Głupi podatek dręczy miliony Polaków

Przemysław Łuczak 16 maja 2014

Rozmowa z ANDRZEJEM SADOWSKIM, wiceprezydentem Centrum im. Adama Smitha.

Andrzej Sadowski: - Obowiązek wypełniania PIT wiąże się niechęcią i stresem, porównywalnym do tego, który towarzyszy wizycie u lekarza

Fot.: Archiwum


Czy jest Pan rozczarowany tym, że premier Tusk nie dostrzega warunków do obniżenia podatków i przeprasza za składane kiedyś obietnice w tej sprawie?

Taka deklaracja jest dowodem tego, że premier, ministrowie i obecna koalicja rządząca zapomnieli, iż każda obniżka podatków skutkuje wzrostem wpływów do budżetu, a każda podwyżka zmniejsza je. Ostatnim przykładem tej powtarzającej się prawidłowości był spadek dochodów budżetu państwa po podwyżce akcyzy na papierosy i alkohol. Oświadczenie premiera jest zdumiewające z jeszcze jednego powodu - może wskazywać na brak kompetencji do rządzenia. Dobre rządzenie polega na tym, że przy mniejszych podatkach rząd może uzyskać więcej, jednocześnie zaskarbiając sobie poparcie społeczne w wyborach. Stąd pytanie, dlaczego rządzący, forsując coraz wyższe podatki, sami próbują pozbawić się szansy na powtórny wybór.

Argumentacja premiera, że jeśli podatki zostaną obniżone, to nie będzie można podwyższyć świadczeń społecznych, Pana nie przekonuje?
Słów premiera nie można nawet rozpatrywać w kategoriach prawdy czy fałszu. To pokazuje, że rządzący oderwali się od rzeczywistości, przebywają w jakimś szklanym zamku, do którego nic nie dociera. Nie jest prawdą, że niższe podatki spowodują zmniejszenie wpływów do budżetu i z tego powodu nie wystarczy pieniędzy na ochronę zdrowia, emerytury czy świadczenia socjalne, zwłaszcza że obecnie Polacy i tak płacą już stosunkowo dużo za to, żeby rząd świadczył nam usługi zdrowotne czy społeczne, niewiele otrzymując w zamian. Inaczej jest w innych krajach unijnych, gdzie za porównywalne podatki ludzie mają znacznie wyższy poziom usług publicznych.

Polacy uważają, że płacą za wysokie podatki, a rząd źle wydaje te pieniądze...
Weźmy organizowaną przez rząd publiczną służbę zdrowia. Mimo że Polacy płacą podatek w formie składki zdrowotnej, bardzo często mają utrudniony dostęp do opieki medycznej. Okazuje się, że jest długa kolejka do lekarza pierwszego kontaktu, a do specjalisty jeszcze dłuższa. Chcąc ratować swoje zdrowie i życie, ciągle muszą sięgać do kieszeni: albo idąc do prywatnego gabinetu, albo wręczając łapówkę za coś, co mieli dostać w ramach publicznej opieki zdrowotnej, za którą już zapłacili. Nic więc dziwnego, że obywatele mają poczucie, że w gruncie rzeczy płacą za nic, a ich pieniądze z podatków, zwane publicznymi, są marnowane. To potwierdzają wyniki badania „Polacy o podatkach 2014”, które w kwietniu zostało wykonane przez Dom Badawczy Maison i Ogólnopolski panel badawczy ARIADNA na zlecenie Centrum im. Adama Smitha.

W jakim kierunku powinny pójść zmiany w ordynacji podatkowej?
To nie jest kwestia zmiany ordynacji podatkowej, lecz absurdalności rozwiązań, które rząd próbuje za wszelką cenę utrzymać. Bo nawet gdyby było prawdą, a nie jest, że opodatkowanie musi pozostać na obecnym poziomie, to te same pieniądze co dziś można by uzyskać prościej, taniej i mniej dręcząc ludzi. Nie ma żadnego powodu, żeby obywatele odczuwali dyskomfort - co wyszło z naszych badań - przy wypełnianiu PIT-ów, które tak naprawdę niczemu nie służą. Aparat skarbowy zajmuje się później jałowym sprawdzaniem zeznań podatkowych milionów obywateli, prześwietlaniem każdego Kowalskiego, zamiast skupić się na istotnym z punktu widzenia budżetu podatku, jakim jest VAT. Mówię to dlatego, że już od lat w naszym systemie podatkowym funkcjonuje niezwykle efektywne i tanie rozwiązanie, jakim jest tzw. podatek Belki. Pomijając to, czy w Polsce w ogóle potrzebny jest podatek od zysków kapitałowych, w tym przypadku bank załatwia to jednym przelewem do urzędu skarbowego, bez angażowania setek tysięcy swoich klientów. Natomiast w przypadku PIT potrzeba dużej aktywności obywateli, którzy nie dość, że muszą przez następnych sześć lat przechowywać dokumentację, to jeszcze zastanawiają się przez cały czas, czy nie popełnili jakiegoś błędu. Dlatego obowiązek wypełniania PIT wiąże się niechęcią i stresem, porównywalnym do tego, który towarzyszy wizycie u lekarza.

Jakie podatki rząd mógłby obniżyć bez obaw o budżet?
Kiedy obecny rząd obniżył mniej więcej o połowę podatek od wynajmu mieszkań, ich właściciele masowo udali się do urzędów skarbowych, żeby ujawnić się i zapłacić podatek. Okazało się bowiem, że przy takiej skali podatku, nie ma już powodu do ukrywania zysków przed fiskusem i narażania się na denuncjację przez któregoś z sąsiadów. To jeszcze jeden dowód, że niższe podatki dają więcej, a nie mniej wpływów do budżetu. Każdy podatek można by obniżyć i uprościć jego konstrukcję, pod warunkiem jednak, że premier i parlamentarzyści przestaliby wierzyć w „święty” arkusz kalkulacyjny. Bo tylko w nim podniesienie stawki podatkowej w jednej kolumnie zawsze skutkuje wzrostem wpływów w drugiej z nią powiązanej. Realne życie pokazuje, że jest odwrotnie.

Czy powinna zostać wprowadzona trzecia skala podatkowa dla tych, którzy osiągają najwyższe dochody?
To kolejna absurdalna wiara w to, że to bogaci płacą podatki, a wprowadzenie wyższej skali podatkowej zwiększy wpływy budżetowe. Nigdy tak się nie stało. Stu najbogatszych Polaków nie byłoby tak bogatych, gdyby płaciło podatki w Polsce, a nie za granicą. Nałożenie następnych obciążeń podatkowych dostarczyłoby im dodatkowych powodów, żeby płacić podatki w innych krajach.

Czy podatek liniowy byłby dobrym rozwiązaniem zarówno dla podatników jak fiskusa?
Podatek liniowy to jest kwestia trzeciorzędna. Najważniejsze byłoby radykalne obniżenie opodatkowania pracy ZUS-em, składkami i podatkami. Oczywiście, podatek liniowy ma prostą konstrukcję, która zabiera fiskusowi mniej czasu na kontrolowanie procesów gospodarczych i zmniejsza koszty z tym związane. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby rządzący od jutra obniżyli opodatkowanie w sytuacji, w której blisko 90 proc. Polaków uważa, że podatki są za wysokie.

Jak obecny system podatkowy wygląda z perspektywy przedsiębiorców?
To nie jest system, lecz zbiór chaotycznych i niespójnych przepisów. Można powiedzieć, że tak samo jak rzeka czy morze, rządzący wyrzucają kolejne partie śmieciowych przepisów, które zamiast ułatwiać, utrudniają kalkulowanie i prowadzenie działalności gospodarczej. Nie ma możliwości sensownej wyceny ryzyka, związanej z podatkami. Ostatnio można było się przekonać, że nawet jeśli coś jest korzystne dla przedsiębiorców, jak pełne odliczenie VAT od samochodu i paliwa używanych do celów służbowych, co zresztą jest standardem w UE, w Polsce zostało przez rząd szybko zlikwidowane.

Co należałoby zmienić w naszym systemie podatkowym?
Właściwie wszystko, poza funkcjonującymi na obrzeżach systemu podatkami ryczałtowymi, które zawsze przynoszą 100 proc. wpływów, jakie rząd zaplanuje. Przepisy podatkowe należałoby tak zmienić, żeby nie było możliwości ich interpretacji. Sam fakt, że nie można zagwarantować nawet tych wiążących interpretacji sprawia, że poruszamy się w świecie chaosu. Zapewniają go nam politycy, którzy w dodatku nie chcą nic z tym zrobić, a chaos podwyższa koszty funkcjonowania firm i ryzyko ich upadłości. Nie z tego powodu, że jakaś inna firma jest lepsza, tylko dlatego, że akurat zmienia się interpretacja przepisów, którymi można „zabić” każde przedsiębiorstwo. Media co rusz donoszą o takich przypadkach. Na sprawach Romana Kluski czy JTT się nie skończyło. Zaskakujące jest to, że nasi politycy wciąż mają dobre samopoczucie i nie podejmują żadnych działań - w przeciwieństwie do innych krajów unijnych
- żeby obniżyć opodatkowanie. Najlepszym przykładem jest Szwecja, gdzie po wywindowaniu podatków do absurdalnych poziomów, teraz systematycznie się je obniża.

Jak wysoki powinien być podatek dochodowy?
Nie ma najmniejszego powodu, by podatek dochodowy PIT w ogóle istniał. Jest to najgłupszy i najbardziej szkodliwy podatek, który kiedykolwiek wprowadzono. Te same pieniądze można uzyskiwać taniej i efektywniej, bez tego niepotrzebnego PIT-u, którym dręczone są miliony Polaków. Najkorzystniejszy z punktu widzenia pracowników byłby o wiele niższy podatek od funduszu wynagrodzeń w przedsiębiorstwach. Poza tym powinny być podatki ryczałtowe dla małych firm oraz jednoprocentowy podatek od przychodu tzw. podatek obrotowy zamiast CIT dla dużych korporacji, które dziś mogą mieć miliardowe obroty i zapłacić przy 19 proc. stawki CIT bardzo symboliczne kwoty.

Teczka osobowa


Ekonomista i komentator gospodarczy


- Dr Andrzej Sadowski jest wiceprezydentem i głównym inicjatorem powstania Centrum im. Adama Smitha (1989 r.). Ekonomista i komentator gospodarczy.
- Jeden z założycieli (1996) i członek zarządu Transparency International Polska (do 2003).
- Centrum im. Adama Smitha - Pierwszy Niezależny Instytut w Polsce, skupia się na prowadzeniu badań, edukacji i tworzeniu rozwiązań systemowych, wydaje broszury i książki. Co roku wylicza dzień wolności podatkowej w Polsce. CAS skupia m.in. ekonomistów, prawników, politologów i socjologów.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 07-01-2015 00:06

    Brak ocen 0 0

    - MB2323: I co z tego ż to jest logiczne i proste , ale nie dla polityków,

    Odpowiedz