Ofiary nagłej wiosny

Tadeusz Oszubski 28 marca 2014

Wiosna tego roku nadeszła szybciej niż zwykle. Słońce grzeje, rośliny puszczają pąki i byłoby cudnie, gdyby nie syndrom wiosennego osłabienia. Zdaniem naukowców, jego negatywne skutki odczuwa pół Europy.

Jedną z recept uczonych na syndrom wiosennego osłabienia jest aktywny wypoczynek na łonie przyrody

Poczucie fizycznego wyczerpania, bóle mięśni i stawów, skłonność do zapadania na infekcje, poważne problemy z uczeniem się i generalnie kojarzeniem faktów oraz zaburzenia snu. To najczęstsze symptomy syndromu wiosennego osłabienia. Oficjalnie takiej choroby nie ma, ale suma różnych czynników wywołuje negatywne objawy. Ofiary tego syndromu nie są chorymi z urojenia, czego dowodzą między innymi opublikowane na początku marca tego roku wyniki badań zespołu uczonych z University College of London, kierowanego przez dr. Grega Towersa.


- Szybko zachodzące zmiany temperatury i ciśnienia powietrza w połączeniu z przewlekłym stresem prowadzą do zaburzeń snu, z kolei bezsenność zakłóca sprawność umysłu, co rzutuje też na ogólny stan organizmu - wyjaśnia dr Towers. - Dotychczas często bagatelizowano wpływ czynników atmosferycznych na stan zdrowia fizycznego i psychicznego człowieka, jednak według naszych ustaleń na początku zimy i na początku wiosny występuje moment krytyczny dla zdrowia ludzi żyjących w dużych miastach strefy klimatu umiarkowanego.

Osłabienie wiosenne ma ekonomiczne skutki, bo obniża efektywność w pracy. Ludzie stają się mniej wydajni i częściej chorują. Wcześniejsze badania wykazały, że syndrom wiosennego osłabienia dopada aż od 50 do 60 proc. mieszkańców krajów Unii Europejskiej, w tym również Polaków.

Eksperci ustalili, że skutki przejścia organizmu z okresu zimowego w wiosenny generalnie są długofalowe i przynoszą wiele niepokojących skutków. Przykładowo, wprowadzenie czasu letniego i przesunięcie wskazówek zegarów o godzinę, co dyktuje rachunek ekonomiczny i nakazuje dyrektywa Unii Europejskiej, nie odpowiada ludzkiemu organizmowi. Blisko dwie trzecie osób szybko sobie radzi z takim zaburzeniem rytmu czuwania i wypoczynku. Jednak pozostałe 35 proc. społeczeństwa ma problemy ze snem, co skutkuje obniżeniem nastroju i mniejszą wydolnością organizmu.

Okazuje się, że można by tych problemów uniknąć, gdyby zmieniać czas oficjalny w innym terminie, wskazanym przez zespół szkockich naukowców. Uczeni z uniwersytetu w Edynburgu, kierowani przez dr. Geralda Lincolna z Instytutu Biologii Reprodukcyjnej, zidentyfikowali region mózgu odpowiadający za koordynację rocznego zegara biologicznego, który umożliwia przystosowanie ludzkiego organizmu do zmieniających się pór roku i wpływa na długość oraz porę snu. Zdaniem ekspertów z Szkocji, roczny zegar biologiczny człowieka co roku jest resetowany na początku lata, gdy zwiększona ilość światła hamuje wewnętrzną produkcję melatoniny. Podobne wyniki uzyskali brytyjscy naukowcy, pracujący pod kierunkiem dr. Adriana Williamsa. Wnioski są oczywiste. Wprowadzenie zmiany czasu na letni nie wiosną, a latem, pod koniec czerwca, wpłynie korzystnie na stan zdrowia wielu osób oraz przyniesie większe oszczędności.

Wiosna przychodzi co roku i nawet widoczne zmiany klimatu wywołane efektem cieplarnianym tej cykliczności nie zmienią. Co robić, by zminimalizować oddziaływanie negatywnych czynników? Po pierwsze, warto wpłynąć na polityków, by posłuchali uczonych i termin zmiany czasu z zimowego na letni przenieśli z początku wiosny na pierwsze dni lata. Po drugie, można wykorzystać pozytywne przejawy wiosny, czyli łono przyrody budzącej się po zimowym śnie.

Jak dowodzą opublikowane na początku marca wyniki badań dr. Julesa Pretty’ego i dr Jo Barton z University of Essex, samopoczucie mieszkańców miast poprawia się znacząco dzięki kontaktowi z przyrodą. Pretty i Barton przeanalizowali stan zdrowia 1252 obywateli Wielkiej Brytanii, osób obojga płci i w różnym wieku. Badania te wykazały, że dla zagonionych mieszczuchów nawet krótkie, bo trwające 5 minut, przebywanie na łonie przyrody wpływa na stan zdrowia fizycznego i psychicznego.

- Aktywność na świeżym powietrzu w otoczeniu zieleni, szczególnie nad stawem, jeziorem lub rzeką, przynosi nam wymierne korzyści - zapewnia dr Pretty.
- Przypuszczalnie na skutek ewolucyjnego przystosowania naszego gatunku otoczenie w barwach zieleni i błękitu jest najlepsze dla ludzkiego zdrowia.

Syndrom wiosennego osłabienia dopadł już, lub wkrótce dopadnie, co drugiego Polaka. Tak mówi statystyka. Jak się ratować? Chodzić na spacery w poszukiwaniu wiosennej zieleni wystawiając twarz do słońca, by organizm wyprodukował jak najwięcej witaminy D.

Fakty


Wiosenne infekcje

- Wiosną metabolizm człowieka ulega przyspieszeniu, ale organizm wolniej przystosowuje się do zmian w przyrodzie.
- Układ odpornościowy pracuje mniej wydajnie wytwarzając zbyt mało przeciwciał.
- Człowiek jest w takim okresie bardziej podatny na infekcje bakteryjne i wirusowe, katar, kaszel
i inne schorzenia górnych dróg oddechowych.