Gruby biznes na odchudzaniu

Małgorzata Oberlan 21 lutego 2014, aktualizowano: 21-02-2014 10:28

Dietetycy powtarzają jak mantrę: „Nie ma cudownych pigułek na schudnięcie, ani diet cud”. My jednak wolimy wierzyć, że taka dieta Dukana szybko i na zawsze uczyni nas szczupłymi i pięknymi.

Bez ruchu, wysiłku i potu zdrowo nie schudniemy. Z tą prawdą wielu nie chce się pogodzić, szukając cudownych pigułek na odchudzanie. Kto się godzi - ćwiczy. A że w grupie podobnych sobie raźniej, świadczą choćby zajęcia fitness w klubie sportowym Centrum

Fot.: Tymon Markowski

Chcesz być modny, lubiany, bogaty? Musisz być fit. Ten komunikat wysyłają nam wszyscy: media, reklamy, sklepy z odzieżą w rozmiarach 34-38. Odchudzamy się więc notorycznie, ku radości koncernów farmaceutycznych, autorów poradników w stylu „Jak schudnąć w trzy tygodnie” i ich wydawców oraz całego dietetycznego biznesu.


Odchudzamy się najczęściej głupio, nieskutecznie (efekt jo-jo po drakońskiej diecie murowany) i nie bacząc na możliwe skutki uboczne. Kto by tam słuchał dietetyków z ich mądrościami o racjonalnym żywieniu, stopniowym obniżaniu kaloryczności i zwiększonej aktywności fizycznej, gdy pod ręką są diety cud i równie cudowne spalacze tłuszczu?

Białkiem po nerkach


Powodem do (nie łudźmy się - chwilowej) refleksji bywają historie takie jak ta, dotycząca doktora Pierre’a Dukana. Francuski lekarz na swojej diecie proteinowej zbił prawdziwy majątek. Sprzedał ponad 10 milionów książek z poradami żywieniowymi. Na całym świecie tysiące, jeśli nie miliony osób odchudzały się jego metodą. W tym takie gwiazdy jak aktorka Penelope Cruz, gwiazda pop Jennifer Lopez czy księżna Kate Middleton.

Dieta Dukana jest typową dietą mono, bazującą na jednym składniku żywieniowym (tu akurat na białku), a eliminującym inne (tu: węglowodany i tłuszcze). Restrykcyjne jej przestrzeganie rzeczywiście może prowadzić do szybkich efektów estetycznych. Niestety, również do groźnych skutków fizjologicznych.

- Ze względu na zbyt wysoką podaż białka w tej diecie (nawet 75 proc. dziennego zapotrzebowania kalorycznego, przy zalecanym 10-15-procentowym) może groźnie obciążać nerki i niebezpiecznie podnosić ciśnienie krwi. Absolutnie nie powinna być stosowana przez osoby mające kłopoty z nerkami i ciśnieniem właśnie, a tymczasem są to schorzenia często towarzyszące otyłości - podkreśla Anna Kaczanowska, dietetyk specjalista z Bydgoszczy.

Zakwaszenie organizmu, towarzyszące „przebiałkowieniu” organizmu, to przy ryzyku uszkodzenia nerek już szczegół. Chociaż objawiać się może różnie i wyjątkowo nieprzyjemnie. Zgaga, powtarzające się bóle głowy, zaparcia i biegunki, bóle brzucha, słabe włosy, skórne egzemy i łamliwe paznokcie - to tylko najpowszechniejsze objawy zakwaszenia. Przez odchudzające się dietą proteinową osoby często odbierane bywają jako konieczne nieprzyjemności, towarzyszące utracie kilogramów i rzekomemu oczyszczaniu się organizmu. Tak jednak nie jest.

Dietetyk celebryta obnażony


Dietę Dukana hiszpańscy naukowcy zaaplikowali... laboratoryjnym szczurom. Po 12 tygodniach gryzonie straciły nie tylko trochę masy, ale i zdrowie. W ich moczu było aż o 80 proc. mniej cytrynianów, co oznacza, że zwierzęta po prostu przestały wydalać je z organizmu. To natomiast sprzyjało rozwijaniu się kamicy nerkowej.

Do tego mocz zwierząt znacząco się zakwasił - aż o 15 proc. Wcześniej, bo już w 2010 roku, inny znany dietetyk - Jean-Michel Cohen - w wywiadzie dla jednego z magazynów zarzucił Dukanowi, że jego dieta odchudzająca może być niebezpieczna dla niektórych ze stosujących ją osób, gdyż powoduje wzrost poziomu cholesterolu, przyspiesza rozwój miażdżycy tętnic i zwiększa ryzyko raka piersi u kobiet.

Dukan wytoczył koledze po fachu proces o zniesławienie i... przegrał. Po zbadaniu sprawy sąd uznał, że w wywiadzie nie padły żadne słowa, które nie miałyby naukowych podstaw.

Jednak to nie zagrożenia związane ze stosowaniem diety (przynajmniej oficjalnie) spowodowały niedawno, że Pierre Dukan został pozbawiony praw do wykonywania zawodu. Komisja dyscyplinarna francuskiej Naczelnej Izby Lekarskiej stwierdziła, że złamał etykę zawodową - stał się biznesmenem, a kodeks zakazuje „uprawiania” medycyny, jakby była ona gałęzią handlu. Do tego lekarz oskarżony został o dyskryminację osób zmagających się z nadwagą. W jednym z wywiadów zaproponował stawianie gorszych stopni otyłym uczniom i studentom twierdząc, że promowanie szczupłych mobilizuje innych do walki z nadwagą.

Ofiary cudownych diet


Do dietetyczki Anny Kaczanowskiej ofiary diet cud zgłaszają się regularnie. Przeszli Dukana, dietę kopenhaską, kosmonautów, kapuścianą, „słoiczkową” (tzw. Baby food diet, polegająca na jedzeniu zupek i przecierów dla maluchów), głodówki i... niewiele im to dało. Po spektakularnej utracie kilogramów najczęściej nie tylko szybko wrócili do dawnej wagi, ale i zyskali nadprogramowe obciążenie.

- Prawidłowe schudnięcie następuje na skutek obniżenia kaloryczności diety, ale przy jej zbilansowaniu i wypracowaniu tak zwanej luki energetycznej poprzez zwiększenie aktywności fizycznej - przypomina dietetyczka. - Zdrowe tracenie na wadze powinno się odbywać w tempie 1-1,5 kilograma na tydzień. Owszem, są diety kuszące spadkiem wagi nawet o 5-6 kilogramów w takim okresie, i nawet taki skutek gwarantujące, ale niosą one za sobą zagrożenia zdrowotne, o efekcie jo-jo nie wspominając. Chcącym skutecznie schudnąć często trudno pogodzić się z tym, że oznacza to zmianę nawyków do końca życia.

Małgorzata Rynkowska, dietetyczka z Torunia, często ofiary monodiet diagnozuje od... głowy. Specjalizuje się w analizie pierwiastkowej włosów, której wyniki pozwalają określić, co dzieje się z ludzkim metabolizmem - jakich pierwiastków nam brakuje. Po monodietach zawsze pacjent z czegoś jest „wypłukany”. Wówczas dietetyk wkracza do akcji z odpowiednią dietą i odpowiednią supelementacją.

- Rozmaite mody żywieniowe najczęściej sprowadzają nas na manowce, a żeruje na nich cały wielki biznes dietetyczny. Wielu Polaków dało się na przykład uwieść tezie, że najzdrowszą dietą jest śródziemnomorska, z czym zupełnie się nie zgadzam. Diety związane z szerokością geograficzną były kształtowane przez setki pokoleń poprzez występujący na danym terenie klimat, skład jakościowy gleb i wód. Co dobre dla Włocha czy Greka, naprawdę nie musi służyć Polakowi. Ba, zaproponowanie Eskimosowi diety Nigeryjczyka i odwrotnie byłoby dla obojga wręcz zabójcze - zaznacza toruńska dietetyczka.

Płatna „zdrowa alternatywa”


Czy głośna historia Pierre’a Dukana odbije się na popularności jego diety? Niekoniecznie. W Polsce jest ona obecnie jedną z najpowszechniej stosowanych przez kobiety. Nie brakuje fanatycznych wyznawczyń tego proteinowego cudu. Już przekonanych, że wykluczenie ich guru z grona lekarzy to najzwyklejszy odwet zazdrosnych o sukces kolegów po fachu. „Dukanki” spotykają się gremialnie na specjalnie w tym celu funkcjonujących forach internetowych, wymieniają się informacjami typu „Jak przeżyć fazę ataku” (pierwsza z czterech faz diety, będącą swoistą próbą wytrzymałości dla odchudząjacych się), czy „Kiedy włączyć warzywa” (początkowo nie można jeść ich wcale). Nie brakuje też na forach pytań, które włos na głowie jeżą dietetykom. Na przykład: „Jak powstrzymać ból nerek?”.

Na wszelki wypadek dietetyczny biznes już przedstawia Polkom „zdrową alternatywę diety Dukana” czyli dietę OXY. Również bazuje na proteinach, ale ma chronić organizm przed skutkami „przebiałkowania” za pomocą specjalnego napoju żurawinowego, zbawiennie działającego na drogi moczowe, a więc i nerki. Dieta OXY trwa trzy tygodnie, składa się z trzech etapów (fat burning, step i balance), a efekty po 21 dniach mają nas szokować. Rzekomo odchudzone nią Polki zapewniają, ze schudły po 15 kilogramów.
Cudownymi efektami OXY cieszyć się może każdy, kto pozna jej szczegóły po uregulowaniu należności („Gwarancję bezpiecznej transakcji zapewnia transferuj.pl” - cytat ze strony www.dietaoxy.pl).

Bezpłatna, zdrowa i... króciutka


Dostęp do naprawdę zdrowego odchudzania pod okiem fachowców nie jest w Polsce łatwy. Jeśli osoba otyła nie ma zbyt zasobnego porfela, szuka bezpłatnej pomocy. W ubiegłym roku w bydgoskim szpitalu MSW zorganizowano darmowy, 12-tygodniowy program odchudzania. Powstał z inicjatywy Instytutu Żywności i Żywienia, a finansowany był w ramach Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy.

- Zainteresowanie było olbrzymie, podobnie jak gorycz tych, którzy się do programu nie zakwalifikowali. Efekty też były dobre. Rekordzista schudł 18 kilogramów. Niestety, instytut skończył z nami współpracę, bo program podróżuje. Trafił do innej placówki - rozkłada ręce Marek Lewandowski, dyrektor bydgoskiego szpitala.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 21-02-2014 13:16

    Oceniono 4 razy 2 2

    - bydgoszczanin: czy jezyk polski jest tak ubogi ? musisz byc fit ? co to znaczy ?

    Odpowiedz