Teatr jednego aktora, nie komisja [WYWIAD]

Przemysław Łuczak 14 lutego 2014

„Donald Tusk chętnie pozbyłby się Macierewicza z polityki, ale nie chce jednocześnie pozbyć się samego siebie. Nie chce też, żeby jakąś szkodę polityczną poniósł prezydent Bronisław Komorowski. Dlatego premier jest przeciwny powołaniu komisji śledczej”.

Fot.: Wojciech Kusiński

Rozmowa z politologiem profesorem KAZIMIERZEM KIKIEM.



Nasze służby wywiadowcze po likwidacji WSI są słabe, brakuje odpowiednich ludzi, nikt nie chce z nimi współpracować, co zagraża bezpieczeństwu Polski. Jeśli tak jest w istocie, czy i jaką odpowiedzialność powinien za to ponieść likwidator WSI Antoni Macierewicz?
Antoni Macierewicz począwszy od 1992 r. i jego słynnych teczek cały czas wykazuje się brakiem odpowiedzialności za demokrację, za własny kraj, za kondycję polityczną Polaków. Już wtedy było widać, że zawsze posunie się do wyrządzenia szkody publicznej, jeśli tylko okaże się to korzystne dla niego samego, jego ugrupowania, lub uderzy rykoszetem w przeciwników politycznych. Jest tak zapamiętały w swojej walce z często wyimaginowanymi przeciwnikami, że niszczy wszystko na swojej drodze. Kiedyś powiedziałem, że zarówno Macierewicz, jak i Jarosław Kaczyński od dawna powinni siedzieć, ponieważ nie wyobrażam sobie budowania demokracji poprzez jej osłabianie i rozbijanie. I to zdanie podtrzymuję.


Na czym polega to psucie przez nich demokracji?
W tym roku minie 25 lat budowania polskiej demokracji, ale jest ona w coraz gorszym stanie. Znajduje to wyraźnie odzwierciedlenie w ocenach społecznych. Polacy coraz gorzej oceniają działalność parlamentu, partii politycznych i polityków, spada frekwencja wyborcza. Jeżeli zadalibyśmy sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje, odpowiedź jest prosta - ktoś psuje nam demokrację. A wśród tych ludzi na jednym z pierwszych miejsc jest Antoni Macierewicz, na co jest sporo dowodów.

Nawet nie trzeba mówić, że w 1992 r. oskarżył on wielu uczciwych ludzi o to, że byli tajnymi współpracownikami SB. Wielu polityków, nie tylko solidarnościowych, przypłaciło to nawet zdrowiem, bo zanim sądy zaczęły odkłamywać te oskarżenia, musiało minąć nawet 5-6 lat. Później mieliśmy m.in. likwidację WSI, co doprowadziło do odejścia wielu funkcjonariuszy i zdekonspirowania części współpracowników oraz osłabienia służb. W końcu docieramy do katastrofy smoleńskiej, która jest kolejnym etapem psucia demokracji poprzez podważanie zaufania społeczeństwa do demokratycznie wybranych władz, prezydenta, premiera, co zresztą uderza rykoszetem w całą klasę polityczną.


Dlaczego zatem premier Tusk nie chce powołania sejmowej komisji śledczej do zbadania działalności Macierewicza jako likwidatora WSI?
Myślę, że Donald Tusk chętnie pozbyłby się Macierewicza z polityki, ale nie chce jednocześnie pozbyć się samego siebie. Nie chce też, żeby jakąś szkodę polityczną poniósł prezydent Bronisław Komorowski. Dlatego premier jest przeciwny powołaniu komisji śledczej. Nietrudno sobie wyobrazić, że taka komisja stałaby się teatrem jednego aktora. Macierewicz jest bowiem politykiem, który nie liczy się z nikim i pozostawia za sobą „trupy”. Będzie mówił swoje, niezależnie od tego, o co będzie pytany. Tusk obawia się, że Macierewicz ginąc będzie chciał pociągnąć za sobą znaczną część polskiej klasy politycznej, do czego może dojść bez względu na to, czy jego oskarżenia będą prawdziwe czy nie. Właśnie dlatego Macierewicz jest tak niebezpieczny dla innych polityków.


Niemniej politycy i tak będą musieli jakoś tę sprawę zamknąć, zwłaszcza że prokuratura umorzyła postępowanie wobec Macierewicza stwierdzając, że likwidował WSI jako osoba prywatna, bo nie pobierał za to pensji?
Trudno powiedzieć, jak to się skończy, ale Donald Tusk obawiasię, że w atmosferze zbliżających się wyborów stosunkowo łatwo byłoby narzucić Polakom pogląd, że komisja śledcza jest instrumentem jego walki politycznej z PiS i osobiście z Macierewiczem.

To dałoby wytrawnym PR-owcom PiS możliwość odwrócenia kota ogonem. W takiej sytuacji nie byłoby już ważne, kto ma rację, a kto nie. Ważne byłoby tylko to, że śmierdzi. I byłby to smród, który równo rozłożyłby się na wszystkie strony konfliktu.


Tusk obawia się szkód politycznych, ale jednocześnie nie wywiązuje się ze złożonej sześć lat temu obietnicy rozliczenia twórców IV RP...
Tusk bardzo dba w tej chwili o prawą flankę własnej partii i dlatego nie wraca do tego tematu. Trzeba bowiem pamiętać, że w Platformie ciągle mamy do czynienia z pozostałościami tzw. POPiS-u, który powstał w czasie kampanii wyborczej w 2005 r. Część konserwatywna PO jest sierotą po idei IV RP, której twarzą był Jan Rokita. Dlatego rozliczanie IV RP byłoby bardzo trudne i oznaczałoby również walkę w samej PO.


Właśnie minęła 25. rocznica Okrągłego Stołu, ale posłowie Solidarnej Polski zablokowali przyjęcie przez Sejm specjalnej uchwały...
To nie pierwszy przypadek instrumentalnego używania historii przez ugrupowania polityczne. W takich sprawach bardzo często punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu siedzenia. Z drugiej strony, mamy demokrację i Solidarna Polska miała prawo nie zgodzić się na taki akt. Wiadomo bowiem, że 40 proc. społeczeństwa ma pozytywny stosunek do Okrągłego Stołu, ale 10 proc. wciąż odrzuca tamte porozumienia. To znajduje odzwierciedlenie w klasie politycznej, która też nie jest jednolita wobec czegoś, co dzieli polskie społeczeństwo. Uważam, że to Sejm okazał się nierozsądny, chcąc w tej sytuacji przyjąć przez aklamację taką uchwałę.


Jaką korzyść ze swojego sprzeciwu może odnieść SP?
To jest cały czas walka o te 10 proc. Polaków sceptycznych wobec Okrągłego Stołu. Solidarna Polska nie może wprawdzie liczyć na jakiś większy zysk polityczny, ale dla takiej partii, która ma niewielkie poparcie w sondażach, nawet wyrwanie PiS-owi czegoś z tych 10 proc. krytycznie nastawionych do dzisiejszej rzeczywistości wyborców byłoby sukcesem.

Dlaczego co dziesiąty Polak krytycznie ocenia wyniki Okrągłego Stołu, skoro wówczas alternatywą mógł być nawet rozlew krwi?
Głównie są to ludzie najbardziej rozczarowani dzisiejszą rzeczywistością. III RP, niosąc wiele dobrego, demokrację i gospodarkę rynkową, przyniosła również jeszcze więcej złego tym, którzy przegrali społecznie i ekonomicznie. Niezadowolonych ciągle przybywa, ponieważ stale zwiększają się obszary biedy, w miarę, jak rosną nierówności społeczne. To jest zresztą zjawisko zauważalne nie tylko w Polsce, jest ono charakterystyczne dla gospodarki globalnej. Ale jeżeli w Polsce niezadowolonych jest tylko 10 proc., można to uznać za bardzo optymistyczne, bo przecież ponad 25 proc. obywateli należy do sfery biedy.


Co nam zostało po Okrągłym Stole?

Została nam przede wszystkim Polska niepobita wewnętrznie i duma, że chociaż raz w historii potrafiliśmy coś osiągnąć bez rozlewu krwi. Ale to wiedzą głównie starsi, którzy uczestniczyli w tamtych wydarzeniach i znają ich wartość. Gorzej z młodszymi. Dzisiejsza Polska stała się tak rynkowa, że zmniejsza liczbę godzin historii w programach szkolnych, gdzie jest jej tyle samo co religii, a elity intelektualne w coraz mniejszym stopniu stanowią wzór do naśladowania. To wszystko sprawia, że młodzi nie rozumieją naszych sporów. Słuchając niedawno wypowiedzi w ulicznym sondażu, zastanawiam się, czy choć 20 proc. młodych ludzi cokolwiek wie o Okrągłym Stole. Boję się, że ta ogromna nauka płynąca z Okrągłego Stołu, z tego egzaminu, który jako społeczeństwo zdaliśmy w 1989 r., pójdzie na marne, ponieważ nie uczymy młodych, jak należy rozwiązywać polskie sprawy.


Nie ma Pan wrażenia, że w sprawie więzienia CIA Polska ciągle jest wykorzystywana przez Stany Zjednoczone? Mówi się tylko o Polsce, choć to Amerykanie torturowali swoich więźniów.
Amerykanie wykorzystują wszystkich. Tak było w Iraku i Afganistanie, wszędzie, gdzie niosą oni demokrację a potem nagle przeliczają koszty i mówią, że nie bawią się już dłużej. Oni postrzegają świat jako obszar własnych wpływów, a tzw. sojuszników traktują jak instrumenty do realizowania swoich globalnych celów. Natomiast państwa świeżej demokracji, takie jak Polska, które mają kompleksy wobec zachodniego świata, często prowadzą politykę bardziej odpowiadającą interesom Stanów Zjednoczonych niż własnym. Tutaj właśnie mamy do czynienia z takim przypadkiem.

Wierzyć się nie chce, że nasz rząd, a to socjaldemokraci byli wtedy u władzy, mógł tak bezmyślnie narażać interesy narodowe Polski w imię realizacji celów mocarstwa globalnego, jakim są Stany Zjednoczone. Jeżeli byłoby prawdą, że nasi politycy byli tak niedojrzali, to taką niedojrzałość powinno się piętnować. Po to chociażby, żeby żadna następna ekipa polityczna nie stawiała cudzych interesów ponad interesy Polaków.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 19-02-2014 23:56

    Oceniono 1 raz 1 0

    - wicenigga: Pan KiK też to wie, a jednak mówi co innego. Kto wie... dlaczego.

    Odpowiedz

  2. 14-02-2014 14:12

    Oceniono 1 raz 1 0

    - JKM: Gratuluję panu Łuczakowi niezależności.... WSI były ostatnią służbą wywiadowczą która w całości była kształcona w Moskwie i jako jedyna nie podlegała weryfikacji po 1989r. Przeciwko rozwiązaniu WSI z PO był tylko Komorowski którego niejasne związki z WSI nadają się na osobną komisję. I dlatego żadna komisja nie powstanie bo zbyt wiele faktów ujrzało by światło dzienne.... A w 1992 roku Macierewicz realizował uchwałę Sejmu, a teczki nie były jego tylko tajnych współpracowników bezpieki. Niby wszyscy to wiedzą ale jeszcze z tysiąc takich wywiadów i kto wie może zapomną.....

    Odpowiedz