Jak rozeszła się urzędowa dotacja...

Małgorzata Oberlan

„To, co się nie odbędzie, to do kościoła, po połowie i cześć!” - mówią na nagraniu Andrzej Drozdowski, dyrektor X LO w Toruniu i biznesmen, który dzierżawi od szkoły lokal gastronomiczny. Mówią, dzieląc 50 tys. zł urzędowej dotacji. Do dziś sprawy nie wyjaśniono.

W sprawie nagranej rozmowy z udziałem dyrektora szkoły, Anrzeja Drozdowskiego toczy się obecnie postępowanie.

Fot.: Grzegorz Olkowski

Najgłośniejsze w Toruniu nagranie ostatnich lat wyciekło do mediów w październiku 2013 roku. Rozmowa toczy się 10 lipca tego właśnie roku w gabinecie Andrzeja Drozdowskiego, dyrektora X Liceum Ogólnokształcącego. Rozmówcą dyrektora jest jego kolega z podgórskiego podwórka, czego panowie się nie wypierają. Jacek Ch. jest biznesmenem, właścicielem m.in. biura podróży i moteli. A na terenie „dziesiątki” prowadzi lokal gastronomiczny „Róża Wiatrów”.


O czym rozmawiają panowie 10 lipca? „Rozchodzą” 50 tysięcy zł dotacji z Urzędu Marszałkowskiego na obóz językowy UNESCO, który trwa sobie w najlepsze od 1 lipca.

Te księgowe nie są głupie


Jacek Ch.: - Słuchaj, ty masz mi powiedzieć, ile masz pieniędzy dla mnie, żebym ja ci je rozchodził.

Andrzej Drozdowski: - Zaraz wszystkiego się dowiesz. Pisz. Bankiet 4 lipca dla 15 osób.

Taki wątek zaczyna się w 11. minucie nagrania. Biznesmen żywi uczestników obozu, organizowanego już po raz kolejny przez stowarzyszenie sympatyków szkoły. Dyrektor po raz kolejny jest jego kierownikiem.

Dzienna stawka żywieniowa na głowę to 26 zł. Biznesmen chce zwiększyć ją do 30 zł i to już od 1 lipca. - Nie zgadzam się, wolę zrobić jakiś bankiet czy coś - protestuje dyrektor. - Zaje... mnie. (...) Te księgowe nie są głupie.

Przedsiębiorca w 31. minucie nagrania mówi: - Uzgadniamy, jak? Że to, co ma się odbyć, to się odbędzie. Jak bym mógł obniżyć trochę... To ja zobaczę, ile to jest i podzielimy się zyskiem. To, co się nie odbędzie, to idzie do kościoła; to rozliczę, pogadamy, na połowę i cześć!

Panowie pieniądze „rozchodzą” jeszcze na uroczystą kolację dla Amerykanów 21 lipca (biznesmen pyta, czy z alkoholem, dyrektor odpowiada, że tak), kolację pożegnalną dla obozowiczów (19 lipca), dyskotekę, imprezę plenerową.

- Stary, co sobie żałować? Pójdziesz do ziemi i ch... z tobą będzie - mówi Jacek Ch.

Lemoniady na Dzień Dziecka


Ostatnie 10 minut nagrania zawiera rozmowę między dyrektorem szkoły a panią Marią, prowadzącą szkolny sklepik. Kobieta przychodzi do przełożonego z, jak mówi, niemoralną propozycją. Chce wystawić fakturę na 1,6 tys. zł na stowarzyszenie, ze wsteczną datą. Zamierza zwiększyć dochód, by przekroczyć próg kwoty wolnej od podatku. Dlaczego? Żeby nie podpaść kontroli skarbowej.

- Najlepiej nie drażnić lwa, lepiej zapłacić 300 zł podatku i nie dawać im powodu do jakichkolwiek zagłębień - mówi. - Pomyślałam o obozie. Jeżeli potrzebne są pieniądze na coś, na co trudno zdobyć fakturę...

- Pani ma głowę na karku - chwali ją Andrzej Drozdowski. - Ale musi pani na podatek jakieś pieniądze oddać?

Pani Maria jednak niczego nie chce. Staje na tym, że faktura będzie na „jakieś lemoniady, ciastka” z okazji Dnia Dziecka. Z datą 3 czerwca.

Dyrektor: - Dopiero teraz widzę z perspektywy dwudziestu lat, że ja się ustrzegłem pewnych rzeczy. Były takie sprawy, które można było wykorzystać dla siebie finansowo, ale przynajmniej dobrze śpię, chociaż bidny jestem.

Całość nagrania obfituje w wulgaryzmy, których ze zrozumiałych względów nie przytaczamy. Wiemy jednak, że po odsłuchaniu rozmowy w dyrektorskim gabinecie uszy więdły wszystkim słuchaczom. A CD z nagraniem trafiło nie tylko do mediów, ale i Urzędu Miasta Torunia, Urzędu Marszałkowskiego, a później także na policję.

Aby atrakcyjność wzrosła...


Gdy rozmawialiśmy o nagraniu z dyrektorem i biznesmenem, pierwszy z nich przyznał, że rozmowa toczyła się w dniu przelania przez Urząd Marszałkowski dotacji na obóz i że „rozchodzenie” pieniędzy miało na celu podniesienie atrakcyjności całej imprezy.

- Istotnie, byłem pełen obaw co do wstecznego kwotowania, ale - co najważniejsze - wszystkie imprezy się odbyły. I bankiet, i impreza plenerowa (co prawda nie w Małpim Gaju, tylko w szkole). Musieliśmy tylko to jakoś kwotowo umieścić w harmonogramie - tłumaczył nam Andrzej Drozdowski. - A z tym „pójściem do ziemi i żałowaniem” to chodziło o to, by nie żałować obozowiczom atrakcji. To był jubileuszowy, dwudziesty obóz.

Pan dyrektor nie zaprzeczył, że kolacje dla Amerykanów - nauczycieli na obozie, podlewane były alkoholem. Zapewnił jednak, że trunki nie zostały kupione za pieniądze z publicznej dotacji.

A rozmowa z kobietą prowadzącą szkolny sklepik? Może i była, ale z pewnością miała charakter żartu. Żadnej faktury na „ciastka, lemoniady” ze wsteczną datą 3 czerwca nigdy nie było i nie ma. - Fakturę wystawiliśmy za 30 czerwca, za poczęstunek Amerykanów, którzy już przyjechali na obóz i coś musieli jeść - wyjaśniał dyrektor.

Generalnie, dyrektor i biznesmen nie mieli sobie nic do zarzucenia. Po prostu, wszystko robili z myślą o atrakcyjności obozu, który zresztą przykładnie rozliczyli.

Na promocję, a nie catering


Gdy mleko się rozlało i treści z nagrania opublikowały gazety, trudno było w Toruniu przejść nad tym do porządku dziennego. Udało się to jednak Urzędowi Marszałkowskiemu. Ten, po pierwsze, zaznaczył, że stowarzyszenie sympatyków szkoły faktycznie otrzymało 50 tysięcy zł na obóz językowy UNESCO, ale nie w formie dotacji (chociaż takiego określenia używał sam dyrektor liceum), co zapłaty za wykonanie usługi promocji województwa. A po drugie?

- Udzielone wsparcie nie zostało przekazane na kwestie związane z organizacją obozu, np. na catering - mówił Andrzej Mazur z Urzędu Marszałkowskiego. - Stowarzyszenie, rozliczając się z otrzymanego wsparcia, miało obowiązek przedstawić raport z wykonanych zadań, który dokumentowałby fakt, iż przyznane środki finansowe zostały wykorzystane zgodnie z umową. I taki raport przedstawiło.

Pieniądze, według dyrektora Mazura, mogły być i zostały wydane na koszulki, kubki i inne gadżety z logo naszego regionu, a także inne sprawy związane z promocją.
Swoją kontrolę zaraz po wybuchu afery zapowiedział i przeprowadził magistrat. Jak podkreślał Romuald Popławski, dyrektor Wydziału Organizacji i Kontroli, miała być ona rozległa i kompleksowa, i obejmować kwestie dotyczące nie tylko mienia szkolnego (placówka zarabia na dzierżawie nie tylko stołówki), ale i każde inne, z BHP włącznie. Przedstawienie wyników pan dyrektor zapowiedział na połowę listopada.

Gmina nie ucierpiała


Mijał listopad, grudzień, styczeń, luty... Kontrola ciągle „była w toku”. W końcu się skończyła, ale nic o niej nie można było powiedzieć mediom, bo efekty ocenić mieli jeszcze prawnicy. Wreszcie, w marcu, magistrat kompleksowe badanie zakończył. Czym?

- W Zespole Szkół nr 10 przeprowadziliśmy kontrolę finansowo-księgową za okres trzech lat (2011, 2012, 2013) i nie stwierdziliśmy uchybień w tym zakresie. Ponadto stowarzyszenie działające przy ZS 10 na wniosek naszych kontrolerów udostępniło nam dokumenty potwierdzające sposób finansowania obozu językowego. Ani gmina, ani ZS 10 nie finansowały obozu językowego w latach 2011-2013. Wsparcia finansowego udzielił trzykrotnie Urząd Marszałkowski. W wyniku kontroli nie stwierdziliśmy jakoby interes gminy został naruszony - przekazała „Nowościom” Aleksandra Iżycka, rzeczniczka prezydenta miasta.

Anonimów ciąg dalszy


Jakąś nadzieję na wyjaśnienie sprawy jest śledztwo prokuratorskie. A w zasadzie - dwa. Pierwsze Prokuratura Toruń Centrum Zachód wszczęła z urzędu, po medialnych doniesieniach. Toczy się ono w kierunku przyjęcia korzyści majątkowej bądź obietnicy takowej.

Drugie postępowanie wszczęto po zawiadomieniu złożonym przez biznesmena. - I dotyczy ono założenia urządzenia podsłuchowego i wizualnego w celu uzyskania informacji przez osobę nieuprawnioną - wyjaśnia prokurator Ewa Janczur. („- Tak, okazało się, że byliśmy nie tylko nagrywani” - potwierdził nam biznesmen).

Oba śledztwa owiane są mgiełką tajemnicy, prokuratura nie zamierza zdradzać żadnych szczegółów do momentu ich zakończenia. Tymczasem ktoś w Toruniu bardzo chce, by specjalnie przyjrzeć się rozliczeniu za obóz UNESCO. Sporo wie, co wynika z treści anonimowych doniesień, którymi regularnie zasypuje naszą redakcję.

Zawsze w takich samych kopertach, na których nawet adres wybity jest drukowaną czcionką. I nieodmiennie z zapewnieniem, że autor jest w posiadaniu „innych nagrań z dokonaniami finansowymi pana dyrektora na przestrzeni ostatnich lat”.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 01-12-2014 14:43

    Brak ocen 0 0

    - aaaaa: I co trudno napisac, ze wszystko wyjasniono i zajac sie sprawami waznymi lepiej probowac jednak zrobic afere Pani jest zalosna

    Odpowiedz