Brzydka pamiątka na całe życie

Waldemar Piórkowski 1 maja 2014

Blizna na twarzy 27-latki z Chełmna biegnie od kącika ust aż po ucho. Choć dobrze się zagoiła, nigdy do końca nie zniknie. To ślad po 62-letnim dziś Ludwiku S., zabójcy, który nigdy nie miał wyjść z więzienia. Stało się inaczej. Dzięki amnestii sprzed lat.

Fot.: Łukasz Ciaciuch

42 lata swojego życia Ludwik S. spędził w zakładach karnych. Najpierw siedział za rozboje, w roku 1986 został zaś skazany na karę śmierci za morderstwo. Na Wybrzeżu, skąd pochodzi, zabił kobietę. Najpierw uderzył ją kilka razy w głowę ręką, potem sięgnął po sztachetę. W tle tej zbrodni był też alkohol.


Najsurowsza z kar orzeczona wobec Ludwika S. nigdy nie została wykonana. Mało tego, pod koniec 1989 roku przyjęto Ustawę amnestyjną, na mocy której złagodzono mu wyrok do 25 lat więzienia. Automatycznie. Jak wielu innym. Nikt nie zastanawiał się wtedy, co będzie za ćwierć wieku. A nawet jeśli ktoś o tym myślał, to i tak potem inni na długie lata zapomnieli.

25 lat plus 3 za pobicie


W zakładach karnych, w których początkowo odsiadywał wyrok, Ludwik S. nie należał do najgrzeczniejszych więźniów. Można powiedzieć, że niejako sam wywalczył sobie wyjście na wolność. Brał aktywny udział w jednym z buntów więźniów w 1989 roku. Ich powodem była informacja o planowanej amnestii, która przeciekła do „kryminałów”. Tyle że w początkowej wersji nie miała ona objąć recydywistów, którym Ludwik S. wówczas już był. To oni zaczęli raban za murami. Były ofiary śmiertelne i ostatecznie, aby przerwać rozruchy, „recydywa” dostała to, czego chciała. Zdarzało się, że Ludwik S. bił innych współosadzonych, za co karę przedłużono mu o trzy lata.

W 2012 roku, na polecenie Ministerstwa Sprawiedliwości, służba więzienna zaczęła sporządzać listy potencjalnie niebezpiecznych osób, które objęła amnestia z 1989 roku, i które będą wychodzić na wolność. Oprócz słynnego już na całą Polskę Mariusza T., zabójcy nastolatków, znalazł się na niej również Ludwik S.

Co prawda z roku na rok stawał się za kratami coraz bardziej spokojny. Dostał nawet pozwolenie na pracę, a to przecież w polskich warunkach należy traktować jako nagrodę. Mimo to badający Ludwika S. biegli nie dawali stuprocentowej gwarancji, że po wyjściu na wolność nie będzie on znów popełniał przestępstw. I, jak pokazało później życie, nie pomylili się.

Prace nad ustawą, mającą zatrzymać w odosobnieniu tych najbardziej niebezpiecznych przestępców, którym na mocy amnestii zmniejszono kary śmierci do 25 lat więzienia, przedłużały się. Nie weszła ona w życie w połowie ubiegłego roku, tak jak pierwotnie planowano.

Ostatecznie więc nikt nawet nie próbował składać wniosku o badanie, którego wynik mógł zatrzymać Ludwika S. za kratami. Nie było ku temu najmniejszych podstaw. W drugiej połowie sierpnia 2013 roku kończyła się bowiem kara, a ustawa, dopuszczająca przeprowadzanie prognoz funkcjonowania zabójców w społeczeństwie, zaczęła obowiązywać dopiero w styczniu 2014 roku.

Ludwik S. wrócił na Wybrzeże. W czasie swej długiej odsiadki poznał wielu ludzi. Był wśród nich również młodszy o prawie 30 lat od niego mieszkaniec Chełmna. Obaj mężczyźni zakumplowali się w kryminale. Chełmnianin wyszedł z „pudła” kilka miesięcy później niż Ludwik S. Gdy tylko pojawił się „na powietrzu”, pojechał nad morze do towarzysza więziennej niedoli. Zabrał też siostrę Malwinę. Gdyby wiedziała, jak zakończy się ta znajomość, pewnie nigdy nie dałaby się przekonać do tego wypadu.

Kłótnia o telefon


Jesienią ubiegłego roku Ludwik S. zaczął przyjeżdżać do Chełmna do kumpla „spod celi”. Czas spędzali na rozrywkach, związanych z pobytem w różnych lokalach. Często to Ludwik S. sponsorował te wyjścia. Tak było też pod koniec listopada ubiegłego roku. 62-latek sprezentował nawet siostrze kumpla telefon komórkowy. Niestety, to on stał się zapalnikiem, który uwolnił drzemiące w Ludwiku S. pokłady agresji.

Kiedy aparat się popsuł, kobieta zwróciła go Ludwikowi S., aby zaniósł do naprawy. Potem jednak nie chciał go już jej oddać.

Do sprzeczki z komórką w tle doszło w jednym z pubów w centrum Chełmna. Cała trójka wyszła z niego na rauszu i może trochę podenerwowana sporem o telefon, ale nic nie zapowiadało, że będzie tak groźnie.

Wtedy to Ludwik S., bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, miał uderzyć Malwinę w twarz. Potem nożem, który miał w dłoni, przeciął jej policzek. Od kącika ust aż po ucho.

- Myślałam, że mnie zabije - zeznała policjantom 27-latka z Chełmna.

Na pomoc kobiecie ruszył brat. I w pobliżu jego głowy powietrze przecięła ręka 62-latka z nożem w dłoni. Zaatakowanemu udało się w ostatniej chwili zrobić unik, dlatego ostrze zahaczyło tylko lekko o jego usta.

Potem Ludwik S. uciekł. Policjanci zatrzymali go następnego dnia na dworcu w Chełmnie, gdy wsiadał do autobusu. Sąd na wniosek prokuratury zdecydował o trzymiesięcznym tymczasowym aresztowaniu, które było przedłużane. Ludwik S. cały czas przebywa za kratami.

Śledczy zastanawiali się dość długo, jaki zarzut postawić Ludwikowi S. Myślano nawet o usiłowaniu zabójstwa, ale ostatecznie z tego zrezygnowano.

- Ludwik S. nie chciał tej kobiety zabić - mówi jedna z osób pracujących przy tym śledztwie. - Gdyby chciał to zrobić, to by to zrobił i nikt, także jej brat, by mu w tym nie przeszkodził. Miał czas i okazję, żeby zadać takie ciosy.

Prokuratura zdecydowała się więc na początku postępowania na postawienie mu zarzutu spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu pokrzywdzonej oraz trwałego i istotnego oszpecenia jej.

- Jednak biegli po badaniu uznali, że to rana gojąca się i że jej wygląd nie jest aż tak bulwersujący. Uznali jedynie, że kobieta doznała obrażeń ciała powyżej siedmiu dni - mówi Judyta Głowacka, szefowa Prokuratury Rejonowej w Chełmnie. - Ludwik S. oskarżony został o popełnienie przestępstwa spowodowania obrażeń ciała. Za ten czyn grozi kara pozbawienia wolności do lat pięciu.

Sam oskarżony składał podczas śledztwa dość pokrętne wyjaśnienia. Z jednej strony, nie przyznał się do winy. Z drugiej, mówił, iż nie wyklucza, że wyciągnął nóż. Bo był wówczas zdenerwowany na tę rodzinę. Czuł się przez nich wykorzystywany finansowo, a poza tym miał wrażenie, że 27-latka chciał mu ukraść portfel.

Przedłużony areszt


Jaki wyrok w tej sprawie zapadnie? Tego na razie nie wiadomo, ponieważ nie rozpoczął się jeszcze proces. Miało to się stać pod koniec marca, ale z powodu choroby sędziego rozprawa spadła z wokandy. W maju ma być kolejne podejście.

W przypadku udowodnienia winy Ludwik S. będzie traktowany przez wymiar sprawiedliwości jako multirecydywista, a to też ma wpływ na wysokość kary. Jej maksymalny wymiar może zwiększyć się do 7 i pół roku. To ciągle zbyt mało, aby ten 62-letni mężczyzna ponownie nie pojawił się na wolności. Na razie Ludwikowi S. przedłużono tymczasowy areszt do 28 maja.

Fakty


Kontrowersyjna ustawa

- Tak zwana ustawa o bestiach weszła w życie 22 stycznia tego roku.Umożliwia ona, na mocy decyzji sądu cywilnego, zastosowanie wobec osoby uznanej za ciągle stwarzającą zagrożenie dla społeczeństwa, mimo odbycia przez nią kary więzienia, nadzoru prewencyjnego lub leczenia w ośrodku zamkniętym utworzonym w Gostyninie. Decyzja taka musi być poprzedzona badaniami biegłych.
- Prezydent Bronisław Komorowski w połowie grudnia zeszłego roku podpisał tę ustawę. Jak powiedział, zrobił to „wsłuchując się w argumenty, podkreślające konieczność zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom”.
- Ustawa od razu była krytykowana przez Helsińską Fundację Praw Człowieka i inne środowiska pozarządowych prawników. Obecnie jej zgodność z ustawą zasadniczą bada Trybunał Konstytucyjny.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 05-05-2014 21:19

    Oceniono 3 razy 0 3

    - Pol: dlaczego z zatwardzialego kryminalisty robi sie "Bestie" ? To zaden zbiorowy morderca czy pedofil gwalcacy dzici ! to zwykly "kicior" jakich w Polsce wielu !!

    Odpowiedz

  2. 02-05-2014 08:52

    Oceniono 5 razy 1 4

    - czekista: podziekuj komunistom z sld i po

    Odpowiedz

  3. 01-05-2014 16:41

    Oceniono 6 razy 6 0

    - josef: Dziękuję Solidarności.

    Odpowiedz