Stara komoda pójdzie jak woda?

Katrzyna Bogucka 21 kwietnia 2014

W 2013 r. statystyczny Niemiec wydał na nowe meble około 550 euro, co oznacza, że nasi sąsiedzi z Zachodu są niezawodnym źródłem staroci - handlują nimi, głównie z Polakami, m.in. tureccy i arabscy sprzedawcy.

Bydgoski komis meblowy „Fama” jest nie tylko zbiorem pięknych mebli, ale i magazynem pełnym uroczych drobiazgów. Na zdjęciu Aleksander Bomberski.

Fot.: Dariusz Bloch

Pan Michał (z niewielkiej podtoruńskiej miejscowości) w starych meblach siedzi od pięciu lat. Nazwiska nie poda, na zdjęcie się nie zgadza. Mówi, że jako jednoosobowa, samowystarczalna firma wciąż jest na celowniku „skarbówki”. Pracuje tak, żeby nie przekroczyć 150 tysięcy złotych przychodu rocznie, w przeciwnym razie stałby się płatnikiem podatku VAT. Osobiście jeździ po meble do Niemiec, Holandii, własnymi rękami je pakuje, rozpakowuje i składa w dużym garażu niedaleko domu. Stamtąd meble i bibeloty wysyła do klientów z całej Polski albo ci sami je odbierają. - Skończyły się złote czasy niemieckich wystawek - mówi pan Michał, zapytany o pochodzenie jego towaru. - Teraz na używanych meblach rękę położyły gminy, niezadowolone z tego, że ulice zamieniają się w rozgrzebane śmietniki.


Potwierdzenie tych słów znajdujemy w przedrukach z niemieckich gazet. Przed laty donoszono głównie o Polakach i Litwinach kręcących na wystawkach biznes, rozgrzebujących ustawione sterty i utrudniających sprzątanie. Później mówiło się w tym kontekściejuż tylko o Bułgarach i Rumunach.

W niektórych gminnych uchwałach o wywozie śmieci zapisano, że wystawienie rzeczy na ulice w wyznaczonym terminie zbiórki (lub w zamówionym terminie) oznacza przekazanie ich na własność przedsiębiorstwa gospodarki odpadami. Kto grzebie w Sperrmüllu (tak po niemiecku nazywa się wystawka wielkogabarytowych śmieci), może liczyć się z oskarżeniem o kradzież i z mandatem....

- Ludzie wykupują specjalne banderole, obklejają nimi np. meble i tak przygotowane wystawiają na ulicę, umawiając się wcześniej z wyznaczonymi przez miasto firmami wywożącymi - tłumaczy pan Michał. - Wracając do polowania na atrakcyjne meble czy inne przedmioty, niepotrzebne wyposażenie mieszkania Niemcy chętnie sprzedają firmom (najczęściej prowadzonym przez Turków albo ludzi narodowości arabskiej), które składują je w wielkich halach. Właśnie ja m.in. w ten sposób pozyskuję towar. Pod hangarami pojawia się kilka razy w tygodniu mnóstwo większych lub mniejszych busów z Polski, z Rosji. Meble traktowane są podobnie jak używana odzież. Im więcej zmieści się w busie, tym więcej się zarobi.

Żródłem pozyskiwania towaru przez handlarzy działających podobnie jak pan Michał są mieszkania osób zmarłych albo tych, które zmieniają lokum, zostawiając jego wyposażenie (podobno tylko polscy lokatorzy wyprowadzają się z kurkami od wanny...). W tym przypadku w grę także wchodzi współpraca z firmami wyspecjalizowanymi w wyszukiwaniu podobnych ofert.

Fast food w mieszkaniu


- Jak widać, rynek jest w tej chwili bardzo zorganizowany i, niestety, przewidywalny - zauważa nasz rozmówca. - Na szczęście, stale znajdujemy nabywców starych mebli, ludzi, którzy nie wyobrażają sobie mieszkania zastawionego komodami z płyty wiórowej, do tego stopnia zakochanymi w starociach, że biorą nawet bardzo zniszczone meble, nawet te pogryzione przez korniki. Chcą mieć u siebie w domu przedmiot z przeszłości, z własną niepowtarzalną historią...

Panu Michałowi chodzi o koneserów, fanatyków jakiejś epoki, stylu, albo... starości. Są jednak i inne typy klientów, o komisy i antykwariaty nie zahaczający. To piewcy mieszkaniowego fast-foodu. Piszą o nich w pracy zatytułowanej „Przestrzeń prywatna. Praktyki uniformizacji wnętrz” Maciej Kowalewski i Marek Ostrowski z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Szczecińskiego: „Konformizm w praktykach porządkowania przestrzeni polega na (...) estetyzacji wnętrz, czyli naśladowaniu stylów dekoracji proponowanych w magazynach lifestylowych i designerskich. Wydaje się, że takie upiększanie jest jednocześnie pozbawianiem mieszkań niepowtarzalności (...). Tak jak w początkach lat dziewięćdziesiątychPolacy zaczęli upodabniać swoje domostwa do rezydencji znanych z serialu „Dynastia”, tak i dzisiaj naśladowanie trendów wnętrzarskich uniformizuje mieszkania z różnych regionów kraju.

Z kolei dr Ewa Szul z Instytutu Socjologii UMCS w Lublinie przyjrzała się odwrotnej tendencji, tzw. dekonsumpcji („Dekonsumpcja - moda czy sposób na kryzys” w „Nierówności społeczne a wzrost gospodarczy....”, pod red. M. G. Woźniaka, Zeszyt nr 24, UR Rzeszów 2012). W ramach dekonsumpcji, na którą składają się: ograniczenie, unikanie produkowania odpadów, ponowne użycie, maksymalne wykorzystanie przedmiotów i ich wtórne przetwarzanie, czyli odzyskiwanie, propaguje się używanie produktów prostych, trwałych, solidnych i wielokrotnego użytku.

Meble z pamięcią


Stare meble pamiętają minione wieki. Niestety, sprzedający o ich losach czy precjozów, którymi handlują zwykle niewiele mogą powiedzieć. Ot, przywiezione, wycenione, wystawione. Znacznie więcej o cennych egzemplarzach wiedzą ludzie parający się renowacją mebli. Sławomir Gęsicki, ebenista (czyli specjalista od renowacji mebli drewnianych, stolarz artystyczny) z Torunia, od 18 lat przywraca życie zasłużonym meblom i z lubością, pełen pokory dla kunsztu przodków, zagłębia się w ich historię, mając w pamięci to, co powiedział artysta i wytrawny kolekcjoner, Franciszek Starowieyski: „Człowiek jest tylko epizodem w życiu przedmiotu.”.

Przez ręce pana Sławomira przewinęło się mnóstwo cennych przedmiotów, na przykład stół dębowy, wykonany w warsztacie stolarskim pod Warszawą, który służył dziadkom i pradziadkom, przeżył drugą wojnę światową, Powstanie Warszawskie, a w latach 50. wylądował na werandzie domu letniskowego.

- Po prawie czterdziestu latach stania na zewnątrz przez cztery pory roku na pierwszy rzut oka wyglądał jakby był w opłakanym stanie - wspomina ebenista. - Po dokładnych oględzinach okazało się, że drewno dębowe sczerniało i wyszlachetniało. Po renowacji przeprowadzonej w latach 90. służy do dziś. Rodzinne uroczystości świętuje przy nim piąte pokolenie właścicieli.

Sławomir Gęsicki wspomina także meble profesorów przesiedlonych po drugiej wojnie światowej z Wilna i Lwowa, meble znalezione na śmietniku, które 120 lat temu zdobiły wnętrza pałaców lub dworów - sygnowane albo podpisane nazwiskiem z datą. - Renowacja każdego z nich dawała mi dużo satysfakcji, ponieważ każdy mebel to odrębna historia - zauważa artysta. - Moja praca nad przywracaniem im świetności i przedłużaniem żywota o następne kilkadziesiąt, a może i więcej lat to tylko drobny element tej historii. Niezmiennie budzi mój zachwyt kunszt rzemieślników z tamtych czasów, rzetelność i solidność wykonania. Fakt, że większość mebli, które odnawiałem, miała ponad 150 lat i ich stan często był bardzo dobry, świadczy o solidności ludzi z minionych epok. Kształty, elementy ozdobne, dobór gatunków drewna i umiejętność wyeksponowania naturalnego rysunku różnych gatunków... Trudno dziś o takie umiejętności - podziwia ebenista.

Byle tylko ludzie chcieli kupować stare, piękne meble. Lech Bomberski z komisu „Fama” w Bydgoszczy (na rynku od 20 lat) zauważa wzloty i upadki branży. - Czuje się, że ludzie ograniczają wydatki. Jakieś 5-10 lat temu starymi meblami interesowało się znacznie więcej klientów, no, ale nie mówimy przecież o towarze pierwszej potrzeby. Poza tym, klienci stali się oszczędni, wymagający i zwykle nastawieni na konkretny produkt. Ceny? Nie odstraszają. Nowe meble potaniały, więc i stare, siłą rzeczy, można kupić za mniej.

„Fama” odnotowała, że meble (seryjną produkcję) oferują dziś nawet hipermarkety, więc na zasadzie kontrastu stawia na rzeczy niepowtarzalne, oryginalne, spoza seryjnej produkcji. Idzie tropem klienta, który poszukuje obecnie drobnego wyposażenia mieszkań, np. stolików, małych toaletek, komód. Zdarza się, że klienci polują na wiekowe meble, żeby je wkomponować (np. przemalowując) w designerskie wnętrze.

Stare w odwrocie?


W Rypinie (tamtejszy sklep działa od 8 lat) klienci pytają o meble w stylu ludwikowskim i eklektycznym. Klienci przyjeżdżają po nie nawet z południa Polski, co świadczyłoby o tym, że zainteresowanych tego typu towarem nie brakuje.

Mimo to Aleksander Rożek, szef firmy „Folwark Meble Używane” z Koronowa, zamierza zająć się już tylko meblami designerskimi. Decyzję podjął po półrocznej, niesatysfakcjonującej go przygodzie z meblami starymi. Jego zdaniem rynek mebli używanych umiera.
- Ta branża staje się powoli branżą tylko dla koneserów, którzy mają pieniądze na antyki. Zwykłym ludziom coraz trudniej dogodzić: jeden kręci nosem, że za bardzo używane, a inny weźmie używane z pocałowaniem w rękę. Odkąd zajęliśmy się meblami designerskimi, współpraca z klientami nabrała nowej jakości. Oni czują, że to jest coś nowego, świeżego.

Od nowinek ucieka Ewa Czachorowska z Jabłonowa Pomorskiego. Na swój biznes nie narzeka, choć przed świętami jej klienci wielkich zakupów nie planują. - Okolica, w której przyszło mi pracować, z zamożności nie słynie - mówi pani Ewa. Dodaje, że najwięcej kupują u niej przyjezdni, z daleka, a największym zainteresowaniem cieszą się w jej sklepie stoły i krzesła.
Co ciekawe, z badań prowadzonych na zlecenie sklepów internetowych wynika, że właśnie krzesło było do tej pory najczęściej poszukiwanym w Internecie produktem. W 2012 roku wyklikano je aż 50 tysięcy razy.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 16-05-2014 09:28

    Oceniono 3 razy 1 2

    - czlowiekzbranzy: "Poza tym, klienci stali się oszczędni, wymagający i zwykle nastawieni na konkretny produkt" I to jest prawda niestety. Klienci oczekują wszystkiego "naj" i za darmo, a tak się nie da, stąd do konkretnych transakcji, po prostu często nie dochodzi, bo właściciele antyków, przeznaczonych do sprzedaży, nie mogą sobie pozwolić na straty, zresztą jak w każdym biznesie.

    Odpowiedz