W kocim raju u pani Mirki

Piotr Schutta 28 lutego 2014

Każdy z ponad dwustu kocich podopiecznych, którzy przewinęli się przez jej gościnny dom, ma imię i swoją często dramatyczną historię: porzucenia, choroby, wypadki. Ale trauma to przeszłość. Dziś jest pełna miska i nadzieja na znalezienie opiekunów.

Fot.: szu

Ile kotów może się pomieścić w mieszkaniu na czterdziestu paru metrach kwadratowych? Dziesięć, trzydzieści, pięćdziesiąt? Ile czasu ze swego życia można poświęcić dla mruczków? Godzinę dziennie, dwie? A może wszystko?



- Proszę nie pisać, ile w tej chwili mam kotów, bo ludzie wezmą mnie za wariatkę. Nikt nie uwierzy, że tak licznemu stadu jestem w stanie zapewnić dobre warunki. Niech pan napisze, że aktualnie mam ich za dużo - mówi drobna kobieta w granatowym kapelusiku. Jej charakterystyczną sylwetkę i turystyczną torbę na kółkach znają dobrze mieszkańcy osiedla. Zarówno ludzie, jak i koty.

51-letnia Mirosława Tomczak nie jest żadną zwariowaną kocią mamą ani kociarą, która wybrała koty zamiast ludzi. Jest trzeźwo myślącą, racjonalną osobą, która pewnego dnia postanowiła pomóc kotnej kocicy. Tak to się zaczęło i nie może się skończyć. To, że od lat pani Mirosława dokarmia dzikie koty na swoim osiedlu i przygarnia oswojone, które straciły właściciela, nie jest kwestią przesadnej wrażliwości.
- W tej chwili robię to, bo muszę, a zaczęłam, ponieważ uważałam, że trzeba pomóc - tłumaczy.

Zwykły blok na zwykłym osiedlu. Nikt nie domyśliłby się, że za solidnymi brązowymi drzwiami ulokowało się kocie królestwo, a ściślej mówiąc tymczasowy dom dla kotów grupy Koty - SOS. Obecności kilkudziesięciu kotów nie zdradza na klatce schodowej żaden przykry zapach.

- Mam oczyszczacz powietrza i sprzątam na bieżąco, a co drugi dzień wymieniam żwirek we wszystkich kuwetach. Harówa nonstop - mówi pani Mirosława. Oprócz tego, dzień w dzień w kilku miejscach na osiedlu rozkłada karmę w specjalnie przygotowanych do tego karmnikach. Nieważne, czy jest przeziębiona, czy wieje wiatr, czy zacina deszcz. Koty czekają, trzeba iść. Nie ukrywa, że po latach zaangażowania w kocią sprawę jest już zmęczona. - Szukam wolontariuszy, którzy zajęliby się pośredniczeniem w adopcjach kotów. Chodzi o zamieszczanie ogłoszeń w Internecie i rozmowy z ludźmi, którzy gotowi są adoptować zwierzęta. Nie wystarcza mi na to czasu. Poza tym, nie mam talentu do pisania - przyznaje. Dlatego na swoim blogu zamieszcza bardzo krótkie wpisy i bardzo dużo zdjęć oraz filmów.

Przez jej dom przewinęło się w ciągu 9 lat około 240 kotów. Wiadomo to dokładnie, ponieważ wszystkie są na skrupulatnie prowadzonej liście. 124 z nich trafiły do adopcji, czyli znalazły nowych właścicieli. Niektórych jednak nie udało się uratować. Pokonały je nowotwory, choroby nerek albo pękające tętniaki.
- W tej chwili byłabym szczęśliwa, gdyby udało mi się oddać do adopcji chociaż połowę kotów, które są u mnie. Ale cóż, moda na adopcję zwierząt osłabła - wzdycha pani Mirosława.

W przeszłości ponad 20 kotów rocznie znajdowało nowe domy. Dwa lata temu wszystko się zatrzymało. - W zeszłym roku oddałam tylko 6 kotów - mówi kobieta. Mimo że nie ma auta, swoich podopiecznych dostarcza nowym opiekunom osobiście, żeby sprawdzić warunki, w jakich kot będzie przebywał. Wcześniej rozmawia z kandydatami na właścicieli zwierzęcia.

Rozmawiamy w trzypokojowym mieszkaniu pani Mirosławy. Jedno z pomieszczeń przeznaczone jest wyłącznie dla kotów. Znajdują się tu kuwety, na starej meblościance - miski z wodą, karmą suchą i mokrą. Tuż przy drzwiach jest klatka dla dzikich kocurów, które przechodzą kwarantannę po sterylizacji.
- Jasne, że mogłabym je wszystkie oddać do schroniska. Ale oddałby pan tam przyjaciela, któremu uratował pan życie i który bezgranicznie panu zaufał? - pyta pani Mirosława i nie czeka na odpowiedź.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 06-03-2014 22:29

    Oceniono 2 razy 2 0

    - j: Nie... redakcja powinna przede wszystkim zasiegnac opinii forow internetowych, gdzie roi sie od "znawcow przedmiotu" , przede wszystkim pan, ktore z nudow i na zasadzie "komu by dzis przywalic" wyszukuja sobie ofiare, ktora hloszcza przez jakis czas, dopoki im jad nie ujdzie i sie nie uspokoja, albo nei zostana zbanowano przez moderatorow tego, czy innego forum.. chyba zartujesz..

    Odpowiedz

  2. 03-03-2014 12:06

    Oceniono 4 razy 1 3

    - Gość: Koci raj? Dawno się tak nie uśmiałam. Czy pan Schutta serio uważa, że trzymanie 50 + zakładników... ups, znaczy kotów, powinno się nazywać rajem?

    Odpowiedz

  3. 28-02-2014 22:25

    Oceniono 6 razy 2 4

    - bwk: Z tym kocim rajem to chyba trochę na wyrost.. pani T. jest dobrze znana na forach internetowych, znana od tej złej strony. 70 kotów w małym mieszkaniu, choroby spowodowane zbyt dużym zagęszczeniem. Aż dziw, że redakcja nie sprawdza informacji dot. osób o których piszą...

    Odpowiedz