Polacy w Brukseli już jak u siebie [WYWIAD]

Przemysław Łuczak 21 lutego 2014, aktualizowano: 21-02-2014 09:36

„W tej kadencji wybrano Polaka, prof. Jerzego Buzka, na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Dla mnie był to jeden z najbardziej wzruszających momentów, bo w tym momencie zakończyła się dyskusja, czy poseł z nowej UE może pełnić taką funkcję czy nie”.

Rozmowa z JANUSZEM ZEMKEM, posłem do Parlamentu Europejskiego.



Pełnienie obowiązków posła do PE jest absorbujące, ale gdy jest trochę wolnego czasu, to leci Pan do Polski, czy łapie oddech w Brukseli?
Swój czas dzielę między trzy miejsca. Na pierwszym miejscu jest, oczywiście, Belgia, bo PE jest moim miejscem pracy. Staram się być solidnym posłem, więc od razu wynająłem mieszkanie w Brukseli, w pobliżu siedziby PE. Przez jeden tydzień w miesiącu muszę być w Strasburgu, kiedy obraduje tam PE. Większość pozostałego czasu spędzam w woj. kujawsko-pomorskim. Gdy chcę odpocząć, chodzę na długie spacery z psem znajdą, który wabi się Oskar, albo staram się zaszyć w Borach Tucholskich, choć nie zdarza się to zbyt często.


Nie tęskno Panu za atmosferą polskiego Sejmu?
Posłem na Sejm byłem nieprzerwanie przez 20 lat. Szczerze mówiąc, nie ciągnie mnie już na Wiejską, głównie dlatego, że polityka w Polsce stała się za bardzo konfrontacyjna. Rzadko kiedy chodzi o dyskusję i poszukiwanie kompromisu, bardziej o to, żeby dowalić drugiej stronie. A ten sposób uprawiania polityki mi nie odpowiada.

CZYTAJ TEŻ: Jedź do Brukseli i zobacz Parlament Europejski


Które z brukselskich obyczajów parlamentarnych chciałby Pan przeszczepić na warszawski grunt?
Przede wszystkim styl uprawiania polityki, polegający na współdziałaniu. W PE nie ma ostrego podziału na rząd i opozycję, więc trzeba szukać większości dla poszczególnych aktów prawnych i decyzji kadrowych. A chcąc osiągnąć porozumienie, w zdecydowanej większości odnosimy się do siebie życzliwie.

Druga sprawa to sposób procedowania. Pomimo że PE jest ogromną i skomplikowaną machiną, w której pracuje ponad 6 tys. osób (w polskim Sejmie zatrudnionych jest około tysiąca), obrady przebiegają sprawnie. Posłowie zabierają głos ze swojego miejsca, a wystąpienia trwają maksymalnie dwie minuty. Głosowania w większości odbywają się przez podniesienie ręki, ale jeśli choć jeden poseł tego zażąda, wynik sprawdza się elektronicznie. Elektronicznie przegłosowuje się wszystkie przyjmowane przez PE akty prawne. Ponadto europosłowie mogą liczyć w każdej chwili na pomoc ze strony naprawdę wybitnych specjalistów, otrzymać merytoryczne ekspertyzy. Natomiast w polskim Sejmie posłowie bardzo często zdani są tylko na siebie.


Jaka była obecna kadencja PE dla naszego kraju?
Moim zdaniem, była ona dla Polski przełomowa. Polscy posłowie pojawili się w PE po przystąpieniu naszego kraju do Unii, czyli blisko 10 lat temu, przedtem mieliśmy tylko obserwatorów. Do pewnego czasu zauważalny był tutaj wyraźny podział na 15 starych państw unijnych i te nowe. W obecnej kadencji to się zmieniło.

CZYTAJ TEŻ: Ruszył ostatni etap głosowania na Bydgoszczanina Roku 2013!

Po pierwsze, wybrano Polaka, prof. Jerzego Buzka na przewodniczącego PE. Dla mnie był to jeden z najbardziej wzruszających momentów, bo w tym momencie zakończyła się dyskusja, czy poseł z nowej UE może pełnić taką funkcję czy nie. Po drugie, Polska dobrze wykorzystała w 2011 r. swoje przewodnictwo w Radzie Unii. Po trzecie, polscy parlamentarzyści przynajmniej w kilku sprawach, poprzez zgodne działanie, doprowadzili do zmiany projektów różnych aktów prawnych. Przykładem może być zakaz produkcji slimów i papierosów zapachowych (co najbardziej uderzałoby w polski przemysł tytoniowy), który ostatecznie wejdzie w życie z dużym opóźnieniem. To zgodne działanie zostało w Brukseli zauważone. Poza tym, Polacy nie zawsze głosują tak jak frakcje, do których należą.


Na czym koncentruje się Pan jako poseł do PE?
Przede wszystkim pracuję w stałej podkomisji bezpieczeństwa i obrony. Nawiasem mówiąc, w PE są tylko dwie stałe podkomisje i 20 komisji. Ostatnio byłem sprawozdawcą dokumentu dotyczącego bazy technologiczno-przemysłowej sektora obronnego w Unii, co jest bardzo istotne dla Polski. Należę także do komisji transportu, która zajmuje się m.in. wytyczaniem europejskich sieci transportowych. Ona przygotowuje również podział środków unijnych na inwestycje drogowe, kolejowe, wodne i lotnicze. Wybrałem tę komisję świadomie, bo Polska jest terenem wielkich inwestycji infrastrukturalnych, które realizowane są m.in. w naszym województwie. To ważne, ponieważ każda inwestycja, której wartość przekracza 50 mln euro, musi mieć bezpośrednią zgodę Komisji Europejskiej.


Co jest Pana największym osobistym sukcesem w PE?
Jestem dość nietypowym politykiem, bo czuję się mocno związany z naszym regionem. Nigdy zresztą nie zmieniałem swojego okręgu wyborczego. Przywiązuję dużą wagę do działań społecznych w naszym regionie, które dają mi sporo satysfakcji. Po pierwsze, jest to program staży i praktyk w moich biurach w Brukseli i Strasburgu oraz w Bydgoszczy, Toruniu, Włocławku, Inowrocławiu i Grudziądzu.

Dotychczas odbyło je 195 najzdolniejszych studentów z uczelni naszego województwa, głównie z UMK i UKW. Po drugie, wraz z moimi współpracownikami organizuję naukę języka angielskiego dla dzieci z ubogich rodzin. W 84 kursach wzięło udział 820 uczniów z klas I-IV szkół podstawowych. Wreszcie trzeci program, który rozwija się bardziej niż się spodziewałem - to nauka podstaw obsługi komputera dla osób z generacji 50+. Ufundowałem we wszystkich miastach i powiatach naszego województwa 25 pracowni komputerowych, w których zajęcia prowadzi około 300 młodych ludzi. Cieszę się, że te kursy ukończyło ponad 3500 osób.


Czego nie udało się zrobić?

Niepowodzeniem, także moim, były wszystkie działania dotyczące budowy drogi ekspresowej S5. Wielokrotnie występowałem w tej sprawie do komisarzy europejskich i do polskiego rządu. Ciągle słyszę, że ta fundamentalna dla rozwoju naszego województwa inwestycja jest na liście rezerwowej. Liczę, że w końcu trafi ona na listę podstawową. A kiedy tak się stanie i rząd zgłosi to do Brukseli, moją rolą będzie zadbanie o to, żeby prace nad tym projektem nie trwały tam przesadnie długo.


Czy europoseł w ogóle może skutecznie pomagać w rozwiązywaniu problemów regionu?

Interwencje w konkretnych sprawach też bywają skuteczne. Pierwszy przykład dotyczy włocławskiego Anwilu. Jakiś czas temu na poziomie europejskim przygotowano wykaz substancji szkodliwych, wśród których umieszczono m.in. PCV. Ostatecznie udało się zablokować tę regulację.

Jej przyjęcie oznaczałoby wygaszenie linii wytwórczej w Anwilu, a w konsekwencji także kłopoty z produkcją okien i drzwi z PCV. Pomyślnie zakończyła się także interwencja w sprawie parku przemysłowego w Solcu Kujawskim, gdzie wcześniej zainwestowano spore środki unijne. Otóż przedsiębiorcy nie mogli kupić ziemi, na której postawili swoje obiekty produkcyjne. Udało mi się jednak uzyskać zgodę Komisji Europejskiej na sprzedaż tych gruntów.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 27-02-2014 19:24

    Brak ocen 0 0

    - dziadek: No to tylko patrzcie kogo wybieracie!Znów się jeden popisał na lotnisku.Dobrobyt przewraca ludziom w głowach.W wiodącej partii taki błąd?to niewybaczalne!To już drugi taki popis naszego "polityka"!!!

    Odpowiedz

  2. 26-02-2014 15:23

    Oceniono 2 razy 0 2

    - Jan III: Coś nie tak z tym Buzkiem...radość...panie Januszu, a już miałem pana za inteligenta (J. Pietrzak)...

    Odpowiedz

  3. 26-02-2014 15:14

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Robcio: 100 tys euro rocznie. Takiemu to dobrze!

    Odpowiedz

  4. 24-02-2014 07:25

    Oceniono 1 raz 1 0

    - chorągiewka z lewa na prawo: Czterdzieści lat czuł się w Moskwie jak u siebie w domu, teraz znalazł sobie domek w Brukseli na dwadzieścia.

    Odpowiedz

  5. 22-02-2014 21:48

    Oceniono 6 razy 5 1

    - gnu: ~Zemke mordo,ty moja,a cozes ty zrobila dla Bydgoszczy .

    Odpowiedz

  6. 22-02-2014 15:08

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Nygusy: Do kogo ten {polak } jest podobny myślę że Arafat albo Nataniahu i kto tu rządzi Polską ,to woła o pomstę do Nieba.

    Odpowiedz