Okrutna gra dzieckiem

Małgorzata Oberlan 2 maja 2014, aktualizowano: 07-05-2014 15:36

Ewelina kolejny tydzień zabiega, by mąż pozwolił jej zobaczyć ich synka. Pewnego dnia po prostu zabrał Tomaszka na spacer i już nie oddał. - To porwanie rodzicielskie - płacze matka. Ale przepisy i polska praktyka wcale jej nie pomagają.

Fot.: Thinkstock

Między małżonkami źle się układało od dobrych paru miesięcy. Ewelina, krucha blondynka, przyznaje: była od męża zależna pod każdym względem. On pracował, zarabiał i wydzielał pieniędze.


Nie wie nawet, ile dokładnie zarabiał, bo nie mieli wspólnego konta. On wymagał i dyktował warunki. Ona urodziła, zrezygnowała z pracy i przez 24 godziny na dobę zajmowała się dzieckiem. Gdy zakomunikowała, że chciałaby wrócić do pracy i poszukać żłobka dla Tomka, usłyszała kategoryczne „Nie. Zostajesz w domu!”.

Strasznie się zdenerwował


- Mąż mnie pobił. Zrobiłam obdukcję. Potem znalazłam w naszym mieszkaniu nielegalnie zamontowaną kamerę. Okazało się, że system nagrywający był podłączony do naszego komputera. W pokoju, w którym znajdowała się kamera, często prowokowane były kłótnie. Często też mąż, pod samym jej okiem, przykładnie bawił się z Tomkiem, choć gdzie indziej rzadko mu się to zdarzało. Później dopiero jednak skojarzyłam te fakty - mówi kobieta.

Potem było już tylko gorzej. Mąż zabrał z domu różne rzeczy, w tym akt urodzenia dziecka. Pod koniec marca wyprowadził się do swoich rodziców. Do niej i dziecka jednak przyjeżdżał dość regularnie. Uczestniczył w kąpaniu, zabierał na spacery. Atmosfera była ciężka, ale Ewelina nie robiła trudności.

Postanowiła też zawalczyć o swoją przyszłość i zapisała Tomka do żłobka. Wcześniej oboje z mężem byli u lekarza rodzinnego. Ten zbadał małego i stwierdził, że nie ma przeciwskazań do opieki żłobkowej, choć chłopiec najprawdopodobniej jest alergikiem. Zapisał stosowne lekarstwa.

- W poniedziałek i wtorek byłam z synkiem w żłobku na tak zwanej adaptacji. To dwie-trzy godziny, które rodzic wspólnie z maluchem spędza w placówce - wyjaśnia Ewelina. - Gdy mąż się o tym dowiedział, wpadł w furię. Pojechał do żłobka i od dyrektorki zażądał okazania umowy. Zdziwił się, że wystarczył na niej tylko mój podpis. Musiało go to strasznie zdenerwować. Tego dnia ze spaceru już Tomka do domu nie przyprowadził...

Matka kontra wojskowy


- Oddałaś chore dziecko i tutaj ono zostaje - usłyszała Ewelina, gdy pojechała do mieszkania teściów. Od tego czasu znerwicowana czeka na telefon... To mąż i jego rodzice dyktują warunki i łaskawie dopuszczają ja czasem do dziecka. Ona przebieg każdego dnia notuje.

16 kwietnia. Przyjechała ze swoimi rodzicami, ale do Tomka wpuszczono tylko ją. Wyprowadzono ją po 20 minutach informując, że jak będzie grzeczna i będzie przyjeżdżać sama, to ma szanse widywać dziecko.
18 kwietnia. Widziała syna przez ok. godzinę i próbowała uśpić. Atmosfera była gęsta i sama się wycofała.

19 kwietnia. Tego dnia dzwonili jej rodzice i pytali, czy w święta wielkanocne choć w jeden dzień będą mogli spotkać się z wnukiem. Mąż odmówił. Oni do dziś nie widzieli Tomaszka.

22 kwietnia. Ewelina przyszła na „widzenie” z synem, które skończyło się rękoczynami.

- Teść, emerytowany wojskowy, mierzący ponad 180 cm i słusznej wagi, uderzył mnie w twarz, wykręcał ręce i dusił. Mąż w tym czasie zabrał mi telefon komórkowy i zamknął się z nim na balkonie. Zablokował mi go - relacjonuje kobieta. - Gdy się uwolniłam, wezwałam na pomoc brata i policję. Przyjechali, weszli do góry. Gdy wrócili, poinformowali mnie, że to teść oskarża mnie o pobicie (sic!) i że mam zrobić sobie obdukcję.

Od tego czasu, a rozmawiamy w piątek, 25 kwietnia, Ewelina dziecka nie widziała. Mąż przysłał jej tylko SMS-a, w którym wyznaczył jej „widzenia” z synkiem na środę i sobotę, od 10.00 do 11.30, czyli w porze stałej, przedpołudniowej drzemki małego.

Policjanci: Możemy tylko pouczyć


Mąż złożył pozew o rozwód w dniu, w którym nie oddał dziecka po spacerze matce. Ona zrobiła to nieco później, domagając się orzeczenia jego winy, powierzenia jej władzy rodzicielskiej i ograniczenia praw jemu, zasądzenia alimentów, a także przyznania jej pieczy nad dzieckiem na czas trwania postępowania sądowego.

- Z tego, co się dowiedziałam od policji i prawników, a także od kobiet w podobnej sytuacji, wynika, że niewiele mogę zrobić - rozkłada ręce Ewelina. - Mąż ma pełne prawa rodzicielskie, wiadomo, gdzie przebywa nasz syn, teoretycznie nie dzieje mu się żadna krzywda (kto by tam patrzył na skutki psychiczne, wynikające z faktu oderwania malucha od matki, która od urodzenia opiekowała się nim non stop...). Mogę tylko czekać na decyzję sądu albo odpowiedzieć mężowi tym samym - podstępem porwać syna i gdzieś się z nim zamknąć.

Wioletta Dąbrowska, rzeczniczka toruńskich policjantów, informuje, że policja w takich sytuacjach niewiele może: - Jeśli oboje rodzice mają pełnię praw rodzicielskich, to proszącą o interwencję matkę funkcjonariusze mogą najwyżej pouczyć, że musi wystąpić na drogę sądową, by uregulować kwestię opieki nad dzieckiem. Oczywiście, interwencja wygląda inaczej, jeśli mamy podejrzenie, że dziecku grozi niebezpieczeństwo.

Porwanie bez definicji prawnej


Zdaniem Kamili Kopczyńskiej, adwokat z Bydgoszczy, sytuacja nie jest tak jednoznaczna: - Matka, która nie wie, co dokładnie dzieje się z jej dzieckiem, ma prawo domagać się interwencji funkcjonariuszy. Nawet jeśli drugi rodzic nie ma ograniczonych praw rodzicielskich.

Opisana sytuacja przypomina klasyczne porwanie rodzicielskie. Obok ścieżki karnej, pozostaje też postępowanie cywilne. Dołączenie do pozwu rozwodowego wniosku o zabezpieczenie na czas postępowania opieki na dzieckiem matce to najlepsze rozwiązanie. Co ważne, sądy mają obowiązek rozpoznawania takich wniosków w pierwszej kolejności - nawet na posiedzeniu niejawnym.

Według Pauliny Gluzy, szefowej zespołu prawnego Fundacji ITAKA, sytuacja, kiedy to jeden rodzic bez zgody i wiedzy drugiego zabiera dziecko w nieznane miejsce, w wyniku czego ten pierwszy traci z nim kontakt, to porwanie rodzicielskie. - Nie jest to definicja prawna i nie widnieje to w żadnych przepisach, do których można by się odnosić.

Natomiast naszym zdaniem takie ujęcie najpełniej pokazuje problem. Musimy zacząć głośno mówić, że jest taki problem, który nazywa się porwanie rodzicielskie. W Polsce to jest temat raczkujący. To jest trochę tak, jak z przemocą domową. Sto lat temu przemocy domowej w ogóle nie było, 50 lat temu okazało się, że jednak istnieje, a przed 20 laty temu ktoś pomyślał o uregulowaniu prawnym, odnoszącym się do tej kwestii - podkreśla Paulina Gluza.

Oczywiście, uprowadzania dzieci dopuszczają się nie tylko ojcowie. Tak samo potrafią postępować matki, ukrywając dziecko w kraju lub wywożąc za granicę.

Ewelina cały czas spogląda na telefon. Stara się nie zwariować, by w przyszłości sąd nie stwierdził, że ma do czynienia ze znerwicowaną, niestabilną emocjonalnie matką...

PS Z ojcem dziecka, pomimo starań, nie udało się nam skontaktować. Imiona bohaterów zostały zmienione.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 03-08-2017 16:45

    Oceniono 1 raz 0 1

    - ojciec: Wy kobiety zachowujecie się w ten sposób bardzo często i kiedy facet się skarży twierdzicie że wyolbrzymia problem. Wszystko jest dobrze dopóki dziecko zostaje z matką a ojciec nie protestuje. Problem kiedy dzieje się inaczej. Śmieszne jesteście

    Odpowiedz

  2. 12-03-2017 10:02

    Oceniono 1 raz 1 0

    - ojciec: Cóż dodać? ja jestem ojcem, jestem "funkcjonariuszem publicznym" zarabiam , jeżdzę po kraju ciągle nie widząc rodziny, staram się wtłaczać w synów jakieś wartości moralne i zasady których żona nigdy w domu nie miała.. i nie rozumie że chłopcy to nie pieski rasy York.. które się tylko karmi, bawi się z nimi i głaszcze.. od tygodnia nie rozmawiamy ze sobą z powodu różnicy zdań w temacie metod wychowawczych, od 3dni nie widziałem syna (starszego miałem przysposabiać w tyn roku) żona zabrała obu i będąc w 35tyg ciąży poszła do koleżanki wcześniej grożąc że wyjdzie z domu i nie wróci.. Jestem zmęczony jej grą dziećmi i tęsknie za dzieckiem jak diabli ale wiem że na gniew najlepsza jest zwłoka i cierpliwie czekam aż zmądrzeje choć od 4lat nie zanosi się na to:( Dodam jedynie że nie doszło do przemocy fizycznej w żadnym kierunku. Na dodatek mam kontuzjowany kregosłup od 3tygodni i wciąż zmagam się z bólem i ograniczoną ruchowością.. Nigdy nie wolno się wypowiadać na powyższy artykuł nie znając obu stron medalu bo w takowych sytuacjach zawsze wina leży gdzieś po środku i każdy ma coś za paznokciami. Czasami jesteśmy zaślepieni zagubieni i zbyt uparci żeby przyznać się do winy, reagujemy emocjami a dzieci gdzieś patrzą na to z dołu, nie można na to pozwalać. Jeśli choć jedno z rodziców jest na tyle inteligentne żeby to dostrzec to powinno zrobić wszystko co dla rodziny najlepsze nawet jeśli wiązałoby się to końcem małżeństwa bo dobro dzieci jest najważniejsze I nawet jeśli ojciec dzieci z artykułu zrobił to co mi moja żona to ja jestem w stanie zrobić podobnie wkładając wszystkie siły i środki w ograniczenie jej kontaktu z moimi synami .. Wszystkie Matki Polki myślą że są niezastąpione a przecież nawet u ślepej kury z jedną nogą budzą się pradawne instynkty i jest wówczas najlepszą Kwoką w zagrodzie i piszę to metaforycznie jako o mojej żonie jak i sobie samym. Bo nie ważne kto wychowuje, ważne na kogo dzieci wyrastają..

    Odpowiedz

  3. 11-08-2016 00:26

    Oceniono 1 raz 0 1

    - kaska: Ja jestem w takiej samej sytuacji spogladam codziennie na tel lub na łaske męża że zobacze dzieci

    Odpowiedz

  4. 08-05-2014 21:54

    Oceniono 3 razy 2 1

    - matka dwójki dzieci: Nie wyobrażam sobie co czuje ta dziewczyna (matka dziecka)wiedząc ze to zagranie jest jedynie pretekstem aby utrudnić jej życie i zrobic tylko na złosc bo w ich małzenstiwe nie wyszło. Jezeli dziecko było cały czas pod opieka kochajacej matki ktora poswiecała mu czas 24godz na dobę a teraz zostało jej dziecko zabrane na złosc to po prostu serce pęka. Sama mam dwójke dzieci i nie wyobrażam sobie gdyby odebrano mi dzieci siła. Życze wytrwałosci tej dziewczynie, zeby dała rade i wytrzymała w tej ciezkiej sytuacji i pamietała ze chodzi o jej dziecko i musi przetrwac to dla niego-dziecka. A póniej bedzie miała 100% nagrodę powrot dziecka do domu. Tez miałam cięzka sytuacje zyciową i dałam rade i wierze ze ona tez da ....

    Odpowiedz

  5. 08-05-2014 17:45

    Oceniono 4 razy 2 2

    - babcia m: prolem nalezy zglebic,moze ojciec w desperacji to robil.wiedzac,z prawo polskie dyskryminuje ojcow,nie moga porozwodzie liczyc na wiecej niz widzenia i to nie zawsze!

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 08-05-2014 12:54

      Oceniono 5 razy 4 1

      - matka: Tzn. że psychiczni ludzie mogą opiekować się dzieckiem? Dziecko przybywa w miejscu gdzie uzywana jest przemoc.Ojca i dziadków poddać badaniom psychiatrycznym.

      Odpowiedz