Uwodzi, okrada i... odchodzi

Grażyna Ostropolska 28 marca 2014

- Dwa lata temu nie wierzyłam w żadne zdanie z waszej publikacji: „Trening czyni pana Rysia mistrzem”, a dziś mam ochotę oplakatować nią całe miasto, by kolejna kobieta nie wpadła w ręce tego manipulanta i oszusta - wyznaje Agata, kolejna ofiara byłego trenera bramkarzy „Zawiszy”.

Fot.: Łukasz Ciaciuch

Zanim poznała Ryszarda prowadziła własne solarium, miała mercedesa, własnościowe mieszkanie, oszczędności w banku i zapasy złota na czarną godzinę. Dziś, poza długami, nie ma nic. Mieszka kątem u matki; z dwuipółletnim dzieckiem, na które pan Rysio, mimo zasądzonych alimentów, nie daje ani grosza, a do jej drzwi pukają windykatorzy i komornicy. - Ryszard zniszczył mi życie. Wyłudził ode mnie ponad 140 tys. zł, zmusił do zaciągnięcia 5 kredytów, okradł ze złota - wylicza pani Agata. W lutym złożyła zawiadomienie o kradzieży złotej biżuterii i policja wszczęła dochodzenie: - Jest mi wstyd, że tak dałam się Ryszardowi omamić, ten mistrz manipulacji i spec od wyłudzania pieniędzy dobrze

wiedział, jak mnie podejść


- twierdzi kobieta. Nie ma wątpliwości, że Ryszard musiał ją obserwować. Widział, jak młoda atrakcyjna blondynka zamyka solarium, robi zakupy w pobliskim markecie i wsiada do mercedesa. Wystarczyło zasadzić się na nią w sklepie. Wybierała owoce, gdy stanął obok i wyszeptał: „Jakie cudne zjawisko, od dawna robię tu zakupy, ale pierwszy raz widzę tak piękną twarz”. Pomyślała: bajerant. Nie reagowała, ale on nie odpuścił.
- Chodził za mną i zagadywał. Prosił, bym podała swoje imię i dała się namówić na kawę. Przed marketem wymieniliśmy numery telefonów, a po kilku dniach przysłał mi SMS. Pisał, że nie może o mnie zapomnieć i prosi o spotkanie. Pomyślałam: czemu nie. Zawsze podobali mi się starsi mężczyźni, a ten miał na dodatek dobrą aparycję i wydawał się inteligentny - tłumaczy Agata.


Siedzieli w zajeździe za miastem. Ryszard patrzył Agacie w oczy i recytował wytrenowane wcześniej teksty. Mówił, że jest trenerem bramkarzy Zawiszy, ale to hobby, bo prawdziwe pieniądze ma z działalności gospodarczej. - Zapewniał, że chce stałego związku, a we mnie widzi kobietę, z którą chce spędzić resztę życia, że do tej pory trafiały mu się nieodpowiednie partnerki i że chciałby mieć ze mną dziecko - kobieta powtarza jego formułki. Wydał się jej szczery, gdy wyznał, że właśnie rozstaje się z kobietą, w którą sporo zainwestował. - Twierdził, że musi się z nią rozliczyć, bo wspólnie zbudowali dom - wspomina Agata.

Zaczęli się spotykać, a potem razem zamieszkali. - Ryszard zapewniał, że elegancko urządzone mieszkanie, do którego mnie wprowadził, jest jego, choć oficjalnie figuruje na pana Ł., z którym ma jakieś rozliczenia - opowiada Agata. Po dwóch tygodniach Ryszard poprosił ją o pożyczkę. - Tłumaczył, że ma do zrobienia

świetny interes


i szybko zwróci te pieniądze. Pożyczyłam mu 12 tys. zł bez spisania umowy - wyznaje kobieta. Pamięta, że bardzo chciał się w jej oczach uwiarygodnić. - Zawiózł mnie swoim volkswagenem passatem pod nowy budynek Wodociągów
- twierdził, że jest współwykonawcą tej inwestycji. Opowiadał, że jego firma sprowadza kserokopiarki dla takich firm, jak Ruch i ZETO i ja mu wierzyłam.

Kolejna psychomanipulacja Ryszarda też nie wzbudziła jej podejrzeń. Chciała kupić jeszcze jedno łóżko do opalania, a on jej odradzał. - Mówił: „Siedzisz w tym solarium od rana do wieczora, nie mamy dla siebie czasu. Sprzedaj je, a załatwię ci taką działalność, na której więcej zarobisz i mniej się napracujesz” - wspomina. Powiedział, że w jej nowy interes trzeba będzie natychmiast zainwestować, ale to się szybko zwróci. - A ja, głupia, znów mu uwierzyłam. Wyjęłam z konta 32 tys. zł, przeznaczone na zakup łóżka i 2 tys. euro „ze skarpety”. Przekazałam je Ryszardowi i pojechaliśmy do Sopotu, gdzie on miał mi ten superbiznes załatwić - relacjonuje Agata. Mówi, że był to najdroższy wyjazd w jej życiu, bo Ryszard wynajął pokój w „Sheratonie” za 1400 zł: - Pomyślałam, że ma gest i stać go na luksus, a dziś wiem, że to był „wypas” za moje pieniądze, bo on tam żadnego interesu nie załatwiał.

Zostawił ją wtedy w Sopocie samą na 3 godziny i wrócił z informacją, że wszystko idzie dobrze, ale trzeba jeszcze trochę włożyć w nowy biznes. Chciała się dowiedzieć czegoś więcej o interesach, które miała poprowadzić. - Usłyszałam: „Agatko, ty się za dużo nie pytaj, bo

im mniej wiesz, tym lepiej śpisz”.


I tak mnie wtedy opętał, że sprzedałam solarium i przekazałam mu kolejne 50 tys. zł na inwestycję. Dałam sobie wmówić, że będę zadbaną panią domu, a pieniądze spadną mi z nieba - konstatuje.

Nie spadły, wręcz przeciwnie, zaczęło ich brakować. Ryszard tłumaczył, że ma problemy, bo była partnerka nie chce się z nim rozliczyć. Twierdził, że nie tylko zainwestował w budowę ich wspólnego domu, ale również w wyposażenie jej gabinetu lekarskiego. - Zawiózł mnie pod siedzibę ośrodka NATO i mówił, że tam pracuje ojciec lekarki, z którym też prowadzi interesy. „Zainwestowałem w to wolny milion, mam z tego profity i nie mogę go do siebie zrażać”, tłumaczył, ale szczegółów nie chciał zdradzić - wspomina Agata.

Było coraz gorzej, bo przejedli jej oszczędności, a Ryszard nadal miał w kieszeni debet. - Któregoś dnia odkryłam, że zniknęła mi złota biżuteria: bransoleta, kolczyki i łańcuszek. Ryszard przyznał się, że ją zabrał i oddał w lombardzie pod zastaw. Tłumaczył, że musiał zapłacić składki w ZUS, a złoto mi zwróci - opowiada Agata. Nie zwrócił, ale zaproponował, że w ramach oszczędzania przeniesie się do jej mieszkania, a swoje wynajmie.
- Pozwoliłam, żeby się u mnie zameldował, bo było mu to

potrzebne do angażu w „Zawiszy”


- tłumaczy Agata. Ona siedziała w domu, on wracał do domu na noc albo w ogóle. Jeździł teraz jej mercedesem, bo passata oddał byłej partnerce. - Usłyszałam, że jest prawdziwym facetem i wie, jak się należy zachować wobec swojej byłej, a nam jeden samochód wystarczy - wspomina. Ryszard nie wracał do domu w weekendy, zaczęły się kłopoty z płaceniem za ogrzewanie mieszkania. Chciała się z nim rozstać, ale okazało się, że jest w ciąży. Miała prawie 35 lat i nie chciała tracić dziecka, a Ryszard zapewniał, że będzie miał wkrótce kupę pieniędzy, bo finalizuje sprzedaż kserokopiarek. - Miesiąc przed porodem namówił mnie do zaciągnięcia 5 kredytów na 30 tys. zł, twierdząc, że zainwestuje te pieniądze w przyszłość naszego dziecka. Synek miał 3 miesiące, gdy Ryszard stracił po pijaku prawo jazdy, a kończył 4 miesiące, gdy Agata przeczytała naszą publikację: „Trening czyni pana Rysia mistrzem”. Były tam wyznania Aldony, lekarki, od której Ryszard wyłudził 400 tys. zł, stosując podobne chwyty. - Czytałam i ręce mi się trzęsły, bo fakty się zgadzały. Wyglądało na to, że on postępował z tą kobietą tak samo jak ze mną, a passat, którym jeździł, należał do jej ojca - wspomina. Dała się jednak Ryszardowi przekonać, że każde słowo Aldony jest kłamstwem, bo ta chce się zemścić.

Kolejne przebudzenie przyszło, gdy ich synek kończył 9 miesięcy. Agata

zajrzała do korespondencji


Ryszarda i dowiedziała się, że poza nią i Aldoną była w jego życiu (w tym samym czasie) jeszcze jedna kobieta. - To znana lekarka, często występująca w telewizji, która oskarżyła go o wyłudzenie 56200 zł, ale prokuratura umorzyła śledztwo, bo przesłuchany w charakterze podejrzanego Ryszard oświadczył, że nie zamierzał jej oszukać i chce zwrócić pożyczone pieniądze - opowiada Agata i uwiarygadnia to kopią prokuratorskiego postanowienia. Nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego kolejny raz dała mu się omamić. - Twierdził, że na Zawiszy zrobiono kontrolę i wyszło, że należy mu się zwrot podatku dochodowego. Miał dostać 31 tys. zł, ale natychmiast potrzebował pieniędzy, więc zgodziłam się zastawić swojego mercedesa pod półroczną pożyczkę od krewnego. Jedna trzecia poszła na mieszkaniowe długi, a dwie trzecie dałam Ryszardowi - wspomina. Straciła mercedesa, dług za mieszkanie sięgnął kilkunastu tysięcy zł., odcięto gaz i musiała zamieszkać z dzieckiem u matki. Ryszard stracił pracę w Zawiszy, ale twierdził, że prowadzi tam jakieś szkolenia i mieszka w klubowym hotelu. Agatę zaczęli odwiedzać windykatorzy. - Straszyli, że zabiorą mi meble i telewizor, bo pod ich zastaw Ryszard wziął chwilówki. Odkryłam też, że fałszował pokwitowania rat kredytów (napisał mi oświadczenie, że to on je spłaci), bo na tych, które mi przekazywał, dopisywał do wpłaconej kwoty zero, sugerujące, że wpłacił więcej.

Agata twierdzi, że niedawno Ryszard spenetrował jej mieszkanie i ukradł resztę złotej biżuterii, którą trzymała na czarną godzinę. - Przyznał się, że oddał ją do lombardu i sprawdziłam, że tak było - mówi. Zażądała, by natychmiast złoto wykupił, bo pójdzie na policję. - Zaczął mi grozić, więc złożyłam doniesienie.

Próbujemy nawiązać kontakt z panem Rysiem, ale nikt nie wie, gdzie mieszka. Telefonu też nie odbiera - słychać tylko słowa piosenki: „Dziś chcę pamiętać tylko tamte dni, kiedy tańczyłaś dla mnie...”

Opinia


Dr Jerzy Pobocha, psychiatra, założyciel i prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej:

Przypuszczam, że mamy tu do czynienia z problemem psychomanipulacji, która u ludzi mających nieprawidłową osobowość, czyli psychopatów, jest zdolnością wrodzoną. Brak uczuć oraz zahamowań bardzo ułatwia im popełnianie oszustw, bo są one dla tych ludzi czymś normalnym. Potrafią koncertowo kłamać i omotać ofiarę komplementami. To jest w Polsce duży problem, bo w naszym Kodeksie karnym nie ma, tak jak np. we Francji, zapisu o karze za przestępstwo psychomanipulacji, co czyni nas rajem dla oszustów. Pisałem opinie w związku z kilkoma tego rodzaju sprawami, kiedy to psychopata odebrał swoim ofiarom cały majątek. Polskie Towarzystwo Psychiatrii Sądowej uznaje psychomanipulację za palący problem, który mogą złagodzić natychmiastowe zmiany w prawie.