Hity najdroższych igrzysk w historii

Michał Żurowski 7 lutego 2014

Dziś uroczyste otwarcie, a od jutra pierwsze dekoracje zwycięzców XXII Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi. W sumie będzie ich 98, zatem przed nami najintensywniejsze sportowe dwa tygodnie 2014 roku

Justyna Kowalczyk zwyciężająca - wielu Polaków wierzy, że już jutro, po biegu łączonym, nasza zawodniczka stanie na podium. Czy jednak utykająca jeszcze w tym tygodniu Polka będzie w stanie pokonać Norweżki?

Fot.: Grzegorz Mikuła/PZN

Na początku lata zaplanowano jeszcze piłkarski mundial, ale ten - rozciągnięty na ponad miesiąc - będzie dawkował emocje co kilka dni. A Soczi oferuje codziennie tyle wrażeń, że programowi zawodów warto się przyjrzeć selektywnie. I wybrać to, co najlepsze. Na mojej liście jest piętnaście przebojów…



Polskie szanse



1

Pierwszy na tych igrzyskach hit i pierwsza polska nadzieja  (zwłaszcza dla optymistów wciąż ślepo traktujących Justynę Kowalczyk jak maszynkę do zdobywania medali) już jutro. Bieg łączony - 7,5 km „klasykiem” i 7,5 km „łyżwą”.  Hit, bo to niezwykle atrakcyjna konkurencja i początek wojny Norwegia - reszta świata na trasach Krasnej Polany. Teoretycznie polska szansa, bo Justyna jest przecież w tym biegu brązową medalistką z Vancouver i mistrzynią świata z 2009 roku. Tyle że teraz nic nie wskazuje, by utykająca jeszcze w tym tygodniu Polka była w stanie oderwać się „klasykiem” od rywalek na dystans trudny dla nich do odrobienia w drugiej części biegu. Ba! Ostatni test w Toblach pokazał, że Bjoergen, Johaug i Szwedka Kalla mogą już do półmetka urwać się Polce, a potem już tylko rozwiewać nasze złudzenia. Oby to było złe proroctwo, ale po pięknej walce Kowalczyk zajmie wysokie… 5., może 4. miejsce.

Kamil Stoch, nasz główny faworyt do medalu, może nawet mistrzowskiego tytułu

fot. Alicja Kosman/PZN

Kamil Stoch, nasz główny faworyt do medalu, może nawet mistrzowskiego tytułu



2

W niedzielę dwie szanse - jedna wymagająca sprzyjających okoliczności (powiedzmy szczerze - pecha największych pretendentek do podium) i druga absolutnie realna. Pierwsza to sprint biathlonistek. Jeśli faworytki: Domraczewa, Soukalova, Berger, Makarainen, Niemki, Rosjanki i Ukrainki będą miały pecha, jedna z Polek może skorzystać. Odwrotnie na tzw. normalnej skoczni: jeśli Stoch utrzyma formę, nie musi się oglądać na dyspozycję rywali. Wprawdzie jego szanse wyżej stać będą pewnie na dużym obiekcie, ale i w niedzielę jest jednym z 5-6 największych faworytów. Kontrkandydatów trzeba upatrywać w tych, którzy na mniejszej skoczni w MŚ 2013 zdobyli medale: w rewelacyjnym w tym sezonie Prevcu, w zawsze solidnym Bardalu i jedynym zawodniku, który w „skokach krótkich” był w trójce i przed rokiem w Val di Fiemme, i cztery lata temu w Vancouver - Schlierenzauerze. Austriak wybrał chyba najbardziej osobliwe BPS (bezpośrednie przygotowanie startowe) - zamiast konkursów PŚ, wczasy w Dubaju, więc do Soczi przyjedzie nieźle nagrzany...

3

Kolejna szansa dopiero w czwartek, 13 lutego, za to jedna z najbardziej na tych igrzyskach oczekiwanych - bieg kobiet na 10 km stylem klasycznym. Jeszcze kilka tygodni temu bylibyśmy pewni medalu - ba, nawet złota - Kowalczyk. Ta specjalność to od lat jej suwerenne królestwo. Dziś jest tylko jedną z kilku faworytek. Nie przeceniając znaczenia jej ostatniej porażki w Toblach, warto zauważyć, że Niskanen, Jacobsen i Steira straciły do Polki mniej niż ona do Bjoergen i Johaug. I jeszcze jedno: koalicja Norweżek. Niby mistrzynie „łyżwy”, a we wspomnianym biegu „klasykiem” w pierwszej ósemce było ich… pięć! Potworna siła.

4

Sobota, 15 lutego, może być dla nas najlepszym dniem w Soczi, bo tego dnia wystartują Zbigniew Bródka i Kamil Stoch! Nasz czarny koń igrzysk (o ile można tak mówić o zdobywcy PŚ w łyżwiarskim biegu na 1500 m) i główny polski faworyt do medalu, może nawet do mistrzowskiego tytułu. Stoch jest w życiowej formie - „kopyto” na progu, idealny stylista w powietrzu, odporność psychiczna urodzonego zwycięzcy. Tu jednak kolejka do medalu dłuższa niż na skoczni normalnej, bo dojdą tacy „lotnicy”,  jak Freund, Freitag, Kasai, Ito, młody Diethart i wszyscy nieobliczalni Słoweńcy. Szanując ubiegłoroczne sukcesy Bródki, nie on będzie faworytem biegu łyżwiarzy na 1,5 km. Tu - podobnie jak wcześniej na 1000 m - pewniakiem wydaje się czarnoskóry fenomen średnich dystansów Amerykanin Davis, a dalej jego rodak Hansen i Holendrzy. A na „pudle” miejsca tylko dla trzech.

5

Kapitalnie zapowiada się drużynowy konkurs skoków zaplanowany na poniedziałek, 17 lutego. Najmniej słabych punktów mają dziś Słoweńcy (choć najstabilniejsi to oni nie są) i Niemcy. To kandydaci do złota. Zostaje jednak najniższy stopień podium, o który walczyć powinni Austriacy, Japończycy i Polacy. Różnice mogą być minimalne, a zadecyduje dyspozycja dnia liderów (Schlierenzauer, Stoch, Kasai) i… najsłabszych ogniw. Medal zdobędą ci, którzy unikną ewidentnych wpadek.

6

Ostatnie dwie szanse w ostatni weekend igrzysk - w piątek, 21 lutego, sztafeta biathlonistek, a w niedzielę bieg narciarek na 30 km i  drużynowa rywalizacja łyżwiarek. Powtórka finiszu Polek z Vancouver mile widziana - wszak Kowalczyk i nasze panczenistki zdobyły wtedy na koniec igrzysk złoto i brąz! Tyle że przed czterema laty panie biegły maraton „klasykiem”, a teraz pobiegną stylem dowolnym. Czy jedyny w tej sytuacji atut Justyny - wytrzymałość - wystarczy do powstrzymania wagoników norweskiego superexpressu pędzącego pod dyktando niezmordowanej Johaug? Bieg drużyn łyżwiarskich może okazać się walką Kanadyjek, Amerykanek, Niemek, Koreanek oraz Polek o… srebro i brąz. Holenderki - z kandydującą do miana gwiazdy całych igrzysk Ireen Wust - wydają się być poza czyimkolwiek zasięgiem. Medal Polek nie jest jednak pobożnym życzeniem. W tym roku na PŚ w Berlinie były drugie. Na światowym rynku tej dyscypliny nikt ich nie lekceważy.

Hokej z Hollywood



Są konkurencje, które przyciągają niczym magnes bez względu na to, czy Polacy wezmą w nich udział ledwie symboliczny, czy w ogóle ich na placu boju nie będzie: męski biathlon, narciarstwo alpejskie i hokej na lodzie.

Zaczynający się w środę turniej hokeja ma bardzo silną pozycję na liście przebojów Soczi 2014. Nie tylko dlatego, że to punkt honoru gospodarzy, którzy - kto by pomyślał! - nigdy nie zdobyli olimpijskiego złota grając pod nazwą „Rosja”. Równie ważna jest jakość widowiska w Pałacu Lodowym „Bolszoj”, którą zapewnić mają gwiazdy z hokejowego Hollywood, czyli NHL. Rosjanie z Małkinem i Owieczkinem, Kanadyjczycy z Crosbym i Nashem, Amerykanie z Parisem, Czesi z Jagrem, Szwedzi z Lundqvistem i Zetterbergiem. Na inaugurację 12 lutego od razu „klasyk” Szwecja - Czechy. Finał za dwa tygodnie na zakończenie igrzysk.

Już pojutrze wzbudzający zawsze wielkie emocje zjazd panów, ale ja czekam przede wszystkim na następną niedzielę. Na najpiękniejszy w tej dyscyplinie - łączący zjazdowe szaleństwo z gracją slalomu - supergigant. W obu szybkościowych konkurencjach główny faworyt będzie ten sam - najwszechstronniejszy w światowej czołówce, niezniszczalny Axel Lund Svindal. Pod nieobecność najlepszego z Austriaków - potłuczonego niedawno w Kuetzbuehel Reichelta - szyki może Norwegowi pokrzyżować (jeśli w ogóle dojedzie do mety) szalony Bode Miller lub jeden ze Szwajcarów - młody Patrick Kung, albo rutyniarz (37 lat!) Didier Defago.

Najlepszy sportowy western - męski biathlon (już od paru lat bez naszego kowboja Sikory) przyciąga, jak niegdyś, rywalizacją francusko-norweską. Tyle że już nie Raphaela Poiree z Ole Einarem Bjorndalenem, lecz fenomenalnego Maritna Foucade’a z kilkoma Norwegami, wśród których Bjorndalen wciąż ma miejsce, ale gwiazdą jest Emil Hegle Svendsen. Uwaga jednak na odradzający się biathlon niemiecki z Schemppem i Pfeifferem, na Austriaka Landentingera i przede wszystkim na Rosjan. Sztafetę: Małyszko - Ustiugow - Garaniczew - Szypulin (a są jeszcze Łoginow i Wołkow!) stać absolutnie na wszystko. Nawet na pokazanie pleców Norwegom i sięgnięcie po złoto. A’propos Rosjan…

Gospodarzy rewanż za Vancouver?



Poprzednie igrzyska były dla poddanych Władimira Władimirowicza Putina totalną katastrofą. Tylko 3 złote medale i 11. miejsce w generalnej klasyfikacji! Szok, po którym musiały polecieć głowy. Trenerów, działaczy, pewnie także urzędników. I oto teraz zorganizowali najdroższe igrzyska w historii nie po to przecież, by powtórzyć tamte upokorzenia. Ich próba rewanżu będzie osobnym hitem sportowego szczytu w Soczi. Tradycyjne zimowe potęgi - Amerykanie, Kanadyjczycy, Niemcy i Norwegowie - mają pewnie dość armat, by bronić swoich pozycji, ale codzienne śledzenie sytuacji Rosjan w tabeli medalowej będzie pasjonujące. Bo te igrzyska to dla nich coś więcej niż tylko sport…