Życie toczy się na... fejsie

Paulina Błaszkiewicz 4 lutego 2014, aktualizowano: 04-02-2014 12:17

Aktywni na Facebooku, Twitterze i Instagramie - kim są ludzie, którzy korzystają z portali społecznościowych? Jakie są plusy i minusy funkcjonowania w sieci?

Fot.: Thinkstock

Agnieszka, 22-letnia studentka italianistyki, na wyobraża sobie życia bez Facebooka, który towarzyszy jej przez cały dzień.
- Posty znajomych i zdjęcia przeglądam nawet wtedy, gdy jestem na zajęciach na uczelni. Mam na stałe zainstalowaną aplikację, dzięki, której wiem, co się dzieje na fejsie. Po powrocie do domu włączam komputer, bo na klawiaturze łatwiej się pisze ze znajomymi. Później wrzucam zdjęcia na Instagram. Po całym dniu zawsze coś się znajdzie, choćby zdjęcie z lunchu w McDonald’s w czasie przerwy między zajęciami - mówi Agnieszka.


Nie ma Cię na fejsie? Nie istniejesz

Powyższą zasadę wyznają miliony użytkowników najpopularniejszego dziś portalu społecznościowego. Na Facebooku nie wystarczy być zarejestrowanym. Trzeba jeszcze być aktywnym. Lajkować, komentować, dodawać zdjęcia i filmy. Krótko mówiąc, kreować siebie, bo tu sami jesteśmy twórcami własnego wizerunku. Nasz wirtualny obraz poniekąd jest odbiciem panującej w realnym świecie zasady „Jak cię widzą, tak cię piszą”. Coraz częściej na facebookowe profile swoich pracowników zaglądają pracodawcy. Warto uważać na to, co, kiedy, z kim i gdzie wrzucamy do sieci. Wiele osób nie korzysta z portali społecznościowych właśnie dlatego, że nie chce robić ze swojego życia prywatnego Big Brothera. Czy coś tracą, czy w istocie ci, które nie mają Facebooka, nie istnieją? Oczywiście, to przesadzone stwierdzenie, ale pewne minusy tej nieobecności są. Takie osoby mają na przykład mniejszą kontrolę nad tym, co mogą o nich pisać ci, którzy z portali korzystają. Człowiek, któremu Facebook jest obojętny, też może na nim zaistnieć, np. na wspólnym zdjęciu ze znajomymi. Nie mamy też stuprocentowej pewności, czy nikt się pod nas nie podszywa i nie wyłudza w ten sposób informacji od innych ludzi. Poza tym, gdy nie ma nas na Facebooku możemy zostać pominięci przy zaproszeniu na niejedną imprezę.

Socjolog Wojciech Walczak, doktorant w Instytucie Socjologii UMK w Toruniu, który bada fenomen Facebooka, podkreśla, że z kilku powodów warto mieć „swój profil”, ale to wcale nie oznacza, że na Facebooku trzeba być: - Z usług tego serwisu korzysta mniej niż jedna trzecia Polaków. Trzeba też pamiętać, że Facebook jest raczej tylko przystankiem w drodze do jeszcze nowszych, lepiej zaprojektowanych serwisów. Prędzej czy później wyleczymy się z niego, tak jak wyleczyliśmy się z Naszej Klasy - uważa.

Znak naszych czasów?

Skoro mowa o leczeniu, to można pomyśleć o pewnego rodzaju uzależnieniu, bo jak inaczej wytłumaczyć to, że ktoś spędza na Facebooku kilkanaście godzin dziennie albo jest dostępny 24 godziny na dobę? Miłośnicy Facebooka mają na to pytanie inną odpowiedź. - To wynalazek wszechczasów. Zawsze i wszędzie mogę porozmawiać z każdym. Mam dostęp do informacji o wszystkich wydarzeniach w mieście. Nie muszę wychodzić z domu, żeby się spotkać ze znajomymi - zachwala serwis Agnieszka. - Pomaga mi też w studiowaniu. Italianiści mają swoją zamkniętą grupę. Przekazujemy sobie nawzajem informacje o tym, co i na kiedy mamy przeczytać, jakie pytania pojawiły się na egzaminie, kiedy będzie poprawka itd. Ponadto Facebook to zbawienie dla muzyków, pisarzy i w ogóle utalentowanych ludzi, którzy mogą się sami promować i mają dużą szansę na to, by dotrzeć do jak największej liczby odbiorców. Poczta pantoflowa działa. Jeden drugiemu przekazuje fajne linki i życie się toczy.

Zamiast czy obok realnego życia?

Wirtualne życie się toczy, ale co z życiem realnym? Psychologowie alarmują, że nasze relacje z innymi ludźmi bardzo się rozluźniły. Po co się z kimś spotykać? Żeby poplotkować? Szkoda czasu. Wystarczy wejść na profil wybranej osoby i sprawdzić, czy jest w związku, co jadła na kolację, czego słucha i gdzie planuje wakacje. Chcemy kogoś poznać? Wysyłamy tzw. zaczepkę. Na Facebooka zawsze można liczyć. Przyjdzie z pomocą o każdej porze... - tak sądzi wielu.
Ostatnio mówi się zoraz więcej o uzależnieniu od Facebooka, ale trudno powiedzieć, ilu i jakich osób ten problem dotyczy, ponieważ nie istnieją szczegółowe badania dotyczące tej kwestii.