Na bal, marsz na bal! Jak kiedyś obchodzono karnawał

Krzysztof Błażejewski 31 stycznia 2014, aktualizowano: 31-01-2014 10:17

Kiedy nie było telewizji i możliwości taniego podróżowania, a kino znajdowało się w powijakach, Polacy za podstawową rozrywkę uważali udział w balach podczas białych i zielonych karnawałów. To na tzw. białych salach kojarzyły się późniejsze małżeństwa...

Tak wyglądały wielkie bale w latach 20. ub. wieku: w oczy rzucają się długie suknie pań i fraki u panów

Fot.: Archiwum

Dziś słowo karnawał kojarzy nam się wyłącznie z okresem pomiędzy Bożym Narodzeniem i Środą Popielcową. Dawniej Polacy wyróżniali dwa okresy karnawału: biały, czyli zimowy, i zielony, który trwał od Wielkanocy aż do jesieni.



Karnawał biały zwany był zapustami i zaczynał się po święcie Trzech Króli. Ze względu na zimę huczne zabawy urządzano wówczas głównie w miastach, w karnawale zielonym zaś dominowały bale na wsiach oraz zabawy na wolnym powietrzu.

Organizowano zarówno bale publiczne jak i prywatne, na których bawiono się we własnym gronie. Te drugie przygotowywali głównie rodzice panien na wydaniu w celu, oczywiście, matrymonialnym. Przeważnie z dobrym skutkiem. Na tego typu balach zawsze musiało być więcej kawalerów niż panien, organizatorzy ratowali się też, wynajmując danserów. Zasady udziału były surowe - panny musiały przyjść z opiekunem - matką, ciotką lub babką.

Bale rozpoczynały się zwykle polonezem, po nim następowały mazury i walce. Obowiązywały, oczywiście, specjalne stroje wieczorowe. Zasadą było, że kobieta na każdy bal w danym roku musiała mieć nową kreację, obowiązkowo długą do samej posadzki. Dopiero w latach 30. nastąpił przełom zarówno w kwestii długości sukni jak i rodzajów tańców. Panowie zaś zakładali fraki z białą koszulą i białą muszką albo smokingi z czarną muszką i lakierki. Podobnie jak panie, i oni musieli zakładać eleganckie rękawiczki.

„W co się ubrać? Z przodu nieznaczny dekolt karo, bądź łódeczka, a z tyłu? Zdecydowanie głęboki dekolt (...) Lekkie, lejące materiały, pióra, perły, kokardy, marszczenia... aż do zawrotu głowy” - pisali o modzie balowej autorzy „Elit w II Rzeczypospolitej”.

W międzywojniu często organizowano bale maskowe, zwane redutami, z dodatkowym atrakcjami. Podczas jednej z takich imprez w Dworze Artusa w Toruniu w 1920 roku za najciekawszy kostium oferowano zegarek, za taniec - złoty medal, za grę na skrzypcach lub fortepianie - srebrny kubek, a za najładniejszą deklamację lub śpiew - złoty pierścionek! Z kolei na Balu Łazików w parku Wiktorii w 1921 roku podarki czekały zarówno na posiadacza najciekawszej maski. jak i na... największego obdartusa. W roku 1927, podczas wielkiego balu maskowego Towarzystwa Miłośników Torunia zamaskowane panie konkurowały między sobą o perfumy i pierniki, panowie zaś o butelkę szampana.

Poza redutami urządzano wenty, czyli zabawy dobroczynne, oraz rauty z tańcami, a także dansingi, wieczorki teatralne, kabaretowe czy herbatki z tańcami. W międzywojniu pojawiło się nowe zjawisko, tzw. fajfy, urządzane zgodnie z nazwą o godz. 17, o zdecydowanie lżejszym charakterze.

Zabawy urządzały najróżniejsze grupy zawodowe i społeczne, a każdy bal miał swoją nazwę i charakter. Przeglądając toruńskie „Słowo Pomorskie” z lat 20. ubiegłego wieku znaleźć można ogłoszenia o balach kolejarzy, aeronautów, szoferów, a nawet balu miłośników piernika, czytelników książek, czy bileterów teatralnych. Słynne na całe miasto były zabawy organizowane przez dwa konkurujące ze sobą chóry - „Lutnię” i „Dzwon”.

Wytańczone wsparcie plebiscytu


Często zabawy łączono ze zbiórkami pieniędzy na szczytny cel. W 1921 roku w Dworze Artusa odbył się bal „na wsparcie plebiscytu na Wileńszczyźnie”, kolejny - na Towarzystwo Czytelni Ludowych, a w nowej sali parku Wiktorii - dla powstańców na Górnym Śląsku.
W Bydgoszczy z kolei wzięciem cieszyły się bale miejscowych towarzystw wioślarskich. Bawiono się w hotelu „Pod Orłem”, w „Strzelnicy” przy ul. Toruńskiej, w salach „Starej Bydgoszczy” przy Grodzkiej.

Były bale narciarskie, bale wilków morskich, bal konwalii, urządzany przez ogrodników, bal Białego Krzyża, był też bal prasy - zawsze w hotelu „Pod Orłem” - podczas którego różne firmy w zamian za reklamę oferowały swoje usługi: oświetlenie, bufet, dekoracje. Wielkim prestiżem cieszył się także bal akademicki pod protektoratem wojewody. I tutaj jury złożone z powszechnie znanych i szanowanych obywateli nagradzało panie za najciekawszy kostium, za najładniejszą toaletę lub za „nieodparty wdzięk niewieści”. Popularne w mieście bale organizowało także wojsko. Żołnierze różnych oddziałów konkurowali wystawnością i różnorodnością oferowanych rozrywek.

Pewne ograniczenie w liczbie i szykowności balów nastąpiło wraz z kryzysem gospodarczym na przełomie lat 20. i 30., apelowano nawet, choć bezskutecznie, o powstrzymanie się od hucznych uciech. Już wówczas jednak twórcy (reprezentowani przez urzędników ZAiKS-u), zbulwersowani powszechną praktyką wykorzystywania „na dziko” utworów muzycznych czy skeczów, ścigali organizatorów o opłaty za prawo do śpiewania, deklamowania czy grania przez orkiestry swoich utworów.

Szczególną popularnością cieszyły się zabawy we wtorek poprzedzający rozpoczęcie wielkiego postu. Bale rozpoczynano szybciej, hulano do upadłego. Dokładnie o północy cichła muzyka, a na stołach pojawiały się śledzie, symbol rozpoczynającego się postu.
Po okresie okupacji pragnienie zabawy eksplodowało w naszym kraju wraz z karnawałem w 1946 roku. „Znów wraca radosny gwar w zatłoczonych lokalach, krzyk i dym papierosowy, opary wina, zapach perfum i kwiatów, jarzące się światła...” - pisała „Ziemia Pomorska”. „Nie będzie to już wprawdzie karnawał huczny, błyskotliwy, wspaniały, trudno byłoby jednak po długim okresie niewoli i smutku odmówić sobie udziału”.

Do bitki i wypitki


Karnawały powojenne obfitowały w występy teatralne, recitale, deklamacje. Stęsknieni rozrywki ludzie zadowalali się byle czym. W Bydgoszczy bale urządzano w teatrze przy ul. Grodzkiej i w starej Resursie Kupieckiej, ale już niebawem zabawy karnawałowe miały znaleźć swoje miejsce w zakładowych salach i świetlicach, a organizatorem były głównie związki zawodowe. Karnawały w Toruniu na długie lata zdominowały bale UMK w Dworze Artusa.

Kultura świata pracy usiłowała odciąć się od przeszłości także poprzez rodzaj zabawy. „Dziś na zabawach karnawałowych zanikły upodobania do masek i romantycznych uniesień - pisała „Ziemia Pomorska” - Zastąpiły je pragnienia wyżycia się w tańcu, w dobrej wypitce, niekiedy nawet w porządnej „wybitce”.

Zabawy karnawałowe zwycięsko przetrwały czas PRL-u i żywe są do dziś, choć, oczywiście, wiele ich dawniej nieodłącznych atrybutów straciło rację bytu. Któraż jednak z nastolatek i dziś nie marzy o wyjściu w pięknej kreacji na wielką salę balową?