Poranny taniec z policjantami

Waldemar Piórkowski 11 kwietnia 2014

„O, k..., psy przyjechały” - to jedyny wulgaryzm z policją w tle, do którego przyznał się w toruńskim sądzie Rafał M., celebryta znany z „Tańca z gwiazdami”. Zaczął się proces, w którym oskarżono go o znieważenie funkcjonariuszy na służbie.

Być może 30-letniego Rafała M. zobaczymy niedługo w reklamie firmy związanej z branżą meblową...

Fot.: Grzegorz Olkowski

30-letni Rafał M. przyjechał 3 kwietnia na pierwszą toruńską rozprawę ze swoim adwokatem Nicolasem Ciesiewiczem. Tancerz ubrany w modną, lekko pikowaną kurtkę do pasa i spodnie rurki, zasłaniał twarz sporymi ciemnymi okularami. Zdjął je dopiero krótko przed wejściem na spotkanie z toruńską Temidą.


Uczestnik „Tańca z gwiazdami” miał szansę na zakończenie incydentu z toruńskimi policjantami bez pojawiania w toruńskim sądzie. Mógł po prostu zapłacić 3000 złotych grzywny, ale wybrał inny wariant. Proces, w którym, oczywiście, nie przyznaje się do winy.

Sława to nie wszystko


Niektórzy myśleli, że zadecydował tak tylko po to, aby zrobić sobie darmową reklamę. Powód jest chyba jednak inny. Rafał M., zarabiający - według oświadczenia w sądzie - średnio do 5 tysięcy złotych miesięcznie i posiadający 50-metrowe mieszkanie w Warszawie oraz kilkuletniego fiata 500, rzeczywiście kary finansowej płacić nie ma zamiaru. I o żadną dodatkową popularność w związku z tym procesem raczej nie chodzi. Jego mecenas, Nicolas Ciesiewicz, nim jeszcze wszyscy zdążyli na dobre zająć miejsca na sali rozpraw, poinformował sąd, że chce złożyć wniosek o wyłączenie jawności procesu.

Jak to uzasadniał? Do końca nie wiadomo, ponieważ na czas argumentowania tego żądania, dziennikarze też musieli wyjść za drzwi.
Sędzia Tomasz Łętowski wniosek obrońcy Rafała M. odrzucił. A z tego, co z kolei on już jawnie uzasadniał, można się domyślać, że mecenas chciał utajnienia procesu, ponieważ jego klient jest osobą znaną i związku z tym na temat zdarzenia w Toruniu pojawia się wiele publikacji, stawiających Rafała M. w złym świetle. A to pewnie godzi w jego wizerunek.

- Sam fakt, że ktoś jest znany, nie może decydować o wyłączeniu jawności procesu - mówił sędzia Tomasz Łętowski. - Poza tym, nawet gdyby tak się stało, to nie spowoduje, że media przestaną pisać o tym zdarzeniu i procesie.

Rafał M. z dziennikarzami miał już różne doświadczenia. Jak potem powiedział sądowi, z tego powodu, że jest znany, ludzie oskarżają go o różne rzeczy, co potem przecieka do mediów. W 2012 roku jakaś kobieta zarzuciła mu na przykład pobicie przez lokalem. Chciała od niego 50 tysięcy złotych odszkodowania.

- Zagroziła, że jeżeli nie dam, to pójdzie do prasy. Nie dałem i poszła - mówił w toruńskim sądzie Rafał M. - A potem w tabloidach ukazały się artykuły, że zmasakrowałem kobietę.

Tymczasem wówczas Rafałowi M. nie postawiono nawet zarzutów. Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania, ponieważ z nagrania z monitoringu wynikało, że tancerz z pobiciem nie miał nic wspólnego. Miał za to kilka lat temu co nieco wspólnego z warszawskimi strażnikami miejskimi. Samowolnie zerwał bowiem nałożoną na koło auta blokadę. Został za to ukarany warunkowym umorzeniem postępowania.

Ale w związku z tymi, niemiłymi bądź co bądź wydarzeniami, Rafał M. do służb mundurowych urazu nie ma.

- Wręcz przeciwnie. Gram w piłkarskiej reprezentacji artystów i często mamy mecze z reprezentacją policji, a nawet z nią trenujemy - wyjaśniał w sądzie Rafał M. - W komisariatach też są dobrzy ludzie. Jak na przykład ta pani policjantka z Torunia. Kiedy w czerwcu po tym incydencie mieli mnie wypuszczać z komendy i zobaczyłem fotoreporterów przed głównym wyjściem, to zapytałem ją, czy nie ma tylnego wyjścia i czy mógłbym nim opuścić budynek. Ona się zgodziła i mnie tam nawet zaprowadziła.

Bo sytuacja stała się niezręczna


3 kwietnia Rafał M. przed salą rozpraw toruńskiego sądu nie odstępował na krok swego adwokata. Nie chciał rozmawiać z dziennikarzami, choć tłumu reporterów nie było. Procesem tancerza zainteresowały się bezpośrednio cztery lokalne redakcje. A jednak na sali rozpraw, choć nie było żadnej kamery, tancerz sprawiał wrażenie lekko stremowanego. Często pocierał jedną dłonią wnętrze drugiej lub tarł nią o poręcz ławy oskarżonych. W sumie składał wyjaśnienia i odpowiadał na pytania kilkadziesiąt minut.
Rafał M. przyznał w sądzie, że zanim 23 czerwca ubiegłego roku, około 5 nad ranem, przyjechał do mieszkania przy ulicy Zbożowej w Toruniu, wypił trzy piwa ze znajomym w restauracji, w której jadł kolację. Po drodze na toruńskie Wrzosy też kupiony został alkohol.

- To gospodyni mieszkania włączyła muzykę. Rzeczywiście, była trochę za głośna jak na tę porę - wyjaśniał Rafał M. - W pewnym momencie zobaczyłem, jak jedna z dziewczyn, która też tam była, mówi coś do kogoś przez balkon. Wyszedłem i spostrzegłem policjantów u sąsiadki. Powiedziałem wtedy do reszty towarzystwa: „O, k..., psy przyjechały” i wszedłem z powrotem do pokoju.
Z dalszych wyjaśnień Rafała M. wynika, że wtedy zwrócił się do znajomego, z którym przyjechał na Zbożową, z propozycją, aby już wyszli, bo jest późno i sytuacja stała się niezręczna. Zapewniał też toruński sąd, że wówczas nie był pijany. Nie ma „słabej głowy” i to, co wypił tamtej nocy, nie spowodowało, że stracił kontrolę nad sobą.

- Kiedy po kilku minutach wyszliśmy z osiedla, usłyszałem za sobą tylko jakieś krzyki i hałas. Zostałem nagle powalony na ziemię, użyto wobec mnie chyba gazu pieprzowego i skuto kajdankami. Policjanci mówili, że jak jestem taki twardy i cwaniak, to teraz mam za swoje i zrobią ze mną porządek, ale nie pamiętam, jakich słów konkretnie używali - wyjaśniał Rafał M. - Byłem w szoku, padały z moich ust wulgaryzmy, ale w tym kontekście co oni k... mi robią i dlaczego. Też nie pamiętam, co konkretnie mówiłem, ale jestem pewien, że funkcjonariuszy nie obrażałem.

Policjanci, którzy zostali wówczas wezwani na ulicę Zbożową, aby uciszyć to towarzystwo, będą przesłuchani na kolejnej rozprawie pod koniec maja. Dotarliśmy do ich zeznań, złożonych w prokuraturze. Powiedzieli, że kiedy w pobliżu radiowozu przeszedł znany im z wyzwisk na balkonie mężczyzna w czerwonej koszuli w kratę, chcieli go wylegitymować i poprosili o zatrzymanie się.

Ponad promil alkoholu


- Mam wyjeb... na k..., idę do taksówki, a wy spier... - tak, według relacji policjantów, miał zareagować wówczas Rafał M. A tego było już za wiele, nawet dla funkcjonariuszy, którzy niejedną obelgę pod swoim adresem w czasie służby słyszeli.

Przechodzący obok nich tancerz został wtedy obezwładniony. Najpierw próbowali mu tylko wykręcić rękę, a kiedy ciągle się wyrywał i stawiał opór, dostał po oczach policyjnym gazem. Mimo założonych kajdanek, nie przestawał wyzywać funkcjonariuszy.

Przewieziono go do komisariatu Toruń-Śródmieście. Miał wówczas ponad promil alkoholu. Został wypuszczony po kilku godzinach. Proces przeciwko Rafałowi M. trwa.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 19-04-2014 21:12

    Oceniono 2 razy 0 2

    - Beata: No niestety ale policja często używa takich praktyk żeby im nie podskakiwać.To chyba nawyk z czasów komuny.

    Odpowiedz