Moda na zaczarowane ogrody

Grażyna Ostropolska 2 maja 2014, aktualizowano: 07-05-2014 17:45

Pasterza z bukszpanowymi owieczkami, dzieło Bożeny Heller, można było obejrzeć w ostatnim programie TVN „Maja w ogrodzie”, a pięknym strusiem, wystrzyżonym przez Teresę Rachoń, zachwycają się działkowcy z Osielska. Znakomici ogrodnicy z regionu pokazują nam swoje poletka i zdradzają tajemnice upraw.

W szklarniach, których właścicielką jest Maria Kania z Torunia, uprawia się co roku tysiące kwiatów balkonowych różnych gatunków i odmian. - Moi klienci najbardziej cenią sobie... czerwone pelargonie, więc produkuję ich coraz więcej - mówi ogrodniczka.

Fot.: Grzegorz Olkowski

- Ogród jest po to, by się nim cieszyć, bawić, wąchać. Nawet na niewielkim kawałku ziemi można stworzyć swój własny raj na ziemi - uważa Bożena Heller, która trzy hektary na bydgoskich Piaskach zamieniła w ogród marzeń. Nie tylko swoich... - Chcę, by ci, którzy planują założyć własne poletko, zwiedzali „Hellerówkę” i mogli sobie wybrać taki styl ogrodu, który najbardziej im odpowiada - tłumaczy rozmaitość roślin w swoim raju. Są tu urokliwe zakątki w stylu francuskim, angielskim i japońskim, skrawki ciekawie zaprojektowanego lasu, a nawet kwieciste bagna. Ta różnorodność zachwyciła autorkę telewizyjnego programu „Maja w ogrodzie”, która tydzień temu pokazała „Hellerówkę” w jej wiosennej krasie.


Teraz pani Bożena nam pokazuje to cudne miejsce. Widać tu pasję tworzenia. - Nie chciałam mieć kolejnego srebrnego świerka, więc zrobiłam z niego... baletnicę - demonstruje roślinną rzeźbę, jedną z wielu w ogrodzie. Obok jest jałowiec z rozgałęzieniami w kształcie poduszek. - Górę podcinam tak, by na zdrewniałą część nałożyć rurę i zrobić z tego iglaka... latarnię - pani Bożena zdradza swój najnowszy pomysł, a początkującym podpowiada, jak się do rzeźbienia jałowca zabrać: - Iglak powinien mieć 5-6 lat i zdrewniałe łodygi, zanim zaczniemy go strzyc, a tworzenie z igieł gęstych kul trwa zwykle dwa lata. Wszystko

wymaga czasu, pracy i serca


- zaznacza Bożena Heller. Tworzy swój ogród od 11 lat, a wyobraźnia wciąż podpowiada jej nowe rozwiązania.

- Ten tunel zrobiłam z ligustru. Sadziłam go w szpalerze, co pół metra, a kiedy pędy sięgnęły trzech metrów, splatałam je, tworząc dach - prezentuje kolejne dzieło. Roślinny tunel nie tylko chłodzi, ale i cieszy przyjemną wonią. - Zapach dają wiciokrzewy, które posadziłam między pędami ligustru. Kwiaty wypuszczają na zewnątrz, ale ich woń idzie do środka tunelu, a tam łączy się z zapachem kwiecia ligustru i mamy... aromaterapię - tłumaczy właścicielka. Mijamy zimozieloną jukę na pniu. - Po latach ta roślina wypuszcza piękny biały kwiat i potem obumiera, ale nie należy się tym martwić, bo wypuszcza nowe pędy - wyjaśnia pani Bożena i podpowiada: - Jeśli chcemy zachować stary okaz, obcinamy mu kwiatostan, zanim się rozwinie.

Ten tunel Bożena Heller stworzyła z ligustru, przeplatanego wiciokrzewami, których kwiaty nasycają wnętrze pięknym zapachem. Splecione pędy ośmioletnich krzewów dają osłonę przed słońcem i wiatrem, a woń kwiecia obu gatunków - namiastkę aromaterapii. Podo

fot. Tomasz Czachorowski

Ten tunel Bożena Heller stworzyła z ligustru, przeplatanego wiciokrzewami, których kwiaty nasycają wnętrze pięknym zapachem. Splecione pędy ośmioletnich krzewów dają osłonę przed słońcem i wiatrem, a woń kwiecia obu gatunków - namiastkę aromaterapii. Podo


W „Hellerówce” jest zagospodarowany każdy skrawek ziemi, a najlepszym sposobem na ograniczenie pielenia jest sadzenie roślin okrywowych. - Piękne kolorowe kobierce można stworzyć z kęp goździków i macierzanki, które się szybko rozrastają - podpowiada właścicielka ogrodu. Pokazuje też miejsce, gdzie pęcherzyca, w kolorach od złota do czerwieni, sąsiaduje z szarym oliwnikiem. - Wspaniałe do tworzenia kolorowej darni są też różnokolorowe rojniki, kocimiętka i pragnia syberyjska, która wygląda jak nasz kaczeniec. Znakomicie współgrają posadzone obok siebie: biała gęsiówka, żółta smagliczka skalna, liliowe floksy i różowy żagwin - wskazuje pani Bożena.

Sporo roślin w jej ogrodzie ma, prócz urody,

walory smakowe


Ciekawostką jest żurawina płożąca. - Tworzy piękną darń i ma bardzo smaczne owoce - zachwala właścicielka. Kolejny egzotyczny okaz to świdośliwa, która ma owoce podobne do czarnej porzeczki, ale... - Są inne w smaku i dużo słodsze. Bardzo lubią je dzieci, a ja robię z nich dżemy - dodaje pani Bożena. Poleca też krzewy kiwi ze smacznymi zielonymi owocami, które zrywa się późną jesienią oraz krzew derenia i ozdobny piołun, z których robi się wyśmienite nalewki.

- Maja podpowiedziała mi, że szyszki sumaka, niestety, bardzo ekspansywnego drzewka, też są jadalne. Można je dodać do kompotu lub zrobić z nich ocet winny - mówi właścicielka ogrodu. W leszczynowym zagajniku „Hellerówki” mają swoją spiżarnię wiewiórki, szpaler daglezji upodobały sobie bażanty, a bluszcz pokrywający dom gospodarzy służy za sypialnię wróblom.

- I to jest ten raj, który pozwala zagonionym ludziom zbliżyć się do natury, wyciszyć i złagodnieć - konkluduje pani Bożena.

Sztukę wykorzystania każdego centymetra ziemi opanowała do perfekcji Teresa Rachoń, działkowiczka z Osielska. Na swoim niewielkim poletku ma nie tylko rzeźbione w spirale i kule iglaki oraz bukszpanowego strusia. Są tu też ministawiki - jeden dla żab, a drugi dla czerwonych karasi, oraz opuncja, która wytrzymuje największe mrozy. Dumą pani Teresy są byliny: lilie w różnych gatunkach i kolorach oraz budleje, których kwiaty przypominają bzy. Jej winogrono o bardzo długich kiściach i wielkich owocach smakuje lepiej niż to ze sklepu. - To bardzo wczesna odmiana, ale, niestety, mało odporna na przymrozki, więc do 15 maja trzymam ją w cieplarni - tłumaczy działkowiczka. Małe szklarenki mają tu wszyscy, który cenią sobie wczesne warzywa z własnego ogrodu. Pomidory z cieplarni Danuty Kilanowskiej są już dorodne i tylko patrzeć, jak pojawią się na nich zawiązki. Tym, co nie tylko cieszy oko, ale i wspomaga rośliny są

pszczoły murarki


Mają swój domek na szczycie altany. Jego wnętrze pani Danuta wyłożyła trzcinowymi rurkami. - Pszczoły wnoszą tam pyłek z kwiatów, a potem składają jajeczka i w połowie czerwca giną. Larwy zimują w kokonie, a na wiosnę same wychodzą lub trzeba im pomóc - opowiada pani Danuta, która ten rój sprowadziła z Torunia. W tym roku doliczyła się w ulu 400 kokonów. - Pszczół murarek nie trzeba karmić, nie dają wprawdzie miodu, ale i nie żądlą, a ich zaletą jest to, że zapylają rośliny na obszarze nie większym niż 300 metrów od ula - dodaje.

Murarki pani Danuty zapylają kwiaty najbliższych sąsiadów, ale niekoniecznie docierają do działki państwa Jaroszów. 90 gatunków tulipanów, które z upodobaniem uprawia pani Aleksandra, ucierpiało tej wiosny wskutek wizyty głodnego jelonka. Przeskoczył ogrodzenie i zjadł jedną trzecią tulipanowej kolekcji.

Problemów z zapylaniem roślin i wizytami głodnych zwierzaków nie mają właściciele miejskich szklarni, uprawiający rośliny balkonowe. Tu też pojawiają się nowości, ale klienci mają swoje przyzwyczajenia. - Od lat największym powodzeniem cieszą się czerwone pelargonie - twierdzi Maria Kania, właścicielka ogrodnictwa w Toruniu.

- Na szczęście

minął już boom na iglaki,


którymi monotematycznie obsadzano w latach 80. wszystkie ogrody - słyszymy w bydgoskim ogrodnictwie Aleksandry i Waldemara Uzdowskich. W ich szkółce krzewów ozdobnych można znaleźć krajowe i egzotyczne eksponaty, a w niewielkim prywatnym ogrodzie właścicieli rosną obok siebie tak potężne drzewa, jak mamutowiec olbrzymi i mrozoodporny cedr himalajski.

- Tworząc przydomowe ogródki musimy pamiętać, że są to sztuczne twory, bo rośliny, które sadzimy, nie weszły same, tylko my je tam zaciągnęliśmy - przypomina pan Waldemar. Twierdzi, że każdy ogród wymaga wiedzy i pracy. - Pokutuje mit, że rośliny nie trzeba podcinać, bo szkoda, a prawda jest taka, że trzeba to robić, by ją zagęścić i nadać odpowiedni pokrój - tłumaczy. Podpowiada, że iglaki tnie się pierwszy raz wiosną, gdy ruszają przyrosty. - Drzewa liściaste przycina się pierwszy raz w lutym lub marcu, a drugie cięcie wykonuje nie później niż w połowie lipca, bo wtedy dopingujemy je do wybicia nowych pędów - podpowiada ogrodnik.

Waldemar Uzdowski ma ogromne doświadczenie i większość tego, co oferuje klientom, stara się przetestować w swoim ogrodzie. Chętnie sięga po nowości ze światowych hodowli. Jest zachwycony magnolią Jenny, odmianą stworzoną przez nowozelandzkiego hodowcę Feliksa Jury. Sprawdził ją w swoim ogrodzie. - Ma ogromne kuliste kwiaty, przypominające piwonie - opisuje, bo teraz Jenny jest jeszcze w pąkach. Najnowszego nabytku: magnolii, która ma kwitnąć od marca do mrozów jeszcze nie przetestował, ale ma nadzieję, że ta odmiana sprosta oczekiwaniom wielbicieli tej rośliny. Waldemar Uzdowski uważa, że błędem posiadaczy ogrodów jest ich

nadmierne nawożenie


- Niektórzy już półtora miesiąca temu nawozili rośliny, które jeszcze nie weszły w okres wegetacji, więc nie jedzenie było im potrzebne, tylko woda - tłumaczy i ostrzega przed zabójczym dla rośliny używaniem nawozu przy jej sadzeniu. - To powoduje zasolenie i odciąganie z niej wody - tłumaczy. Przypomina, że dla każdego „przeżarcie” jest szkodliwe, więc nawozy też należy traktować jedynie w celu wspomagania roślin.

- Trzeba je obserwować. Jeśli są blade, to znaczy, że potrzebują azotu, ale nie należy go walić łopatą, tylko podawać z umiarem - podpowiada ogrodnik. Radzi stosować nawozy granulowane, bo roślina sama pobierze ich tyle, ile trzeba.

Dla zakładających trawniki też ma radę: - Im większa różnorodność gatunków traw w składzie mieszanki, tym ładniejszy i mocniejszy będzie trawnik.