Odporni w pracy, chorzy w domu. Stres zabija powoli

Paulina Błaszkiewicz 11 maja 2014

Odporność na stres to jedno z najczęstszych oczekiwań ze strony pracodawców. Wielu z nas rozpoczynając zawodowe życie twierdzi, że ma taką cechę. W teorii. A jak jest w praktyce?

Fot.: Thinkstock

24-letnia Joanna zaraz po skończeniu studiów kulturoznawczych rozpoczęła wymarzoną pracę w jednej z dużych agencji artystycznych w Warszawie. Spędzała w niej 14 godzin na dobę, poświęcając życie prywatne. Nie miała czasu dla chłopaka i przyjaciół.


- Nie mam z nimi o czym rozmawiać - mówi Joanna. - Od kiedy rozpoczęłam pracę, moje znajomości wiązały się tylko ze sprawami zawodowymi. Mając 27 lat awansowałam, zostałam głównym specjalistą ds. public relations. Trzy lata później nie miałam siły wstać z łóżka. Byłam kompletnie wypalona, chociaż nikt nie wymagał ode mnie siedzenia w pracy po godzinach.

Ciało daje sygnał


Objawy somatyczne, takie jak zmęczenie, kłopoty ze snem, brak apetytu, uczucie wyczerpania czy obsesyjne myśli, to skutki stresu. Zwykle nie dostrzegamy, że coś jest nie tak. Staramy się wywiązywać z obowiązków, nawet jeśli wydaje nam się, że nie wszystko jest tak, jak być powinno. Dopiero wtedy, gdy nasze ciało daje nam znać, zaczynamy szukać przyczyny. Okazuje się, że stres, o którym tak często się mówi, wcale nie jest taki prosty do zdefiniowania jak nam się wydaje.
- Warto wiedzieć, że stres w pracy jest dwuskładnikowy. Wiąże się z nadmiernymi oczekiwaniami i wymaganiami, które przekraczają zasoby, którymi dysponujemy. Kiedy nie jesteśmy w stanie wykonać powierzonych zadań, następuje wyczerpanie tych zasobów. To główny model stresu, choć trzeba pamiętać, że istnieje coś takiego jak indywidualna odporność na stres - mówi Marek Osmański, psycholog i psychoterapeuta.

Luzak czy nerwus?


Kto jest bardziej narażony na stres w pracy? Chyba każdy z nas zna osoby, o których można powiedzieć: „Ten to ma wszystko gdzieś, spływa po nim jak po kaczce...”. Znamy też ludzi, których byle głupstwo potrafi wyprowadzić z równowagi, a niewielki konflikt staje się przyczyną wielkiej awantury. Są też tak zwane milczki, które zamiast się śmiać albo krzyczeć, wolą udawać, że wszystko jest w porządku, ale po kątach obgryzają paznokcie, zajadają smutki słodyczami albo...zaglądają do kieliszka. Jak podkreśla Marek Osmański, stres w pracy i nie tylko jest związany z naszymi sposobami postrzegania rzeczywistości.
- Najbardziej narażone na stres w pracy są osoby mało asertywne, ale za tym brakiem asertywności zwykle kryje się coś więcej - niskie poczucie własnej wartości - uważa psycholog. - Bezrefleksyjne myślenie i nieumiejętność stawiania granic, mówienia „nie” sprawiają, że takie osoby dają się wykorzystywać. Wyczuwa to nie tylko pracodawca, ale również koleżanki i koledzy. Ktoś, kto nie potrafi odmawiać, jest w firmie kimś bardzo pożądanym.

Sporą grupę osób narażonych na stres w pracy stanowią perfekcjoniści. Życie zawodowe to niekiedy całe życie, szczególnie w przypadku singli. Narzucają sobie oni zawrotne tempo pracy, chcą być potrzebni i, przede wszystkim, podziwiani. Dopiero kiedy znajdą się w tak zwanym punkcie kulminacyjnym, kiedy kawa przestaje działać, tabletki na ból głowy nie pomagają, a organizm wysyła coraz więcej sygnałów ostrzegawczych, zdają sobie sprawę, że coś jest nie tak. „To tylko stres”- mówią. Tylko że ten stres może prowadzić do rozwoju wielu chorób, w tym depresji.

Wybierz swoją ścieżkę


Psychologowie wskazują dwie ścieżki radzenia sobie ze stresem w pracy - obiektywną i subiektywną.
- Pierwszy sposób opiera się na regularności - tłumaczy psycolog. - Polega to na tym, że przestrzegamy godzin pracy, mamy czas na obiad, przerwę na kawę czy jakikolwiek inny odpoczynek. Jeśli chodzi o drugi sposób, to wymaga on nieco więcej wysiłku. Chodzi bowiem o nastawienie psychiczne do naszej pracy. Czasem po prostu warto odpuścić, powiedzieć „nie” i zrozumieć, że nie jest się tym niezastąpionym, co, oczywiście, nie jest łatwe.

Lepiej pójść na spacer


Problem w tym, że bardzo często sposoby radzenia sobie ze stresem w pracy wykorzystujemy za późno. Stres traktujemy jako coś naturalnego. Od dziecka jesteśmy przygotowywani do rywalizacji i różnie rozumianej pracowitości. Wzorce wynosimy z domu, a później je powielamy. Trudno wyobrazić sobie, że dziecko, które jest wychowywane przez rodziców nastawionych na karierę i kolejne sukcesy, będzie inne. Wręcz przeciwnie - będzie chciało być jeszcze lepsze niż perfekcyjni rodzice.

Złapanie dystansu do pracy w konsumpcyjnym świecie nie jest łatwe, ponieważ wiąże się z łamaniem obowiązujących wzorców kulturowych, a czasem nawet norm społecznych, ale bezrefleksyjne podążanie za sąsiadami zza oceanu też nie jest dobre. W końcu to Amerykanie, królowie pracy i najlepszego na świecie humoru, lądują najczęściej w gabinetach psychologów i psychoterapeutów. Zamiast od razu na terapię, lepiej pójść na spacer z samym sobą. To dobry pomysł na przerwę w pracy.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 11-05-2014 22:25

    Brak ocen 0 0

    - Anka: W ten to sposób trafiamy i tak i tak do psychiatry...

    Odpowiedz