Szkoła obok mózgu

Piotr Schutta

Rozmowa z dr MARZENĄ ŻYLIŃSKĄ, neuropedagogiem, wykładowcą w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Toruniu.

Fot.: Piotr Schutta


Jakie mity na temat procesu uczenia się obala najnowsza wiedza o funkcjonowaniu mózgu?



Głównie ten, który podaje, że wiedzę można komuś przekazać.


Nie można?!

Współczesna szkoła zbudowana jest na błędnym założeniu, że da się nauczyć czegoś na siłę. Tymczasem nasze mózgi mają wewnętrzne systemy selekcji informacji i przetwarzają tylko te z nich, którym potrafią nadać znaczenie. W każdej sekundzie przez zmysły dociera do człowieka około 10 mln bodźców. Z tego mózg wybiera maksymalnie 20 informacji, które dalej świadomie przetwarza. Percepcja skupia się zatem na tym, co jest dla mózgu interesujące. To nie jest tak, że uczeń myśli: „Nie będę się uczyć, bo mnie to nie interesuje”. Jest tak
- słyszy np. „Dzisiaj będą zaimki dzierżawcze”, nie wie, co to jest, więc jego mózg nie potrafi oznaczyć tej informacji jako ważnej i podpowiada mu: „Nie, zaimki dzierżawcze nie będą ci potrzebne”. Dziecko nie odmawia nauczycielowi współpracy. Jego mózg po prostu wybiera informacje, które są dla niego z jakiegoś powodu ważne i którym potrafi nadać znaczenie.


W swoich publikacjach pisze Pani o „ukrzesłowieniu” ucznia.

Sadzamy uczniów w ławkach i czynimy ich biernymi odbiorcami wiedzy. Myślimy, że proces uczenia się polega na tym, że uczeń siedzi, słucha, patrzy i reprodukuje. No nie. Do tego mózgi nie zostały stworzone. To nie jest narząd przeznaczony do reprodukcji danych.


Jaka powinna być szkoła przyjazna mózgowi?

Bogata w bodźce. Już Christian Salzmann, żyjący w XVIII w. niemiecki pedagog, duchowny, uważał, że ciekawość poznawcza umiera w szkole. Mówił coś takiego: czereśnia, którą ktoś nam włoży do ust, nie smakuje tak słodko jak ta, którą sami sobie zerwiemy. Motywacja jest pochodną ciekawości poznawczej.


Na czym polega proces uczenia się?

Na tworzeniu uprzywilejowanych obwodów obiegu informacji i zmianie siły połączeń synaptycznych. Aby to się działo, mózg musi być aktywny. A my co robimy? Dzieci mają zeszyty ćwiczeń, w których w pierwszej klasie niewiele piszą, tylko kolorują i wklejają obrazki. I nieważne, że jeden już w tym wieku potrafi tworzyć własne książeczki, a inny świetnie mnoży. Chcąc wszystko ułatwiać, utrudniamy mózgowi naukę.


Szkoła zabija naturalne talenty dziecka?

Szkoła uśrednia. Profesor neurobiologii Gerard Hüther w książce „Każde dziecko jest utalentowane” pisze, że ustalając dla wszystkich dzieci jednakowe cele, nie patrzymy na to, jaki tkwi w nich potencjał. Chcemy, żeby każde dziecko było takie, jak sobie założyliśmy, kierując się jego datą urodzenia. Przecież my mamy model szkoły, który wprowadzono w Prusach ponad 200 lat temu. Wtedy był to model postępowy, ale trudno oczekiwać, że coś, co stworzono na potrzeby świata, którego nie ma, wciąż będzie dobrze funkcjonować. Dziś żyjemy skąpani w informacyjnej lawinie. Problemem nie jest dostęp do wiedzy, ale zdolność jej wykorzystania, umiejętność selekcji i przetwarzania informacji. Prace uczniów to często zbiór cytatów na dany temat skopiowanych z Internetu. Żeby coś napisać, trzeba przetworzyć informacje, a tego współczesna szkoła nie uczy, bo nie ma na to czasu. Nie rozwija empatii, nie uczy pracy w grupie, rozwiązywania konfliktów bez uciekania się do przemocy, odpowiedzialności za wspólne dobro, życia w demokracji...


Czy Pani nie dramatyzuje?

Komu zawdzięczamy obecny kryzys ekonomiczny? Doprowadzili do niego ekonomiści, absolwenci najlepszych uczelni. Umieli dobrze liczyć, ale zabrakło im miękkich kompetencji, takich jak uczciwość czy odpowiedzialność. Dzisiejsza szkoła uczy, że liczy się przede wszystkim efektywność. Dla urzędników oświaty świetny wynik na testach jest synonimem sukcesu.


A dla Pani?

Dla mnie sukcesem byłoby stworzenie szkoły, w której dzieci nie stracą motywacji do nauki, mogą rozwijać swoje talenty i którą lubią. Bo mózg człowieka jest szczęśliwy, kiedy się uczy. Wytwarza wówczas dopaminę, czyli hormon szczęścia. A cierpi wtedy, kiedy się nudzi. Rozwój daje radość. I jeszcze coś, dobra szkoła powinna uczyć, że współpraca przynosi lepsze efekty niż rywalizacja.


Ilu uczniów przyznaje, że polska szkoła jest nudna?

Połowa. Lekcje są ciekawe tylko dla 20 proc. uczniów. To jest porażka. Mamy szkołę, która utrudnia mózgowi pracę. Pieniądze, które dzisiaj przeznaczamy na przeprowadzanie testów, moglibyśmy zainwestować w stworzenie w szkołach sal warsztatowych, w których dzieci mogłyby przejść od roli uczniów-słuchaczy do roli uczniów-eksperymentatorów.


Obrońcy testów powiedzą, że cały świat tak dzisiaj sprawdza kompetencje.

Ale jaki jest sens przeprowadzać testy pod koniec trzeciej czy szóstej klasy podstawówki? Przecież potem jest zmiana nauczyciela. Co to za diagnoza, skoro już nie ma czasu na terapię? To nie jest żaden test diagnostyczny, tylko narzędzie selekcji. Jeśli chcemy mieć diagnozę, to zróbmy test w połowie drugiej klasy, anonimowo i bez ograniczeń czasowych. My nie musimy wiedzieć, czy Kasia jest lepsza od Krzysia. Powinniśmy raczej wiedzieć, czy stosujemy dobre metody nauczania.


A stosujemy?

Przed rozpoczęciem roku szkolnego każdy nauczyciel tworzy całoroczny plan. Załóżmy, że uczniowie zechcą pogłębić jakiś temat albo z czymś mają problemy. Z logiki systemu wynika, że nauczyciel uniknie problemów, gdy punktem odniesienia będą dla niego nie uczniowie, lecz szkolna dokumentacja.


Czy autorskie szkoły, które chcą podążać za dzieckiem, mają szansę przetrwania?

Podążanie za dzieckiem wcale nie musi stać w kolizji z podstawą programową. Dzieci same inicjują temat zajęć, a nauczyciel w inteligentny sposób nawiązuje do programu. Tylko że szkoła jest dziwnym tworem. W prawdziwym życiu jest tak, że ci, którzy nie wiedzą, pytają tych, którzy wiedzą. A w szkole jest odwrotnie. Zapominamy, że siłą dziecka są pytania, bo kieruje nim ciekawość poznawcza. W szkole tę ciekawość wygaszamy. Każdy człowiek ma swój wewnętrzny program rozwoju. Dziecko zaczyna chodzić, kiedy jest na tyle silne, by stanąć na nogi. To samo jest z nauką pisania i czytania. W szkole jednak ten wewnętrzny program rozwoju wyłączamy i narzucamy wszystkim dzieciom uśrednione zewnętrzne cele. Uważamy, że dzieci mające tę samą datę urodzenia muszą umieć to samo. Badania nad mózgiem pokazują, że to nie wiek decyduje o poziomie rozwoju, lecz dotychczasowe doświadczenia. Dziecko godzinami przesiadujące przed telewizorem nie może mieć takiej samej sieci neuronalnej, jak dziecko, które bawi się z kolegami, buduje z klocków, puszcza latawce i dużo rozmawia z rodzicami.


Indywidualizacja to odwieczny problem szkoły.

To, co wiemy o mózgu, pokazuje nam, że wymaganie od wszystkich dzieci tego samego jest głęboko niemoralne i nieuczciwe. Są dzieci, które się bardzo starają, ale mają deficyty i nie potrafią pewnych informacji przetworzyć. Nie dajemy im czasu na to, żeby nadrobiły zaległości, tylko od początku zaczynamy mierzyć i porównywać. Są, oczywiście, zajęcia wyrównawcze, ale co na nich dziecko robi? To samo, co robiło na lekcji. Reszta idzie do domu, a ono musi zostać za karę. Ale są i dobre przykłady. W Warmińsko-Mazurskiem dzieci pracowały metodą tzw. projektu i aktywności (praca zespołowa - przyp. red.) i nagle się okazało, że świetnie nadrabiają zaległości. Intensywnie się uczyły, myśląc, że się bawią. Generalnie w szkole ignoruje się fakt, że mózg jest organem społecznym i najlepiej uczy się w grupie. Nikt jednak nauczycieli do tego nie przygotowuje. Cała nasza metodyka to skansen.


W płacie czołowym 6-latka jest największa liczba połączeń neuronalnych; nigdy potem nie będzie ich już tak dużo.

Dlatego warto możliwie szeroko stymulować dziecko, by zachowało jak najwięcej z tych połączeń. Małe dziecko jest przygotowane przez naturę do tego, by pójść każdą drogą. Może zostać, kim chce. Nie chodzi o to, żeby wozić je z jednych zajęć na drugie. Dzieci powinny w szkole lepić, śpiewać, grać na instrumentach. Zwłaszcza muzyka jest dla mózgu bardzo ważna, bo działa jak balsam. Podczas śpiewu wydziela się dopamina, a obniża poziom kortyzolu (hormon stresu - przyp. red.). Nie można się bać, kiedy się śpiewa. Mózg człowieka muzykującego przewodzi impulsy 40 razy szybciej niż takiego, który na niczym nie gra. To nie przypadek, że tak wielu genialnych matematyków grało na instrumentach.


Szkoła widziana Pani oczami to straszne miejsce.

Nie słyszy Pan tego od dzieci? Przecież większość pierwszoklasistów cieszy się, że idzie do szkoły. Ile czasu potrzebujemy, żeby w nich tę radość zabić? Proszę popatrzeć, jak zachowują się dzieci w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie czy w Młynie Wiedzy w Toruniu. Czy któreś siada zblazowane i mówi „Nudzi mi się”? Szkoła powinna być miejscem, w którym dzieci mogą uczyć się w sposób aktywny. To od nas zależy, czy będziemy uczyć źle i przeznaczać ogromne kwoty na mierzenie efektów tego złego uczenia, czy raczej wydamy pieniądze, by stworzyć warsztaty, pracownie i gospodarstwa ekologiczne. Dzisiaj szkołę trzeba wymyśleć od nowa i stworzyć taką, która będzie bogatym w bodźce środowiskiem edukacyjnym. Postulują to badacze mózgu we wszystkich krajach. Ciekawe, który kraj jako pierwszy oprze system edukacyjny na wiedzy o mózgu. Marzy mi się, żeby to była Polska.

Teczka osobowa


Marzena Żylińska

- Zajmuje się metodyką i neuropedagogiką. W 2006 r. uzyskała doktorat na UAM w Poznaniu z dziedziny dydaktyki języków obcych. Pracuje jako wykładowca w Nauczycielskim Kolegium Języków Obcych w Toruniu. W swoich publikacjach propaguje twórcze wykorzystanie nowych technologii w nauczaniu.

- W 2013 r. nakładem Wydawnictwa Naukowego UMK ukazała się jej książka „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”. Prowadzi blog „Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce”. Pasjonuje się muzyką i literaturą. Uwielbia wycieczki rowerowe.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 24-05-2016 17:11

    Brak ocen 0 0

    - Mariola: Szkloła ma kreatywnych, odważnych i mądrych nauczycieli, ale szkoła kierują karierowicz, dla których liczy sie wynik, ludzie bez wiedzy o psychologii dziecka, ludzie podcinający skrzydła tym, którzy próbują " latać".

    Odpowiedz

  2. 20-03-2015 09:11

    Oceniono 1 raz 1 0

    - brzoza: Bardzo ciekawe . Jestem mamą 2 dzieci i wiecie co od niemowlaka ciągle z nimi rozmawiałam , przede wszystkim nigdy nie uważałam ,ze dziecko czegoś nie rozumie ( oczywiście w granicach rozsądku) , lepiłam razem, różne instrumenty to normalka , pomalowana ściana w pokoju to nie problem i można by wyliczać i wiecie , wydawało mi się to normalne, ale gdy córka poszła do przedszkola okazało się,ze ma bardzo dużo wiedzę , ogromny zasób słownictwa itd. zostałam zapytana kto jest zdolny w rodzinie na to ja, ze wszyscy na poziomie średnim , potem było to samo z synkiem , może głupie ale jako 3- late w grupie 24 dzieci jako jedyny umiał wycinać i znowu te same pytania , ze ma super słownictwo , duże wie itd. Więc nie trzeba czekać aż dziecko pójdzie do szkoły róbmy zwykłe rzeczy w domu też , uczmy je i zawsze trzeba dziecko wspierać i kochać .

    Odpowiedz

  3. 26-06-2014 16:55

    Oceniono 1 raz 0 1

    - Tedi: Cóż powiedzieć.... przeczytaj jeszcze raz co napisałeś....a dostrzeżesz, że Twoje pochlebne peany obróciły się przeciwko tobie..... widocznie starania Pani od polskiego niezupełnie do ciebie trafiły...... być może szkoda... nie wiem

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz

    1. 18-06-2014 22:55

      Oceniono 1 raz 1 0

      - Hanna Kucman: Mam poczucie straty, gdy patrzę co i jak mogłabym jeszcze zrobić z moimi uczniami. Ale synonimem sukcesu jest wartość stanin, a nie to, że dzieci mogłyby mieć indywidualne sukcesy na miarę swoich możliwości. Przepadają nam kolejne pokolenia straconych bezpowrotnie talentów, które nie mają szans na rozwój. Prasuje w szkole podstawowej i szkole muzycznej, i żal mie dzieci, których rodzice nie mogą się pogodzić z tym, że ich dziecko mogłoby być doskonałym perkusistą lub trębaczem, bo przecież w domu nikt nie jest muzykiem! Łaskawa opieka społeczna sprawi, że przetrwają. Ale czy o to nam chodzi?

      Odpowiedz

    2. 30-05-2014 22:44

      Oceniono 5 razy 5 0

      - Urszula Zelazo: Popieram, to jest bardzo interesujaca i madra teoria. Trzeba jednak odwaznych, pracowitych i madrych nauczycieli, pedagogow no i rodzicow. Niestety nie jest ich wielu ale odwagi mozemy to zmienic. Polacy potrafia musza tylko chciec i potem wszystko jest mozliwe. Zechciejmy wiec podjac ta walke o edukacje a nie dyskryminacje.

      Odpowiedz

    3. 25-05-2014 23:58

      Oceniono 9 razy 9 0

      - dolores: ..jak najbardziej popieram..szkoła nie przygotowuje do życia, nie ma warunków żeby popracować w grupach, czy poeksperymentowacwać (zbyt liczne klasy, 45min-zanim się zacznie coś robić tpo trzeba kończyć i sale"dobrze posprzątac bo wchodzi inny nauczyciel i wyzywa, ze bałagan-nie zrobi bałaganu ten , kto nic nie robi ;) )..boje się własne dziecko posłać do szkoły w której uczę-gdzie niewielu nauczycieli jest z pasją i selekcjonują dzieci.. okropność..:(((

      Odpowiedz

    4. 25-05-2014 12:34

      Oceniono 3 razy 3 0

      - Przemądrzała: Autorka, jak rozumiem, proponuje zmiany systemowe, dla mnie jasno wynika z przedstawionych pogladów, że klasa szkolna również musiałaby wyglądać inaczej.

      Odpowiedz

    5. 25-05-2014 11:18

      Oceniono 6 razy 2 4

      - Magda: Po linii najmniejszego oporu, a nie po najmniejszej linii. Tego też nie nauczyli z lenistwa? :)

      Odpowiedz

    6. 24-05-2014 21:30

      Oceniono 5 razy 3 2

      - espo.: najprostrza linia oporu? gratulacje, Mikal.

      Odpowiedz

    7. 24-05-2014 10:17

      Oceniono 3 razy 1 2

      - Mikal: Tu sie nie zgodze że system jest winny. Moim zadaniem, już studenta który pamieta jeszcze gimnazjum i podstwówkę, to w większosci wina nauczycieli którzy szli po najprostrzej lini oporu. około 20% nauczycieli potrafiło zainteresować, Pani od polskiego przebierała sie w stroje historyczne np jak omawialismy romea i julie. Biologia wszystkie rzeczy pod mikroskopem, Angielski tłumaczenia piosenek i oglądanie brytyjskich seriali z angielskimi napisami abyśmy sie osłuchali, robienie wywiadów po angielsku, już nie bede mówił o chemii , fizyce i informatyce bo to miesca by brakowało. Trzeba chcieć a nie siedzieć i czytać książkę i kazac to pisać. Oczywiscie sie uczyłem w największym gimnazum i podstawówce w moim miescie gdzie było 7 klas po 30 osób. Jedynie co sie nudziliśmy to na Historii i Matematyce i na przedmiotach które nie były ciekawe a miały byc czyli technika sztuka muzyka. Pozdrawiam (rocznik1991)

      Odpowiedz

    8. 24-05-2014 08:33

      Oceniono 6 razy 3 3

      - matkapolka: zmiana systemu nauczania z pewnością obejmowałaby również zmianę liczebności klasy aby aktywne nauczanie miało realną szansę zaistnieć ale jako nauczycielowi z ciasnym rozumkiem pewnie nie przyszło Ci to nawet do głowy!

      Odpowiedz

    9. 23-05-2014 23:33

      Oceniono 15 razy 14 1

      - odszkalniająca: a czy wiecie, że w Polsce już setki dzieci uczy się poza szkołą? to legalne (odpowiadając na najczęściej pojawiające się pytanie). te dzieciaki zamiast siedzieć w ławkach biegają po lesie, zamiast uczyć się budowy pomidora z książki oglądają pomidora w ogrodzie, zamiast ziewać hymn na muzyce chodzą na koncerty, zamiast przynosić zwolnienia, szaleją na świeżym powietrzu. podstawę programową w niesterowanej grupie łyka się w 10-20% czasu przeznaczonego na to w szkole. reszta pozostaje na rozwijanie pasji. polecam odszkolenienie tym wszystkim, którym zależy na edukowaniu a nie szkoleniu dzieci i na wychowaniu pewnego siebie szczęśliwego wykształconego człowieka o rozwiniętych umiejętnościach interpersonalnych.

      Odpowiedz

    10. 23-05-2014 21:49

      Oceniono 19 razy 5 14

      - alf: Zapraszam do gimnazjum - i w klasie 30 osobowej pracować tak by uczeń się nie nudził. Łatwo pisać takie szczytne myśli nie posiadając praktyki - tylko teorię

      Odpowiedz

    11. 23-05-2014 17:18

      Oceniono 9 razy 9 0

      - Az87: Zgadzam się z Panią. Na moich zajęciach także było głośno i nie raz słyszałam, że mogłabym wrócić do starszych metod nauczania. Dziecko powinno być zaciekawione na lekcji, wstawać, dyskutować, zadawać pytania, śmiać się. Lepiej obserwować, że uczeń jest aktywny, jego umysł pracuje. Ziewanie na lekcji jest symbolem znudzenia i niedotlenienia mózgu a przy okazji nie najlepszą oceną dla nauczyciela.

      Odpowiedz

    12. 23-05-2014 13:50

      Oceniono 17 razy 17 0

      - Ewa: Bardzo dziękuję za ten artykuł! Upewnia mnie on w tym, o co walczę w szkole mojego dziecka i co sama robię, prowadząc zajęcia plastyczne i techniczne z dziećmi. Dzieci uwielbiają działanie, a szkoła najczęściej na to nie pozwala! Sama nieraz słyszałam, że na moich zajęciach jest za głośno, dzieci chodzą, a powinny siedzieć w ławkach... Nie ukrywam jednak, że w obecnych warunkach, jakie są tworzone w szkołach państwowych, praca poprzez działanie jest bardzo trudna. Trudno prowadzić ciekawe zajęcia, mając 350 uczniów, a co 45 minut inną zbyt liczną grupę. Taki system pracy wymaga obniżenia liczebności dzieci w klasie, dofinansowania szkół i - co najważniejsze - zmiany świadomości nauczycieli przyzwyczajonych do porównywania i szufladkowania dzieci na te zdolne i niezdolne. Takich nauczycieli jest niestety wielu. Zgadzam się z każdym słowem tego artykułu i z bólem patrzę na rzeczywistość szkół publicznych w Polsce... Szkoła stała się fabryką...

      Odpowiedz