Kto emeryturę daje i odbiera...

Krzysztof Błażejewski 14 lutego 2014

Nowakom świat się zawalił na głowę. Już po raz drugi w ostatnich latach. Za pierwszym razem jakoś się spięli i ogromnym kosztem z tego wyszli. Teraz nie widzą już na to szans, skoro w majestacie prawa można komuś odebrać emeryturę po 32 latach pracy...

Fot.: sxc.hu

Do domku Nowaków dojechać trudno. Prowadzi tam wyboista wiejska droga, na końcu której znajduje się ich siedlisko. Do zakończenia jego budowy jeszcze daleko.



Marzyli od lat, że tu właśnie spędzą w ciszy i spokoju swój czas na emeryturze. Wcześniejszej emeryturze. Nowakowa miała ją jak w banku. Przez całe zawodowe życie pracowała jako nauczycielka. Wcześniejsza emerytura była też istotnym argumentem dla Nowaka, kiedy wybrał pracę w milicji, dokładnie - w drogówce.

Służył w niej aż do nabycia praw do renty inwalidzkiej, w związku z czym musiał pożegnać się ze służbą, co nastąpiło 1 stycznia 2003 r. po 32 latach pracy, w tym 22 - w drogówce. Renty jednak nie odbierał, ponieważ wcześniej dosłużył się już emerytury, a że ta była korzystniejsza od renty, zdecydował się na to świadczenie. Mimo nadszarpniętego zdrowia podjął dodatkową pracę, każdy dzień poświęcając budowie własnej sadyby na skromnej działce.

Nowakowie zamieszkali tu, kiedy tylko było to możliwe. Pierwsze dni zabrało oswojenie się z nowym miejscem. Nie zdążyli się jednak nim nacieszyć.

Zasada lubelska


- Był początek 2007 r., dokładnie godzina 6.02, kiedy obudził nas łomot do drzwi - opowiada Nowakowa. - Pojawiło się czterech mężczyzn w czarnych mundurach. Byli to funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Policji. Przeszukali mieszkanie. Potem zabrali męża i udali się na przeszukanie pod nasz stary adres, a potem do komendy wojewódzkiej.

- Nie mogłem dowiedzieć się, o co chodziło - mówi Nowak. - Niby zarzuty były mi przedstawione na piśmie, ale sformułowane tak skomplikowanym językiem, że nic z tego nie rozumiałem. Rządziły też mną skrajne emocje. Dopiero po kilku godzinach doczekałem się przesłuchania przez prokuratora. Okazało się, że zarzuty wobec mnie wynikają wprost z zeznań pana S., który był świadkiem koronnym w jakiejś bardzo ważnej sprawie.

Mimo iż miał na sumieniu kilkadziesiąt poważnych przestępstw, traktowany był przez wymiar sprawiedliwości niezwykle poważnie. Ten świadek podobno stwierdził, że kilka razy dawno temu, a dokładnie w latach 1997, 1998 i 2000, miałem mu załatwić „zdjęcie” punktów karnych z jego konta w kartotece kierowców, „załatwiałem” też rzekomo prawo jazdy dla kogoś innego. Nie wiedział, jak się nazywam, jaki mam stopień, nie poznał mnie na zdjęciach, twierdził, że moja żona ma sklep monopolowy...

Prokurator - jak twierdzi Nowak - świadkowi mimo wszystko wierzył i podstępnie nie pozwolił na udział w przesłuchaniu adwokatowi. Zapytał mnie, czy wiem, co to jest zasada lubelska? Nie wiedziałem. Wyjaśnił mi zatem, że polega to na tym, iż jeśli się przyznam, to stąd wyjdę. Jeśli się nie przyznam - będę siedział. Zrobiłem wówczas impulsywnie najgłupszą rzecz w życiu. Podpisałem, co mi podsunął, bez czytania. Tak bardzo chciałem wyjść.

To wówczas Nowakom świat pierwszy raz zawalił się na głowę.

Panu już nic nie przysługuje


Sprawa przed sądem ciągnęła się niemal cztery lata. Świadek koronny to podtrzymywał, to odwoływał zeznania. Stanęło na jego twierdzeniach. Wyrok, ogłoszony 12 listopada 2009 r., brzmiał - dwa lata pozbawienia wolności dla Nowaka w zawieszeniu na pięć lat i siedemnaście i pół tysiąca złotych grzywny. Sąd Okręgowy 28 grudnia 2010 r. decyzję utrzymał w mocy.

- Spięliśmy się bardzo - wspomina Nowakowa. - Spłaciliśmy powinność co do grosza. Mimo iż mąż stracił dodatkową pracę po tym, jak dostarczył swojemu szefowi zaświadczenie o karalności.

Minęły 3 lata. Nowakowie powoli zaczynali zapominać o kłopotach. Wychodzili na prostą. Pod koniec stycznia tego roku świat zawalił im się na głowę po raz drugi. 20 stycznia na poczcie odebrali pismo z Zakładu Emerytalno-Rentowego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji datowane na 14 stycznia 2014 r. Jego dyrektor informował, że z dniem 1 lutego tego roku wypłacane dotąd regularnie co miesiąc świadczenie emerytalne dla Nowaka nie będzie mu już przysługiwać. Zostaje ono odebrane w całości, ponieważ Nowak popełnił przestępstwo podczas służby w policji i został skazany prawomocnym wyrokiem.

- Drugie pismo dotyczyło renty - dodaje Nowak. - Została mi odebrana na podobnej zasadzie. Zostałem całkowicie bez środków do życia. Ugięły się pode mną nogi. Nie mogłem zrozumieć, jak można zostawić człowieka całkowicie na lodzie. To mi się nie chciało zmieścić w głowie. Tak jest do dziś.

Podstawą działania dyrektora Zakładu Emerytalno-Rentowego, jak obszernie wyjaśniono w nadesłanym piśmie, była zmiana przepisów ustawy o emeryturach mundurowych z 1994 r., przeprowadzona w Sejmie 13 kwietnia 2007 r. (za rządów koalicji PiS, LPR i Samoobrony), obowiązująca od 11 czerwca tego samego roku.

Jak się niebawem okazało, liczba pozbawień emerytur i rent, głównie nabytych w efekcie służby w policji, ale także np. w straży granicznej, w Polsce w ostatnich miesiącach urosła w znaczący sposób. Wszystkie tego typu akty bazują na stworzonej podczas nowelizacji ustawy możliwości odbierania prawa do otrzymywania świadczeń. Zrobiło się o tym głośno, bowiem każda z takich sytuacji jest inna, niemal każda z nich jest odbierana jako krzywdząca i łamiąca elementarne zasady prawa.

Liczy się data skazania


Nowak, kiedy już ochłonął, złożył odwołanie od decyzji Zakładu Emerytalno-Rentowego do sądu. Ale czy coś to da? I jak długo rozpatrywanie zażalenia potrwa? A za co w tym czasie żyć?

W pierwszej chwili Nowakowi wydawało się, że jest to oczywista pomyłka, bowiem jedną z fundamentalnych zasad prawa jest to, że liczy się termin popełnienia przestępstwa, a nie jego osąd podczas interpretacji, według jakiej ustawy podsądny ma odpowiadać.
Niestety, na niekorzyść Nowaka przemawia wyrok Sądu Najwyższego w bardzo podobnej sprawie, ogłoszony 23 marca 2012 r. i dotyczący innego funkcjonariusza policji, którego Zakład Emerytalno-Rentowy pozbawił świadczeń emerytalnych ponad trzy lata temu.

„W ocenie sądu dokonana zmiana ustawy nie narusza (...) art. 32 ust. 1 Konstytucji RP i wyrażonej w nim zasady równości wobec prawa wszystkich obywateli znajdujących się w podobnej sytuacji prawnej, a także praw słusznie nabytych, które notabene w sprawach z ubezpieczenia społecznego nie mają charakteru absolutnego”. Jak stwierdził SN, liczy się data prawomocnego skazania, a skoro było to przestępstwo związane z wykonywaniem czynności służbowych funkcjonariusza policji, utrata prawa do świadczenia emerytalnego „nie budzi wątpliwości”.

Dobrze, że nie chcą odsetek...


- Gdzie ja teraz znajdę pracę? Mam już sześćdziesiątkę na karku. Na zwykłą cywilną emeryturę muszę jeszcze czekać siedem lat. A przecież przepracowałem 32 lata. Jak państwo może zostawić mnie kompletnie bez środków do życia, kiedy ukarany już zostałem i swoje odcierpiałem? - pyta Nowak.

- Co dzień rano budzę się ze strachem, że coś się za chwilę złego stanie - wzdycha Nowakowa. - Ale potem pocieszam się, że po tym, co teraz się stało, trudno wyobrazić sobie jeszcze coś gorszego. Ponadto tłumaczę sobie: dobrze, że nie zażądano zwrotu emerytury kilka lat wstecz i może jeszcze z odsetkami - kończy sarkastycznie.

Na szczęście dla Nowaków polskie prawo nie opiera się na precedensach. Wyrok Sądu Najwyższego określa tylko linię orzecznictwa, której żaden sąd nie ma obowiązku stosować.

Warto jednak zastanowić się, czy autorzy opisywanej poprawki ustawowej z 2007 r. byli świadomi, jakie konsekwencje będzie miało jej stosowanie przez Zakład Emerytalno-Rentowy? Bardzo to wątpliwe. Nie pierwsza to, niestety, taka sytuacja w III RP, nie pierwsza to zmiana prawa budząca społeczne wątpliwości i burząca elementarne poczucie sprawiedliwości, jak chociażby ostatnie niedopatrzenie związane z zamianą kary śmierci, wydaną na Mariusza T., Leszka P. i wielu innych seryjnych morderców, na karę 25 lat pozbawienia wolności. Czy nie mamy do czynienia z kolejnym zawirowaniem, które przynosi jeśli nie wstyd, to przynajmniej przekonanie, że coś z majstrowaniem przy polskim prawie jest nie tak, jak być powinno?

Jak twierdzą prawnicy, z którymi rozmawialiśmy, zmiana ustawy przeprowadzona w 2007 r., która skutkowała opisywaną wyżej sprawą odebrania w całości środków do życia, wykazała wyższość polityki doraźnej nad stabilnością prawa. Nierozliczenie w porę ludzi poprzedniego ustroju, zastosowanie grubej kreski przyczyniły się do powstania społecznej niechęci wobec dawnych służb mundurowych.

To na tej fali umożliwiono dodatkowe, nieprzemyślane karanie funkcjonariuszy różnych służb, a nie zastosowano tych samych sankcji wobec innych pracowników sektora publicznego. Czy tracą obecnie prawo do emerytury skazani za przestępstwa urzędnicy państwowi albo samorządowi? Co z lekarzami i prawnikami, którym udowodniono wzięcie łapówki? Oni są „lepsi”?
PS Nazwisko bohatera tekstu zostało zmienione.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 05-05-2016 08:44

    Brak ocen 0 0

    - emeryt: Nie wiem kim jest autor tego artykułu, ale sam widzisz jakie to robi zainteresowanie! Po pierwsze jak by to księdzu zakazali żebrać z tacą to komentarzy było by tysiące, ale PSU zabrali miskę - kogo to wali? Tak ciemnota skupiona w/w partiach chciała. Po drugie problem nie leży w tej ustawie tylko w bandytach z tytułami świadków koronnych. Może nie wszyscy wiedzą ale jakieś 80% z nich to są byli pracownicy lub współpracownicy Służby Bezpieczeństwa i WSI. Osobiści z racji pracy znam 9 gnoi i każdy z nich ma taki właśnie życiorys, a ich uprzedni opiekunowie pozakładali partie, które innych posadziły na stosownych stanowiskach i tak to dawna bezpieka dalej wygodnie żyje na koszt państwa niszcząc innych jak za dawnych lat!!! Sprawdźcie sobie tylko życiorysy-korzenie całego kierownictwa Wydziału Ochrony świadka koronnego jak to powstawało i Dyrekcji powstającego CBŚ, to sami zobaczycie kto nami przykrywa własne życiorys i przekręty. Ostatnio Maja złapali za jaja to może ktoś się opamięta, że prokuratorzy i sędziowie też potomkowie dawnych dzielnych służb, we własnym zakresie tworzą świadków koronnych a zwłaszcza ich treści zeznań - dając bezgraniczną wiarę! Tak potomkowie a jak się ma sprawa krakowskiego generała ściganego za Pyjasa a jego synek to sędzia w Krakowie itd. karawana sobie jedzie, a PSY SZCZEKAJĄ Z GŁODU!!! Takich przykładów znam wiele i dla tego uważam, że naszym wrogiem nie jest ta głupawa ustawa tylko bandyci w Togach - tu jest problem i robi się jeszcze większy, bo ciemnota jest zakochana w swoich wybrańcach jak kiedyś Niemcy w takim kretynie z wąsikiem, a nasz zamiast wąsa ma kota!

    Odpowiedz

  2. 03-05-2016 16:03

    Brak ocen 0 0

    - emeryt: Mam bardzo podobny problem, ale ostatnio zacząłem wertować wszelkie akty prawne bo coś mi tu nie "gra". Bezwzględnie w Polskim prawie jest taka podstawowa zasada nie działania prawa wstecz! Mianowicie znalazłem Wyroki Sądów w Katowicach, Łodzi i jeszcze gdzieś tam z treści których jednoznacznie wynika, że nie wolno stosować żadnej ustawy co do zdarzenia które miało miejsce przed jej wejściem w życie, jest to ładnie opisane po łacinie, że prawo nie może działać wstecz, czyli co do zdarzeń które miały miejsce przed powstaniem ustawy-aktu prawnego. Myślę, że te dwie Damy w Sądzie N, co wydaly opublikowane orzeczenia maj bardzo ograniczony poglad PiS.

    Odpowiedz

  3. 09-12-2015 21:58

    Brak ocen 0 0

    - 10: moja matka dosala emeryture w niemczech, ktora jej przepadla prawie calkowicie po powrocie do polski. Pracowala w polsce do lat 80 jako ekonomistka, ale za te lata dano jej w polsce w roku 2002 ok. 500 zl, zapewniajac, ze nie moga dac juz mniej, niz wynosi pensja sprzataczki. mama wrocia do niemiec, ale swojej pelnej emerytury juz nie odzyskala. W takiej sytuacji znajduje sie niemalo emerytow, ktorzy pracowali w niemczech i po uzyskaniu tam emerytury powrocili do Polski, gdzie w sposob legalny zostani pozbawieni pieniedzy, na ktore bardzo ciezko pracowali oraz zostali odarci z godnosci czlowieka. Mnie jest wszystko jedno, czy pieniadze odebrane mojej matce zasilily budzet pracownikow ZUS, czy poszly na inne cele. Wiem jednak, ze upokarzanie czlowieka w obliczu jego starosci, to zbrodnia! A nie dac emerytce mozliwosci odzyskania jej pieniedzy, jest legalnym przestepstwem. Czy sie myle? Czy wolno w tak bezwzgledny sposob egzekwowac nieprzemyslane kroki starszych ludzi?

    Odpowiedz

  4. 30-10-2015 17:33

    Oceniono 1 raz 1 0

    - Szymulas: A gdzie w tej i podobnych sprawach jest rzecznik praw obywatelskich.?.Dlaczego innym uprzywilejowanym emerytom,inwalidom nie odbiera się emerytury gdy popełnił przestępstwo.?.

    Odpowiedz

  5. 17-07-2014 12:14

    Brak ocen 0 0

    - barnaba: Przykra historia. W ogóle wygląda jakby na prowokację, kto wie... Nawet same przepisy o mundurowych bywają dziwne i niesprawiedliwe (chodzi mi np. o wysługę emerytalną funkcjonariusza służy celnej i policji: http://www.eporady24.pl/wysluga_emerytal na_w_policji,pytania,2,202,9112.html ) może czas na zmiany?

    Odpowiedz