Polskie dzieci w brytyjskich kołyskach. Dlaczego zapewniamy emerytury Anglikom?

Dorota Witt 18 lutego 2014

Polka mieszkająca na Wyspach rodzi ponad dwa razy więcej dzieci niż rodaczka w kraju. Gdybyśmy w Polsce mieli taki wskaźnik dzietności, moglibyśmy być spokojni o nasze emerytury.

Fot.: Thinkstock

W Wielkiej Brytanii po raz pierwszy przeprowadzono badania dotyczące dzietności wśród imigrantów, porównując je z urodzeniami w ojczyznach obcokrajowców. Office for National Statistics podaje, że w 2011 r. na jedną Polkę mieszkającą w Anglii lub Walii przypadało 2,13 noworodka. To prawie 11 na 100 wszystkich urodzonych na Wyspach dzieci. I tyle, ile w kraju wystarczyłoby do osiągnięcia prostej zastępowalności pokoleń, która przynosi demograficzną pewność jutra. W Polsce tak dużo dzieci przychodziło na świat ostatnio w latach 80. ubiegłego wieku, w samym środku baby boomu, który właśnie teraz powinien zaowocować kolejnym boomem, bo na potomstwo decydują się jeszcze osoby urodzone około 30 lat temu. Decydują się, ale znacznie częściej ci, którzy wyemigrowali. Główny Urząd Statystyczny policzył, że kobiety w Polsce rodziły w 2011 r. średnio 1,3 dziecka.


Przyczyn silniejszego instynktu rodzicielskiego wśród emigrantów niż Polaków mieszkających w kraju trzeba szukać w portfelach, ale nie tylko: - Należymy do społeczeństw bardzo zaawansowanych w rozwoju demograficznym, tzw. zmodernizowanych, co oznacza, że naszą cechą rozpoznawczą jest niska dzietność - mówi doktor Elżbieta Grzelak-Kostulska z Katedry Studiów Miejskich i Rozwoju Regionalnego Wydziału Nauk o Ziemi Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. - Coraz częściej koncentrujemy się na realizacji własnych dążeń, na rozwoju indywidualnym, a liczne potomstwo nie idzie z tym w parze. Znaczącym przemianom ulegają też role przypisywane małżonkom i partnerom, coraz dalsze od tradycyjnego obrazu rodziny. To jednak tylko część prawdy o naszej rzeczywistości. Do tego należy dodać, że nie czujemy się bezpiecznie na rynku pracy, obawiamy się utraty stałego źródła dochodu, nagłego pogorszenia warunków życia, z jednej strony, z drugiej, zniechęcają nas trudności z umieszczeniem dziecka w żłobku czy przedszkolu, obawy o koszty jego utrzymania.

Małgorzata Musiał z toruńskiego Stowarzyszenia „Rodzina Inspiruje!”: Można zwalać winę na trudne warunki życiowe, bo to po części prawda. Ale, z drugiej strony, znam wiele osób, które w tych trudnych warunkach decydują się nie tylko na jedno dziecko, ale na założenie rodziny wielodzietnej. I ci ludzie są szczęśliwi. Decyzja o dziecku musi być świadoma, a bardziej niż ekonomia wpływ ma na nią nasza mentalność i obyczajowość. Druga sprawa to fakt, że w Toruniu ostatnio radni nie sprzyjają rodzicom - takie mam wrażenie obserwując likwidację Domu Harcerza i doświadczając blokowania ciekawych, prorodzinnych inicjatyw organizacji społecznych.

Polacy aktywnie uczestniczący w migracjach zagranicznych obserwują i porównują realia życia młodych rodziców w kraju i za granicą. I tak np. na Wyspach Brytyjskich zatrudnieni w niskopłatnych zawodach kwalifikują się do pomocy socjalnej znacznie częściej, niż gdyby pracowali w Polsce. Istnieje zatem, patrząc na efekty, w dużej mierze słuszne, przekonanie, że państwo brytyjskie jest przyjazne rodzinie i to nie tylko w sferze materialnej, ale także w zakresie dostępności do placówek opiekuńczych oraz w sferze podatkowej. Młodzi Polacy nieco chętniej realizują swoje plany rodzicielskie w sytuacji, gdy, jak sami często deklarują, czują się bezpiecznie. Do tego pamiętać należy także o emigrantach, którzy odraczali decyzję o urodzeniu dziecka. W wielu przypadkach migracja stała była poprzedzona migracją czasową jednego z partnerów. Dopiero po osiągnięciu stabilizacji emigrował drugi partner. W tym momencie, gdy oboje są już za granicą i mają ustabilizowaną sytuację, mogą pomyśleć o powiększeniu rodziny.

Naukowcy podważają jednak sposób interpretacji brytyjskiego raportu: - Nieprawidłowe jest proste porównywanie współczynników statystycznych dla populacji Polek w Wielkiej Brytanii i mieszkających w Polsce - zaznacza dr Marcin Kleinowski, politolog z UMK. - Te populacje mają dwie zupełnie odmienne struktury. Siedemdziesiąt procent mniejszości polskiej w Wielkiej Brytanii to ludzie w wieku 20-39 lat, a kobiet z tej grupy wiekowej dotyczy grubo ponad 90 proc. urodzeń. Liczba urodzeń żywych na 1000 kobiet w Polsce w wieku 15-44 w 2011 r. wyniosła 47,06 dziecka, a na 1000 Polek w Wielkiej Brytanii około 95. Jednak na wyspach rodzą prawie wyłącznie Polki w wieku 20-39 lat. W Polsce statystycznie 1000 kobiet z tej grupy wiekowej urodziło w 2011 roku 61,6 dziecka. Jest więc widoczna różnica.
Polki w 2011 r. urodziły na Wyspach prawie 20,5 tysiąca dzieci. - Dało nam to pierwszą lokatę wśród imigrantek państw uwzględnionych w badaniu - zauważa profesor Daniela Szymańska z Katedry Studiów Miejskich i Rozwoju Regionalnego Wydziału Nauk o Ziemi UMK. - Nie jest to najwyższy poziom urodzeń wśród obcokrajowców, np. dla Albanek współczynnik dzietności to aż 3,86, dla Rumunek i Czeszek po 2,93, przy czym należy dodać, że dzietność ogólna w tych krajach waha się od 1,32 do 1,49. Statystyki pokazują, że 97 proc. Polek rodzących dzieci w Wielkiej Brytanii jest w wieku 20-39 lat, aż trzy czwarte narodzin przypada na grupę wiekową 25-34 lat. A zatem różnica w strukturze wieku imigrantek zniekształca obraz sytuacji, dlatego obliczenia, choć poprawne, nie są porównywalne.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 21-07-2014 09:38

    Oceniono 1 raz 1 0

    - maly: W Polsce o wszystko trzeba walczyć, wyrwać to państwu żeby mieć: ( albo prywatnie zapłacić jak masz dużo kasy) - mieszkanie dla rodziny ( z dzieckiem, lub dziećmi) - godna praca na stałe ( chociaż 3-4 lata) ( nie na śmieciowe umowy ) dla rodziców ( żeby mogli uzbierać pieniądze na ślub, wesele, potem na dziecko. ( ubranka, kosmetyki i inne takie rzeczy) - prowadzenie ciąży, szkoła rodzenia, badania w czasie ciąży. - godny, poród w ludzkich warunkach. - miejsce dla dziecka w przedszkolu: Powinno byc także zmienione to: - tanie ksiązki w szkołach ( możliwośc kupienia od rocznika wyżej tej samej, a nie co rok inna ksiązka) - prawdziwa nauka potrzebnych rzeczy w szkole ( a nie bezmyślne uczenie programu, bo tak trzeba ) tak aby po szkole być przydatnym na rynku pracy, i potrzebnym pracodawcom. - po studiach gwarantowana praca....( w kierunku nauki ) bo nie po to sie idzie na studia i średnia 4.5 ma żeby potem szukać pracy... albo do Tesco na kase za marne grosze, albo sprzątaczka ( co by stanowisko to mogła obsługiwać osoba po zawódówce, albo bez szkoły po tygodniowym kursie obsługi miotły czy kasy) Jeśli te wszystkie powyższe warunki zostały by spełnione to GWARANTUJE że więcej dzieci w Polsce by sie rodziło. Lecz niestety rządzącym na większej dzietności nie zależy, bo gdyby zależało dawno by wprowadzili powyższe zmiany w kraju.

    Odpowiedz

  2. 18-02-2014 19:36

    Oceniono 7 razy 6 1

    - Olo: Zapomniałeś, emerycie, że Polacy uciekli z Polski Kaczyńskiego. Co nie zmienia faktu, że Tusk nie ma argumentów, żeby skłonić ich do powrotu. A niedługo wyjadę i ja, kiedy PiS wróci do władzy. Zostaniecie tu sami, emeryci, ale nic to, przeciez zostanie wam kościół, który bardzo chętnie podzieli się z wami swoim bogactwem

    Odpowiedz

  3. 18-02-2014 19:33

    Oceniono 3 razy 3 0

    - bydgoszczanin: Niech dadzą porządne zarobki i socjal to młodzi zostaną w kraju a nie dają umowy śmieciowe i niszczą duże zakłady

    Odpowiedz

  4. 18-02-2014 16:47

    Oceniono 7 razy 5 2

    - Marek L.: Przecież temu rządowi o o chodziło , Polacy na emigracji, a nasz kraj dla.... No właśnie, dla kogo ?

    Odpowiedz

  5. 18-02-2014 09:32

    Oceniono 10 razy 7 3

    - Emeryt: To pytanie zadane w pustkę, zamiast do Tuska - Redakcjo Expressu. To Tusk wypędził młodych z Polski, likwidując zakłady pracy.

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz