Co kryje zatopiona kopalnia?

Łukasz Jędrzejczak 17 stycznia 2014, aktualizowano: 17-01-2014 09:32

Czy jest szansa na odzyskanie zatopionych solnych komnat? A może w podziemiach Inowrocławia ukryto niebezpieczne odpady, zaś na ostatnich poziomach kopalni zamiast solanki są puste komory wypełnione gazem... Docieramy do ustaleń NIK i ważnych świadków.

Fot.: Express Bydgoski/Nowości

- Jak można było taką krzywdę światu zrobić i takie cudo zalać! - ubolewa Zenon Panfil, emerytowany nadsztygar górniczy z inowrocławskiej kopalni „Solno”. Od jej zalania minęło ponad dwadzieścia lat, ale pamięć o solnym cudzie wciąż jest żywa.


- W komorze „Echo” cała podłoga i brzegi były kryształowe, bo tylko tu, w inowrocławskiej kopalni, mieliśmy przezroczyste hality. Brano od nas tę kryształową sól do Wieliczki i sprzedawano turystom jako własną - wspomina Panfil. Był jednym z ostatnich przewodników po kopalni. - Tym, którzy bywali na spektaklach organizowanych w podziemnej komorze „Teatralnej” z widownią na sześćset miejsc lub słuchali koncertów operowych w słynącej z niezwykłej akustyki komorze solnej „Echo”, trudno się pogodzić z decyzją o zalaniu tych miejsc - zauważa.

Niedawno pojawił się pomysł dotyczący rewitalizacji części kopalni i w Inowrocławiu rozgorzała gorąca dyskusja. Powróciły pytania, czy decyzja o zalaniu była słuszna i czy likwidację kopalni soli przeprowadzono prawidłowo.

Utajniono raporty


bydgoskiej i opolskiej delegatur NIK, które kontrolowały przebieg likwidacji zakładu górniczego „Solno”, wskazując na popełnione wówczas błędy i związane z nimi aktualne zagrożenia dla miasta - taki zarzut pojawia się w dyskusjach. Wraz z sugestią, że władze Inowrocławia zaniechały ustalenia przyczyn katastrof budowlanych i pogarszającego się stanu zabudowy na terenie zlikwidowanej kopalni oraz dochodzenia odszkodowań, a także zbagatelizowały zalecenia pokontrolne.

Udało się nam dotrzeć do obu dokumentów NIK, a także do naocznych świadków zalewania kopalni. Ich pamięć oraz ustalenia kontrolerów każą zadać pytanie: Dlaczego nikt nie sprawdza, czy sugerowane zagrożenie dla miasta, spowodowane niewłaściwą likwidacją kopalni, jest realne?

Bogusław Rasała pracował jako brygadzista w oddziale utrzymania ruchu zakładu „Solno”. - Byłem przy zasypywaniu wszystkich szybów i dużo na ten temat wiem - mówi. Ma nawet własną teorię, obalającą tę oficjalną, która decyzję o likwidacji kopalni wiązała z jej zagrożeniem dla miasta.

- Straszono inowrocławian, szafując przykładem pobliskiego zapadliska w Wapnie, choć to, co tam się stało, było spowodowane inną strukturą wysadu i błędem ludzkim - wspomina Rasała. Jego zdaniem, decyzję o zalaniu Solna, która zapadła w 1982 roku przeforsowało... wieliczkowe lobby, nastawione na zniszczenie konkurencji.

- To Wieliczka miała przyciągać turystów, natomiast w likwidowanej inowrocławskiej kopalni planowano... składowisko śmieci - twierdzi Rasała. O tym, że do podziemnych komór solnych pod Inowrocławiem mogły trafić

beczki z niebezpiecznymi odpadami


szeptano przed dwudziestoma laty, a dziś mówi się o tym coraz głośniej. NIK, badając ten wątek, dotarła do ciekawej korespondencji dyrekcji kopalni z 1992 r. Jest tam pismo ówczesnego szefa Agencji Gospodarki Odpadami w Katowicach z lipca 1992 r., który proponuje wykorzystanie wyługowanych komór solnych pod Inowrocławiem jako składowisko odpadów.

Przez kolejne trzy miesiące dyrektor kopalni koresponduje z niemiecką firmą „J.P.” na temat sprowadzenia do zakładu „Solno” 17 tys. ton odpadów, nazywanych umownie „solanką magnezową”, którą ma wypełnić poeksploatacyjne pustki. Odpady miały być dostarczane w cysternach na bocznicę przy warzelni soli i transportowane do zbiorników na terenie szybu „Solno 1”. Podobno na sprowadzenie odpadów do Polski nie zgodził się Główny Inspektorat Ochrony Środowiska.

- Firma, która miała nam dostarczać odpady pod przykrywką „solanki magnezowej”, do dziś trudni się wywozem radioaktywnych odpadów z Niemiec na Syberię - ujawnia Rasała, który współpracował z kontrolerami NIK. - Wiem, że dyrektor kopalni szukał w „Organice - Zachem” beczek na składowanie tych odpadów, ale ich nie dostał - dodaje.

Inni świadkowie zapamiętali, że w trakcie zasypywania „Solna 2” przywożono beczkowozami i wlewano do tego szybu ścieki z likwidowanej gazowni. Miała to być zielonkawa ciecz o zapachu siarkowodoru. „Początkowo te ścieki przywożono rano, ale przy ich wlewaniu do szybu był taki odór, że pracownicy w biurach zamykali okna i potem beczkowozy przyjeżdżały już tylko po południu lub nocą” - zeznali kontrolerom z NIK, natomiast dyrektor „Solna” zaprzeczył, jakoby w szybach lub komorach solnych umieszczono inne odpady, poza wapnem i ługami posodowymi z Mątew i Janikowa, którymi zalewano kopalnię.

Zenona Panfila i Bogusława Rasałę najbardziej niepokoją pogłoski, że woda z zalewanych posodowymi ściekami najwyższych poziomów kopalni gdzieś wyciekła i są one puste.

- To mogą być siedliska gazu.


Bardzo niebezpieczne! - ostrzegają. O tym, że w tych pogłoskach może być coś z prawdy, świadczą wspomnienia Rasały: - Zaskoczyło mnie, gdy dostałem polecenie natychmiastowego odcięcia ustawionej nad najwyższym poziomem klatki, z której prowadzono obserwację zalewania kopalni - mówi. Zdziwił go ten pośpiech, bo, jak twierdzi, zalewanie i obserwacja zachowania pompowanych do kopalni ścieków z Mątew i Janikowa miała być długim procesem.

- Moja brygada miała stawiać tamy z cegły, 20 metrów od szybu, i nagle tego zaniechano; zaczęło się pospieszne zasypywanie szybów wapnem posodowym z Mątew i tłuczniem z Janikowa.

O tym, że pod warstwą tłucznia mogą być puste komory, świadczą zeznania świadków przesłuchanych przez NIK, w tym Bogusława Rasały. - Krótko przed otrzymaniem polecenia odcięcia obserwacyjnej klatki miałem zjechać na dół z hydrologiem, aby pobrać próbki solanki. Brakowało wtedy metra do zalania czwartego z dziesięciu poziomów kopalni i nagle słyszę od przerażonego hydrologa, że woda wyciekła.

Cofnęła się na poprzedni, siódmy, poziom, gdzie stała przez dziewięć miesięcy - wspomina. - Gdzie wyciekła? Nie wiadomo. Nie można było sprawdzić, ponieważ klatki, która zjeżdżała na ten poziom, już nie było - tłumaczy Rasała. Sugeruje, że woda mogła się przebić na wysokości osiedla Rąbin, bo tam były kruche pokłady gipsu. - Uciekło wtedy kilka milionów sześciennych wody, więc zaczęto dzień i noc lać do kopalni ścieki i sypać kamień z wapnem.

Kontrolerzy NIK ustalili, że zamiast 13,5 mln metrów sześciennych posodowych ścieków wlano do kopalni... 30 milionów. - Mimo że wpompowano ich dwa razy więcej, nie ma gwarancji, że zalano wszystkie poziomy, bo przy wsypywaniu do kopalni tłucznia, woda powinna iść do góry, a tak nie było, bo nie wypompowaliśmy ani litra - twierdzi Rasała i dodaje: - W pustych komorach może być gaz, który przy odpowiednim stężeniu sam wybucha i to jest groźne.

Trzeba zrobić odwiert i to sprawdzić


- podpowiada. Proponuje wykonać takie badania w szybie „Solno 3” przy ul. Staszica, bo tam jest najlepsze dojście. - Problem w tym, że niektórzy panicznie się takiej odkrywki boją, a pomysł dotyczący rewitalizacji kopalni działa na nich jak czerwona płachta na byka - ocenia.

W grudniu w inowrocławskim Muzeum im. Kasprowicza odbyła się konferencja, w której uczestniczyła dawna kierownicza kadra górnicza, a patronował jej obecny zarząd IKS „Solino”. - Czesław Misterski, który rządził kopalnią od 1994 do 2006 r., a dziś zasiada w radzie społecznej muzeum, przekonywał, że o likwidacji kopalni przesądziła katastrofa w Wapnie i obawa przed wdarciem się do wyrobisk wód spoza wysadu solnego, które mogły spowodować w mieście zapadliska - wspomina jeden z uczestników konferencji. Sugeruje, że pomysłem rewitalizacji zalanej kopalni prezydent Ryszard Brejza nie jest zachwycony, powołując się na ogromne koszty takiego przedsięwzięcia.

- Inowrocławska kopalnia to był unikat, jedno z trzech takich cudów natury na świecie - zauważa Bronisław Majewski, społecznik i autor książki „Historia solarstwa w Inowrocławiu”. Przypomina, że nieżyjący już profesor Józef Poborski, wybitny badacz pokładów soli i ojciec polskiego solarstwa, był inowrocławską kopalnią zachwycony i jak lew walczył o jej zachowanie.

„Niechaj kryzysowa sytuacja gospodarcza w kraju nie rzutuje negatywnie na stworzenie w Inowrocławiu Kopalni Zabytkowo-Doświadczalnej z ewentualnym podziemnym sanatorium” - apelował w 1989 r. do centralnych i lokalnych władz.

- Profesor przyjechał tu z potencjalnymi inwestorami z Wielkiej Brytanii i Kanady, i usłyszał, że nie ma już zjazdu do kopalni, co było nieprawdą, bo dopiero następnego dnia dostałem polecenie natychmiastowego odcięcia obserwacyjnej klatki - zdradza Bogusław Rasała i dzieli się przemyśleniami: - Jeśli naprawdę zrzucano tam niebezpieczne odpady, trzeba było odciąć drogę tym, którzy chcieliby to sprawdzić.

- Co zrobić, skoro ani miasto, ani IKS „Solino” do takich odkrywkowych badań się nie kwapi? - pytamy w Państwowym Instytucie Geologicznym, a jego rzecznik Mirosław Rutkowski podpowiada: - Usługa zbadania tego, co dzieje się na terenach po zlikwidowanej kopalni, kosztuje w PIG najwyżej kilkanaście tysięcy złotych, a pieniądze na ten cel można pozyskać z funduszu ochrony środowiska.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 08-02-2014 14:01

    Oceniono 2 razy 2 0

    - Andrzej Florek: dodam, że na jednym ze zdjęć widać tabliczkę : Rezerwat przyrody prawem chroniony. Co my takiego mamy z tym przestrzeganiem prawa ?

    Odpowiedz

  2. 08-02-2014 13:57

    Oceniono 3 razy 3 0

    - Andrzej Florek: Szkoda tej pięknej kopalni. Na pociechę zostało mi trochę zdjęć. https://www.facebook.com/andrzej.florek. 731/media_set?set=a.105182012965625.1366 1.100004214793913&type=3

    Pokaż odpowiedzi (1) Odpowiedz