Cela z widokiem na przyszłość

Justyna Wojciechowska-Narloch 23 maja 2014

W toruńskim Areszcie Śledczym osadzeni uczą się, jak żyć poza kratami. W wielu upragniona wolność budzi obawy. Dobrze wiedzą, że z odnalezieniem się we współczesnych realiach mają kłopot nawet ci, za którymi nie ciągnie się kryminalna przeszłość.

Jarosław Najberg, psycholog kliniczny, podczas zajęć w sali widzeń toruńskiego aresztu. W tle kolorowy kącik zabaw dla dzieci, które przychodzą w odwiedziny do swoich ojców.

Fot.: Jacek Smarz

Program aktywizacji osadzonych rozpoczął się kilka tygodni temu. W ramach Klubu Integracji Społecznej realizują go wspólnie Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie oraz Powiatowy Urząd Pracy. Projekt oparty jest na wolontariacie - prowadzący zajęcia pracują społecznie.


- Wielu ludziom bez kryminalnej przeszłości i więziennego naznaczenia trudno jest odnaleźć się we współczesnych realiach. A co dopiero takim ludziom jak oni - mówi Jarosław Najberg, psycholog kliniczny, który pracuje z osadzonymi. - To, co tu robimy, nie ma nic wspólnego z akademickimi wykładami. Staramy się po porostu rozmawiać, budować motywację, odzyskiwać utraconą wiarę w siebie. Nie mam złudzeń, że im wszystkim uda się na wolności, jednak ich szanse wzrastają.

Na ostatnim piętrze „okrąglaka” w celach z oknami bez zasłon żyją pracujący osadzeni. To przywilej.

fot. Jacek Smarz

Na ostatnim piętrze „okrąglaka” w celach z oknami bez zasłon żyją pracujący osadzeni. To przywilej.


W zajęciach uczestniczy 10-12 osadzonych. To mieszkańcy czwartego piętra „okrąglaka”, gdzie w oknach nie ma blend. Dla nich to przywilej. Wszyscy pracują, nie mają na swoim koncie ciężkich przestępstw.

Waldek, 29 miesięcy do odsiadki


44-latek nie udaje, że jest aniołkiem, a w „okrąglaku” siedzi za niewinność. Mówi wprost: - Jestem recydywa. Pierwszy raz za kraty trafiłem w 1988 roku. Wtedy więzienia były inne, o wiele gorsze, nikt człowieka nie szanował. Dzisiaj jest lepiej, bardziej humanitarnie, a służba więzienna przestrzega praw osadzonych. Tylko że nie dla wszystkich to dobrze. Ludzie się kary nie boją, pobyt za kratami traktują jak przymusowe wakacje na koszt państwa.

Waldemar ma fach w ręku, przed laty skończył technikum budowlane. Kiedy nie siedział za kratami, pracował w zawodzie, był też kontrolerem w MZK. Teraz w areszcie korzysta z dwutygodniowego urlopu, który przysługuje mu zgodnie z Kodeksem pracy. Podczas odbywania kary w toruńskim „okrąglaku” mężczyzna ma stałe zajęcie w warsztacie mechanicznym, który działa na potrzeby aresztu. Kiedy Waldemar wyjdzie na wolność, dostanie ok. 4 tys. zł za swoją pracę. To daje mu nadzieję na lepszy start, na wynajęcie mieszkania. Cieszy się, bo ma wsparcie rodziny - mimo licznych pobytów w więzieniu, bliscy go nie odrzucili.

- Straciłem żonę, ale nie mam do niej żalu. Przez długie lata była wobec mnie lojalna, przyjeżdżała na widzenia. W końcu jednak nie wytrzymała. Powiedziała, że nie chce tak żyć - mówi Waldemar. - Mam jednak dobre relacje z córką, choć to dla niej trudne tu do mnie przychodzić.

Waldemar optymistycznie patrzy w przyszłość, choć boi się powrotu do dawnego środowiska - starych kolegów i ich stylu życia. Obawia się też, że jego kryminalna przeszłość będzie przeszkodą w znalezieniu pracy.

Marek, 27 lat, rok do wyjścia


W areszcie najbardziej doskwiera mu tęsknota za rodziną. Za żoną, 4-letnią córką Mają i 3-letnim synkiem Antosiem. Bliscy przychodzą na każde widzenie, ale dla Marka to za mało. Stara się jak może i chyba jest dobrze oceniany, bo każdego dnia wychodzi do pracy na zewnątrz. W Domu Dziecka jest wujkiem, który naprawia szafki, przybija gwoździe, przetyka zatkane rury. Dzieci z placówki nie wiedzą, że na noce wraca do „okrąglaka”.

Marek ma nadzieję, że opuści areszt już w czerwcu. Ponoć sam dyrektor ma wnioskować do sądu o warunkowe skrócenie jego kary. Młody mężczyzna 8 lat temu (był wówczas 19-latkiem) ukradł kable telekomunikacyjne za niebagatelną kwotę 350 tys. zł. Dostał wyrok w zawieszeniu, a sędzia zaordynował konieczność naprawienia szkody. Marek jednak tego nie zrobił. Dlaczego? Nie umie powiedzieć.

- Od czasu procesu żyłem uczciwie, założyłem rodzinę, bardzo żałowałem błędu młodości. Adwokat zapewniał, że „nie odwieszą” mi kary, że to niemożliwe w mojej sytuacji - przecież mam rodzinę i małe dzieci. Stało się jednak inaczej - ubolewa Marek.

Mężczyzna z wykształcenia jest szpachlarzem malarzem, na wolności zostawił pracę, która na niego czeka. Szef zna jego sytuację i rozumie. Na wolności jest też żona i dzieci oraz własny dom. Marek ma do czego wracać. Tylko chciałby, żeby stało się to jak najszybciej.

Artur, 32 miesiące do wyjścia


Ma 43 lata. Ukrywał się przez 6 lat za niepłacone alimenty, kradzieże i wyłudzenia. Na czarno pracował w budowlance. Właściciel firmy wiedział, że jego zaufany pracownik pewnego dnia może się po prostu nie pojawić. Rozumiał, że Artur coś sobie w przeszłości nagrabił. Dobrze jednak robił elewacje i wykańczał poddasza, więc reszta była nieważna.

- Z tymi alimentami to głupia sprawa, bo najpierw w porozumieniu z żoną wyłudzaliśmy je od państwa. Później się rozstaliśmy, a mój dług narastał. Straciłem nad tym kontrolę - wyjaśnia mężczyzna. - To wszystko jednak bez znaczenia. Teraz tak naprawdę martwię się tylko o córkę. Ma dopiero 12 lat i wstydzi się, że tu jestem, nie akceptuje tego.

Artur z poprzedniego związku ma dwóch synów: 19- i 17-latka. Z kolejną partnerką ma właśnie tę zbuntowaną córkę. Nie ma żalu do dziecka, za całą sytuację wini siebie. Zapewnia, że był z dziewczynką mocno związany, zawsze odrabiał z nią lekcje, bawił się, rozpieszczał. Jak nikt potrafił cieszyć się z jej sukcesów. I nagle zniknął z jej życia. Nie ma się co dziwić, że 12-latce zawalił się świat.

- Od kilku miesięcy moja partnerka mnie nie odwiedza. Pokłóciliśmy się właśnie o córkę, że źle się nią zajmuje, za mało czasu jej poświęca. Musimy sobie to wszystko na nowo poukładać. Na razie rozmawiamy przez telefon - dodaje Artur.

Mężczyzna w areszcie jest porządkowym. Pracuje każdego dnia i cieszy się, że czas szybciej mija. Po pracy rozwiązuje krzyżówki, trochę czyta, a ostatnio zajął się origami. Może tym zapunktuje u córki.

Swoje życie już dawno przemyślał. Kiedy wyjdzie na wolność, wróci do bliskich i pójdzie na żużel. Od dziecka był fanem tego sportu.

Mateusz, 17 miesięcy do wyjścia


Akurat on wyjątkowo kiepsko pasuje do grubych zimnych murów „okrąglaka”. Ma dopiero 22 lata. Sympatyczna twarz, miły uśmiech, chłopięca uroda. Doskonale wie, że znalazł się tu z powodu własnej głupoty.

Najpierw był alkohol, potem narkotyki, imprezy do białego rana, a na koniec wspólne z kumplami z Bydgoskiego Przedmieścia kradzieże z włamaniem i wyłudzenia. Żyło się na całego. Nikt Mateuszowi nie potrafił przemówić do rozsądku, nikt nie umiał go zatrzymać.

- To chyba jest tak, że trzeba się sparzyć, żeby wiedzieć, że coś naprawdę jest gorące - mówi Mateusz. - Ja już to wiem i na pewno nie chcę tu wracać. Mam kilka konkretnych pomysłów na przyszłość, na normalne życie.

Mateusz skończył szkołę gastronomiczną i w areszcie pracuje w kuchni. Zna się na tym, choć wcale nie marzy o pracy w zawodzie. Jakoś go to kucharzenie nie pociąga. Myśli, żeby wyjechać do ciotki za granicę, tam zacząć wszystko od nowa. Nie wie jednak, co na to kurator, o ile sąd mu go wyznaczy. Może też zostać tutaj i wziąć się do uczciwej roboty. Powrotu na Bydgoskie się nie boi, wie, że nie wróci do dawnego życia.

- To coś takiego, jakbym się nawrócił, coś w końcu zrozumiał - zapewnia.

W więzieniu najbardziej doskwiera Mateuszowi monotonia, dzień podobny do dnia. Ma wsparcie bliskich, to pomaga przetrwać.

Opinia


Olga Okrucińska, rzeczniczka MOPR w Toruniu

- Izolacja więzienna jest efektem decyzji podjętej przez innych, ma więc charakter przymusu, a nie dobrowolnego wyboru. Pozbawienie wolności stawia człowieka przed koniecznością współżycia z narzuconą mu grupą ludzi, wywodzących się z różnych środowisk, o różnych charakterach, temperamentach i motywacji do działania. Wpływa to na ograniczenie możliwości wyboru. Udział w programie ma nauczyć osadzonych podstawowej zdolności rozwiązywania problemów dnia codziennego, jak również wskazać potrzebę brania odpowiedzialności za swoje czyny. Chodzi też o wzbudzenie w nich chęci do zmian, które skutkować będą trwałą ewolucją ich zachowania oraz radzeniem sobie z konfliktami i stresem, które na pewno wystąpią po odbyciu kary.