren dreszcz podsyca ogrom żalu,/od Bałtyku przelatując aż po szczyty Tatr;/To naród cały składa Ci ostatni salut/Pomnąc o wspólnej walki ciężkich, znojnych dniach” napisała w „Ilustrowanym Kurierze Polskim” Wanda Wesołowska.
W sierpniu 1964 roku rzekomo cała Polska płakała po Aleksandrze Zawadzkim, przewodniczącym Rady Państwa PRL.

„Ze wszystkich stron - z miast i wsi - z zakładów pracy, z obozów młodzieżowych i ośrodków wypoczynkowych naszego województwa nadchodzą podobne wiadomości. Ziemia Bydgoska jednoczy się w bólu” - pisała „Gazeta Pomorska”.

Niestrudzonemu bojownikowi


W naszym regionie wybierano delegacje na pogrzeb, opuszczano flagi, w zakładach organizowano masówki, a na koloniach żałobne apele. Do ksiąg kondolencyjnych wyłożonych w każdym mieście wpisywały się tysiące bydgoszczan, torunian, włocławian, grudziądzan. Kondukt pogrzebowy 11 sierpnia 1964 roku na Powązkach zgromadził podobne tłumy jak pogrzeb Bieruta.

Na ogólnonarodową żałobę zdążył się jeszcze „załapać” Władysław Gomułka, który zmarł na raka 1 września 1982 roku, w czasie stanu wojennego. Ówczesny szef partii, Wojciech Jaruzelski, mimo deklaracji o odnowie i walce z wypaczeniami minionego czasu, zdecydował się na uczczenie poprzednika według kanonów obowiązujących w PRL-u i wyprawienie uroczystego pogrzebu. Zwłoki dawnego dyktatora wystawiono w sali Kolumnowej Sejmu, gdzie przez dwa dni stały przy nim warty honorowe.

„Przed trumną w skupieniu przechodzą mieszkańcy Warszawy, oddając hołd niestrudzonemu bojownikowi robotniczej sprawy” - relacjonowała „Gazeta Pomorska”, według której w pogrzebie uczestniczyła „wielotysięczna rzesza mieszkańców Warszawy oraz rodaków przybyłych ze wszystkich stron kraju”.

Gomułka jako „jeden z najwybitniejszych Polaków w historii” otrzymał w pośmiertnym prezencie wyraźnie wyodrębione miejsce w alei zasłużonych na cmentarzu wojskowym na Powązkach, na samym środku. Jego żonę i synową pochowano później w osobnym grobie już na skraju alei.

„Przyrzekamy ci, towarzyszu Wiesławie - mówił nad trumną jeden z najbliższych współpracowników - że nie ma dla nas sprawy ważniejszej jak utrzymanie twojego dzieła powstania socjalistycznej ojczyzny, do jakiego twój polityczny talent wniósł tak wiele”. Jak doskonale wiemy, obietnicy tej nie zrealizowali...

Nikt już niczego nie obiecywał byłym wodzom w 1989 roku, kiedy trwały obrady „okrągłego stołu”. W krótkich odstępach czasu odeszli wówczas Józef Cyrankiewicz, premier czasów Władysława Gomułki i Edward Ochab, człowiek, który na krótko doszedł do władzy po śmierci Bieruta, po czym został z fotela I sekretarza KC PZPR wymieciony przez wiatr historii i Gomułkę. Pogrzebów tych ludzi, którzy niegdyś „trzęśli” Polską, ówczesna prasa nawet nie odnotowała, kontentując się krótkimi wzmiankami o ich odejściu.

Chyba najgorsza śmierć spotkała wieloletniego premiera PRL (1970-80), Piotra Jaroszewicza. Ten dawny zastępca dowódcy I Armii WP do spraw politycznych (w ciągu dwóch i pół roku z szeregowca awansował do stopnia generała) w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku został wraz z żoną Alicją Solską zamordowany w swoim domu w Aninie. Przed śmiercią był torturowany. Sprawców i motywu zbrodni nie ustalono (z domu prawie nic nie zginęło). Najnowsza teza wskazuje, że do tragedii mogło dojść przez „czarne teczki”, które podobno Jaroszewicz przechowywał u siebie.

Pomniki dla Gierka


Od 1989 roku Polska zmieniała się szybko, demokratyzowała i polaryzowała. Także w ocenie swojej historii. 30 lipca 2001 roku o śmierci Edwarda Gierka Telewizja Polska w głównym wydaniu „Wiadomości” poinformowała w piątej kolejności, a gazety zamieściły tę informację poza czołówkami. Pogrzeb byłego I sekretarza miał charakter prywatny, choć liczne grono ludzi z kręgu lewicy, tęskniące i sławiące bezkrytycznie dekadę Gierka, domagały się uznania go za bohatera, nazwania jego imieniem ulic, stawiania mu pomników. Takie głosy powtarzane są zresztą do dziś.

Jeszcze więcej kontrowersji wśród Polaków wzbudziło odejście Wojciecha Jaruzelskiego, czego właśnie jesteśmy świadkami. Ale w tym przypadku chyba nikt nie może się dziwić.