Niemen był moim mentorem

Grzegorz Wroński

Rozmowa ze STANISŁAWEM SOYKĄ, wokalistą, pianistą, gitarzystą, skrzypkiem, aranżerem, kompozytorem i autorem tekstów piosenek.

Fot.: Andrzej Tyszko


Po wydaniu płyt z interpretacjami utworów Czesława Miłosza i Agnieszki Osieckiej nagrał Pan album poświęcony twórczości Czesława Niemena pt. „Stanisław Soyka w hołdzie Mistrzowi”. Co właściwie przesądziło, że postanowił Pan przygotować tę płytę? Nosił się Pan z takim zamiarem już od wczesnych lat 90.



Rzeczywiście, zamiar nagrania tej płyty powziąłem w 1992 r., kiedy umówiłem się z Niemenem, że przedstawię mu moją interpretację jego utworu do wiersza Norwida pt. „Moja Ojczyzna”. Zresztą nagrałem go a cappella na album Soyka/Yanina „Neopositive”. No i zaprezentowałem tę wersję utworu Niemenowi.

Rozmówiliśmy się wtedy - powiedziałem mu m.in. o pomyśle nagrania monografii z jego piosenkami. To wiązało się głównie z faktem, że twórczość Niemena była mi bliska od młodzieńczych lat. Po raz pierwszy usłyszałem płytę „Enigmatic” mając 16 lat. I to był w moim życiu bardzo ważny moment. Od tamtego czasu Niemen stał się dla mnie najważniejszym artystą na polskiej scenie muzycznej, jeśli chodzi o tzw. muzykę popularną. Ponadto w 1979 r. byłem jednym z gości Niemena podczas jego benefisu w Kolonii w Niemczech.

Śpiewałem tam utwór „Jednego serca” do słów Asnyka, który potem włączyłem do repertuaru moich recitali solo. Z czasem przyszedł mi też do głowy pomysł, żeby zacząć śpiewać Niemena w większym repertuarze. I od 1992 r. zacząłem przymierzać się do jego utworów, jednocześnie robiąc swoje różne rzeczy. A takim punktem zwrotnym było uświadomienie sobie, że nagranie monografii będzie miało sens wtedy, kiedy odnajdę własny język muzyczny i podam te utwory po swojemu.


Słuchając płyty, trudno nie zauważyć, że interpretuje Pan piosenki Niemena na swój oryginalny sposób, ujawniając przy tym muzyczną elokwencję.

No, miałem sporo czasu, żeby rzetelnie przygotować się do zadania. Bo trzeba pamiętać, że ten repertuar jest jednak dość wymagający. A z pewnością nie było sensu kopiować czy podejmować jakąś próbę przekroczenia Niemena. On był niedoścignionym śpiewakiem (i to pod każdym względem - skala, barwa, bogactwo ekspresji), jak również wybitnym kompozytorem.


Na swojej płycie zawarł Pan wyłącznie kompozycje Niemena (m.in. „Dziwny jest ten świat”, „Sen o Warszawie”, „Czas jak rzeka”), pomijając utwory napisane przez innych kompozytorów, jak np. „Wspomnienie” Marka Sarta czy „Pod Papugami” Mateusza Święcickiego. Takie było założenie?

W pierwszych latach twórczości Niemena faktycznie było kilka wielkich przebojów, których on nie napisał. Niemniej jednak kierowałem się tym, żeby na płycie znalazły się tylko utwory skomponowane przez niego, głównie po to, aby wykazać, że był świetnym kompozytorem. Wydaje mi się, że ten album to w pełni oddaje.


Pamięta Pan, jak zareagował Niemen, gdy przedstawił mu Pan swoją interpretację wspomnianego na początku naszej rozmowy utworu „Moja Ojczyzna”?

Pamiętam tylko tyle, że bardzo podobała mu się moja wersja, szczególnie że była to wersja a cappella. Bodaj usłyszał on wtedy swoją melodykę odartą ze wszelkiego kontekstu, więc to mu się niezwykle spodobało. To był też jeden z tych momentów, który nas przybliżył.


Jakim człowiekiem był prywatnie?

Nie był jakiś wybuchowy czy wesołkowaty. A bardzo powściągliwy, choć niezwykle ciepły. Cieszyłem się jego życzliwością, i, powiedziałbym, taką mentorską opieką. Tym bardziej że bliskie były nam niektóre postacie z historii muzyki XX w., jak np. Otis Redding, czy w ogóle inspiracje całą tą amerykańską sceną soul.


W jakimś wywiadzie powiedział Pan, że swoją płytą chce Pan przybliżyć Niemena młodym ludziom, którzy w ogóle nie mają o nim pojęcia. Tylko czy w obecnych czasach, gdy, jak Pan twierdzi: „Bardzo wielu naszych rodaków pozostało bezrefleksyjnymi konsumentami kitu, który leci w telewizjach”, uda się Panu ten cel osiągnąć?

Telewizje, zwłaszcza komercyjne, które karmią ludzi konfekcją, biorą ten grzech na siebie. Natomiast nie wydaje mi się, żeby w ogóle wszystko było dla wszystkich. Choć, oczywiście, jak na razie większość ludzi hipnotyzuje taka rozrywka, gdzie jest łomot i nie trzeba się nad niczym zastanawiać.

Bo nie ma takiej potrzeby, prawda? Ale to jest też naturalna rzecz w społecznościach ludzkich od bardzo dawna, odkąd człowiek odszedł od rytualnego, ściśle wspólnotowego przeżywania religijnych uniesień lub śpiewania w jakiejś konkretnej sprawie. I właściwie dzisiaj, w dobie pluralizmu, mamy do czynienia z objawem kultury ludowej, tylko takim unowocześnionym, zelektryfikowanym, gdzie głównym problemem jest to, że ludzie nie chcą sami poszukiwać, czy też nikt im nie pomaga znajdować tych rzeczy, które z pewnością są dla nich lepsze niż te łomoty albo jakieś zjawiska efemeryczne.

Co nie jest wcale bezkrwawe, bo np. Dodę pewne roczniki dziewczynek uznawały za swoją królową czy za wzór. A to na pewno nie mogło im wyjść na dobre. I trzeba mieć tylko nadzieję, że rodzice uratowali te dziewczynki w ostatniej chwili.


Czy proponowano Panu udział w jury jakiegoś muzycznego talent show?

Proponowano.


I dlaczego nie przyjął Pan tak intratnej propozycji?

Bo ja z założenia nie biorę udziału w tego typu programach. Po pierwsze dlatego, że to jest specyficzne zobowiązanie - przez trzy miesiące jest się właściwie uwiązanym. A ja nie mogę tracić czasu na siedzenie w studiach telewizyjnych, bo koncertuję i, że tak powiem, mam co robić.

Po drugie, wszystkie te programy dopuszczają do tego, że zazwyczaj dzieli się repertuar na utwory, które są wykonywane w 70 proc. w języku angielskim i tylko w 30 proc. w języku polskim. A to mnie gorszy, ponieważ jestem przekonany, że polszczyzna jest naszą ojczyzną. I że to jest wielki skarb, z którego chyba nie zdajemy sobie sprawy!

No, już widzę, jak Francuzi, którzy mają podobne formaty, godzą się na taki podział repertuaru. Natomiast ci ludzie, którzy zawiadują tymi formatami w Polsce, mają to gdzieś. I to jest zgorszenie.


Podczas ostatniej edycji „Męskiego Grania” wykonał Pan utwór „Sen o Warszawie” w duecie z Kasią Nosowską, która podobno bardzo przeżywała, że ma z Panem na jednej scenie śpiewać Niemena…

No tak, Kasia jest bardzo kobiecą, pełną rozedrgania osobą. I krótko mówiąc, ona prawdopodobnie ma do mnie taki stosunek - choć do tego nigdy jej nie zachęcałem - jak ja do Niemena, czyli taki stosunek wynikający z kindersztuby.


Nawiązując jeszcze do duetów. Kora, udzielając mi kiedyś wywiadu powiedziała, że się z Panem przyjaźni i wspominała Wasze wspólnie wykonane piosenki. Czy w tym roku planuje Pan coś razem z nią nagrać?

Jesteśmy w przyjaźni i to się może zdarzyć, więc nie mówię nie, ale na razie tego nie przewiduję. I choć bardzo lubię duety, to jednak wolę, kiedy jakieś okoliczności powodują, że ten duet po prostu się wydarzy. Natomiast ostatnimi czasy lubię pomuzykować z Anią Jopek. Spotykamy się dosyć często - mamy taki nieduży, wspólny repertuar. No, z Anią też nie strach śpiewać. Ona jest niezwykle muzykalna - ma piękny głos i mistrzowski refleks muzyczny, zatem to są takie miłe doświadczenia.


Wróćmy do Pańskiego albumu. Jakiś czas temu „Newsweek” w artykule „Dziwny jest ten świat - Wojna o Niemena” doniósł, że Małgorzata Niemen zaciekle broni męża przed miłośnikami jego twórczości - zakazuje wykonywania piosenek, publikacji książek i zdjęć, wykorzystywania nazwiska, wytaczając kolejne procesy. Jak było w Pana przypadku?

W moim przypadku nie odbyło się nic z tych rzeczy, o które jest rumor.


Nie było żadnej ingerencji w Pana płytę?

Ależ skąd, zupełnie o czymś takim nie było mowy! Ja znam Małgosię osobiście. Ona była świadkiem moich spotkań z Czesławem, więc tutaj sprawa była bezsporna - wszystko, co potrzebowałem, naturalnie mi udostępniała. Jednak trzeba pamiętać, że Małgosia, wraz z córkami, jest spadkobierczynią wielkiego dzieła Niemena - w świecie, w którym jeszcze bardzo prymitywnie rozumie się prawa autorskie itp. To są w świadomości Polaków nadal kwestie raczkujące (to jest oczywiście zadanie dla ZAiKS-u i innych organizacji, które są strażnikami tych dóbr, żeby prowadzić nieustanną edukację). No i w tym świecie Małgosia zetknęła się z różnymi ludźmi, którzy np. podawali się za przyjaciół Niemena. I z tego, co wiem od Małgosi, to kilka spraw zdecydowanie kwalifikowało się, żeby natychmiast udać się z niektórymi cwaniakami do sądu.


Kiedy można spodziewać się Pańskiej w pełni autorskiej płyty?

Mogę powiedzieć, że od 2 lat piszę swoje piosenki. To jeszcze nie oznacza, że coś konkretnie napisałem, ale nie mówię, że nie nagram takiej płyty, choć zupełnie nie czuję się w obowiązku pisać autorskich utworów, tym bardziej że przez prawie dwie ostatnie dekady poświęciłem się jednak poetom, począwszy od Szekspira w 1995 r.


Zresztą przyznaje Pan nawet, że z wielką radością i pokorą służy Pan poetom.

Ja czuję się sługą poetów. Bo widzę, że muzyka ma niezwykłą moc przenoszenia poetyckiej treści
- znacznie szybciej, sprawniej i szerzej. I w związku z tym zwracam się do poetów, ponieważ chciałbym, żeby jak najwięcej osób usłyszało ich myśli. Bo są tego warte.

Teczka osobowa


Stanisław Soyka

- Urodzony w 1959 r. w Żorach, jeden z czołowych artystów na polskim rynku muzycznym.

- Magister sztuki Wydziału Kompozycji i Aranżacji Akademii Muzycznej w Katowicach.

- Oficjalnie zadebiutował w 1978 roku recitalem muzyki bluesowej i gospel w Filharmonii Narodowej w Warszawie.

- Wydał ponad 30 płyt, na których prezentuje szerokie zainteresowania stylistyczne. Autor takich przebojów, jak: „Cud niepamięci”, „Tolerancja (Na miły Bóg)”, „Są na tym świecie rzeczy”, „Tango Memento Vitae”, „Życie to krótki sen”.

Za wybitne osiągnięcia w twórczości artystycznej został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 19-02-2014 20:51

    Oceniono 3 razy 3 0

    - Irena Wachter-Hamulecka: Uwielbiam sluchac i ogladac wszystkie Panskie utwory.Chyba nawet bardziej niż przewspanialego Niemena:))

    Odpowiedz