Olimpijskie mrówki na plecach

Przemysław Łuczak 7 lutego 2014

Rozmowa z senatorem ANDRZEJEM PERSONEM, czterokrotnym rzecznikiem polskich olimpijczyków

Andrzej Person: - Będę wszędzie, gdzie będą startowali Polacy, a jeżeli uda się im zdobyć medal, to będzie jeszcze przyjemniej

Fot.: Jarosław Czerwiński

Jest Pan ciekawy igrzysk w Soczi, które rozmachem mają przebić wszystkie poprzednie zimowe olimpiady?


Oczywiście, każde igrzyska powodują, że czuję mrówki na plecach. A moment zapalenia znicza olimpijskiego jest wydarzeniem nadzwyczajnym, w którym choć przez chwilę powinno przestać się myśleć o czymś innym niż sport. Wiem, że jestem naiwny, bo akurat w Soczi sport - oby tak się nie stało - może zejść na dalszy plan. Ostatnio ciągle jestem pytany, dlaczego te igrzyska odbędą się właśnie w Soczi, ale na to pytanie powinni odpowiadać ci, którzy dali prezydentowi Putinowi ich organizację. To oni powinni zrobić sobie rachunek sumienia i zastanowić się, czy było warto.

Wybiera się Pan do Soczi?

Na żywo będę śledził połowę igrzysk w Soczi jako gość Ireny Szewińskiej, która jest członkiem MKOl i ma prawo zaprosić gości. Oczywiście na koszt MKOl, a nie Polski. Tym razem nie będę rzecznikiem polskiej ekipy, ale będę trzymał kciuki za jak najlepsze wyniki naszych reprezentantów. Wszyscy ostrzegają przed atakiem terrorystów, polskie służby specjalnie też rozmawiają z naszymi sportowcami - chodzi o to, żeby wiedzieli jak postępować. Jestem jednak przekonany, że nic złego się nie stanie. Rosja skierowała bowiem do Soczi duże siły, jest tam więcej policjantów i przedstawicieli innych służb dbających o bezpieczeństwo niż policjantów w całej Polsce (100 tys. - przyp. red.). Ale za to, co się będzie działo w tym czasie w innych częściach Rosji, nikt głowy nie da. Sport stał się tak ważny, że różne organizacje czy terroryści będą chcieli wykorzystać igrzyska, żeby nagłośnić polityczne lub ekonomiczne cele, o które walczą.

Czy te daleko posunięte środki bezpieczeństwa mogą zepsuć olimpijską atmosferę?

Bez wątpienia tak, ale chcąc zapewnić bezpieczeństwo sportowcom i kibicom organizatorzy nie mają innego wyjścia. Pamiętajmy, że już od letnich igrzysk w Monachium w 1972 roku, kiedy terroryści porwali i zabili 11 sportowców z Izraela, wszystko było inaczej niż przedtem. Cztery lata później w Montrealu maleńka gimnastyczka rumuńska Nadia Comaneci stała na podium olimpijskim obok potężnie zbudowanych ludzi z karabinami maszynowymi. Rosjanie mają wiele kłopotów z zapewnieniem bezpieczeństwa, bo Soczi leży w górach, gdzie warunki sprzyjają tym, którzy grożą zamachami. Tylko na drodze do Krasnej Polany, gdzie będą rywalizować m.in. biegacze i skoczkowie, jest aż 80 tuneli.

Na które areny najpierw skieruje Pan swoje kroki?

Będę wszędzie tam, gdzie będą startowali Polacy, a jeżeli uda się im zdobyć jakiś medal, to będzie jeszcze przyjemniej. Patrzę na igrzyska w Soczi z perspektywy japońskiego Nagano w 1998 roku (byłem tam rzecznikiem prasowym naszej ekipy), w którym ponieśliśmy sromotną porażkę. Największym osiągnięciem było piąte miejsce w kombinacji alpejskiej człowieka, który już wtedy bardziej był muzykiem niż alpejczykiem, czyli młodszego Andrzeja Bachledy. W ciągu tych 16 lat sporty zimowe dźwignęły się na całkiem dobry poziom. Skoczków mamy cały zastęp, powoli pojawiają się biegaczki, mamy biathlon, który jest bardzo widowiskową dyscypliną, są wreszcie łyżwy szybkie, gdzie też może być przyjemna niespodzianka. Jako człowiek, który wychował się na hokeju w Toruniu, chętnie bym obejrzał Jaromira Jagra i Czechów, którzy znowu będą walczyć o medale.

Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego, mówił o 10 polskich medalach, natomiast bukmacherzy obstawiają tylko 4. Kto może mieć rację?

Gdybym poczynił zakłady, to pewnie posłuchałbym bukmacherów. Apoloniusz Tajner później prostował, że miał na myśli szanse medalowe. A jak jest 10-12 szans, to - jak kiedyś mawiał śp. Stefan Paszczyk - trzeba je liczyć w stosunku 3 do 1. Gdybyśmy więc zdobyli 3-4 medale, to powinniśmy być zadowoleni. A gdyby jeszcze powtórzyło się Vancouver, gdzie było 6 medali, to byłoby wspaniale. Nie powinniśmy jednak wyciągać zbyt pochopnych wniosków z sukcesów polskich sportowców z początku sezonu zimowego, bo nie wszyscy ich konkurenci z innych krajów byli już wówczas w olimpijskiej formie. Byłbym jednak zdziwiony, gdyby Justyna Kowalczyk nie zdobyła medalu w biegu na 10 km stylem klasycznym. Tak samo powinno być w skokach, gdzie najpierw trzeba liczyć na drużynę, potem na Kamila Stocha na dużej skoczni, a na normalnej niespodziankę może sprawić Dawid Kubacki.

Czy igrzyska powinny być aż tak wielkimi i kosztownymi imprezami?

Powstała swego rodzaju kwadratura koła, bo igrzyska w małych krajach (tak było z Atenami) są dla nich trudne do udźwignięcia finansowo, co niesie kłopoty. Co tu ukrywać, kryzys w Grecji rozpoczął się od wielkich kredytów zaciągniętych na igrzyska. Jeśli jednak za organizację biorą się duże kraje, to mamy do czynienia np. z ich problemami z demokracją. Tak było w Chinach, tak jest teraz w Rosji. Obserwujemy pewien kryzys olimpizmu. Zresztą protesty w Brazylii przed mistrzostwami świata w piłce nożnej w czerwcu i letnimi igrzyskami w 2016 roku potwierdzają, że nawet tam ludzie rozkochani w sporcie zaczynają pytać, czy na te imprezy trzeba wydawać aż tak ogromne miliardy, skoro jest tyle nierozwiązanych problemów społecznych. Albo więc spuścimy dużo powietrza z tego ogromnego balonu, jakim stały się igrzyska, albo coraz częściej będziemy zmagać się z tego rodzaju problemami, na których traci sport. Uważam, że przyszłością światowego sportu są raczej skromne, nie tak rozbudowane jak obecnie igrzyska. Trzeba spróbować wrócić do korzeni, żeby zamiast pałaców, miliardów wydanych przez Putina na Soczi, którymi tak ekscytują się media, było więcej czystego sportu.

A teraz porozmawiajmy chwilę o dalszej przyszłości. Kraków zamierza starać się o organizację zimowej olimpiady w 2022 roku. Czy nie porywamy się z motyką na słońce?

Myślę, że nie, organizacja zimowych igrzysk olimpijskich jest przedsięwzięciem na miarę naszych możliwości. Zwłaszcza że konkurencje alpejskie odbyłyby się po drugiej stronie Tatr, na Słowacji. Kraków jest potężnym miastem europejskim, w którym za chwilę będzie gotowa jedna hala na mistrzostwa świata w siatkówce. Myślę, że przez tych osiem lat można wybudować jeszcze dwa lub trzy obiekty. Naszym problemem jest to, że ciągle nie do końca wierzymy w skuteczność promocji Polski przez sport. Przywołuję tutaj przykład ubiegłorocznego półfinału piłkarskiej Ligi Mistrzów, kiedy Robert Lewandowski strzelił cztery gole w ciągu dwóch godzin, co pokazywało 150 stacji telewizyjnych, a półtora miliarda ludzi na całym świecie to widziało. Fachowcy od promocji mówią, że ekwiwalent reklamowy takiego wydarzenia to kilkadziesiąt milionów dolarów, które trzeba by było wydać na reklamy mówiące, że jest taki kraj jak Polska. Zimowe igrzyska nie są aż takim wielkim wydatkiem. Moim zdaniem, organizacja Euro 2012 była okupiona większym wysiłkiem pod każdym względem. A sama informacja, że mamy igrzyska, wyzwoliłaby wielki entuzjazm wśród młodych Polaków i podźwignęłaby sporty zimowe. Myślę, że ci, którzy są przeciw polskim igrzyskom zimowym, próbują zbić na tym kapitał polityczny. Mój były kolega partyjny Jarosław Gowin, kiedy jeszcze był w PO, twierdził, że igrzyska są wspaniałą formą promocji kraju, a teraz stoi na czele „komitetu” walki z igrzyskami w Krakowie.

Jakie są szanse Krakowa?

Po rezygnacji Monachium szanse są dosyć duże. MKOl będzie miał wybór między Oslo, w którym już były igrzyska, a Krakowem, gdzie ich jeszcze nie było. Konkurentem jest też Kazachstan, który ma gotowe obiekty i finansowe możliwości. Tylko czy po Korei Południowej i Japonii, igrzyska po raz trzeci z rzędu odbędą się w Azji? Mam nadzieję, że nie i zimowe igrzyska wrócą do Europy.

Ile kosztuje organizacja zimowych igrzysk olimpijskich?

Jagna Marczułajtis, główna orędowniczka tego pomysłu, mówi o 5-6 mld zł. Tu zawsze jest pytanie, czy do kosztów igrzysk doliczymy lotnisko i autostradę do obiektów olimpijskich, bo wtedy koszty infrastruktury spowodują wzrost tych wydatków. Myślę, że potrzeba będzie około 10 mld zł. Tak mówią eksperci, którzy są może mniej optymistyczni niż Marczułajtis. Większość jednak pieniędzy na igrzyska i tak wyasygnuje komitet olimpijski.

Teczka osobowa


Polityk, dziennikarz i golfista

- Andrzej Person ma 62 lata. Zanim rozpoczął karierę polityczną był dziennikarzem w tygodnikach „Razem”, „Sportowiec” i „Mecz”. Komentował wiele wydarzeń sportowych, w tym również igrzyska olimpijskie. Cztery razy pełnił funkcję rzecznika prasowego polskich ekip olimpijskich, a w Londynie był attache polskiej reprezentacji.

- Pochodzi z Włocławka. Ukończył prawo na UMK. Senator VI i VII kadencji, jest przewodniczącym Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą i członkiem Komisji Kultury i Środków Przekazu. Należy do PO.

- W wolnym czasie gra w golfa. Obecnie jest prezesem honorowym Polskiego Związku Golfa.