Praca z prywatnego pośredniaka

Grażyna Ostropolska 7 marca 2014

W Polsce mamy około 600 tysięcy pracowników tymczasowych; w naszym regionie ta forma zatrudnienia też staje się coraz bardziej popularna. Żnińska hurtownia mrożonek Frigo Logistics, należąca do japońskiego koncernu Nichirei, co roku zatrudnia kilkudziesięciu pracowników sezonowych, rekrutowanych przez prywatne agencje.

Fot.: Dariusz Bloch

Większość wspomnianych wyżej pracowników to kobiety. Pracują tu od marca do września, jeżdżą na wózkach widłowych i obcują z… japońską elektroniką. Na głowie: kask ze słuchawkami i mikrofonem, przy pasku: terminal głosowy - tak wygląda tymczasowy pracownik żnińskiej mroźni. Specjalny program komputerowy, zarządzający pracą magazynu sprawia, że do uszu robotnika (przez słuchawki) trafiają precyzyjne dyspozycje. Głos przydziela mu paletę, przekazuje informację o towarze, podaje, ile go pobrać, z czym zmiksować, gdzie dostarczyć i jaką opatrzyć etykietą.


Pracownicy magazynu mrożonek Frigo Logistics sp. z o.o. w Żninie przypominają centralnie sterowane roboty. Tu nie ma czasu na pogaduszki ani ludzkie błędy, a elektroniczny system głosowy sprawia, że pracownicy

są o 30 procent wydajniejsi.


Zatrudnione na sezon kobiety kierują wózkami widłowymi i znakomicie sobie z tym radzą. - Panie są solidne i dobrze sprawdzają się w tej pracy - mówi Katarzyna Dziennik z Frigo Logistics.

Większość pracownic pochodzi z okolic Żnina i ościennych gmin. Zdecydowały się na sezonową, trzyzmianową pracę w mroźni, bo... - Tu jest duże bezrobocie i trudno o stałą pracę - tłumaczą. Początkowo przerażała je japońska automatyka, teraz do niej przywykły. Ich faktycznym pracodawcą jest prywatna agencja zatrudnienia, która co roku deleguje kilkudziesięciu sezonowych pracowników do mroźni. Rekrutacja zaczyna się w marcu, kończy w sierpniu lub wrześniu. - Większość pracowników tymczasowych to ta sama, sprawdzona w ubiegłych latach ekipa - słyszymy w żnińskiej hurtowni.

Ekonomiści nie mają wątpliwości, że elastyczne formy zatrudnienia, w tym praca tymczasowa, to recepta na zmniejszenie bezrobocia, które w Kujawsko-Pomorskiem sięga 18,8 proc. (większe jest tylko w Warmińsko-Mazurskiem).

- Trudno oczekiwać, że pracodawca, który nie może liczyć na ciągłość zamówień, będzie zatrudniać ludzi na stałe (płacić im tzw. przestojowe, gdy zabraknie roboty, oraz za nadgodziny, gdy zleceń będzie więcej), bo żadna firma tego nie wytrzyma - tłumaczy Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Polskiej Federacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan.

Ostrożniej do elastycznych form zatrudnienia podchodzą związkowcy. - Z jednej strony są pracodawcy, którzy zatrudniają ludzi w sposób cywilizowany, z drugiej, ci, którzy proponują

formy elastyczne i umowy śmieciowe,


co sprawia, że ci uczciwi nie wytrzymują konkurencji - uważa Janusz Dębczyński, wiceprzewodniczący Zarządu Regionu Toruńsko-Włocławskiego NSZZ „Solidarność”. Dębczyński pochodzi z Włocławka, gdzie hula bezrobocie. - Tu o jedno miejsce pracy ubiega się 56 osób, więc agencje werbujące pracowników tymczasowych cieszą się popularnością i mają spore profity - zauważa związkowiec. Zaznacza, że związki nie są przeciw pracy tymczasowej, ale... - Nie może być takiego przegięcia, że normalne stosunki pracy odsuwa się na bok, przez co cierpią ludzie, budżet państwa i ZUS.

Umowy śmieciowe należy odróżnić od legalnych elastycznych form zatrudnienia, takich jak praca tymczasowa, telepraca czy umowa na zastępstwo, bo one respektują wszystkie prawa pracownicze; dają prawo do urlopu, ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne - taką informację stara się upowszechnić Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia, skupiające największe prywatne pośrednictwa pracy.

Jedno z nich rekrutuje właśnie pracowników tymczasowych dla niemieckiego koncernu Vika - Polska (dawnej Kujawskiej Fabryki Manometrów), który buduje we Włocławku nowy zakład z pracą dla 300 osób. - Mamy związek zawodowy w tej fabryce i pilnujemy, żeby form tymczasowego zatrudnienia nie nadużywano - oznajmia Janusz Dębczyński.

Toruńska GK Neuca SA (dawny Torfarm), lider hurtowej sprzedaży leków, też zatrudnia pracowników tymczasowych, ale sporadycznie.
- U nas liczy się bezpośredni kontakt z klientem, więc elastyczny czas pracy stosujemy w niewielkim stopniu, a pracowników tymczasowych zatrudniamy tylko do prac magazynowych - informuje Agnieszka Anielska, rzecznik spółki.

Od pracowników tymczasowych nie stronią też tradycyjnie rodzinne firmy, takie jak Gzella, zakłady mięsne z Osia, dysponujące siecią własnych sklepów. Za to bydgoska PESA, producent pojazdów szynowych, który zatrudnia 2800 osób, prowadzi inną politykę. - PESA nie korzysta z takich form zatrudnienia, jak telepraca czy praca tymczasowa, bowiem filozofią firmy jest

związanie pracownika z zakładem


na stałe i w związku z tym, w zależności od potrzeb produkcyjnych, optymalizujemy zatrudnienie poprzez umowy o pracę - oświadcza rzecznik zakadu Michał Żurowski.

- Stabilne zatrudnienie jest szczególnie ważne dla młodych, bo skłania ich do założenie rodziny, umożliwia otrzymanie kredytu na mieszkanie i zdecydowanie się na dzieci - sekundują tym założeniom związkowcy z PESY.

Pan Adam, absolwent jednej z bydgoskich uczelni, też marzył o stabilnej pracy. - Zarejestrowałem się w urzędzie pracy i przez trzy miesiące nie dostałem rozsądnej propozycji. Proponowano mi jedynie pracę telemarketera, więc złożyłem swoje CV w prywatnej agencji zatrudnienia i dostałem pracę w dużej firmie. Najpierw tymczasową, ale teraz zatrudniono mnie na stałe w dziale sprzedaży - dzieli się swoim doświadczeniem.

Nie jest tajemnicą, że oferty dotyczące specjalistycznych stanowisk pracy rzadko pojawiają się w państwowych pośredniakach, bo pracodawcy częściej korzystają z prywatnych agencji, które są w stanie szybko i sprawnie dopasować kandydatów do ich oczekiwań.

Z raportu Międzynarodowej Konfederacji Prywatnych Agencji Zatrudnienia wynika, że w Polsce prognozowany jest stały wzrost liczby pracowników tymczasowych i to aż o 15 proc. rocznie. Teraz jest ich ok. 600 tys., a prywatne agencje zatrudnienia cieszą się w naszym kraju coraz większym powodzeniem. Największa z nich to Work Service SA. Agencja chwali się w Internecie, że zapewnia pracę 250000 osób rocznie i ma największą w Polsce bazę wykwalifikowanych pracowników, którzy są

gotowi do natychmiastowego zatrudnienia.


Jedno z regionalnych biur Work Service mieści się w Bydgoszczy

- W ciągu ostatnich 10 lat zainteresowanie ofertami pracy tymczasowej w naszym regionie wzrosło kilkukrotnie - twierdzi Nikodem Żmijewski, kierownik biura. Klientami Work Service są głównie duże przedsiębiorstwa z Kujawsko -Pomorskiego. - Niektórzy klienci jeszcze parę lat temu mówili, że nie będą korzystać z pracowników tymczasowych, a teraz się przełamują, bo chcą być konkurencyjni na rynku - wyjaśnia. Do zatrudnienia pracowników tymczasowych najczęściej skłania przedsiębiorcę sezonowa produkcja lub konieczność zwiększenia swojej oferty w okresie przedświątecznym. Dotyczy to głównie firm z branży spożywczej. - Inny powód to chęć sprawdzenia pracownika, zanim przyjmie się go na stałe. Przedsiębiorcy zatrudniają za naszym pośrednictwem kilkadziesiąt osób i po kilku miesiącach część tych, którzy się sprawdzili, dostaje stałą pracę - mówi Żmijewski.

To agencja jest pracodawcą rekruta. Chroni przedsiębiorcę przed ryzykiem zatrudnienia nieodpowiedniej osoby, uwalnia go od formalności kadrowych, wypłaca pracownikowi pensje, ubezpiecza go, odprowadza podatki, płaci mu chorobowe i zwalnia. Firma, do której pośrednik deleguje tymczasowego pracownika, jest jedynie jego użytkownikiem. Brzmi to brzydko, ale takiego właśnie określenia używa się w prywatnych pośredniakach. Każdemu klientowi agencja przydziela konsultanta, który jest z nim w stałym kontakcie telefonicznym i osobistym. Przedstawiciele dużych, profesjonalnych agencji zatrudnienia twierdzą, że ich prowizja za pośrednictwo oscyluje

w granicach od 10 do 30 procent.


- Wysokość prowizji zależy od tego, jak dużą grupę pracowników dostarczymy klientowi i od indywidualnie wynegocjowanej umowy - słyszymy. Oficjalnie mówi się, że pracownik tymczasowy, kierowany do prostej produkcji, zarabia minimum 10 zł brutto za godzinę, ale z tym różnie bywa.

- Dostajemy 500 zł na rękę - żaliły się nam kobiety z bydgoskiego schroniska dla bezdomnych, zatrudnione tymczasowo (przez lokalną agencję) w marketach.

Toruńska agencja zatrudnienia GP People na brak chętnych do tymczasowej pracy w marketach nie narzeka. - Reflektują na nią m.in. studenci, którym zależy na dopasowaniu grafiku godzin pracy do terminu zajęć na uczelni. Oferty z marketów dotyczą głównie inwentaryzacji i układania towarów - informuje Katarzyna Pstrąg z GP People.

Poszukujący pracy za pośrednictwem agencji nie są wolni od obaw - Często ich strach wynika z wcześniejszych przykrych doświadczeń, bo ktoś nie wypłacił im wynagrodzenia za pracę albo za nadgodziny, nie wydał świadectwa pracy, nie odprowadził składek, więc dużo czasu poświęcamy na zbudowanie wzajemnego zaufania i tłumaczymy, że umowa, którą z nami podpiszą, będzie zgodna z prawem - słyszymy w toruńskiej agencji.

Statystyka


Zatrudnienie tymczasowe

Z danych Międzynarodowej Konfederacji Prywatnych Agencji Zatrudnienia wynika, że:
- pod względem liczby pracowników tymczasowych Polska zajmuje 11. miejsce w Europie,
- na świecie jest takich pracowników 46 mln, a w Polsce ok. 600 tys.,
- 50 proc. osób, które wykonują pracę tymczasową, to debiutanci w wieku 18 - 21 lat,
- 70 proc. zakładów korzystających z takiej formy zatrudniania to firmy produkcyjne,
- 60 proc. umów o pracę tymczasową zawiera się na okres od jednego do trzech miesięcy.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 13-03-2014 20:08

    Oceniono 1 raz 1 0

    - gillette: Dlaczego nie oznaczyliście Państwo tego artykułu "Tekst sponsorowany"? Ktoś zapomniał normalnie czy celowo? Oj, nieładnie.........

    Odpowiedz