Ojciec - persona non grata?

Grażyna Ostropolska 4 kwietnia 2014

- Jesteśmy dyskryminowani w przedszkolach. Nie wpuszcza się nas na spotkania integracyjne rodziców, a miejsce przy wigilijnym stole rezerwuje się dla ojczyma, bo, jak tłumaczy dyrektorka, dziecko bardziej go kocha - skarżą się rozwiedzeni mężczyźni.

- W przedszkolach dyskryminuje się rozwiedzionych ojców - uważają panowie Jakub i Łukasz (na zdjęciu), a ich zdanie podziela rzecznik praw dziecka.

Fot.: Dariusz Bloch

„Jestem mamy i taty” - to hasło ogólnopolskiej kampanii, zainicjowanej przez rzecznika praw dziecka. Ma ona przypomnieć, że każde dziecko ma prawo do kontaktów z obojgiem rodziców.


To temat niezwykle ważny, bo prawie połowa ubiegłorocznych interwencji rzecznika dotyczyła problemów wikłania nieletnich w sprawy rozwodowe dorosłych. - Chcemy zainteresować rzecznika praw dziecka tym, co dzieje się w żłobkach i przedszkolach - zapowiadają ojcowie z naszego regionu. - Wystarczy, że matka dostarczy sądowe orzeczenie o kontaktach ojca z dzieckiem i zażyczy sobie, by w innym terminie i miejscu takie spotkania nie były możliwe, a

przedszkole staje się dla nas twierdzą


- skarżą się zdesperowani ojcowie.

Pan Łukasz z uporem maniaka walczy o prawo do widywania 4,5-letniej córeczki i współdecydowania o jej losie. - Nie ograniczono mi praw rodzicielskich, nie mam zakazu zbliżania się do dziecka, ale w przedszkolu, do którego uczęszcza Paulinka, jestem traktowany jak intruz lub bandyta - twierdzi. Z matką dziecka rozstał się 3 lata temu i od razu pojawił się problem. - Na 10 miesięcy straciłem kontakt z córką, bo choć zgodnie z sądową ugodą miałem prawo widywać ją w środy i przez dwa weekendy w miesiącu, to moja „była” nie respektowała tych ustaleń.

Nie otwierała mi drzwi, nie odbierała telefonów. Dopiero gdy oddała dziecko do żłobka, udało mi się je zobaczyć - wspomina pan Łukasz. Poszedł tam z sądowym postanowieniem. - Dziecko już mnie nie poznawało, więc zacząłem się mu przypominać. Pokazywałem Paulince nasze wspólne zdjęcia, gdy do żłobka wparowała jej matka ze swoją siostrą, konkubentem i babcią dziecka.

Pobili mnie, wyszarpali mi dziecko z rąk jak szmacianą lalkę i uciekli - relacjonuje, a o tym, że nie mija się z prawdą, świadczy zeznanie jednej z przedszkolanek - świadka w toczącym się ponad 2 lata procesie karnym: „Matka próbowała siłą wyszarpnąć ojcu dziecko. Mała płakała, a matka była agresywna. Z jednej strony szarpała matka, a z drugiej siostra. W mojej ocenie to dziecko było bardziej wyrwane niż oddane” - zeznała Kamila K.

- Przez kolejne pół roku uniemożliwiano mi kontakt z Paulinką, więc sąd wyznaczył kuratora, który odbierał ją od matki i po spotkaniu ze mną odwoził - wspomina pan Łukasz. Kurator wystawił mu pozytywną opinię. Stwierdził, że dziecko chętnie spotyka się z ojcem, czule go wita i niechętnie się z nim rozstaje. - Kurator odszedł i znów

zaczęły się schody,


ponieważ moja „była” zaczęła robić dziecku pranie mózgu. Paulinka była zastraszona i wpadała w histerię, bo matka wciskała jej brednie. Mówiła, że tatuś ukradł jej łóżeczko i dziecięcy pokoik, że wkrótce trafi do więzienia. Córka mi to powtarzała, a ja jej słowa nagrałem, by mieć dowód, że matka nią manipuluje i zaburza dziecku psychikę - wyznaje pan Łukasz.

W październiku 2012 r. sąd wydał postanowienie, że ojciec może odbierać Paulinkę z przedszkola w co drugi piątek o 14.30. - Nigdy mi się to nie udało, bo tego dnia matka nie oddawała dziecka do przedszkola albo zabierała je do domu godzinę wcześniej i nie otwierała mi drzwi - wspomina pan Łukasz. Postanowił ją uprzedzić. Przyszedł po córkę o 13.00, ale dyrektorka przedszkola nie pozwoliła mu dziecka zabrać.

- Stwierdziła, że sąd przyznał mi prawo kontaktu z dzieckiem dopiero od 14.30, a o 14.05 przyszła moja „była” i wyprowadziła dziecko z przedszkola. Twierdziła, że mogę zabrać Paulinkę z domu, ale gdy po dziecko poszedłem, jak zwykle nie otworzyła drzwi - relacjonuje mężczyzna, podpierając się kserokopią policyjnej notatki, sporządzonej na okoliczność tego zdarzenia.

To, że matka uniemożliwiała Paulince kontakty z ojcem, potwierdzili w sądzie policjanci, którzy wielokrotnie interweniowali w tej sprawie, nakłaniając kobietę do respektowania sądowych orzeczeń. Bezskutecznie, bo: „Pozwana była agresywna, używała przy dziecku nieprzyzwoitych słów. Nie argumentowała, dlaczego nie pozwala na kontakty ojca z dzieckiem. Mówiła: „Nie, bo nie” i wyzywała” - to fragment jednego z takich zeznań.

- W ubiegłym roku żona uniemożliwiła mi większość spotkań z córką, więc wystąpiłem do sądu o jej ukaranie. Dostała 400 zł grzywny i przez pewien czas był spokój, ale to trwało krótko, bo w tym roku matka znów robi wszystko, bym kontaktów z córką miał jak najmniej. - Sąd skierował nas na terapię. Ja chętnie się jej poddam, ale moja „była” oświadczyła, że nikt jej do tego nie zmusi - ubolewa pan Łukasz.

Liczył na pomoc personelu przedszkola, ale się zawiódł. - Nie wpuszczono mnie na spotkanie integracyjne rodziców, a gdy pojawiłem się na przedszkolnej Wigilii, zabrakło dla mnie miejsca przy stole, bo zajął je... ojczym Paulinki.

„Dziecko kocha go bardziej niż pana”


- oświadczyła mi dyrektorka przedszkola, nie bacząc, że słyszą to inni rodzice - mówi pan Łukasz i prezentuje film z komórki. - Gdybym tej sceny nie nagrał, nikt by mi nie uwierzył, że tak postępuje pedagog.

Próbujemy porozmawiać o tym z dyrektorką przedszkola. - Jeśli nie ma zakazu sądowego, to my nie zabraniamy uczestniczyć w spotkaniach matkom ani ojcom. Może też w nim brać udział ojczym, który wychowuje dziecko. Tylko tyle mam do powiedzenia, bo nie zamierzam uczestniczyć w kłótni tego pana z matką dziecka - oświadcza Edyta Z. i odmawia dalszej rozmowy.

Matka Paulinki też nie zamierza nam niczego tłumaczyć. - Piszcie co chcecie, a ja spotkam się z Łukaszem w sądzie - mówi.
Pan Jakub, ojciec 6-letniej Ani, przechodzi podobne perturbacje z byłą żoną, ale ma znacznie lepsze relacje z przedszkolem. „W związku z regularnymi spotkaniami mojej córki z ojcem, realizowanymi w terminach wyznaczonych przez sąd, nie wyrażam zgody na rozszerzenie kontaktów Jakuba z córką w czasie, gdy Ania pozostaje pod opieką przedszkola” - takie pismo mama Ani wręczyła dyrektorce przedszkola.

- Moja była żona zagroziła pracownikom przedszkola sankcjami prawnymi, więc staram się nie przysparzać im problemów - mówi pan Jakub. Bardzo to przeżywa, bo kiedyś uczestniczył w przedszkolnych przedstawieniach, w których występowała córka.

- Teraz, gdy ja się pojawiam, była żona zabiera Anię do domu, nie bacząc na jej protesty lub płacz, albo nie wysyła jej tego dnia do przedszkola. Tak się dzieje podczas jasełek, w trakcie Dnia Ojca, Dnia Babci, Dnia Dziadka - wylicza pan Jakub. Wzrusza się, gdy opowiada, jak przed Bożym Narodzeniem Ania przygotowała się do roli Maryi. - Cieszyła się, że zobaczę ją w tym przedstawieniu i z niepokojem pytała: „Tylko, czy mama mnie puści?”. A gdy do niego doszło, nie pojawiła się w przedszkolu...

Niemile wspomina awanturę, do której doszło na jednej z przedszkolnych imprez. Prowadząca poprosiła, żeby rodzice podeszli do dzieci i wzięli je za ręce. - Ania chciała podać rękę mamie i mnie, ale partner mojej „byłej” szarpnął mnie i próbował odsunąć od dziecka. Doszło do przepychanki. Ania tłumaczyła, że to ja jestem jej ojcem i płakała. Przeżyła traumę, kolejnych

takich przeżyć chciałbym dziecku oszczędzić


- mówi pan Jakub.

- Zamierzamy walczyć z dyskryminacją ojców w placówkach oświatowych. Nie może być bowiem tak, że ogranicza się nasz udział w wychowaniu dzieci i współdecydowaniu o ich losach do kontaktów uregulowanych przez sąd, ponieważ jest to sprzeczne z Konstytucją, znowelizowanym Kodeksem rodzinnym, międzynarodowymi konwencjami i Europejską Kartą Praw Rodzica
- zapowiadają działacze Ruchu Obrony Praw Ojca „Dzielny tata”. Od czego powinni zacząć?

- Strony sporu mogą wnioskować do sądu, który wydał postanowienie o kontaktach z dzieckiem, o wykładnię tego orzeczenia. Mogą też o to wystąpić organizacje społeczne oraz placówki oświatowe, np. przedszkola - słyszymy w bydgoskim sądzie rodzinnym.

Alicja Rosochowicz, dyrektorka toruńskiego przedszkola „Pinokio”, ma inny sposób na to, by kontakty jej wychowanków z tatą i mamą były prawidłowe: - Bacznie obserwuję dzieci i wiem, kiedy coś złego dzieje się w ich rodzinach. Badam wtedy sytuację, zapraszam rodziców (razem lub osobno) i wspólnie zastanawiamy się, jak rozwiązać problem, by nie krzywdzić dziecka. Dobry pedagog wie, jak to zrobić.

Ja już na pierwszym spotkaniu mówię rodzicom, że przepisy, owszem, są, ale najważniejszy jest mały człowiek, który potrzebuje i mamy, i taty. Nie dopuszczam do tego, by dorośli grali dzieckiem; chyba jestem niezłym mediatorem, skoro dwa małżeństwa udało mi się uchronić przed rozwodem. Każdy rodzic po rozwodzie, który nie ma zakazu zbliżania się do dziecka, może przychodzić na przedszkolne imprezy i tylko od wiedzy pedagoga oraz jego umiejętności współpracy zależy to, czy takie kontakty nie skończą się scysją i traumą dla malucha.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 20-06-2016 10:34

    Oceniono 2 razy 1 1

    - ED: Jestem dyrektorką przedszkola od ponad 20 lat i to co czytam , nie mieści mi się w głowie . Panie dyrektorki nie znają prawa !!!!! Dlaczego zakazują ojcom widywania się z dziećmi i wprowadzają swoje ,, rządy " w tym zakresie nie rozumiem !!!!!

    Odpowiedz

  2. 10-09-2015 20:25

    Oceniono 1 raz 0 1

    - Addh: To samo w klubie malucha w wiciejów mimo pełnych praw dyrektorka nie chce wydać mi dziecka i to wielki czas upublicznic ta sprawę

    Odpowiedz

  3. 04-09-2015 17:20

    Oceniono 1 raz 0 1

    - zrozpaczona: Moja siostrzenica ma podobny problem. Uwierzcie tatusiowie też potrafią.Chciałabym aby mi ktoś podpowiedział Jak skierować sprawę do sądu i zmusić dyrektorkę przedszkola,aby wydawała dziecko matce, która nie ma ograniczonych praw,a dziecko na stałe mieszka przy ojcu.Ojciec skutecznie jej uniemożliwia spotkania i manipuluje córką. Pani dyrektor oddaje dziecko znajomym i sąsiadom ale nie matce,bo ojciec nie wpisał jej na listę osób które mogą odbierać małą.Jak mam napisać pozew, przeciwko pani dyrektor?

    Odpowiedz

  4. 24-04-2014 21:50

    Oceniono 3 razy 2 1

    - ojciec: Coś na ten temat wiem, jestem traktowany jak kopalnia....do końca wykorzystać złoża i później zasypać piachem.....niestety większość kobiet próbuje ukarać "byłego" do końca jego dni (lub jej)...

    Odpowiedz

  5. 10-04-2014 11:50

    Oceniono 6 razy 3 3

    - gość: By zrozumieć sedno problemu to najpierw trzeba sobie powiedzieć kto tak naprawdę pracuje w Toruńskich przedszkolach na stanowiskach przedszkolanek, otórz w większości są to panie rozwódki lub stare panny, drugim istotnym problemem są panie woźne czy jak to one się same tytułują "pomoc nauczyciela", otórz są to panie, w większości, z wykształceniem podstawowym a w wielu przypadkach z mniej lub bardziej widocznym upośledzeniem umysłowym. Także czego się spodziewacie po takiej "ekipie".

    Odpowiedz

  6. 09-04-2014 15:40

    Oceniono 4 razy 3 1

    - tadek: Jak Pani w przedszkolu i szkole sama jest rozwiedziona,to taki przykład ,,Panie "dają dzieciom!!!

    Odpowiedz

  7. 06-04-2014 23:04

    Oceniono 5 razy 3 2

    - nana: Dobrze, że Redakcja pokazała problem starając się przedstawić stanowisko obu, a nawet kilku stron. Odmowa matki małej Paulinki oraz dyrektorki przedszkola "Królestwo Maciusia" - Edyty Zarzyckiej przedstawienia swojego stanowiska, mówi wszystko.

    Odpowiedz

  8. 06-04-2014 17:52

    Oceniono 6 razy 5 1

    - nauczycielka: Wstyd to mało powiedziane, to jest brak kompetencji. Jestem nauczycielką ale zdecydowanie opowiadam się za nałożeniem na takie panie kar w postaci zakazu pracy z dzieckiem. Myślę, ze wiele miejsc wolnych zostałoby dla kompetentnych pedagogów, którzy rozumieją to iż dziecko ma mamę i tatę.

    Odpowiedz

  9. 05-04-2014 20:38

    Oceniono 12 razy 9 3

    - prawnik: W przedszkolach najczęściej pracują osoby nie mające podstawowej wiedzy o prawach dziecka, a ten przypadek uświadamia nam, jak niską świadomość mają pracownicy tej placówki. Jak zapłacą odszkodowanie za naruszenie podmiotowych praw dziecka i rodzica, może w końcu zrozumieją to, do czego nie potrzeba specjalnej wiedzy. Takie osoby powinny mieć zakaz prowadzenia przedszkoli!!!!!! skandal!! nikomu takiego "przedszkola" nie będę polecać, które narusza podstawowe prawa dziecka! Wstyd, że to robią tzw. "pedagodzy" !!!!!

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 05-04-2014 17:41

      Brak ocen 0 0

      - matka: Macie serce i znacie prawo?

      Odpowiedz

    2. 05-04-2014 13:57

      Oceniono 3 razy 2 1

      - mirek: Niestety te Pani, które uważają się za mamy swoim zachowaniem wyrzadzają swoim dzieciom nieodwracalne krzywdy w psychice, powodują utratę pewności i problem z akceptacja w środowisku dzieci.

      Odpowiedz

    3. 05-04-2014 11:39

      Oceniono 6 razy 6 0

      - Łukasz B.: wczoraj Pani dyrektor miała namiastkę tego jak matka bardzo krzywdzi Paulinkę... eh

      Odpowiedz

    4. 04-04-2014 22:47

      Oceniono 5 razy 5 0

      - Krystyna: To co się dzieje w sprawach około rozwodowych, przekracza wszelkie normy i woła o pomstę do Nieba - czas się zająć tym problemem na tyle skutecznie, aby zmniejszyć do maximum cierpienie dzieci.

      Odpowiedz

    5. 04-04-2014 22:36

      Oceniono 8 razy 6 2

      - koczis: Przerobilem to na wlasnej skorze. Pomimo posiadania pelni wladzy rodzicielskiej pani w przedszkolu bardzo sie stara zebym zostal jej pozbawiony. W porozumieniu z matka sfalszowały materiał który miał być podstawa sprawy o pedofilie. Jest to norma. Szokujace jest to ze osoby ktore dziecko powinny uczyc milosci i szacunku do innych ludzi wlaczaja sie w konflikt po stronie matek. Prawa ojca w przedszkolu sa czysto iluzoryczne

      Odpowiedz

    6. 04-04-2014 20:24

      Oceniono 12 razy 10 2

      - Joanna D.: Do wszystkich pań pracujących w przedszkolach: Drogie Panie, pozbawiając dziecko ojca kaleczycie dziecko! To takie oczywiste. Proszę, zdobądźcie się na odrobinę empatii. Wystarczyć otworzyć serce. Tak z pozoru niewiele...

      Odpowiedz