Że też im ręce nie uschły!

Piotr Schutta 16 maja 2014

- Coś z tym naszym społeczeństwem jest nie tak. Żeby tak potraktować zakonnika i to na terenie klasztoru! - nie mogą zrozumieć w prokuraturze. Od dwóch tygodni Włocławek szuka bandytów, którzy pobili franciszkanina.

Fot.: Piotr Schutta

ra się furty w klasztornym murze, a pół godziny później zakonnicy w brązowych habitach odsłaniają znajdujący się w tutejszym sanktuarium cudowny obraz Matki Bożej Łaskawej. Liczne wota dziękczynne zdobiące ściany świadczą o niezwykłej mocy czczonego tu od 200 lat wizerunku.


- Że też tych dwóch Matka Boska wtedy nie pokarała. Tak jak w bajkach, powinni się zamienić w posągi. Ręce im powinny uschnąć - mówią wierni, nie mogąc pogodzić się z tym, co dwa tygodnie temu wydarzyło się na klasztornym dziedzińcu u ojców franciszkanów we Włocławku.

W kościele nic nie słyszeli


- Coś jest nie tak z tym naszym społeczeństwem, jeśli w ten sposób traktuje się zakonnika i to na terenie klasztoru - mówi, nie kryjąc oburzenia, Piotr Stawicki, szef Prokuratury Rejonowej we Włocławku, mieście, które ma rekordowy wskaźnik bezrobocia i liczbę pobić przewyższającą statystyki dużo większych ośrodków, jak Bydgoszcz i Toruń. - Będziemy szukać tych łobuzów - dodaje Stawicki.

Klasztor Ojców Franciszkanów we Włocławku to wyspa duchowości wrzucona w sam środek ruchliwego miasta. Tutejsze Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej przyciąga pielgrzymów z bliska i z daleka

fot. Piotr Schutta

Klasztor Ojców Franciszkanów we Włocławku to wyspa duchowości wrzucona w sam środek ruchliwego miasta. Tutejsze Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej przyciąga pielgrzymów z bliska i z daleka


Podczas wieczornej Mszy Świętej w sobotę, 3 maja, ojciec diakon Jordan Dylewski, mężczyzna wysoki, lecz szczupłej budowy ciała, pełniący na co dzień funkcję furtiana, udzielał komunii świętej. Przed końcem nabożeństwa, około 20.45, wyszedł przed kościół, by małemu dziecku, które płakało, dać obrazek. Ubrany był tak, jak służył przy ołtarzu, w strój liturgiczny - komżę i stułę.

- Przed kościołem ojciec zauważył, że na dziedzińcu przed grotą Matki Bożej dwaj mężczyźni piją piwo. Zwrócił im uwagę na niestosowność zachowania i poprosił grzecznie, by opuścili teren klasztoru - relacjonuje kanclerz kurii biskupiej diecezji włocławskiej ksiądz Artur Niemira.

Prośba nie poskutkowała, więc zakonnik poinformował intruzów, że zamierza powiadomić policję. To ich rozjuszyło.

- Na głowie franciszkanina rozbili butelkę. Ojciec Jordan upadł i na chwilę stracił przytomność. Wtedy został skopany - mówi rzecznik kurii. Świadków zdarzenia, oprócz kobiety z dzieckiem, prawdopodobnie nie było. Mimo że kobieta podobno podniosła krzyk, ludzie modlący się w kościele nic nie usłyszeli.

- Przecież przyszliby z pomocą. Mój mąż stał blisko wyjścia, ale też niczego nie słyszał - mówi pani Monika, organistka.

Zakonnik trafił na pięć dni do szpitala. Ma złamane żebro, ranę na głowie i posiniaczoną twarz. Kilka razy składał już policjantom wyjaśnienia, ale niewiele mógł powiedzieć zarówno o wyglądzie napastników, jak i o przebiegu zajścia.

Z prostą wydawałoby się sprawą, nie umie sobie poradzić włocławska policja. Do tej pory, a mijają już dwa tygodnie, nie opublikowano żadnego portretu pamięciowego poszukiwanych bandytów. Jedyne, co ustalono, to ogólny opis sylwetki jednego z chuliganów: wiek 19-21 lat, wzrost około 180 cm, ciemne włosy, ciemna kurtka z wstawkami w czarno-białą kratkę.

- Czy tu jest jakaś kamera? Jest? - pytali dwaj policjanci po cywilnemu, którzy w miniony poniedziałek, tydzień po zdarzeniu, przyszli do klasztoru, by jeszcze raz porozmawiać z pobitym franciszkaninem.

Demoniczne miasto


- Próbujemy wszelkich możliwości, żeby dotrzeć do sprawców - zapewnia Małgorzata Marczak, rzeczniczka włocławskiej policji. O szczegółach śledztwa i dotychczas poczynionych ustaleniach nie chce mówić. Przyznaje jedynie, że zebrane do tej pory zeznania świadków niewiele mówią o sprawcach.

- Mało brakowało, a zabiliby człowieka. Kiedy wszedł do zakrystii trzymał się za głowę, mocno krwawił - opowiada przygarbiony 85-letni ojciec Aleksander, jeden z dziewięciu franciszkanów mieszkających obecnie w klasztorze. Wspomina, że to nie pierwsza próba ataku na klasztor.

- To było w tamtym roku. Wracałem do klasztoru, kiedy przy wejściu zatrzymało mnie dwóch chłopaków. Zagrodzili mi drogę, ale jakoś w końcu się przecisnąłem. Przy figurze Matki Bożej był jeszcze jeden chłopak, który majstrował przy skrzynce na datki. Tam przecież same grosze są... Nie urwał. Spłoszyłem ich - opowiada zakonnik senior. Wspomina też kradzież portfela jednego ze współbraci i mówi o próbie wymontowania metalowych furtek. Pusty portfel, bez pieniędzy rzecz jasna, znaleziono porzucony za klasztornym murem. A furtki przytwierdzono.

- Coraz częściej zaczynam odnosić wrażenie, że nasz Włocławek to demoniczne miasto. Nie jest przypadkiem, że właśnie tu zamordowano ojca Popiełuszkę - mówi młoda kobieta, z zawodu przedszkolanka, która w miniony poniedziałek modliła się w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej Nieustającej Nadziei. Za tych sprawców trzeba się dużo modlić, bo to ludzie poranieni, agresywni. Mam nadzieję, że ojciec Jordan swoje cierpienie powierzył Bogu za grzechy tych dwóch mężczyzn. Żyjemy w świecie zła - dodaje.

W kamerach nie ma nic


Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, kamera klasztorna nic nie zarejestrowała.

- Nie obejmuje terenu przed grotą, gdzie doszło do napaści - podaje nasze źródło informacji.

Policja sprawdza więc zapis monitoringu z okolicznych ulic, przylegających do klasztoru, licząc na to, że dzięki temu uda się odtworzyć drogę ucieczki sprawców.

- To mogli być ludzie z zewnątrz. Jacyś przyjezdni. Kto by szedł pić do klasztoru. To głupie jest - mówi chłopak z jednej z sąsiednich ulic; na policzku ma charakterystyczną bliznę.

W oficjalnym komunikacie biskupa włocławskiego Wiesława Meringa, oprócz wyrazów oburzenia opisujących sam incydent, padają mocne słowa ogólniejszej wymowy: „Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z pewnym owocem antykościelnej i antyklerykalnej propagandy szerzonej między innymi w niektórych środkach masowego przekazu” - pisze biskup. I dodaje: „Od organów ścigania oczekujemy zdecydowanej reakcji na zaistniałe wydarzenie”.

- Bez przesady. To zwykła łobuzerka, co tu dużo mówić. Żadnego kontekstu religijnego w tym nie ma. Alkohol po prostu swoje zrobił - mówią w prokuraturze.

Tydzień po pobiciu. Dochodzi czternasta. Ulicą obok klasztoru wraca ze szkoły grupa dziewcząt w wieku gimnazjalnym. Mijają znajomego chłopaka, który odwraca głowę. Nagle jedna z uczennic krzyczy: „I co k... łosiu? Wypier... , bo jak ci jeb...”.

- Obnażają się na przystankach. Obrzydliwe słowa padają. Jestem wieloletnią włocławianką, ale coraz mniej podoba mi się moje miasto. Łobuzeria ma się dobrze, a tacy obywatele jak ja nie czują się bezpieczni - mówi kobieta spotkana przed klasztorem.

Fakty


Bo zwrócili uwagę...

- Łódź. Grupka nastolatków (dwie dziewczyny i trzech chłopców)pobiła 36-letniego niewidomego, który zwrócił im uwagę. Agresywni, wulgarni młodzi ludzie dewastowali autobus i terroryzowali pasażerów.
- Koszalin. Trzech młodych mężczyzn w wieku 20-25 lat pobiło 48-latka, który chciał pomóc napadniętemu chłopakowi. Byli pijani.
Warszawa. Przypadkowy przechodzień został pobity przez dwóch agresorów, ponieważ zwrócił im uwagę, by nie śmiecili w miejscu publicznym.
- Chełm. Piętnastu bandytów skopało policjanta po cywilnemu, kiedy próbował zaprotestować, gdy wywracali na jezdnię kontener z używaną odzieżą. Krzyczeli: „To pies, brać go”.
- Warszawa. Trzej mężczyźni w wieku 19-21 lat zaatakowali człowieka, któremu wcześniej zrzucili niedopałek na głowę. Poszkodowany zwrócił im uwagę i wtedy został poważnie pobity.
- Lubartów. Dwóch młodych bandytów (16 i 17 lat) próbowało pobić policjanta po cywilnemu, który o mało co nie przejechał jednego z nich, gdy ten nieoczekiwanie wtargnął na jezdnię. Starszy z napastników miał ponad 2 promile alkoholu we krwi. (Do przedstawionych zdarzeń doszło w ostatnich kilku miesiącach).