Z dronami nad głową

Tadeusz Oszubski 14 marca 2014

Unia Europejska znosi obostrzenia dotyczące użytkowania dronów do celów cywilnych. Według raportu Statewatch, dzieje się to bez kontroli społecznej i może zagrozić naszej wolności obywatelskiej.

W USA, gdzie jest najwięcej wojskowych bezzałogowych aparatów latających, zmienia się restrykcyjne przepisy dotyczące cywilnych dronów. Urządzenia te mają być już w 2015 roku wprowadzone do przestrzeni powietrznej na podobnych zasadach, co samoloty załogowe. Oficjalnie głównym celem jest wykorzystanie latających robotów do nadzoru mierzących 6,5 mln km amerykańskich autostrad. Drony mają poprawić bezpieczeństwo na drogach publicznych, sprawdzać stan dróg i mostów, informować właściwe służby o korkach i wypadkach. W tym roku rozpoczęto już testowanie bezzałogowych aparatów latających do nadzoru federalnych autostrad na obszarze stanu Georgia.



- Drony zastąpią ludzi w niebezpiecznych sytuacjach i szybciej niż naziemne patrole poinformują o zagrożeniach policję, straż pożarną czy służby medyczne - wyjaśnił mediom dr Javier Irizarry, dyrektor Laboratorium CONECTech w Georgia Institute of Technology. - Poza tym prowadzenie przez drony pomiarów geodezyjnych obniży koszty budowy nowych dróg. Teraz mierniki laserowe montowane są na helikopterach, co nie jest tanią metodą.

Cel szczytny, jednak pomysł wprowadzenia dronów do codziennego użytku ma wielu przeciwników w amerykańskim kongresie i nie wiadomo, czy planowany termin zostanie dotrzymany. Dlaczego tak się dzieje? Wyjaśnienie znajdziemy na naszym podwórku.
Na początku lutego tego roku Statewatch, organizacja, która od 23 lat monitoruje współpracę krajów Unii Europejskiej w zakresie wymiaru sprawiedliwości i spraw wewnętrznych, opublikowała raport na temat zmian przepisów i wydatkowania unijnych funduszy na rzecz dronów.

Według tego raportu, nazwanego Eurodrones Inc., Komisja Europejska w ostatnich latach przekazała bez konsultacji co najmniej 315 mln euro na programy rozwoju dronów, w tym ponad 120 mln na rzecz koncernów zbrojeniowych. Z raportu Statewatch wynika, że obywatele państw UE nieświadomie sponsorują rozwój dronów, co wkrótce może nam wszystkim odbić się czkawką. Chodzi nie tylko o duże pieniądze przekazywane z naszych podatków w formie dotacji. Okazuje się, że Komisja Europejska po cichu wprowadza przepisy znoszące restrykcje wobec lotów takich maszyn.

Raport ujawnia, że najpóźniej od 2028 r. loty dronów mają być traktowane tak, jak loty pojazdów załogowych. Już w 2013 r. Komisja Europejska przygotowała regulacje prawne (tzw. „powietrzną mapę drogową”), zrównujące status dronów z maszynami konwencjonalnymi, a więc z samolotami pasażerskimi, transportowymi, awionetkami, helikopterami. Te zmiany w prawie przeprowadzane są bez kontroli europarlamentarnej Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych.

Opisane w raporcie wydatki i zmiany prawne dotyczą zastosowań cywilnych, w praktyce jednak dają wolną rękę w używaniu dronów przez siły porządkowe, od policji po prywatne firmy ochroniarskie. Według Statwatch, dalsze działania w takim kierunku grożą ograniczaniem praw człowieka i naruszaniem prywatności obywateli Unii. Wprowadzenie dronów do szerokiego użytkowania jest prostą drogą do militaryzacji życia codziennego w krajach UE i represyjnego zastosowania bezzałogowych aparatów latających.
Współczesne wojny toczone są głównie w trudno dostępnych regionach świata, gdzie czołgi i samoloty są bezużyteczne. Wymyślono więc latające bezzałogowe maszyny do zabijania wrogów, wyposażone w łączność, kamery i zbrojne w rakiety. Dlatego też budzą nieufność. Wkrótce mają czuwać nad naszym bezpieczeństwem, ale przecież wystarczy zmiana w oprogramowaniu, a z opiekunów zmienią się w nadzorców.

Raport Statewatch wskazuje na zagrożenie wiążące się ze stosowaniem dronów do nadzoru pojedynczych obywateli lub całych grup, a to przenosi problem także do Polski. W ostatnich latach przedstawiano jako ciekawostki a to drona na wyposażeniu CBA, a to wojenne bezzałogowce naszej armii. Jeśli jednak zniesione zostaną przepisy ograniczające loty takich maszyn na obszarze Unii Europejskiej, to dniem i nocą stada dronów będą krążyć nad naszymi głowami. Niekoniecznie w zbożnym celu.