Co się dzieje na szkolnym poligonie?

Małgorzata Oberlan 7 marca 2014

Konfliktów w szkołach przybywa i to na wszystkich osiach: między uczniami, w gronie pedagogicznym, między szkołą a rodzicami i nie tylko. Niektóre sprawy przyjmują taki obrót, jakiego nie przewidziałby scenarzysta najbardziej zawiłego telewizyjnego tasiemca.

Fot.: Thinkstock

Zupełnie niespotykana jest historia pani Iwony (nazwisko do wiadomości redakcji) z Torunia i jej syna, ucznia piątej klasy podstawówki. Po długotrwałym konflikcie matki ze szkołą kobieta zdecydowała się pójść do prokuratury. Domaga się ścigania wicedyrektorki placówki i nauczycielki matematyki za... stalking. Telefonami ze szkoły w sprawie syna, jak przekonuje, została zadręczona.

„Halo, pani syn rzuca w szkołę”


Maciek (imię zmienione) nie jest łatwym dzieckiem, czemu pani Iwona nie przeczy. Nieraz zdarzały mu się agresywne zachowania w szkole, bójki, szarpaniny. Ale, jak podkreśla matka, nie on sam przecież brał w nich udział.


- Tymczasem szkoła się na mojego Maćka uwzięła. Zawsze tylko on był winien. Do tego nauczyciele w ogóle mu nie wierzyli. „Udowodnij, że cię boli brzuch” - żądali, gdy syn zwijał się z bólu - tu pani Iwona wyciąga wypis ze szpitala, na którym jest czarno na białym, że bóle spowodowane były stresem (wyzwiskami dzieci podczas wuefu) i że oprócz opieki gastrologicznej, zaleca się psychologiczną. - Gdy na innym wuefie piłka uderzyła go w jądra, twierdzili, że symuluje. Tymczasem w szpitalu kazali zostawić go na obserwacji, bo sprawa wcale nie była błaha.

fot. Thinkstock


Sytuacje konfliktowe się mnożyły, a telefon komórkowy pani Iwony czasem się dosłownie grzał. - Bywały dni, że ze szkoły dzwoniono do mnie kilka razy. Generalnie nie było tygodnia bez telefonu. „Syn gra w piłkę, a dzieci jeszcze mają lekcje”, „Syn spaceruje po korytarzu”, „Syn rzuca kamieniami w szkołę” (choć był wtedy w domu), „Kurtka syna leży na ławce” - takie telefony odbierałam. Powiedziałam dość; przeniosłam Maćka do innej podstawówki, a sama poszłam do prokuratury
- kończy pani Iwona.

- Matka przesłuchiwana była kilkukrotnie. Sprawa jest w toku
- tyle na razie powiedzieć może Ewa Janczur kierująca Prokuraturą Rejonowa Toruń Centrum Zachód.

Tydzień kopania w archiwum


W szkole natomiast łapią się za głowę. - No, kuriozalna sytuacja. Tyle już w swojej pracy zawodowej przeszliśmy, ale taka historia jeszcze nas nie spotkała - mówi dyrektorka placówki (personalia znane redakcji). - Ten uczeń często wchodził w konflikty z rówieśnikami, brał udział w bójkach, ciągle kogoś zaczepiał. Z pewnością nie jest złym dzieckiem, ale wymagał specjalnej uwagi. Owszem, wielokrotnie dzwoniliśmy do matki i prosiliśmy o współpracę, ale nie przynosiło to pożądanych efektów. Nigdy w życiu nie przypuszczałabym, że nasza troska obróci się przeciwko nam; że bronić się będziemy przed zarzucaniem nam przez rodzica stalkingu...

Szkoła dostarczyć musiała do prokuratury dokumentację dotyczącą kontaktów z rodzicami Maćka od I klasy szkoły podstawowej, czyli z okresu pięciu lat. - Przez tydzień z panią pedagog zajmowałyśmy się wyłącznie tym. Szczęśliwie, mamy taki zwyczaj, że z każdego kontaktu z rodzicami sporządzamy notatkę - mówi pani dyrektor.

Jak nietrudno się domyśleć, prokuraturę zainteresowały też billingi telefoniczne. Co wyniknie z tej bezprecedensowej sprawy? Czas pokaże. Żadne jej rozstrzygnięcie nie pomoże jednak Maćkowi. Pani Iwona ma świadomość, że syn wymaga terapii. - Na taką finansowaną z NFZ-u długo się czeka, a prywatnie nas nie stać. Finansowo jesteśmy pod kreską - rozkłada ręce.

Do konfliktów między uczniami dochodzi codziennie. Coraz częściej, gdy przybierają charakter fizycznej napaści, wzywana jest do szkół policja. W tym roku szkolnym w samej Bydgoszczy policjanci interweniowali w szkołach 35 razy. Uszkodzenia ciała, naruszenie nietykalności cielesnej, bójki - te sytuacje się powtarzają. Niezależnie już od wieku i płci.

Bójka, policja, sąd


- W styczniu w jednej ze szkół podstawowych 11-letni chłopiec na lekcji wuefu był tak bardzo niezadowolony z wybranej przez uczniów gry, że agresję wyładował na koledze, przewracając go i uderzając - relacjonuje nadkomisarz Maciej Daszkiewicz z Komendy Wojewódzkiej Policji. - Również w styczniu trzech bydgoskich gimnazjalistów pobiło rówieśnika. Podłoże tego konfliktu nie jest nam znane. Generalnie sprawami tego typu zajmujemy się wezwani przez szkołę albo po zgłoszeniu ich przez rodziców poszkodowanych uczniów. Znakiem czasu jest rosnąca świadomość rodziców właśnie co do praw dziecka w szkole. Zmienia się też postawa samych szkół - kiedyś z problemem agresji zamykały się w swoich ścianach, teraz współpracują z policją.

Co dzieje się po interwencji policji? Sprawa trafia do prokuratury i jest umarzana albo wędruje dalej, najczęściej do sądu rodzinnego. Wyjątkiem są sytuacje, gdy uczeń - sprawca przemocy - skończył już 17 lat. Wówczas odpowiada przed sądem tak jak osoba dorosła. Ważne, by w takich sytuacjach szkole nie zabrakło czasu i chęci, by temat kontynuować. Policjanci z Grudziądza za przykład prawidłowej reakcji podają ten dotyczący Gimnazjum nr 3 przy ul. Żeromskiego.

Jesienią ubiegłego roku jeden z gimnazjalistów tak pobił podczas przerwy lekcyjnej rówieśnika, że ten trafił do szpitala, gdzie musiał zostać przez kilka dni na obserwacji. Policję zaalarmowali i rodzice pobitego, i Bartosz Siedlecki, dyrektor placówki. Co było dalej? Dyrektor i nauczyciele rozmawiali z agresywnym uczniem i jego rodzicami. Zorganizowali pogadanki z uczniami, poprosili specjalistów z poradni psychologiczno-pedagogicznej o zorganizowanie warsztatów, a policjantów o spotkanie, na którym poinformują gimnazjalistów o odpowiedzialności za podobne wybryki. Oprócz tego, agresorem, oczywiście, zajął się sąd rodzinny.

Jak funkcjonariusz publiczny


Sąd, ale ten „dorosły”, zajął się także 17-letnim Michałem S., licealistą z Torunia, który zaatakował wicedyrektora Zespołu Szkół nr 14 przy ul. Hallera. Działo się to w listopadzie 2010 roku. Był to jeden z pierwszych przypadków w mieście, gdy Temida musiała zdecydować, czy pedagogowi należy się taka sama ochrona w pracy, jak policjantowi, urzędnikowi, kolejarzowi, czyli funkcjonariuszowi publicznemu.

Licealista wraz z piątką kolegów poszedł na wagary. Pod płotem „czternastki”, której uczniem nie był, pili wódkę. Łącznie wlali w siebie dwa litry. Najpierw od Michała S. dostało się wicedyrektorowi, który podczas przerwy pełnił dyżur na boisku. „Spier..., czego chcesz ty ch...u” - usłyszał od młodzieńca. Potem doszło do szarpaniny, na którą zareagował przebywający akurat na terenie szkoły dzielnicowy. Jego też chłopak usiłował uderzyć, ale to już mu się nie udało.

- Michała S. oskarżyliśmy o trzy czyny: usiłowanie naruszenia nietykalności cielesnej policjanta, naruszenie nietykalności nauczyciela i znieważenie go jako funkcjonariusza publicznego. Sąd Rejonowy w Toruniu uznał jednak tylko winy nastolatka wobec policjanta, nie zgadzając się z naszym stanowiskiem co do ochrony przysługującej pedagogowi. Dlatego wyrok ten zaskarżyliśmy - relacjonuje Maciej Rybszleger, szef Prokuratury Rejonowej Toruń Wschód.

Sąd Okręgowy w Toruniu uznał jednak racje prokuratury, a więc i prawo nauczyciela do ochrony przysługującej w pracy funkcjonariuszowi publicznemu. Łącznie, za wszystkie trzy wymienione czyny, skazał Michała S. na rok i trzy miesiące więzienia w zawieszeniu na 3 lata próby. Zobowiązał go też do kontynuowania nauki oraz powstrzymywania się od picia alkoholu. Wyznaczył mu kuratora. Dodatkowo nastolatek musiał zapłacić 100 zł nawiązki na rzecz policjanta i 200 - na rzecz wicedyrektora. - To był surowy wyrok - ocenia dziś prokurator Rybszleger. - Tyle dostaje się za włamanie i to przy drugim skazaniu.

Bo procedury, bo żal rodzica


Nauczyciele jednak, choć często w rozmowach prywatnych wręcz licytują się, wymieniając chamskie i agresywne zachowania uczniów, rzadko korzystają z prawa do tej szczególnej ochrony (funkcjonariuszami publicznymi są od maja 2007 roku). Dlaczego? - Podejrzewam, że zniechęcają ich procedury, zabierające czas przesłuchania - przypuszcza Elżbieta Małecka, dyrektor Zespołu Szkół nr 14 w Toruniu. - Poza tym, często bywa tak, że uczeń zachowa się obraźliwie czy wręcz agresywnie wobec pedagoga, ale temu robi się żal jego rodzica, który przeprasza i potępia zachowanie dziecka. Wtedy na ogół nauczyciel odpuszcza. W przypadku wspomnianego 17-letniego licealisty jednak żadnych skrupułów nie mieliśmy, bo nie był ani naszym uczniem, ani absolwentem.

Skrupułów nie miał też niedawno nauczyciel religii w jednej z bydgoskich szkół. - Spotkał się z agresją ze strony ucznia i zgłosił to policji. Sprawa jest wyjaśniana - informuje Maciej Daszkiewicz z KWP w Bydgoszczy.

Zupełnie osobnym tematem są konflikty, do których dochodzi w szkołach w naszym regionie pomiędzy samymi nauczycielami, a także na poziomie dyrektor - pedagog (pedagodzy). W czasach demograficznego niżu, gdy uczniów ubywa, a wraz z nimi pracy, dochodzi do nich coraz częściej. Ich podłożem najczęściej jest walka o etat i godziny nadliczbowe.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 10-03-2014 21:30

    Brak ocen 0 0

    - Ala: Pamiętam jak moi dwaj synowie chodzili do szkoły podstawowej , ile zdrowia nie raz mnie to kosztowało . Większość nauczycieli nie miało pojęcia o nauczaniu , szczególnie dzieci zdolnych , kreatywnych . Byli oni zastraszani , ośmieszani przed innymi dziećmi , itd. itp. Większość pań nauczycielek nie lubiła aby ktoś z dzieci się wyróżniał , wychodził przed szereg . Najlepiej jak były przestraszone i zachowywały się jak w karnej kompani ! . Zamiast zainteresować dziecko czymś mądrym , aby nie nudziło się na lekcjach , tworzyły przeróżne sensacje . Częste wzywanie do szkoły rodziców , wmawianie im że ,mają syna przygłupa itd. Gdybym ich posłuchała i nic z tym nie zrobiła , na pewno to by się zle dla moich dzieci skończyło . Znalazłam mądrych nauczycieli . Dziś moi synowie są wykształceni i pracują naukowo . Rodzice słuchajcie i wspierajcie swoje dzieci !!! Dobro powraca podwójnie .

    Odpowiedz

  2. 10-03-2014 14:13

    Oceniono 3 razy 3 0

    - Maka: Głupie rodzice zapatrzone w swoje rozpieszczone bachory, kiedyś było lanie w szkole i nikt nie miał pretensji. Teraz nowobogacka mamusia, mój synek to niemożliwe co wy chceta od mojego synusia...

    Odpowiedz