Kościół pilnie sprzedam

Piotr Schutta 30 maja 2014

Niszczeją poewangelickie kościoły, których w Polsce nikt nie chce. Niektóre na jakiś czas stają się magazynami lub dyskotekami, rzadziej adaptuje się je na galerie sztuki i muzea, jeśli uda się pozyskać pieniądze unijne.

Kościół ewangelicki w Śliwicach koło Tucholi od początku miał silną konkurencję w postaci parafii rzymsko-katolickiej, istniejącej tu już od 750 lat.

Fot.: Piotr Schutta

Na kościele poewangelickim w Śliwicach koło Tucholi od dwóch lat wisi baner z informacją świadcząca o tym, że obiekt szuka nowego właściciela. Na placu przed świątynią piętrzą się dwie hałdy węgla, zapas na zimę. Za kościołem, ukryty w haszczach, niszczeje dawny cmentarz niemieckich ewangelików.


Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska”, dzierżąca nieruchomość od 1952 roku, chciałaby się pozbyć niewygodnego balastu, ale chętnych brak. Ostatnia cena: 160 tysięcy złotych. Ale nie tylko to odstrasza potencjalnych kupców.

- Same koszty adaptacji obiektu sakralnego są olbrzymie. Poza tym trudno przystosować go do innych celów. Dodatkowym utrudnieniem jest fakt, że często budynki te figurują w rejestrze zabytków - mówi prof. Marcin Hintz, biskup diecezji pomorsko-wielkopolskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. - Temat jest dla nas bolesny, ale nic nie jesteśmy w stanie zrobić. Po wojnie zostały nam te świątynie zabrane i zamienione w większości na magazyny.

Na siłę nikomu nie wciśniemy


Mimo że kościół w Śliwicach nie został wpisany do rejestru zabytków i teoretycznie rzecz biorąc, można w nim zrobić wszystko, od magazynu po dyskotekę, zainteresowania brak.

- Mieliśmy dwa lata temu dwóch oferentów, ale skończyło się na rozmowach telefonicznych. Nawet nie doszło do przetargu. Jeden z panów chciał to przeznaczyć na działalność handlową związaną z motoryzacją. Co planował drugi, nawet nie wiem - informuje Barbara Peplińska, prezes GS-u w Śliwicach. Pewna jest za to, że nie chciałaby tu mieć konkurencji, czyli piekarni i hurtowni handlującej tym samym co „Samopomoc Chłopska”.

- A dyskoteka? - pytamy.


- Raczej nie, bo to niegodne. Ale... - waha się pani prezes. - Koszty mamy, trzeba budynek remontować, szyby wstawiać, bo wybijają, a przychodu żadnego. Najlepiej gdyby gmina to od nas kupiła na cele kulturalne, ale na siłę nikomu nie wciśniemy - uśmiecha się smutno Barbara Peplińska.

- Trochę to straszy, bo stoi przy wjeździe do Śliwic. Ale aż tak bogata nasza gmina nie jest. Zainteresowani kupnem nie jesteśmy. Mamy trochę dróg do porobienia - ucina temat sekretarz Urzędu Gminy w Śliwicach Piotr Spica. Dodaje jednak, że jeśli GS nie znajdzie kupca, gmina postara się, żeby obiekt się nie rozpadł. - Wie pan, dlaczego ten kościół jeszcze stoi? Bo nie szło go rozebrać. Próbowali, ale wszystko się kruszyło. Tak dobre było spoiwo cegieł. W moim rodzinnym Czersku kościoła ewangelickiego nie ma od dawna. Ówczesne władze kościelne raziło to, że miał wyższą wieżę od rzymsko-katolickiego i został zburzony. Postawili na jego miejscu knajpę, a dzisiaj stoi „Biedronka”
- dodaje Piotr Spica.

Ołtarz dla didżeja


Kilkanaście lat temu nazwę „Rink Weis” znano w całym powiecie wąbrzeskim. Z czasem dyskoteka w niewielkim Wieldządzu, nazwana od nazwisk jej założycieli, stała się sławna w całej Polsce. Powstał o niej w 2001 roku film dokumentalny pt. „Święty grzech”.
- Jak pan chce, to mogę otworzyć. Pójdę do domu po klucze - mówi mieszkający naprzeciwko Marcin Zakrzewski, dozorca.

Wewnątrz świątyni uderza chłód i zaskakujący wystrój, który pamięta jeszcze czasy świetności dwóch działających tu dyskotek: „Rink Weis” i „Cathedral”. Druga z nich bawiła klientów zaledwie rok. W miejscu dawnego ołtarza okazałe stanowisko dla didżejskich konsoli, w nawie po prawej długi na 10 metrów blat baru, za którym walają się jeszcze resztki szklanych naczyń. Po lewej rząd przemyślnie ukrytych stolików.

- Taki był tu ruch, ża palca nie szło wcisnąć. A na otwarcie „Cathedrala” to kolejka stała aż do zakrętu - wspomina Marcin Zakrzewski.

- Rano trzeba było sprzątać strzykawki po narkomanach. Teraz mamy spokój - mówi Jan Simson (mieszka 50 metrów od tego miejsca) i pokazuje dawne zdjęcie kościoła, na którym widać jeszcze wieżę rozebraną w latach 70. ub. wieku.

Obecny właściciel budynku to starszy, schorowany człowiek. Mieszka na stałe w Niemczech.

- Kontakuję się z synem właściciela - mówi Małgorzata Cnotek z toruńskiego biura nieruchomości, które wieldządzki dawny kościół ma w ofercie od prawie roku. Z ogłoszenia można wyczytać m.in.: powierzchnia użytkowa 270 m kw., przepiękna działka ze znakomicie zachowanym starodrzewem, ogrodzenie, dojazd drogą asfaltową, dobry stan techniczny, prąd, woda, kanalizacja. Ceny nie podano, ale mieszkańcy wioski mówią, że właściciel chciał ok. 270 tysięcy złotych.

- Po przygodzie z dyskoteką podchodzimy do tematu bardzo delikatnie. Jestem chrześcijanką i sama nie chciałabym, żeby znowu takie rzeczy tu były. Ale można by tu na przykład urządzić spichlerz. W tym kierunku idziemy - podkreśla Małgorzata Cnotek i kilka razy zaznacza, by nie węszyć sensacji.

Kościół poewangelicki w Izbicy Kujawskiej szuka nabywcy od blisko 10 lat. Z jego najnowszą historią związana jest tragedia człowieka. Obiekt kupiony przez miejscowego właściciela masarni Dionizego Welenca miał być rozebrany, a cegłę zamierzano wykorzystać jako budulec.

- Niestety, z tego, co wiem, po zakupie konserwator zabytków wpisał to do rejestru i nic już nie można było zrobić. Nowy właściciel się rozchorował, przeszedł zawał serca, w końcu zawiesił działalność.Zmarł. Dziś prawa do obiektu mają spadkobiercy i próbują go sprzedać - mówi Leszek Hardek, pośrednik z toruńskiego biura nieruchomości.
Cena wielokrotnie spadała. Z blisko 200 tysięcy złotych do 115 dzisiaj.

A jednak można


Jak duże mogą być koszty adaptacji kościołów poewangelickich do celów kulturalnych, pokazuje przykład Dolnego Śląska, gdzie udało się pozyskać fundusze unijne na konserwację dwóch świątyń: w Ludwikowicach Kłodzkich i w Kromnowie. W pierwszej z nich powstało Muzeum Ziemi Sowiogórskiej. Wcześniej były tam sklep, magazyn i warsztat stolarski. W Kromnowicach z kolei urządzono Artystyczną Galerię Izerską. Na każdy z obiektów wydano ponad 1 mln zł.

W Niemczech, Holandii czy Anglii desakralizacja kościołów trwa od wielu lat i nie napotyka żadnych oporów, przy czym sakralny charakter tracą nie tylko świątynie ewangelickie, ale w większej nawet mierze rzymsko-katolickie. W angielskim Bournemouth działa w murach dawnego kościoła Tesco Express. W byłym kościele pw. Świętej Marii w Dublinie urządzono olbrzymi bar z oryginalnymi organami kościelnymi pośrodku. W Mediolanie i Liverpoolu funkcjonują lokale rozrywkowe.

W niemieckim Moenchengladbach budynek sakralny zamieniono w tzw. sakroloft, lokalizując w nim 32 mieszkania. Z kolei w holenderskim Arnhem otwarto w kościele skate park.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 05-06-2017 14:39

    Brak ocen 0 0

    - Malgosia: Ja chetnie ten kosciol kupie na nowy dom

    Odpowiedz