Dwadzieścia pięć lat w jednej sukience?!

Katarzyna Bogucka 16 lutego 2014

Z RENATĄ PRZEMYK, piosenkarką, kompozytorką, która świętuje w tym roku 25-lecie pracy twórczej rozmawia Katarzyna Bogucka

Gdy, jako dziecko jeszcze, z zapartym tchem słuchałam piosenek „Babę zesłał Bóg” i „Tańczę na stole”, myślałam: „Jaka buntowniczka!”. A dziś wyraźne wyciszenie. Już Pani nie walczy, chociażby o prawa kobiet? Czy może dosięgnęła Panią tak zwana dojrzałość?
Oj, dosięgnęła. Za moją zgodą, chociaż ja zawsze się buntowałam - i będę nadal - wobec absurdalnych podziałów na ludzi lepszych i gorszych ze względu na jakieś wydumane różnice. A prawa kobiet ciągle nie są równe i należy głośno o tym mówić. Ważna jest w życiu asertywność w ogóle, to, żeby umieć powiedzieć, czego się chce, co jest dla mnie dobre, a na co się nie zgadzam. Dużo się też człowiek uczy wychowując dzieci. Ważna jest wtedy konsekwencja i cierpliwość, słowność i jasne argumenty, ale przede wszystkim szacunek do drugiego człowieka i umiejętność przyznania się do błędu. To jest chyba ta dojrzałość. Mając dwadzieścia lat najczęściej się krzyczy i prowokuje. To podnosi adrenalinę, a efekt - jakikolwiek by był - jest natychmiastowy. Potem dostrzega się coraz więcej kolorów, niuansów, to, jaką moc ma szept i jakie znaczenie harmonia i rozmowa. Dźwięki zespolone w specjalnych konfiguracjach mają określoną siłę i działają na emocje inaczej, zależnie od kontekstu. Niosą znaczenia, którymi możemy się posłużyć, chcąc coś komuś powiedzieć. Nie jestem typem działaczki, ale moja rewolucja zawiera się w piosenkach.


A ludzie chcieliby Panią wkleić w jakieś ramy polityczne, obyczajowe i łapią za słówka, np. wtedy gdy powiedziała Pani, że jest feministką, która lubi mężczyzn...
Dlaczego jako feministka mam nienawidzić wszystkich mężczyzn? To absurd. W słusznej sprawie walczy się o coś, a nie przeciw komuś. Do Matki Teresy przyszli kiedyś demonstranci, prosząc, żeby poparła ich marsz „Przeciw wojnie”. Odmówiła, mówiąc, że jak będą organizować marsz o pokój, to pójdzie. To ja też chyba poczekam na taką propozycję, a tymczasem zajmę się muzyką z maksymalnie pozytywnym przesłaniem.

W środowisku LGBT (czyli mniejszości o odmiennej od heteroseksualnej orientacji seksualnej oraz osób transgenderycznych i transseksualnych) zawrzało za sprawą Pani krytycznych wypowiedzi o stylu parad równości. Straciła ponoć Pani przez tę krytykę status ikony całego ruchu...
Nie nadaję się na ikonę. Mogę wziąć odpowiedzialność jedynie za siebie. Nie napisano wtedy, że potępiam wandalizm nie tylko jako formę głupiej rozrywki (jak kogoś nie stać na lepsze pomysły), ale w ogóle, i przemoc, atak na squat i wykorzystywanie każdej okazji, żeby pokazać, kto silniejszy. Byłam przygnębiona, że rocznica niepodległości jest po raz kolejny pretekstem dla tak wielu osób do niszczenia, bicia, obrażania. Z mojej wypowiedzi wyjęto pojedyncze zdania i ludzie po różnych stronach zrobili sobie z nich rózgę na przeciwnika. Zrobiło mi się przykro, że nie dostrzeżono tego, co słuszne. I z tego powodu, że jak ktoś nie jest w stu procentach z nami, to znaczy, że jest przeciw nam. Polityka w czystej formie. Nie nadaję się do tego. Dla mnie ważne jest to, o co się walczy, ale też to - jakimi metodami.

Dlatego unika Pani mediów?
Nie unikam, ale to muzyka jest powodem, dla którego pojawiam się w mediach. Moje życie prywatne jest po prostu prywatne. I chyba bardzo zwyczajne. Dzielę się życiem zawartym w moich piosenkach. Nie lubię czuć się jak produkt i specjalista od wszystkiego. Lubię koncerty i kontakt z żywym człowiekiem.

Człowiekiem, który pragnie zmian, nowości, chociaż pewnie domaga się także tych pierwszych songów szansonistki...
Czas nie stoi w miejscu. 25 lat, dziesięć płyt, ponad sto piosenek, kilka spektakli, setki koncertów i zmarszczek. Nie trzeba być Piccasem, żeby mieć jakieś okresy w twórczości. Po realizacji jednego projektu ma się ochotę na inny. Technologie rozwijają się w oszałamiającym tempie, dzieje się tak dużo, że ograniczenie się do „Babę zesłał Bóg” byłoby równie uzasadnione jak chodzenie przez 25 lat w tej samej sukience. Ciągle cieszy mnie to, co robię i ciągle udaje mi się grając z serca trafić do wrażliwości słuchaczy. Uważam to za ogromny sukces tych lat i ten kontakt nawiązywany jest przez rozmowę, wzruszenie i dzielenie się emocjami. Sprawdziłam, jak działają poszczególne formy ekspresji na scenie i już to wiem, jakie znaczenie ma krzyk, przytup, szept i długie dźwięki. Wybór jest duży, zależy od nastroju. Ważne, że jest wybór i świadomość tego wyboru.

Podobno stała się Pani gadatliwa po tych 25 latach. Czytałam, że dawniej bywały koncerty, na których padało z Pani ust jedynie „Dobry wieczór”.
Widzę, że dawno pani nie była na koncercie! Na „Akustik Trio” buzia mi się nie zamyka, opowiadam historyjki, anegdoty i układam jakieś mądrości życiowe, które akurat pasują mi do piosenki. Gram, przebieram buty, wpinam kwiaty. Na koncertach z dużym składem też się rozgadałam. Kiedyś, faktycznie, nie było wiele słów.

Kiedyś lubiła Pani miasto. Teraz żyje Pani na wsi. Uciekła Pani z miasta?
Nigdzie nie uciekłam. Spełniłam marzenie o mieszkaniu na wsi w domu z werandą i dużym ogrodem. To jest optymalne rozwiązanie dla artysty. Mogę hałasować ćwicząc czy komponując i nie tupią sąsiedzi, którym nie daję spać. Odpoczywam i żyję sobie spokojnie, tak jak lubię, książkę można poczytać w ciszy, którą przerywa od czasu do czasu ptak, jakaś kura, która przedarła się przez płot. Potem jadę w trasę, cieszę się kontaktem z ludźmi, za którymi miałam szansę zatęsknić. Stworzyłam sobie warunki do odpoczynku. To chyba ten rozsądek, o którym była mowa na początku. Wyszaleję się na scenie i jestem szczęśliwa.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 17-02-2014 18:45

    Brak ocen 0 0

    - Asia: Gratuluje jubileuszu!

    Odpowiedz