Lans tylko na gęsinie?

Grażyna Ostropolska 28 lutego 2014

Kujawsko-Pomorskie dołuje. Większe bezrobocie jest już tylko w Warmińsko-Mazurskiem. - Na gęsinie konkurencyjności województwa nie zbudujemy; trzeba wyznaczyć inne kotwice - uważa profesor Zenon Wiśniewski, szef Wojewódzkiej Rady Zatrudnienia.

Fot.: Łukasz Ciaciuch

W styczniu stopa bezrobocia w naszym regionie wzrosła do 18,8 proc. To na tle ościennych województw (Wielkopolskie - 10 proc., Mazowieckie - 11 proc.) nie wygląda dobrze i może wprawiać w kompleksy. - Sytuacja nie jest najlepsza, ale w statystyce bezrobocia zimowe miesiące zawsze wyglądają gorzej niż te wiosenno-letnie - uspokaja wojewoda Ewa Mes. Chciałoby się odpowiedzieć, że w Wielkopolsce i na Mazowszu też jest zima, a pracy nie ubywa. Wręcz przeciwnie, to tam młodzi z naszego regionu szukają zatrudnienia, a inwestorzy - lepszego klimatu dla biznesu.


Przeciętne wynagrodzenie w kujawsko-pomorskim przemyśle - 3174 zł brutto (dane ze stycznia) - też stawia nas w ogonie województw, bo średnia krajowa wynosi 3805 zł, czyli aż o ponad 600 zł więcej.

Dlaczego dołujemy?


- Nasze województwo jest pod względem rozwoju społeczno-gospodarczego bardzo słabe, a jego pozycja w porównaniu z innymi regionami coraz gorsza. Wciąż spada nasz udział w tworzeniu PKB i dopóki nie zacznie tu spływać szerszym strumieniem kapitał i nie powstaną nowe miejsca pracy, sytuacja się nie poprawi - ocenia prof. Zenon Wiśniewski, szef Katedry Gospodarowania Zasobami Pracy UMK w Toruniu, który przewodniczy też Wojewódzkiej Radzie Zatrudnienia. Profesor uważa, że aby to zmienić, trzeba postawić na konkurencyjność regionu. - Problem w tym, że nie mamy koncepcji rozwoju, a na lansowaniu gęsiny konkurencyjności naszego województwa nie zbudujemy. Trzeba wyznaczyć inne kotwice i na ich podstawie budować innowacyjny potencjał - podpowiada.

W kwietniu ub.r. Wojewódzka Rada Zatrudnienia zaapelowała do Zarządu Województwa, by marszałek lub któryś z wicemarszałków uczestniczył w jej posiedzeniach. - Bez efektu, co pokazuje sposób podejścia do problemów zatrudnienia. Jestem przewodniczącym rady trzecią kadencję i przez ten czas żadnego z marszałków tu nie widziałem. Szkoda, bo rada, w której zasiadają ludzie kompetentni: pracodawcy, przedstawiciele organizacji pozarządowych i związkowych zamieniła się praktycznie w... klub dyskusyjny - ubolewa prof. Zenon Wiśniewski. Zauważa, że ani urzędy pracy, ani Wojewódzka Rada Zatrudnienia nie tworzą miejsc pracy, tylko próbują gasić pożar bezrobocia.

Przyczyny tego pożaru badał Wojewódzki Urząd Pracy w Toruniu, przygotowując współfinansowany przez Unię Europejską projekt pod nazwą

„Rynek pracy pod lupą”.


Pokazuje on, co zmieniło się na regionalnym rynku pracy od stycznia 2011 do grudnia 2013 r. Wyniki tych badań i analiz nie są optymistyczne. W ciągu ostatnich lat widocznie wzrósł odsetek bezrobotnych bez zawodu. Coraz większe problemy ze znalezieniem pracy mają absolwenci szkół ponadgimnazjalnych i wyższych. Bezrobotny był co trzeci absolwent zasadniczej szkoły zawodowej i co piąty - po liceum oraz technikum. Najlepiej na regionalnym rynku odnaleźli się absolwenci szkół wyższych, z których tylko co trzynasty rejestrował się w powiatowym urzędzie pracy.

79,4 proc. bezrobotnych miało zawód uważany za nadwyżkowy, taki jak: sprzedawca, ślusarz, technik ekonomista, murarz, kucharz, krawiec, robotnik budowlany.
Najwięcej ofert dotyczyło pracy związanej ze spawalnictwem, ochroną osób i mienia, gastronomią (proste zajęcia) oraz z centrami obsługi telefonicznej.

Osób z najwyższymi kwalifikacjami zawodowymi rzadko się poszukuje przez urząd pracy, ale z badań WUP wynika, że do deficytowych na naszym rynku należą profesje związane z rynkiem nieruchomości, projektowaniem grafiki i multimediów oraz doradztwem finansowym i ubezpieczeniowym. Poszukiwani są też specjaliści ds. szkoleń, kadr, sprzedaży i reklamy.

Niepokojące jest to, że nie zmieniła się lista najpopularniejszych kierunków kształcenia, które w znacznej części odpowiadają zawodom przypisanym osobom bezrobotnym. Ten niebezpieczny trend próbuje zmieniać Wojewódzka Rada zatrudnienia, która opiniuje

nowe kierunki kształcenia.


W protokołach posiedzeń rady znaleźliśmy również negatywne opinie. I tak Zespół Szkół nr 2 w Rypinie nie dostał pozwolenia na kształcenie technika usług fryzjerskich i technika elektronika, Zespół Szkół nr 2 w Aleksandrowie Kujawskim - technika technologii odzieży, a Zespól Szkół w Strzelnie - montera maszyn i urządzeń, ponieważ te zawody uznano za nadwyżkowe.

Ciekawych danych dostarcza dokument: „Prognoza zapotrzebowania na kadry z wyższym wykształceniem w województwie kujawsko-pomorskim do 2020 r.”, przygotowany przez Instytut Badań Strukturalnych i spółkę Agrotec-Polska. Badacze ustalili, że pracodawcy, którzy w ciągu ostatnich 2 lat zatrudnili absolwentów regionalnych wyższych uczelni, dostrzegli u nich brak: doświadczenia zawodowego, znajomości obsługi urządzeń i specjalistycznych programów. Z ankiet, które wypełniali pracodawcy, wynika, że byłoby wskazane, aby w czasie nauki studenci zdobywali doświadczenie zawodowe i kończyli specjalistyczne kursy. Autorzy raportu radzą, by już w szkołach ponadgimnazjalnych tworzyć warunki do rozwoju przedsiębiorczości, m.in. przez praktyczne nauczanie przedmiotu: przedsiębiorczość.

Doktor Janusz Wiśniewski z Zakładu Ekonomii, Finansów Publicznych i Zarządzania UKW w Bydgoszczy uważa, że powinniśmy kształcić na uczelniach kreatorów pracy, a nie jej wykonawców. - Na naszej uczelni przedmiot: elastyczne formy zatrudnienia jest teraz obligatoryjny, bo wychodzimy z założenia, że absolwenci wszystkich kierunków powinni wiedzieć, jak założyć własną firmę - mówi ekonomista. Uważa, że kod kulturowy: „Ucz się, to dostaniesz dobrą, stabilną pracę” już się zdewaluował, bo... - W XXI wieku nie ma i

nie będzie stabilnej pracy,


ponieważ nowoczesna gospodarka winna być oparta na innowacyjności, a ta ma nietrwały charakter - zauważa doktor Janusz Wiśniewski. Szansę na zmniejszenia bezrobocia w naszym regionie widzi we wprowadzaniu elastycznych form zatrudniania. - Powinno się zmienić negatywne nastawienie pracodawców do telepracy, bo na tej zasadzie zatrudnia się 40 proc. ludzi w USA, 14 proc. w UE, a w naszym kraju tylko ok. 5 procent - podpowiada. Zdaniem ekonomisty nie ma też nic złego w pracy tymczasowej, którą oferują prywatne agencje zatrudnienia. - Można mieć status pracownika tymczasowego do emerytury i nie mieć dnia przerwy w pracy, współpracując z kilkoma agencjami. W USA tego rodzaju pierwszą pracę podejmuje aż 70 proc. absolwentów szkól wyższych - informuje.

Ten temat poruszano na posiedzeniu Wojewódzkiej Rady Zatrudnienia. Rafał Dryla, przedstawiciel BCC, prezentujący niepubliczne służby zatrudnienia, tłumaczył, dlaczego tak ważne jest, by powiatowe urzędy pracy współpracowały z prywatnymi agencjami: - Klienci agencji potrzebują pracowników „od zaraz”, a powiatowe urzędy mają swoje czasochłonne procedury.

Artur Janas, dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Toruniu, przyznał, że taka współpraca jest wskazana, ale zaznaczył, że cele służb są różne. - Publiczne zapobiegają wykluczeniu społecznemu, zaś prywatne działają rynkowo - przypomniał.
Ciekawostką jest, że agencję zatrudnienia prowadzi m.in. Caritas w Grudziądzu.
Prognozy GUS mówią, że do 2035 r. przy ogólnym spadku liczby mieszkańców w Kujawsko-Pomorskiem (o 8,5 proc.) aż o 18,2 proc. spadnie liczba tych w wieku produkcyjnym, a ludności w wieku poprodukcyjnym będzie o 46,5 procent więcej niż dziś. To

kiepska prognoza.


Nie napawa też optymizmem lektura „Regionalnego planu działań na rzecz zatrudnienia”. Czytamy tam, że stopa bezrobocia kobiet w naszym województwie w wysokości 13,2 proc. należy do najwyższych w kraju, bo średnia krajowa to 10,4 proc. Czarny obraz przedstawia też „Analiza SWOT dla woj. kujawsko-pomorskiego”, załączona do strategii rozwoju regionu. Za słabe strony naszej małej ojczyzny uznano tam m.in.: „słabo rozwiniętą przedsiębiorczość, bardzo słabą dostępność transportową w relacjach międzyregionalnych i międzynarodowych, relatywnie niski poziom większości regionalnych uczelni, nieefektywny system transportu publicznego, niską innowacyjność przedsiębiorstw, niski poziom nakładów na działalność badawczo-rozwojową oraz jeden z najniższych w kraju i obiektywnie bardzo niski poziom kapitału ludzkiego i społecznego”. Jako zagrożenia dla regionu wskazano: „utrzymanie stanu marginalizacji województwa przez rząd w zakresie realizacji inwestycji i instytucji krajowych, głównie z zakresu transportu” oraz „brak rozwoju i w konsekwencji spadek znaczenia i konkurencyjności Portu Lotniczego w Bydgoszczy”.

Szansą na lepsze miejsce naszego województwa w rankingach może być wykorzystanie potencjału Wisły oraz rozwój sektorów: rolno-spożywczego, turystyki zdrowotnej i tego związanego z e-gospodarką.Czy wykorzystamy tę szansę?

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 28-02-2014 23:12

    Oceniono 3 razy 3 0

    - Jan: Dopóki nikt nie będzie pilnował, żeby do sejmu wybierać ludzi, którym rzeczywiście zależy na swoim regionie i którzy będą lobbowali w sejmie za pieniędzmi i inwestycjami u nas, doputy będziemy na szarym końcu. Bo jeśli z naszego regionie do sejmu trafiają ludzie, którzy bywają tu na czas kampanii, to jak możemy się spodziewać, że ktoś nam załatwi jakieś inwestycje, które pozwoliłyby nam na rozwój (chociażby ta nieszczęsna S5, ile na nią czekamy).

    Odpowiedz

  2. 28-02-2014 16:47

    Oceniono 1 raz 1 0

    - mario: Ja opiszę sytuację w gminie Brzuze. W 2008 roku zamykano cukrownie w Ostrowitem. O zamknięciu mówiło się od kilku miesięcy, wójt nawet nie kiwnął palcem. Po kilku miesiącach kiedy wszystko już było zrównane z ziemią wójt podnosi larum że zburzono zabytkowe magazyny. Zaprasza telewizje Trwam i dyskusja czemu zburzono magazyny. Jaśnie pan wójt miał pretensję czemu tak mało ludzi odpowiedziało na zaproszenie. Nie martwił się że ludzie nawet te kilka miesięcy później nie mają pracy. Najbardziej się przejął radny z Ostrowitego który nie potrafił nic wydukać kilkoma słowami szok :) Sołtys z Ostrowitego przedstawił rzeczowe argumenty ale jest niezbyt mile widziany przez jaśnie wójta bo przecież jest w opozycji. Jeszcze był czas żeby po negocjować przejęcie gruntów od spółki, dogadać się z powiatem i urzędem marszałkowskim. Ale przecież w gminie Brzuze pracują eksperci od pikników i muzyki ludowej to nie było komu poprowadzić negocjacji. I tak wygląda właśnie w naszym województwie walka z bezrobociem - pikniki, gęsi, przeglądy kapel i zawsze jest okazja żeby dobrze podjeść pobawić się

    Odpowiedz