Tragopan nie wyszedł z lasu...

Krzysztof Błażejewski 14 marca 2014

Pojechał na koniec świata zobaczyć w naturalnym środowisku bardzo rzadkie ptaki. Pracownik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych Lech Niesłuchowski opowiada o swoich wrażeniach z Sikkimu i Bengalu Zachodniego.

Ogromny posąg Buddy w Sikkimie, usytuowany na środku wzniesienia, jest miejscem pielgrzymek miejscowej ludności. Od południowej strony Budda prezentuje się szczególnie efektownie na tle widocznego w oddali szczytu Kanczendzongi, trzeciej pod względem wys

Fot.: Lech Niesłuchowski

Dwóch polskich birdwatchersów, czyli miłośników oglądania ptaków (przeważnie przez lornetkę lub lunetę) w ich naturalnym środowisku, wyruszyło pod koniec stycznia do Bengalu Zachodniego i jednego z najmniej znanych miejsc na Ziemi - Sikkimu. Byli to znany już naszym czytelnikom leśnik Lech Niesłuchowski oraz Tomasz Kłys, profesor Uniwersytetu Łódzkiego.



Sikkim, który był niegdyś niepodległym królestwem, od 1975 r. jest jednym z najmniejszych stanów Indii. Liczy tylko 610 tys. mieszkańców. Ma autonomię, co przejawia się m.in. dodatkową kontrolą graniczną. Wjazd do Sikkimu nie jest łatwy. Cudzoziemcy mogą tam przebywać maksymalnie 15 dni i aby uzyskać zgodę na wjazd, nawet z wizą indyjską i z terytorium Indii, muszą składać specjalny wniosek. Rząd Sikkimu chroni swój stan przed napływem nie tylko cudzoziemców, ale też obywateli Indii. Hindusi „z kontynentu” przyjeżdżają tam „na saksy”, wykonują najcięższe i najbrudniejsze prace, a kobiety pracują na równi z mężczyznami, nosząc w koszach kamienie, cement i inne ciężary.

W rodondrenowym raju


Jak zauważył Niesłuchowski, w obecnych realiach Sikkimowi bardziej niż samodzielność opłaca się przynależność do Indii, gdyż chroni to go przed ekspansją imperialnych Chin. O lokalnych separatyzmach, tak dziś powszechnych na świecie, jest tam cicho.

- W Indiach żyłem w dwóch różnych klimatach - wspomina Lech Niesłuchowski. - W Zachodnim Bengalu panował klimat podzwrotnikowy - wilgotny i ciepły, natomiast w Sikkimie - typowo alpejski, z przygruntowymi przymrozkami, zdrowy. W tej chwili jest tam przedwiośnie, przyroda budzi się do życia i już zaczynają kwitnąć pierwsze rododendrony, których w stanie naturalnym występuje aż 36 gatunków!

Charakterystyczne dla regionu, który odwiedzili polscy miłośnicy obserwacji ptaków, są wszechobecne buddyjskie budowle sakralne. Monastyry buddyjskie, jak zauważył Niesłuchowski, wyróżniają się wśród pozostałej zabudowy jakością i kolorystyką wykonania, czystością wokół i trwałością budowli. W większych miejscowościach są też kościoły katolickie, a przy nich kompleksy budynków szkolnych wraz z internatami. Na ulicach często widuje się młodych, kilkuletnich ogolonych chłopców, sprawujących posługę w monastyrach. W Sikkimie, wchodząc do kościoła katolickiego, podobnie jak do meczetu czy do świątyni buddyjskiej, należy zdjąć buty - katolicy przyjęli zwyczaj panujący w islamie i buddyzmie. Żyją tam też wyznawcy islamu i hinduizmu, z tym, że muzułmanie starają się wyróżnić m.in. swoim charakterystycznym ubiorem, ponadto urządzają codzienne pobudki ok. godz. 5 rano, kiedy z głośników rozbrzmiewa na całe miasto śpiewny głos muezina, nawołującego do modlitwy.

Czerwone namaszczenie


- Obserwując nabożeństwo buddyjskie byłem świadkiem obrzędów pełnych tajemniczych deklamacji, nawoływania trąb i muszli (konch), rytmicznego bębnienia, dzwonienia w gong oraz rytualnych obrzędów i błogosławieństw, by na końcu zostać namaszczonym czerwonym pigmentem na czole - relacjonuje Lech Niesłuchowski. - Buddyści wierzą, że modlitwy można słać do Buddy za pomocą wiatru. Stąd też niemalże w każdej wsi czy miasteczku, a także poza nimi, są rozwieszone na bambusowych masztach chorągwie z tekstami modlitewnymi w różnych kolorach. Skrawki materiału powiewają też na mostach, nad ulicami i na zboczach gór.

Polscy miłośnicy ptaków mieli okazję podziwiać tonący w chmurach szczyt Kanczendzongi, trzeciej góry świata (8586 m), która obecnie nie jest dostępna, nawet dla himalaistów. Rząd Sikkimu wstrzymał wydawanie zezwoleń na zdobywanie góry po ostatnich dwóch tragicznie zakończonych próbach, uważając, że to zakłóca życie bogom tam zamieszkującym. Nasi podróżnicy weszli tylko do wysokości 3000 m, by obserwować niezwykle rzadkiego i ciekawego ptaka - miodowoda himalajskiego, wielkości naszego wróbla, żywiącego się miodem podkradanym z plastrów dzikich pszczół himalajskich.

Do największych wrażeń przyrodniczych Niesłuchowski zaliczył wizytę w górskim rezerwacie rododendronów, które w Sikkimie tworzą... wysokie lasy, zamieszkiwane przez pandę małą, zwaną też czerwoną. Ujrzenie mundżaka, tak zwanego szczekającego jelenia, i kilka rodzajów wiewiórek: himalajskiej, rudobrzuchej, jelarang, a ponadto łasicy syberyjskiej, kuny żółtogardłej oraz trzech gatunków małp było dopełnieniem udanej wyprawy ornitologicznej. Z ptaków przyrodnicy mieli okazję zobaczyć m.in. ibisodzioba, dużego siewkowca, efektownie ubarwionego i kształtem dzioba oraz ogólnym pokrojem przypominającego raczej ibisa niż siewkowca. Z trudem podróżnicy wypatrzyli cztery te ptaki na kamienistym brzegu rzeki Teesta na granicy Sikkimu i Bengalu.

Tragopan wyjść nie raczył


Najbardziej efektowną „zdobyczą” wyprawy była wypatrzona para dzioborożców wielkich - niezwykle piękny, okazały ptak, w skali światowej mocno zagrożony. Polacy widzieli także walkę orlika malajskiego z sępem himalajskim, spotkali też wężojada czubatego, wojownika malajskiego i czubaka brunatnego. Ogółem zaobserwowali w naturalnym siedlisku 224 gatunki ptaków i 8 gatunków ssaków. Nie wszystkie plany udało się zrealizować - podróżnicy nie widzieli np. tragopana czerwonego, zwanego też satyrem, bajecznie ubarwionego kuraka, który - choć odpowiadał na wołanie - nie raczył wyjść z zarośli.

Indie północnowschodnie to wciąż świat bardzo od naszego odległy. Pod każdym względem. - Miasta Bengalu Zachodniego są do granic wytrzymałości zapchane samochodami, rykszami, pieszymi oraz... krowami i psami - mówi Niesłuchowski. - Potoki maszyn i stworzeń tworzą, zdawałoby się, wiele rzek płynących w różnych kierunkach. Na to nakłada się nieustające trąbienie wszystkich na wszystkich i wymuszanie pierwszeństwa. Praktycznie każde auto jeździ na regenerowanych oponach, również w górach! Na szczęście miejscowi nie jeżdżą zbyt szybko, bo nie ma takiej możliwości ze względu na fatalną jakość dróg. Ponadto większość samochodów jest przeładowanych, przeciążonych i w fatalnym stanie technicznym. Musi być już zupełnie ciemno, żeby kierowca włączył światła. Zawsze są to światła długie i niechętnie je Hindusi zmieniają na światła mijania, a jeśli już, to tylko na kilka sekund i potem dalej oślepiają kierowców jadących z naprzeciwka lub przed nimi.

Herbata słodka, kawa lurowata


Europejczyka szokować musi podejście Hindusów do higieny. Powszechny jest widok ludzi myjących naczynia i siebie samych na zewnątrz domów, piorących ubrania w strumykach i przy użyciu węża z wodą. We wschodnich Indiach nie ma łazienek i kanalizacji. Podstawowe czynności fizjologiczne wykonuje się na zewnątrz budynków. Ustępy publiczne, stojące praktycznie w każdej wsi, jak i te prywatne, zamykane na kłódkę, odprowadzają ścieki bezpośrednio na ziemię albo do rzeczki czy jeziora.

Niesłuchowski zetknął się w Sikkimie i Bengalu Zachodnim nie tylko z zupełnie innym stylem życia, ale i pożywieniem. W Indiach królują potrawy mało mięsne, wręcz wegetariańskie. Podstawowe dania to ryż z dodatkami, chapati - rodzaj placka podobnego do naszych podpłomyków, makaron z warzywami, pierożki w rodzaju gruzińskich chinkali, najczęściej z warzywami, ale zdarzają się z mięsem drobiowym lub z baraniną. Są też zupy np. pokrzywowa, kukurydziana. Wszystko to podaje się bardzo pikantne, trudne dla Europejczyków do przełknięcia. Przez cały pobyt polski leśnik nie widział chleba (poza tostowym), wędlin, żółtego sera, twarogu ani mleka. Podstawowym napojem jest herbata czarna lub z mlekiem, bardzo słodka, natomiast kawę serwuje się tu lurowatą. W miastach sprzedaje się kurczaki, ale innej rasy, ciut większe od naszych gołębi. Generalnie jednak jedzenie z perspektywy kieszeni polskiego przybysza trzeba ocenić jako dobre i śmiesznie tanie.

- Największe wrażenie, jakie przywiozłem z tej podróży - dodaje Niesłuchowski – to widok pasma górskiego z Kanczendzongą, z lodowcami odbijającymi poranne promienie słoneczne. Żeby zobaczyć Himalaje z ich najwyższymi szczytami, niestety, trzeba wcześnie rano wstać i udać się w góry, by tuż po wschodzie słońca, zanim jeszcze nadciągną mgły i chmury, móc obserwować pięknie oświetlone szczyty. Po kilkunastu minutach powoli kończy się ten spektakl i mgielna kotara zasłania scenę.

Ogromne wrażenie wywarły też na Polakach pola herbaciane w Darjeeling, usytuowane na zboczach gór, częściowo zazielenione, gdyż już po deszczowaniu.

Piękny, ale zaśmiecony kraj


- Ogólne wrażenie z Indii można określić krótko: piękny, ale biedny i zaśmiecony kraj - mówi Niesłuchowski. - Tamtejsi ludzie przyjaźnie są nastawieni do obcokrajowców. Nie spotkaliśmy się ani razu z żebractwem czy naciąganiem. Mimo fatalnych, zdawałoby się, warunków sanitarnych i higienicznych, nie dopadła nas żadna dolegliwość żołądkowa. W tej szarzyźnie życia szczególnie wyróżniają się dziewczyny, których urodą można się bez przerwy zachwycać - są ślicznie uśmiechnięte i piękne, i te z Bengalu, i te z Sikkimu.