Kiedy rodzi się bunt?

Dr Marcin Florkowski, psycholog 24 maja 2014, aktualizowano: 24-05-2014 13:16

Czy wychowywanie dzieci, strajki, bunty niewolników i rewolucje mają z sobą coś wspólnego? Niekiedy jedno odkrycie psychologiczne pozwala wyjaśnić wiele zjawisk, wydawałoby się, zupełnie niezwiązanych ze sobą. Gdy nie mamy tego, czego nam potrzeba, co pragniemy mieć, rodzi się frustracja. A frustracja wywołuje gniew, agresję i motywuje do działań, mających na celu zniesienie jej przyczyn.

Fot.: thinkstock

Jeśli na przykład nie jestem zadowolony ze swoich zarobków, a na dodatek spotykam kolegę, który pracuje na podobnym stanowisku, ale zarabia o wiele więcej, będę sfrustrowany. Zacznę narzekać na swoją pracę, będę rozmawiać z szefem o podwyżce, może nawet pomyślę o zmianie pracy.


To typowe reakcje na frustrację. Wyobraźmy sobie jednak, że ciągle jestem niezadowolony ze swoich zarobków, ale podczas rozmowy z tym znajomym okazuje się, że to ja zarabiam o wiele więcej niż on. Czy nadal będę sfrustrowany, wścieknę się i zacznę kłócić się z szefem? Raczej nie.

Okazuje się, że mimo to, iż nadal jestem niezadowolony z tego, jak zarabiam, to nie przeżywam frustracji. Ten stan jest co prawda do frustracji podobny - nadal mi czegoś brakuje - ale jestem przekonany, że „tak już musi być”. Psycholodzy nazywają to deprywacją: „Skoro nic nie mogę na to poradzić, bo tak już jest, to muszę się z tym pogodzić”. Deprywacja nie motywuje do buntu.

Powiedzmy, że dwójka dzieci pragnie mieć tablet. Pierwsze z nich ma już laptopa, komórkę i konsolę. Drugie pochodzi z mniej zamożnej rodziny i nie ma ani jednej z tych rzeczy. Które z tych dzieci będzie się wściekać gdy rodzice odmówią mu tableta? Bardziej rozgniewane będzie pierwsze dziecko. To dla niego brak tableta jest frustracją, dla drugiego to deprywacja. Oto paradoks. Dziecko, które ma wszystko, jest bardziej niezadowolone niż to, które nie ma nic.

Bunty niewolników wybuchały przeważnie wtedy, gdy niewolnikom zaczynało się powodzić lepiej, a nie wtedy, gdy ucisk był największy. Ruchy emancypacyjne nasilały się, gdy w sąsiednim państwie przyznawano kobietom lub gejom prawa, a nie wtedy, gdy tym grupom społecznym powodziło się najgorzej. Także rewolucje wybuchają, dopiero wtedy, gdy ludzie zrozumieją, że to, co znosili do tej pory, wcale nie jest „złem koniecznym”, że ich byt mógłby ulec poprawie.

Jeśli przeciwności losu motywują nas do działania, poprawy bytu, to dobrze. Jednak przynajmniej w jednym przypadku lepiej jest doświadczać deprywacji.
Psycholodzy odkryli, że na długość naszego życia ma wpływ wiara w Boga, „wyższy porządek rzeczy”, czy „siłę wyższą”. Być może dlatego, że ludzie głęboko wierzący umieją spostrzegać przeciwności losu jako „wolę siły wyższej”. „Bóg chciał, aby stało się tak, jak się stało” - takie podejście pozwala z większym optymizmem godzić się z nieodwracalnymi nieszczęściami i pomimo nich zachować pogodę ducha.