Konflikty rodzinne. Teściowa na zmiany (nie)gotowa

Katarzyna Bogucka 15 kwietnia 2014, aktualizowano: 15-04-2014 16:55

Synowe cierpią latami, skażone obiegową opinią, że matka męża to diabeł wcielony, że zagłaszcze syna i w końcu rozbije związek. Teściowe też spalają się w szarpaninie, której finał bywa gorzki. Po co to wszystko?

Fot.: Thinkstock

Pole bitwy ma 54 metry kwadratowe i mieści się na pierwszym piętrze. Granice - i zasieki - są jasno wytyczone. Generał przyjmuje najchętniej pozycję kuchenną (tam najlepiej się czuje i zawsze ma przewagę), linia wroga zaznaczona jest między salonem a kuchnią. Amunicję gromadzi się w tym obozie przez pół roku, zbiera się ją jak żółć w wątrobie, by na hasło: „święta, urodziny, imieniny” zalać wszystko i wszystkich dookoła, choć wiadomo, że tarcza celownicza wymalowana jest na synowej. Manewrom przyglądają się neutralni obserwatorzy z innych państw. Cichcem sprzyjają słabszemu, ale oficjalnie są w obozie generała. Jest jeszcze goniec i saper w jednym - syn generała.



Wojna toczy się właśnie o syna: po której stronie pola bitwy zostanie dłużej, czyja kuchnia bardziej mu smakuje, czy przyjedzie na zawołanie (nawet gdyby właśnie stał na drabinie i malował sufit). Kaliber pretensji staje się coraz cięższy: „dlaczego nie odbierasz telefonu, dlaczego tak krótko rozmawiasz, dlaczego nie słuchasz rad, dlaczego wzorem swojej siostry nie spędzasz weekendów w domu rodzinnym”. Kolejne pociski ranią jeszcze głębiej: „tyle lat ci poświęciłam, zdrowie straciłam, masz obowiązek, będziesz się smażyć w piekle...”

U synowej nie jem!


- Pierwsze dwa lata były koszmarem, później, gdy mama męża zachorowała i potrzebowała mojej opieki, nagle stałam się skarbem - wspomina pani Barbara, synowa trudnej teściowej. - Wcześniej jednak teściowa nie jadła u nas w domu, twierdząc, że moje potrawy są za bardzo przyprawione i jej szkodzą. Kolejna szpila: przebierała wnuki w ubranka, przechowywane u siebie w domu. Dlaczego? Podobno ja zbyt jaskrawo i zbyt lekko odziewałam dzieci, narażając je na przeziębienie. Prezenty na urodziny czy święta świekra ostentacyjnie oddawała, rzekomo z troski o nasz domowy budżet... Czarę goryczy przelały konszachty z mężem. Szepcąc po kątach krytykowała pomysł zakupu samochodu, oferowała - w tajemnicy przede mną - pieniądze na inny model, podważała moje zdanie w strategicznych domowych planach.

Dużo się tego nazbierało. Mąż pani Barbary powtarzał, że jest między młotem a kowadłem, wrzeszczał, że kobiety mają się wreszcie dogadać.

- Osiwiał w końcu od tych sporów, a ja coraz rzadziej się odzywałam w towarzystwie teściów - przyznaje pani Barbara. - Co na to teść? To typowy Dulski - tylko przewracał oczami, a mnie pobłażliwie klepał po ramieniu...

Ile rodzin, tyle historii. Są przecież familie, w których teściowa i synowa mają fantastyczne relacje. I o takich zjawiskach poczytać można na forach internetowych. Co ciekawe, kłótnie o dominacje rozgrywają się głównie między kobietami. Zięciowie mają o niebo lepiej, a teściowie w zasadzie nie mieszają się w babskie swary...

Co na to psychologia? Odsyła do dobrze znanych motywów. To będzie fragment dla synowych. U zarania podobnych konfliktów stoją przeważnie stereotypy. Potrafią zabić każdą relację. - Stereotyp bardzo wpływa na zachowanie, sprawia, że stajemy się ofiarą tzw. mechanizmu samospełniającego się proroctwa - mówi dr Magdalena Miotk-Mrozowska, psycholożka, adiunkt na UKW w Bydgoszczy. - O co chodzi? Ludzie swoim zachowaniem wywołują oczekiwane zachowania u innych osób. Nawet nie jesteśmy świadomi mocy sprawczej własnych uprzedzeń. Tymczasem podstawową cechą stereotypu, mówiąc psychologicznym językiem, jest jego wadliwość poznawcza, tzn., że opiera się on na błędnych założeniach, na nieprawdzie. Trzeba to sobie uświadomić i... spróbować spojrzeć na teściową inaczej. Zadać sobie pytanie: „Jakim naprawdę jest człowiekiem, jaka jest w różnych życiowych sytuacjach?”. Oczywiście, to bardzo wymagająca postawa, niemały trud, ale naprawdę warto go podjąć, by nie zniszczyć relacji.

W innych obszarach życia


Jest jeszcze druga strona medalu, związana z odnajdywaniem się w życiowych rolach. - Przed chwilą omawiałyśmy zagadnienie z zakresu psychologii społecznej, teraz sięgnę po wątek z psychologii rozwoju człowieka. Ta dziedzina od razu nam podpowiada istnienie, tzw. zadań życiowych, z których realizacją ludzie różnie sobie radzą - zauważa dr Magdalena Miotk-Mrozowska. - Powody tego są różne. Fakt jest taki, że jedna teściowa jest w stanie poradzić sobie z sytuacją opuszczenia domu przez syna, założenia przez niego rodziny, a inna zawsze będzie traktować syna jak małego chłopca. Tu tkwi źródło problemu, tym razem wyraźnie po stronie teściowej. Poprawnie rozwiązany konflikt tej fazy życia powinien skutkować tym, że nasza mama, teściowa przeniesie w naturalny sposób swoje zainteresowania w inne obszary życia. Może się realizować np. w sferze osobistego rozwoju, uczestniczyć w różnego rodzaju zajęciach, rozrywkach. Niestety, kobiety w Polsce nie są tego nauczone. Owszem, coraz więcej jest społecznych inicjatyw, ofert wspomagania rozwoju kobiet w wieku później dorosłości. Tylko pojawia się pytanie: Czy panie chcą z nich korzystać? Z tym wciąż jest kiepsko, bo kobieta w Polsce jest raczej nauczona tego, że ma służyć innym, a nie zajmować się sobą...