Boskie uczucia tuż nad ziemią

Krzysztof Błażejewski 16 maja 2014

Bydgoszczanie w okresie międzywojennym bali się wsiadać do pasażerskich aeroplanów, a torunianie zazdrościli im regularnych połączeń z Warszawą, Poznaniem i Gdańskiem. Historia lotnictwa pasażerskiego w naszym regionie liczy sobie już 85 lat.

Rysunek z „Dziennika Polskiego” ukazującego się w Chicago w latach dwudziestych ubiegłego stulecia. Tak środowisko polonijne postrzegało wówczas rozwój lotnictwa w Polsce, obiecywało też wsparcie finansowe

Fot.: WiMBP w Bydgoszczy

Dziś z jedynego czynnego w naszym regionie lotniska pasażerskiego w Bydgoszczy wylecieć można do Dublina, Londynu, Birmingham i od niedawna ponownie do Warszawy, a jesienią do rozkładu lotów wracają kursy do Glasgow i Weeze w Zagłębiu Ruhry. Z biurami podróży można też z Bydgoszczy wybrać się (ale wyłącznie latem) czarterami do kilkunastu turystycznych miejscowości nad Atlantykiem i morzami: Śródziemnym, Czarnym i Czerwonym. Nic dziwnego, że mieszkańcy regionu czują spory niedosyt, skoro muszą korzystać z takich portów jak Modlin, Rębiechowo czy Okęcie, by stamtąd wylecieć w świat.


Starania Portu Lotniczego w Bydgoszczy, władz samorządowych i wojewódzkich niewiele dają. Rządzi rynek, więc pozycję, jaką mamy, musimy przyjąć z dobrodziejstwem inwentarza, bowiem rzetelnie obrazuje ona naszą siłę jako regionu i - w kontraście - metropolitalne zapędy. Z utrzymywaniem stałej komunikacji pasażerskiej kłopoty mieliśmy właściwie zawsze...

Zafurczała pierwsza śmiga


Jako pierwsze powstało w naszym regionie, jeszcze w czasach pruskich, lotnisko w Toruniu; to bydgoskie - kilka lat później - podczas I wojny światowej. Na loty pasażerskie z regionu trzeba było czekać do 1929 r., kiedy Bydgoszcz wraz z Poznaniem, Śląskiem i Skarbem Państwa założyła spółkę Polskie Linje Lotnicze LOT. Samorządy z Torunia czy Grudziądza nie odważyły się na to... 1 czerwca tego roku jako pierwszy pasażerski samolot o godz. 9 usiadł na pasie startowym lotniska w Bydgoszczy aeroplan marki Junkers 13, który przyleciał z Gdańska, czyli z zagranicy, bowiem wówczas Gdańsk był Wolnym Miastem. Maszyna kierowana była przez pilota Tobijczyka, który o godz. 10 odleciał do Poznania. Na lotnisku były przemówienia, kwiaty, gratulacje. Do Poznania przelecieli się jako pierwsi polityk dr Szymański, płk Pałaszewski i redaktor „Dziennika Bydgoskiego”, Brandowski. „Zawarczał motor, zafurczała śmiga i aparat, przebiegłszy kilkadziesiąt metrów po ziemi, wzbił się w powietrze i popłynął na południe. Trudno opisywać to boskie uczucie, gdy się tak człowiek kołysze paręset metrów nad ziemią” - pisał Brandowski, zrzędząc o braku zainteresowania lotami ze strony bydgoszczan.

Tego samego dnia w drodze powrotnej junkers wylądował w Bydgoszczy o 17.00, a pół godziny później wzbił się w powietrze, by „pofrunąć” do Gdańska.

Dlaczego LOT latał do Bydgoszczy, a nie do Torunia, który był w tym czasie miastem wojewódzkim? Przyczyna była prosta. Bydgoszcz była największym miastem regionu z największą liczbą zakładów przemysłowych i bogatych przedsiębiorców, z największym kapitałem. Ponadto z Torunia do Warszawy było koleją bliżej niż z Bydgoszczy do stolicy. Dlatego bydgoszczanie postawili na LOT, a torunianie na inne statki powietrzne.

Balonowe widowiska na Bema


Już w 1921 roku w Toruniu zorganizowano kurs balonowy. Miasto stało się na długie lata centrum wyszkolenia baloniarstwa, a aparaty te, krążące ponad miastem, stały się widokiem powszednim. Na polu przy ul. Bema tłumy torunian obserwowały starty i lądowania balonów. Rok później nad Toruniem uniósł się sterowiec „Lech”. Po nich pojawiły się wojskowe awionetki, na których piloci urządzali pokazy powietrznych akrobacji. Potem stacjonować zaczęły samoloty myśliwskie, na końcu szybowce.

Tymczasem w Bydgoszczy początkowo miejsca na loty pasażerskie trzeba było rezerwować z wyprzedzeniem, a to, kto odważył się polecieć, odnotowywano w lokalnej prasie. Plany budowy portu lotniczego (rolę poczekalni, kasy i punktu rezerwacji spełniał hotel „Pod Orłem”, skąd dowożono pasażerów na lotnisko) z prawdziwego zdarzenia spełzły jednak na niczym. Zaczął się kryzys. Liczba pasażerów spadała. W 1933 r. było ich cztery razy mniej niż w 1929 roku, kiedy to liczba ta przekroczyła 1500 osób.

Miejscowa prasa wszelkimi sposobami starała się zachęcać do korzystania z samolotów. „Kto dawniej miał interes w Warszawie, ten musiał z Bydgoszczy pociągiem wyjechać wieczorem dnia poprzedniego, a jeśli nie chciał podróżować nocą, to nawet o 3 po poł. dnia poprzedniego, aby o 10 wieczorem być w Warszawie. A wracać można było znów wieczorem, ewentualnie dopiero trzeciego dnia rano. A dziś? Wylatuje się z Bydgoszczy o 8 rano, jest się w Warszawie za godzinę z minutami (zależnie od kierunku wiatru), ma się tam 6 godzin czasu do załatwienia interesów, bo samolot wraca do Bydgoszczy o trzy kwadranse na czwartą i jest się o 5 po poł. w domu. (...) Ale są jeszcze ludzie, którzy tego nie rozumieją i wolą tłuc się koleją dziesięć razy dłużej wśród zaduchu i innych niewygód” - pisał „Dziennik Bydgoski”, uszczypliwie zauważając, że wśród pasażerów dominuje płeć piękna, która widocznie mniej się boi latać aeroplanem niż mężczyźni.

Wielka przecena biletów


Niewiele to pomogło, podobnie jak akcja promocyjna - na okres zimowy zrównano praktycznie ceny biletów lotniczych z biletami kolejowymi, zamiast lotu za 32,40 zł z Bydgoszczy do Warszawy oferowano podróż po 27 zł, gdy bilet kolejowy III klasy w pociągu pośpiesznym kosztował na tej samej trasie 23,40 zł. 11 września 1933 roku odbył się ostatni lot pasażerski z Bydgoszczy w czasach II RP.

Wszystkie samoloty lądujące i startujące w Bydgoszczy pochodziły z Niemiec. Były to aeroplany marki Junkers F 13, wykonane z duraluminium, kupione w latach 20. Dysponowały przeszkloną ogrzewaną kabiną dla... 4 pasażerów, powiększoną później do 6 miejsc.

Jeden z tych junkersów rozbił się 27 lipca 1931 roku w Kaszczorku pod Toruniem. Była to pierwsza katastrofa w dziejach lotniczego ruchu pasażerskiego w Polsce. Wcześniej LOT reklamował się jako stuprocentowo bezpieczny.

Do wypadku doszło po południu w ciepły słoneczny dzień. Samolot rejsowy z Warszawy do Bydgoszczy na skutek defektu silnika zmuszony był lądować w okolicach Torunia. Pilot usiłował maszynę posadzić na polu pod Kaszczorkiem, jednak przelatując nad szosą zahaczył o druty telegraficzne i spadł na ziemię. „Lecący aparatem pilot p. Pecho i pasażer kapitan z 3. pułku art. polowej doznali tylko lekkich kontuzji, natomiast aparat junkers uległ zupełnemu rozbiciu. Motor zdruzgotany legł kilka metrów za szczątkami kadłuba obok połamanych skrzydeł” - informowało „Słowo Pomorskie”.

Przydały się do emigracji


Po II wojnie przywrócono loty pasażerskie z Bydgoszczy do Warszawy. Samoloty kursowały regularnie w latach 1948-58 i 1969-81. Okresowo wprowadzano rejsy także do Poznania, Gdańska i Słupska. Miał wówczas kto latać, miasto było ponadregionalnym centrum wojskowym, ważnym ośrodkiem przemysłowym.

Ponownie „pasażery” wróciły do Bydgoszczy w 1992 roku jako czartery turystyczne do Grecji, a cztery lata później wznowione zostały regularne loty do Warszawy. W 2005 roku tanie linie lotnicze uruchomiły wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej połączenia międzynarodowe, głównie do Anglii, dokąd wyemigrowały, wylatując z bydgoskiego portu, tysiące rodaków. Były też, choć krótko, połączenia z Krakowem i Barceloną obsługiwane przez linie OLT, które równie szybko upadły, jak weszły na rynek.

W okresie powojennym rozgorzała również dyskusja o ewentualnej budowie lotniska pasażerskiego w Toruniu. Na poważnie plany te snuto w 1968 roku, kiedy to ówczesne władze opublikowały program rozwoju lotnictwa cywilnego na najbliższe 25 lat i przewidywały otwarcie lotniska w Toruniu w 1980 roku.

W ostatnich latach powstał też projekt rozbudowy lotniska w Kruszynie pod Włocławkiem. Czy kiedykolwiek lotnictwo stanie się na tyle powszechne, by opłacało się utrzymywać połączenia z kilku miast w naszym regionie? Czas pokaże.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 09-06-2014 11:46

    Oceniono 1 raz 1 0

    - bydgoszczak : Nie nigdy nie bedzie oplacalne ani z Torunia , ani z Wloclawka. Tylko z Bydgoszczy bo Bydgoszcz jest najwiekszym i najlepszym miejscem w tym wojewodztwie. Bydgoszcz gora!!!!

    Odpowiedz