Pracodawca mówi państwu „nie”

Piotr Schutta 31 stycznia 2014, aktualizowano: 31-01-2014 12:47

- Biorę, co dają i milczę. Bo gdzie ja znajdę robotę? - skarży się pani Krystyna. Jej comiesięczna wypłata to klasyczny „miks” - część pieniędzy płacona oficjalnie, reszta pod stołem, z pominięciem skarbówki i ZUS.

Fot.: sxc.hu

Od trzech lat pani Krystyna zatrudnia się w małej rodzinnej firmie, która wynajmuje ludzi do sprzątania. Przystaje na chwilę, opiera brodę na drążku miotły i popada w zadumę. - Tu jest jeszcze inny wałek - wyjawia.



- Szef wykazuje oficjalnie, że mam pół etatu, ale pracuję tak, jakbym była na całym etacie. Na papierze dostaję 600 złotych netto, czyli połowę najniższej pensji krajowej, a nieoficjalnie dokładają mi jeszcze 300 złotych. Mankament jest taki, że składka na ZUS jest wtedy minimalna. Jaką ja później będę miała z tego emeryturę? - pyta kobieta i nie czekając na odpowiedź zabiera się za pucowaniu „powierzchni płaskiej”.

Każdy rozsądnie myślący wie, że za pensję w wysokości 600 zł nie da się wyżyć. Ale panią Krystynę nikt o to nie pyta. - Nawet za 900 złotych nikt nie wyżyje. Kończę tu i idę do drugiej roboty. Też sprzątać. Ale tam już nie mam umowy o pracę, tylko gołe zlecenie. Formalnie płacą mi 300 złotych, a oprócz tego

400 zł dostaję pod stołem.


Główny Urząd Statystyczny opublikował niedawno dane, z których wynika, że w 2012 roku wynagrodzenie minimalne, wówczas 1500 zł brutto (1100 zł „na rękę”), otrzymywało 1,3 miliona Polaków, czyli co ósmy pracujący na podstawie umowy o pracę. Większość z nich zatrudniona była w tzw.mikroprzedsiębiorstwach, czyli firmach zatrudniających do dziewięciu osób. Dane GUS pokazują, że aż trzy czwarte ludzi pracujących w firmach tzw. małego biznesu odbiera wypłatę „pod stołem”.

- Spośród wszystkich zakładów kontrolowanych tylko pod kątem legalności zatrudnienia 60 procent stanowiły mikroprzedsiębiorstwa
- mówi Katarzyna Pietraszak, rzeczniczka prasowa Okręgowego Inspektora Pracy w Bydgoszczy. - Nasze kontrole potwierdzają, że pracownicy otrzymują minimalne wynagrodzenie. W tej chwili wynosi ono 1680 złotych. Tyle wykazuje się na liście płac. Ile faktycznie wynosi pensja?

Trudno oszacować.


Oficjalnie inspekcja pracy robi, co może i potępia szarą strefę. Wystarczy jednak poczytać anonimowe komentarze na forach internetowych, by zrozumieć, że rynek pracy w Polsce nie jest taki, jak przedstawiają ministerialne statystyki.

W nieoficjalnych rozmowach inspektorzy pracy przyznają, że wypłata pod stołem to chleb powszedni. Nie ukrywają, że łatwiej przyłapać pracodawcę zatrudniającego na czarno niż takiego, który nie wykazuje części wynagrodzenia.

- Moja szwagierka zwierzyła mi się kiedyś, że wyższa uczelnia płaci jej pod stołem. Miała normalnie umowę o pracę, ale szkoła wolała nie wykazywać części wynagrodzenia. Mniej odprowadzali do ZUS-u, płacili mniejszy podatek do skarbówki. Wszystkim się to opłacało. Mojej szwagierce też oczywiście - mówi anonimowo jeden z inspektorów.

Portal Bankier.pl opublikował niedawno rozmowę z anonimowym inspektorem pracy, który opowiadał m.in. o bezsilności Państwowej Inspekcji Pracy i o szarej strefie. Podał przykład kobiety dojeżdżającej do pracy kilkadziesiąt kilometrów, a zarabiającej oficjalnie 500 złotych brutto. To oczywiste, że dla pracownika taki układ jest nieopłacalny. Dowód można zobaczyć na parkingach przed kontrolowanymi przedsiębiorstwami. Oczywiste jest, że samochody, którymi przyjeżdżają pracownicy, nie zostały kupione przez ludzi, którzy zarabiają najniższą pensję krajową.

- A co my możemy zrobić? Praktycznie rzecz biorąc, płacenie pod stołem nawet nie jest w Polsce nielegalne. Przynajmniej nie w świetle prawa pracy. Proszę znaleźć choćby najmniejszy zapis, który o tym mówi. Jeśli nawet ujawnimy taki przypadek, to i tak nie możemy nałożyć na pracownika żadnej kary, bo nie mamy na to przepisu. Ukarać może go jedynie skarbówka i tam kierujemy takie sprawy. Co innego pracodawca. Jego możemy ukarać mandatem od 1 do 2 tysięcy złotych, a w przypadku recydywy nawet większym - tłumaczy nasz anonimowy rozmówca. Wyjaśnia też dlaczego

szara strefa trudna jest do skontrolowania.


- Pracownik, który mógłby donieść na pracodawcę, boi się, że zostanie ukarany przez urząd skarbowy. Często pracodawca chce zachować się fair wobec pracownika i woli mu dać pieniądze do ręki niż odprowadzić składki - dodają inspektorzy. Przyznają, że więcej wpływa do inspekcji anonimów w sprawie zatrudnienia na czarno niż odnośnie niewykazywania całości wynagrodzenia.

- Mój szef płaci w ten właśnie sposób od samego początku. Już osiem lat u niego pracuję. Firma wcale nie jest mała, bo zatrudnia około stu pracowników - mówi Michał, który pracuje w jednym z podbydgoskich zakładów produkcyjnych. - Wszyscy mamy tak płacone. Nie wiem, dlaczego dotąd nie zainteresowała się nami inspekcja pracy. Zwłaszcza że od roku ostro pracujemy po godzinach, bo zakład ma mnóstwo zamówień i nie wyrabiamy się z produkcją.

Nikt przecież nie uwierzy w to, że za taką harówę jest najniższa krajowa. Tyle dostajemy oficjalnie przelewem na konto, ale oprócz tego jest nieoficjalny dzień wypłaty. Normalna lista płac, każdy się ustawia w kolejce i dostaje kopertę. Drugie tyle co na konto - mówi mężczyzna. Na szefa nie doniesie, bo nie chce stracić pracy, a poza tym nie ma powodów do narzekań. - Płaci uczciwie i w terminie, do tego zapewnia dobre warunki pracy. Przygnębienie mnie dopada tylko wtedy, gdy ZUS przysyła mi szacunkowe naliczenie mojej przyszłej emerytury.

- Jeśli otrzymujemy jakieś informacje od pracowników, to jedynie w przypadkach, gdy idą na zwolnienie chorobowe i nagle spadają im klapki z oczu.

Bo okazuje się, że zamiast porządnego zasiłku chorobowego otrzymują jakiś niewielki ułamek wypłaty. Wielu ludzi do tego momentu nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie mogą się z tym pogodzić, zwłaszcza wtedy, gdy niejawna część wypłaty wynosi dwa razy tyle, ile pracodawca wykazuje oficjalnie na pasku - dodaje anonimowo nasz rozmówca. - To prawda. Wpływają do nas skargi o takich przypadkach - przyznaje rzeczniczka prasowa PIP.

„Miksy” płacowe są najbardziej rozpowszechnione w handlu, usługach, przetwórstwie spożywczym, małej produkcji przemysłowej i budownictwie. Ale zdarzają się i tam, gdzie nikt by się ich nie spodziewał, np. w szkolnictwie.

Pracodawcy, tłumacząc się, zazwyczaj używają jednego argumentu: koszty opodatkowania pracy są za wysokie. - Mówią nam często: „Zróbcie mi kontrolę, proszę mnie ukarać, ale ja jutro zamykam biznes, bo nie stać mnie na to, żeby normalnie zatrudniać ludzi” - mówi anonimowo inspektor.

Jak łatwo obliczyć, aż 62 proc. wynagrodzenia przeciętnego Polaka zabiera państwo. 43 proc. z naszych wypłat trafia do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych na ubezpieczenia chorobowe i wypadkowe, składkę rentową i fundusz pracy. Do tego trzeba doliczyć 19 proc.podatku skarbowego. Nawet jeśli pracodawca umówi się z pracownikiem na najniższą pensję krajową, czyli 1683 zł brutto, faktycznie zapłaci za zatrudnienie jednego człowieka ponad 3 tysiące złotych. To jednak nie wszystkie koszty pracy. Do wynagrodzenia trzeba jeszcze doliczyć zapewnienie stanowiska pracy, przeszkolenie pracownika, opłacenie specjalisty bhp, wyposażenie w certyfikowaną odzież roboczą, pokrycie kosztów badań lekarskich itp.

- Nic dziwnego, że tak rozpowszechnione są umowy śmieciowe i zatrudnianie na czarno. Legalne zatrudnienie po prostu się nie opłaca. Państwo każe nam walczyć z fikcyjnymi umowami o dzieło i zleceniami, ale nie daje pracodawcom nic w zamian. Nic dziwnego, że tylu Polaków wyjeżdża do pracy za granicę. Nie dlatego, że chcą, lecz dlatego, że u nas nie ma warunków do normalnej egzystencji - słyszymy od jednego z kontrolerów inspekcji pracy.

Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha nie nazywa wypłaty pod stołem fikcją, lecz przejawem zdrowego rozsądku pracodawców i zatrudnionych: - Wypłata pod stołem to konsekwencja faktu, że rząd pobiera haracz za legalne zatrudnienie. Pracodawca woli się podzielić pieniędzmi z pracownikiem niż odpalać dolę rządowi. To nie jest żadna fikcja, tylko realna gospodarka. Pracownik przecież nie ma z tytułu składek ZUS-owskich żadnych korzyści. Może sobie jedynie na rozliczeniu do skarbówki czy na odcinku wypłaty zobaczyć, jak

dużo zabiera mu polskie państwo.


A kiedy chce na przykład skorzystać z usług lekarza, to nie może, bo kolejki są za długie. Idzie więc do gabinetu prywatnego i płaci za leczenie drugi raz - mówi Andrzej Sadowski. - Nikt chyba nie wierzy w to, że płacąc dzisiaj więcej na ZUS, za 30 lat będziemy mieli większe emerytury. Rząd nam to oczywiście wmawia, ale to nieprawda. Celem reformy z 1998 r., o czym dzisiaj się zapomina, było zmniejszanie wypłat emerytalnych, co zresztą ma miejsce.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 13-06-2017 15:41

    Brak ocen 0 0

    - gosc: Po co karac pracownikow wystarczy ze nalozy sie bardzo wysokie kary na pracodawce ,ja np pracuje w malej firmie zawsze wyklucam sie z szefem o to zebym byl zatrudniony od tego co zarabiam ale szef twierdzi ze niebedzie dorabial zlodzieji zZusu nie jest mi na reke pracowac za najnizsza krajowa zeby jeszcze szef zarabial normalne pieniadze ale w ciagu 2 lat zarobil ponad 3 mil i oczywiscie majac nowy dom 6 samochodow warszta wyposazony w bardzo drogie maszyny twierdzi ze niema pieniedzy umowu na najnizsza krajwo a do reki od 12do25zl takich ludzi powinno sie odrazu karac na maxa bo jawnie okradaja nie tylko panstwo ale i nas

    Odpowiedz

  2. 15-03-2016 10:24

    Oceniono 3 razy 0 3

    - grzegorz65: Artykuł pokazuje sytuację , która zapanowała w polskiej gospodarce dzięki takim specjalistom jak Pan Sadowski.Trudno bowiem nazwać zdrowym rozsądkiem, okradanie państwa.Taka postawa powoduje że nie wprowadza się żadnych zmian i brniemy. Pytanie dokąd ?

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 22-06-2014 23:34

      Oceniono 4 razy 1 3

      - chandler: Żałosne to wszystko. Nie dość, że płacą marne grosze, to jeszcze część pieniędzy jest pod stołem? Dramat. Tak jak 3-miesięczne bezpłatne staże, co moim zdaniem powinno być prawnie zabronione! Ja mam inny problem z pracodawcą, bo zalega z wypłata pensji za 2 miesiące. Ciągle tylko zwodzi wymówkami. Ale mam dość! Wyczytałem tutaj http://www.eporady24.pl/pozew_o_zaplate_ wynagrodzenia,pytania,2,70,8188.html jak mogę się bronić i na pewno nie odpuszczę! Odzyskam, co moje, a potem uciekam z tego kraju, szukać lepszych perspektyw na zachodzie :/

      Odpowiedz

    2. 13-06-2014 10:21

      Oceniono 1 raz 1 0

      - maly: Niektórzy chcieliby poprostu pracować. Mieć pracę, a niestety nie mają :( Nawet za najniższą krajowa. Niestety.... nie wszyscy mają takie szczęście dostawać co miesiąc ( nie ważne czy na konto, czy pod stołem ) chociaż te 1500 zł żeby przeżyć kolejny miesiąc.

      Odpowiedz

    3. 15-02-2014 17:54

      Oceniono 5 razy 4 1

      - Krzysztof Majewski: Z ZUS emerytur nie będzie. Tu nie ma nic do gadania. Dzisiejszy pracownik powinien żądać od rządu, żeby ten zostawił pieniądze ludziom, którzy będą je wydawać i tym samym dawać pracę. Im więcej pracy na rynku tym bardziej pracodawca będzie zabiegał o pracownika.

      Odpowiedz

    4. 15-02-2014 11:22

      Oceniono 7 razy 5 2

      - Mix: Ja mam 30 lat od 7 lat pracuję. Jeszcze nigdy nie pracowałam na umowie o pracę bo jak zobaczyłam ile mi zostanie na rękę to wolałam dostać 2x więcej kasy i sama zabezpieczyć sobie swoją przyszłość. Opłacam dobrowolny NFZ 360 zł, ale tylko na cięższe przypadki, bo mam dodatkowe ubezpieczenie prywatne 150 zł. Odkładam regularnie na emeryturę też prywatnie 200zł. Mam ubezpieczenie od utraty zdrowia, trwałej niezdolności do pracy oraz polisę na życie wszystko prywatnie 100 zł. Składki mam porównywalne do tych jakie płaci się od minimalnej krajowej, na lekarza nie czekam, emeryturę jak nie dożyję odziedziczą moje dzieci. O czym my w ogóle rozmawiamy? Oczywiście podatki płacę ale 10 % PIT, podatek od nieruchomości, użytkowanie wieczyste oraz VAT, akcyzę itd więc nie żyję na czyjś koszt. Pozdrawiam umiejących liczyć na siebie.

      Odpowiedz

    5. 13-02-2014 17:06

      Oceniono 23 razy 17 6

      - jm: Zostań pracodawcą a zobaczysz dokładnie jak będziesz egzystował...

      Odpowiedz

    6. 13-02-2014 07:59

      Oceniono 1 raz 1 0

      - kuba: czyli zyczysz sobie podobnym utraty pracy ? :) polska

      Odpowiedz

    7. 06-02-2014 14:38

      Oceniono 9 razy 5 4

      - roza98: rzad zamiast zajmowac sie wszystkimi krajami chocby ukraina to niech zacznie zajmowac sie własnym krajem bo u nas jest łamane wiecej praw człowieka niz na ukrainie

      Odpowiedz

    8. 05-02-2014 11:57

      Oceniono 1 raz 1 0

      - Polak: BRAK SLOW...

      Odpowiedz

    9. 01-02-2014 16:12

      Oceniono 20 razy 6 14

      - Augustino.: Takie mamy czasy, czasy dobre dla złodziei i kombinatorów, kiedys prawo ich ścigało a teraz, lawirują na granicy prawa, rząd udaje że sprawy nie widzi, żeby bezrobocie nie rosło, Jednym słowem złodziejstwo !!!

      Odpowiedz

    10. 01-02-2014 16:05

      Oceniono 23 razy 6 17

      - kiler: Komentarz nisko oceniony. Kliknij aby przeczytać. Polska to dziki kraj gdzie pracodawca i urzęndnik jest ponad prwem a reszta to ciemna masa i niewolnicy może nie wszyscy ale spora grupa. Praca za najniszą krajowa a reszta do reki to już chyba norma albo umowy smieciowe lub umowy na krotki okers czasu w kilku firmach pracując na tym samym stanowisku kilka lat praca na czarno za mniej niż najnisza krajowa emeryci pracujocy na czarno z tym wszystkim sie spotkałem osobiscie

    11. 31-01-2014 12:34

      Oceniono 12 razy 3 9

      - e-Bela: Chętnie bym przeczytała artykuł,ale jestem bez pracy,zawsze obowiązkowa ,zawsze sumienna,odpowiedzialna...w przeciwieństwie do naszych lekarzy. Bez pracy,bo ...właśnie...pracowałam w tzw. rodzinnej firmie,która przez krnąbrność jej szefów i ciągłe "wałki"..przestała istnieć...tyle. Tego samego życzę im podobnym.

      Odpowiedz