W kleszczach chorej miłości

Małgorzata Oberlan 23 maja 2014

W potocznym przekonaniu dotyczy tylko gwiazd i celebrytów. To mit. Zdecydowana większość ofiar stalkingu, czyli uporczywego nękania, to zwykli ludzie. Ich ciche dramaty nigdy nie trafiają na plotkarskie portale, rzadko na prasowe łamy.

Fot.: Łukasz Ciaciuch

Portale rozwodzić się będą nad losem Madonny, Dominiki Ostałowskiej, Kasi Tusk czy - jak ostatnio - Małgorzaty Kożuchowskiej, którą nękał 51-letni Piotr P. z Torunia. Obsesyjnie w niej zakochany mężczyzna (a może w postaci Hanki Mostowiak z „M jak miłość”?), dręczył ją od 2011 roku. Nie mógł wybaczyć wyboru męża („za młody”, „ma krzywe nogi”), zaczepiał aktorkę na spektaklach, przy wejściu dla artystów do teatru, pod jej domem. Miał nawet plan, by... zamieszkać u niej w Warszawie. Nękał nie tylko ją, ale i rodzinę. Toruński sąd w kwietniu tego roku skazał prześladowcę aktorki na pół roku więzienia, zawieszając wykonanie kary na cztery lata, i 1,5 tys. zł grzywny. Piotr P. ma również 10-letni zakaz zbliżania się do aktorki, jej męża i rodziców.

Groźby, tortury, śmierć


25-letnia Weronika (imię zmienione) z toruńskiego osiedla „Na Skarpie” pozostaje dla opinii publicznej postacią anonimową. Jej historia należy jednak do najtragiczniejszych, bo zakończonych samobójstwem. Jak dowodzi Prokuratura Rejonowa Toruń-Wschód, kobieta powiesiła się, bo nie była w stanie znieść horroru, który zafundował jej były partner.


Starszy o rok Adrian Ś. nie mógł pogodzić się z rozstaniem. Nie tylko przez trzy miesiące zasypywał Weronikę SMS-ami, w których na przemian przepraszał, prosił, żeby wróciła, albo obrażał i groził. Pod koniec października 2013 roku, gdy kobieta przyszła do mieszkania Adriana na toruńskim Osiedlu Młodych, by ostatecznie się z nim rozmówić, ten ją uwięził. Paskiem skrępował ręce na plecach, a nad płomieniem świec podgrzał nożyce. Nakazał spokój, grożąc połamaniem nóg. Potem końcówkami nożyczek wypalił eksnarzeczonej obraźliwy napis na udzie, zawierający między innymi imię jej nowego chłopaka.

Dwa dni później Weronika opowiedziała o wszystkim koleżance na jednym z internetowych portali społecznościowych. Wspomniała nie tylko o torturowaniu, ale i o kilkumiesięcznym nękaniu. Życie odebrała sobie 21 listopada 2013 roku, wieszając się na pasku od spodni, przywiązanym do klamki drzwi.

- Adrian Ś. został oskarżony o stalking, którego skutkiem stało się samobójstwo ofiary, pozbawienie wolności ze szczególnym udręczeniem i posiadanie narkotyków (miał u siebie marihuanę i amfetaminę). Grozi mu od 3 do 15 lat więzienia - mówi prokurator Tomasz Sobczak. - Na proces czeka w areszcie. Kluczowe w nim będą zeznania powierniczki Weroniki.

Robił z niej prostytutkę


Stalking w Polsce ścigany jest od 2011 roku. W Bydgoszczy pierwszym aresztowanym stalkerem był 44-letni wówczas Jarosław Z. Jego ofiarą stała się o 20 lat młodsza Magdalena (imię zmienione) - była partnerka. Nie mogąc pogodzić się z rozstaniem, bydgoszczanin wpadł w prawdziwą obsesję.

- Od stycznia 2011 roku do maja 2012 zamieszczał nagie zdjęcia kobiety na różnych portalach erotycznych w Internecie, opatrując je prowokującymi tekstami. Zdjęcia te przesłał też konkretnym osobom, by dodatkowo ofiarę poniżyć. Uporczywie nękał kobietę telefonami i SMS-ami, nachodził w miejscu pracy i nauki. Rozmawiając z jej krewnymi i znajomymi oczerniał ją, pomawiał o świadczenie usług seksualnych. Doprowadził swoją ofiarę do tego, że próbowała odebrać sobie życie
- relacjonuje prokurator Włodzimierz Marszałkowski z Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe.

Magdalena późno zdecydowała się szukać ratunku. Dopiero po kilkunastu miesiącach koszmaru, kompletnie udręczona, zgłosiła się na komisariat policji. To było 30 maja 2012 roku. Już następnego dnia prokuratura wystąpiła z wnioskiem o aresztowanie stalkera i sąd do tego wniosku się przychylił. Jarosław Z. trafił tymczasowo do aresztu. W sierpniu został oskarżony nie tylko o uporczywe nękanie, którego skutkiem była próba samobójcza (art. 190 a par. 3 Kodeksu karnego), ale i o rozpowszechnianie nagich zdjęć kobiety. W listopadzie 2013 roku Sąd Rejonowy w Bydgoszczy skazał go na rok i sześć miesięcy więzienia, zawieszając wykonanie kary na 4 lata próby, oraz 3600 zł grzywny.

- Dręczenie tej kobiety trwało naprawdę długo, jednak w sprawach o stalking czas nękania nie jest najważniejszy. Oczywiście, nie chodzi o działanie jednorazowe, tylko wielokrotne, ale najistotniejsze są jego konsekwencje dla ofiary - podkreśla prokurator Marszałkowski.

Skazany mąż w tle


Nie jest do końca wykluczone, że stalking miał związek z tragedią toruńskiej policjantki Sylwii M. Ta doświadczona 46-letnia funkcjonariuszka zastrzeliła się w komisariacie z osobistej broni we wrześniu 2013 roku.

Prokuratura uznała, że doszło do samobójstwa i wszczęła standardowe procedury. Badała, czy ktoś Sylwii M. nie nakłaniał do targnięcia się na życie, bądź jej w tym nie pomógł. Nie znalazła takich okoliczności i postępowanie umorzyła.

W środowisku toruńskich mundurowych nie było jednak tajemnicą, że na służbie uśmiechnięta policjantka, poza nią miała kłopoty. Zresztą, tuż po samobójstwie sama prokuratura w wydanym komunikacie podała, że przyczyną tak desperackiego kroku były kłopoty natury osobistej.

Policjantka miała trójkę dzieci. Dwoje starszych z pierwszego małżeństwa i młodszą córeczkę z drugim mężem, emerytowanym dziś policjantem z Torunia. Przed tragedią była z nim już po rozwodzie, mieszkali osobno. Eksmąż miał orzeczony zakaz zbliżania się do niej z powodu stalkingu właśnie.

Nękanych coraz więcej


Jak wynika z badania przeprowadzonego przez TNS OBOP na zlecenie ministra sprawiedliwości, stalkingu doświadczyło w swoim życiu około 3 milionów Polaków. Uporczywe nękanie trwało zazwyczaj od tygodnia do trzech miesięcy. Najczęściej było to rozpowszechnianie oszczerstw, kłamstw i plotek (70 proc. wskazań), nawiązywanie kontaktu za pomocą osób trzecich (55 proc.), stosowanie gróźb lub szantażu oraz „szykanowanie telefoniczne” (niespełna połowa wskazań). Co trzecia ofiara wskazywała również na zaczepianie lub grożenie komuś z rodziny, śledzenie jej oraz niechcianą korespondencję.

Od roku 2011, czyli odkąd stalking w Polsce jest ścigany, liczba zgłaszanych przypadków rośnie. Według prof. Janusza Czapińskiego, psychologa społecznego, to sytuacja zrozumiała - ludzie po prostu mają już świadomość, że takie zachowania można ścigać. Prokuratorzy zwracają jednak uwagę na fakt, że stalking, podobnie jak mobbing, stał się przestępstwem modnym. Polacy zawiadamiają o nim nieco nadgorliwie.

Tylko w 2012 roku na policję w całym kraju zgłosiło się blisko 4,5 tysiąca osób twierdzących, że jest nękanych przez stalkera. 65 proc. zgłoszeń potwierdziło się. - W województwie kujawsko-pomorskim stwierdzonych przypadków stalkingu mieliśmy w 2011 roku 111, a w kolejnym już 138 - podaje Kamila Ogonowska z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.

Sądy w zdecydowanej większości skazują dręczycieli na karę pozbawienia wolności, jednocześnie warunkowo zawieszając wykonanie kary. Stosują też zakazy zbliżania się do ofiary. Za kraty lub na leczenie stalkerzy trafiają bardzo rzadko.

Warto wiedzieć


Typy stalkerów wg psychiatry Michaela Zony (USA)

- Stalker z tendencją do obsesji - typ najczęściej spotykany, stanowi połowę przypadków. Jest znany ofierze. Był z nią lub pozostaje w bliskiej, erotycznej relacji. Może to być np. były mąż/była żona czy odrzucony partner.
- Stalker obsesyjnie zakochany - zna ofiarę (często z mediów), ale nigdy nie był z nią w intymnej relacji. Nawet okazjonalny kontakt odczytuje jako zachętę. Może być to np. fan lub zauroczony klient.
- Stalker erotoman - rzadkość. Ma złudzenie, że ofiara, którą nęka, zakochała się w nim. Co ciekawe, tu częściej sprawcami są kobiety.
- Fałszywa ofiara - to on nęka, ale zgłasza policji, że jest ofiarą. Chorobliwie pragnie zwrócenia na siebie uwagi.