Szczęście jak choroba

Tadeusz Oszubski 16 maja 2014

Polacy uważają, że nie są szczęśliwi. Ten stan można jednak zmienić. Badania uczonych wykazały bowiem, że ważne jest, w jaki sposób szukamy szczęścia oraz to, z kim zadajemy się na co dzień.

Naukowcy dowodzą, że przebywając w otoczeniu szczęśliwych ludzi stajemy się szczęśliwsi, bo dosłownie zarażamy się poczuciem szczęścia

Opublikowany na początku maja sondaż TNS Polska pokazał, że Polacy nie należą do najszczęśliwszych narodowości. Aż 90 proc. rodaków czuje się nieszczęśliwych przez zagrożenie bezrobociem, 75 proc. perspektywą pracy do 67 roku życia, a ponad 70 proc. unieszczęśliwia poziom usług służby zdrowia. Jako takie zadowolenie z życia deklaruje zaledwie połowa Polaków. Co zrobić, by nasz kraj ogarnęło poczucie szczęścia?


Na szczęście szczęście będzie wkrótce dostępne dla każdego, tyle że na krótko. Według badań brytyjskiego psychologa dr. Cliffa Arnalla, eksperta od zaburzeń psychologicznych związanych z wpływem pogody, co roku przypada jeden szczęśliwy dzień. Brytyjski uczony opracował równanie do obliczania najlepszego dnia, a to dowodzi, że najszczęśliwszym z dni jest piątek przypadający 23 dnia miesiąca. Jest więc powód do radości. Najszczęśliwszy dzień 2014 roku to piątek 23 maja. Niestety, to zaledwie 24 godziny szansy na odczuwanie szczęścia.

Szczęście szczęściu nie jest równe. Okazuje się, że ważne jest też, z jakiego powodu to szczęście odczuwamy. Sprawa ważna, bo przyczyna stanu uszczęśliwienia dosłownie wpływa na nasze geny. Dowodzą tego opublikowane w marcu ustalenia badaczy z University of California w Los Angeles (UCLA). Dobre jest poczucie szczęścia płynące z przekonania o właściwym wyborze drogi i stylu życia, bo bardzo korzystnie wpływa na geny zawiadujące komórkami odpornościowymi. Z kolei złe szczęście, to takie, które uzyskuje się wyłącznie w sposób hedonistyczny. Ono znacząco obniża ekspresję genów, a co za tym idzie odporność człowieka na choroby.

Odczuwanie szczęścia wywołuje neurochemiczne zmiany w mózgu. Jak ustalił inny zespół badawczy z UCLA, gdy człowiek jest szczęśliwy, rośnie u niego poziom hipokretyny, neuroprzekaźnika. Z kolei, gdy popada się w smutek, poziom hipokretyny znacząco spada. Odkryciem tym zainteresowały się już firmy farmaceutyczne, które zamierzają wyprodukować dla ludzkości pigułkę szczęścia.

Polacy nie muszą jednak czekać na wynalezienie chemicznego uszczęśliwiacza. Mogą się uszczęśliwiać wchodząc w pozytywne relacje międzyludzkie. Z ustaleń brytyjskiej psycholożki, dr Robin Dunbar z uniwersytetu w Oxfordzie wynika, że poczucie szczęścia daje człowiekowi działanie w grupie. Ta badaczka wskazuje, że najwyższą jakość szczęśliwości uzyskuje się w trakcie treningów. Tych, którym nie odpowiada poszukiwanie szczęścia w grupowym oddawaniu się aktywności fizycznej, dr Dunbar pociesza, że tylko nieznacznie gorsze wyniki przynoszą wspólne praktyki religijne lub muzykowanie.

Kłopot w tym, że grupa, w której zajmujemy się tym, co doradza dr Dunbar, nie może składać się z osób przypadkowych. Bo lepiej dla nas, jeśli będziemy zadawać się ze szczęśliwymi ludźmi, a nie ponurakami, którzy wylewają żółć na każdego, z kim się zetkną. Okazuje się bowiem, że ponuractwem i poczuciem szczęścia możemy się zarazić tak samo jak chorobą.

Wykazały to badania zespołu brytyjskich naukowców, kierowanego przez socjologa medycyny, dr. Nicholasa Christakisa, i politologa, dr. Jamesa Fowlera. Według tych ekspertów, szczęście jest przenoszone więzami społecznymi i jako zjawisko zbiorowe przypomina rozprzestrzenianie się epidemii grypy.

Christakis i Fowler stwierdzili, że ludzie szczęśliwi, jak też nieszczęśliwi, tworzą wyraźne grupy i to znacznie większe, niż wynika z zasad statystyki. Zdaniem badaczy, osoby szczęśliwe mają zazwyczaj licznych szczęśliwych przyjaciół, którzy także mają przyjaciół, deklarujących poczucie szczęścia. To poczucie szczęścia sięga naprawdę daleko, bo do trzeciego kręgu społecznych relacji. Szczęśliwe są także osoby będące przyjaciółmi przyjaciół naszych przyjaciół.

- Poczucie szczęścia to emocjonalny pęd zbiorowy. Im więcej szczęśliwych ludzi w naszym otoczeniu, tym większe mamy szanse, by samemu czuć się szczęśliwym - wyjaśnia dr Christiakis. - Szczęśliwy przyjaciel zwiększa aż o 9 proc. prawdopodobieństwo, że sami będziemy szczęśliwi. Praktycznie, każda dodatkowa szczęśliwa osoba w naszym otoczeniu czyni nas szczęśliwszymi.

Odkrycie dr. Christakisa i dr. Fowlera wskazuje przynoszącą najszybsze pozytywne skutki metodę uszczęśliwienia niezbyt szczęśliwych Polaków. Szukajmy w otoczeniu ludzi szczęśliwych i zarażajmy się ich pozytywnymi emocjami. Potem przekazujmy chorobę dalej, aż zapadnie na nią cały kraj.

Fakty


Pieniądz uszczęśliwia

Według sondażu przeprowadzonego w USA przez instytut badania opinii Harris Poll, Amerykanie uważają, że pieniądze dają szczęście.
Wśród osób o rocznych dochodach wynoszących ponad 75 tys. dolarów, aż 38 proc. uważa się za szczęśliwych.
Z kolei pomiędzy ludźmi z połowę mniejszymi dochodami już tylko 28 proc. wykazuje zadowolenie z życia.