Ukraina zaczyna pisać swój scenariusz

Bartłomiej Makowski 2 marca 2014

Rozmowa z MARYANĄ PROKOP, pochodzącą z Ukrainy doktorantką na Wydziale Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK w Toruniu.

MARYANA PROKOP

Fot.: Sławomir Kowalski

Pochodzi Pani ze Zbaraża, który leży niemal dokładnie w połowie drogi między Kijowem a polską granicą, zatem w zachodniej części Ukrainy, uważanej za proeuropejską. Jak przyjmowane są zmiany w Pani najbliższym otoczeniu?
To właśnie zachodnia Ukraina chciała żyć jak w Europie, to stamtąd nadeszła fala protestów, której kulminacją były wydarzenia w Kijowie. Jeśli chodzi o moje miasto, kilka dni temu odbył się pogrzeb 19-letniego Ustyma Hołodniuka, który zginął na Majdanie. Cała społeczność bardzo to przeżyła. Niestety nie mogłam w nim uczestniczyć, od stycznia jestem w Polsce, ale nie widziałam dotąd takiej rozpaczy u ludzi, których znam. Chłopak spędził na Majdanie 3 miesiące, zginął w dniu, w którym miał wracać do domu. Nosił niebieski kask, był łatwym celem dla snajpera. Tak jak i on wielu ludzi na zachodzie Ukrainy chciało zmian. Tutaj naród się buntował, zajmował budynki administracyjne, to w moim obwodzie Berkut pierwszy przeszedł na stronę narodu, w obwodzie lwowskim Berkut przepraszał na kolanach demonstrantów.


Ale wschód ciąży ku Rosji.
Niecały, ale owszem. Ludność okręgów granicznych, odeskiego, donieckiego, charkowskiego, ługańskiego jest przeciwna zmianom, uważa je za nielegalne. Tam też odbywały się protesty, ale na mniejszą skalę.

Po zakończeniu igrzysk w Soczi oczy prezydenta Putina zwrócą się ku Ukrainie. Czy istnieje groźba wprowadzenia w życie doktryny Miedwiediewa o „ochronie” ludności etnicznie rosyjskiej w państwach ościennych tak, jak to miało miejsce w Gruzji?
Flota Czarnomorska została postawiona w stan podwyższonej gotowości. Rosyjscy wojskowi przebywają na terenie Jałty, dochodzą do nas informacje o próbach wkroczenia do innych prorosyjskich miast. Na Krymie dochodzi do wystąpień ludności, która chce dołączyć do Rosji. Na budynku parlamentu Autonomicznej Republiki Krymu nie wisi już flaga ukraińska, lecz rosyjska.

Czy sytuacja na Krymie może rozlać się na wschodnie okręgi?
W takich sprawach należy ostrożnie oceniać. Sytuacja zmienia się diametralnie z dnia na dzień, nie chcę snuć dalekosiężnych prognoz, bo przecież jednego dnia leje się krew, drugiego podpisywane jest porozumienie z prezydentem. Pewności nie ma, co zdarzy się jutro. Wydaje mi się, że nie dojdzie już do rozlewu krwi na masową skalę. Mimo że Rosja ma duże aspiracje wobec Krymu, a Ukraina ma u federacji rosyjskiej bardzo wysoki dług, 30 mld dolarów, w tym 5 mld za gaz, to wydaje mi się, że jednak do przejęcia Półwyspu Krymskiego nie dojdzie. Mimo że żaden liczący się na arenie międzynarodowej kraj nie wesprze Ukrainy, to tego typu działanie może skomplikować stosunki Rosji z krajami europejskimi i USA. Jeśli dojdzie do konfliktu, to ze strony rosyjskiej padnie żądanie spłaty długu, czego Ukraina zrobić nie może, bo nie ma pieniędzy. W obecnej sytuacji Rosja ma Ukrainę w garści w sensie ekonomicznym. Po trzech miesiącach protestów gospodarka Ukrainy potrzebuje potężnego zastrzyku pieniędzy. Czy otrzyma je od Rosji, czy od Unii - czas pokaże.

Minister Radosław Sikorski w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” powiedział, że umowa stowarzyszeniowa z UE jest gotowa do podpisu, obie strony czekają tylko na wybory prezydenckie. Ukraina jest o krok od Europy?
Entuzjazm jest przedwczesny. Umowa stowarzyszeniowa to nie traktat akcesyjny. Ukraina nie spełnia jeszcze wielu wymogów stawianych przez Unię, przede wszystkim tych ekonomicznych.

Tylko czy trudna sytuacja ekonomiczna nie doprowadzi do powtórki sytuacji, do której doszło po Pomarańczowej Rewolucji: społeczeństwo rozgoryczone tym, że zmiany nie oznaczają natychmiastowego dobrobytu, skieruje się w stronę silnej, prorosyjskiej władzy...
Nie porównywałabym obecnej sytuacji z Pomarańczową Rewolucją. Wówczas społeczeństwo powiedziało: „Nie chcemy prezydenta Kuczmy, wybory zostały sfałszowane”. Problem sprawnie rozwiązano, Wiktor Juszczenko został prezydentem, zapanowała euforia. Juszczenko zarzekał się, że ukróci władzę klanów oligarchicznych, tymczasem sam się w nie wtopił i paradoksalnie oligarchom żyło się lepiej niż za czasów Kuczmy. Natomiast wydarzenia, które obserwowaliśmy na Majdanie, należy odczytywać inaczej. Byłam obserwatorką wyborów prezydenckich w 2010 r. i parlamentarnych w 2012 roku. Widziałam nastawienie moich rodaków do demokracji. Społeczeństwo było apolityczne, młodzi ludzie sądzili, że wybory i tak nic nie zmienią. Do urn poszło głównie starsze pokolenie Ukraińców: elektorat Komunistycznej Partii Ukrainy i Partii Regionów Janukowycza. Ze względu na niską frekwencję młodych wyborców nie odniosła sukcesu partia UDAR Witalija Kliczki.

A obecnie?
Teraz dochodzi do wielkiej mentalnej przemiany Ukraińców, do czegoś, co nazywam nową jakością nacjonalizmu. Chcemy budować Ukrainę na wzór europejski i żyć w swoim kraju. Młodym ludziom, którzy jechali na Majdan ze świadomością zagrożenia życia, przyświecał właśnie ten cel. Ci sami młodzi ludzie, którzy jeszcze dwa lata temu sprzedawali niekiedy swój głos wyborczy za sto hrywn, dziś mówią, że będą walczyć o swoją ojczyznę. Całkowicie zmieniło się myślenie o kraju i sądzę, że ta zmiana jest ważniejsza niż zmiana polityczna. Oczywiście, oczyściła się scena polityczna, nie ma prezydenta Janukowycza, nie ma premiera Azarowa, powstało Koło Zaufania Ludowego, złożone z przedstawicieli głównych sił manifestujących i wspierających Majdan: duchowieństwa, ludzi kultury, lekarzy, aktywistów społeczno-politycznych, dziennikarzy. Oni nadzorowali powstanie nowego rządu, mają wyrazić wobec niego wstępne wotum zaufania. Ukraina uczy się na swoich błędach, dostała czystą kartkę i chce pisać scenariusz swojej przyszłości.

Tu jednak zaszła. Od środy znamy prawdopodobny skład rządu pod kierownictwem Arsenija Jaceniuka. Czego można spodziewać się po tej ekipie?
To w dużej części nowe nazwiska, związane z Majdanem (jak na przykład Olha Bohomolec, lekarka, koordynatorka medyczna protestów, która ma zostać wicepremierem ds. nauki i kultury). Martwi mnie postać Arsenija Jaceniuka, mam do niego ambiwalentne podejście: z jednej strony, to osoba o dużej wiedzy i doświadczeniu (za czasów Tymoszenko w roli ministra spraw zagranicznych), z drugiej, wydaje się być człowiekiem pozbawionym charyzmy tak istotnej dla osoby pełniącej czołową funkcję w państwie w niespokojnych czasach.

Kto powinien zatem przejąć stery kraju?
Pokładam duże nadzieje w Witaliju Kliczce. To obecnie jedyny polityk, do którego mam duże zaufanie. Kiedyś byłam w rodzinnym Zbarażu na spotkaniu z nim, tam powiedział słowa, które poruszyły zebranych: „Nie idę do polityki dla sławy i pieniędzy. Dobrze wiecie, że i sławę, i pieniądze mam”. To prawda, te pieniądze zarobił ciężką i uczciwą pracą poza granicami Ukrainy. Swoją dietę deputowanego przekazywał na cele charytatywne. Cieszy się dużym zaufaniem wśród ludzi, ostatnio nadszarpniętym ze względu na zawarcie porozumienia z Janukowyczem (za co Kliczko przeprosił), ale myślę, że ma szanse zostać liderem Ukrainy. To człowiek, na którego nie można patrzeć tylko przez pryzmat sportu: cieszy się szacunkiem na arenie międzynarodowej, zrobił doktorat, jest oczytany i - w przeciwieństwie do Janukowycza - potrafi występować publicznie.

Ukraina wytrzyma na ścieżce demokracji?
Państwo ukraińskie istnieje od 1991 r. Można zapytać, dlaczego ludzie nie domagali się demokracji wcześniej? Początkowo władza zapewniała ludności Ukrainy odpowiedni byt. Z biegiem czasu rósł jednak podział na bogatych, którzy mieli wszystko, i biednych, którzy nie mieli prawie nic. To stało się impulsem dla narodowego sprzeciwu, za to oddało życie prawie sto osób. Poległych na Majdanie nazywa się teraz „Niebiańska Sotnia”, uznano ich za bohaterów, pozostaje wierzyć w to, że ich ofiara nie pójdzie na marne i uda się zachować z trudem wywalczone zmiany.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 03-03-2014 11:33

    Oceniono 2 razy 1 1

    - emeryt21: Nie chce być złym prorokiem, ale Ukraina straci teraz Krym a po jakims czasie kolej nastapi na następne wschodnie rejony. Pozostanie tylko srodkowo-zachodnia czesc,ktora jest niewiele warta gospodarczo. Powoli nastapi powtorka z historii i "zachodnia Ukraina" przlaczy się do wschodniej,ktora już w tym czasie będzie w granicach Rosji. I znow jak w 1939 roku Ukaincy podejmą uchwale w operze lwowskiej...

    Odpowiedz